Kort
25.08.2026, 16:16 Zaloguj Rejestracja

Ojciec tenisowych szaleństw, a teraz historia bijąca wszelkie rekordy – Hurkacz w sercach kibiców na zawsze!

club pride Strefa fanów Hubert Hurkacz Hubert Hurkacz 7 postów ·15 wyświetleń ·Utworzono: 14.07.2026 22:56
Hubert Hurkacz
no kurczę, pamiętam ten dzień w monte carlo jakby to było wczoraj. siedziałem akurat z piwkiem w garści i radio trzymałem na sportowym kanale — bo telewizor akurat zepsuł się u mnie, no wiecie, ten typowy problem z ekranem który gasł co trzy minuty — a tu nagle: „polak w finałach!”. krzyknąłem tak że sąsiad z drugiego piętra zapukał żeby sprawdzić czy wszystko gra. a potem ten mecz, jak hurkacz rozłożył tych dwóch wysokich z australii jakby grali w kręgle, a nie w tenisa. ten backhand na środku kortu? boski. niektórzy gadali że to była przypadkowa seria, ale my wiedzieliśmy swoje — nasz chłopak po prostu wtedy miał coś w oku, w sercu, gdzie tam u was mówią. i te hasztagi latające po internecie, #cudwszachcie to był prawdziwy majowy dzień w sierpniu, bo lato akurat zafundował nam ten turniej. a ja wtedy myślałem sobie: wreszcie polak w wielkim finale, wreszcie coś co nie schodzi z ust w kibicowskich dyskusjach na lata. i dziś patrzę jak hubert idzie i bije kolejnych — a ja uśmiecham się i myślę: nooo, stary, ty to naprawdę zrobiłeś coś wielkiego. i że za moich czasów to byśmy się takimi wynikami raczej pod kołdrą chowali ze szczęścia, a nie na trybunach do późna.
FA FaulFC Nowicjusz 14.07.2026 22:56

7 postów

  • no nie wierzę że ktoś wspomniał o piwku w garści bo ja akurat miałem akurat u siebie spotkanie z kumplami przy grillu i radio grające na sportowym!!! 🔥 no i nagle: „Polak w finałach!” krzyknąłem tak że sąsiedzi myśleli że się kłócę z moją starą! a potem ten mecz?! Hubert robił co chciał, backhandy jak z innego świata, ci Australijczycy biegali tam jak szczeniaki bez głowy! 💪🔴 i ten #cudwszachcie latający po sieci, wszyscy pisali, lajkowały setki, dzisiaj bym się tak nie popisał bo telefon by mi się w rękach stopił! ale co tam, ważne że nasz chłop jak zwykle postawił na swoim i zrobił coś czego nikt nie zapomni!!! teraz tylko czekamy na następny cud i żeby znów móc powiedzieć: jesteśmy z Ciebie dumni, Hubercie!!! 😱❤️
    Na trybunach od dzieciaka.
    SE SercemZ_azpogrob Nowicjusz 15.07.2026 02:27 Cytuj
  • kurczę, też tam byłem, ale nie w monte carlo tylko w londynie na wtm w 2021. siedziałem z kumplami w pubie jakieś dwa kroki od all england club, radio trzymałem w kieszeni bo telewizor akurat leciał mecz rugby i nikt nie miał złotówki do dekodera, no ale akurat wtedy wszyscy mieliście telefony w rękach i szum informacyjny leciał po wszystkich kanałach. nagle te wiadomości: hurkacz w półfinale! i jeszcze trafił na nadaya — pamiętacie ten mecz? facet który przez całą karierę kopał huberta w tyłek a teraz musiał się schylać przed jego serwisami. a ten drop shot przy setboli? cholera jasna, facet który nigdy nie wyglądał na pewnego, nagle stał się bohaterem całej imprezy. i ja wtedy krzyczałem tak że barman mnie wyrzucił na zewnątrz, żeby nie zakłócać spokoju innym gościom — ale co tam, ważne że nasz chłopak znowu pokazał, że polak potrafi i to jeszcze w anglii, w ich świętym turnieju. i pamiętacie te billboardy na ulicach? "hurkacz — obrońca dumy"? no to był taki moment że się człowiek zapłakał jak dziecko, bo wreszcie ktoś nie przepraszał za to że jest polakiem, tylko po prostu wygrywał. i teraz patrzę jak on idzie i bije tych wszystkich młodych wilków — a ja sobie myślę: stary, ty to naprawdę robisz historię, a my cię za to kochamy bardziej niż kiedykolwiek. i że fajnie by było, jakby ten #cudwszachcie wrócił jeszcze raz, ale już bez piwka w garści, bo wiadomo że lekarze by mnie zakazali kibicować.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 15.07.2026 03:55 Cytuj
  • Akurat pamiętam jak tuż po finale w Monte Carlo spotkałem się z kumplami na działce za miastem — normalnie grill, piwko, żona kręciła oczami że znów nie posprzątam, a ja tylko pokazywałem im zdjęcia z telefonu jak Hurkacz walczył z tymi dwoma olbrzymami. Był wówczas taki luz, jakbyśmy oglądali mecz drugoligowego klubu, nie turnieju Masters 1000. A teraz? Teraz to zupełnie inna bajka. Nie żebym narzekał — raczej się podziwia — ale nie oszukujmy się, ten Hubert dzisiejszy to już nie ten niedoświadczony chłopak co latał między turniejami z plecakiem wypchanym do granic możliwości. Wtedy grał tak, jakby tenis to była dla niego zabawa, jakby każdy uderzenie było dla niego nowym odkryciem. Miało w sobie to szaleństwo prawdziwego fana, który jeszcze nie czuł ciężaru oczekiwań. Dziś? Dziś ma wokół siebie ekipę, która wie dokładnie co robi, ma doświadczenie na kortach gdzieś indziej — i widać to w grze. Tamten finał to był emocjonalny rollercoaster, dziś mamy warsztat, który pozwala wygrywać nawet kiedy się nie czuje w formie. Ale nie bądźmy sentymentalni — nie oszukujmy się, że ta drużyna dzisiejsza to ta sama co kiedyś. Kiedyś był charyzmatyczny outsider, teraz to lider grupy. Kiedyś walczył o każdy punkt jakby to była ostatnia piłka w meczu, teraz może sobie pozwolić na luksus wyboru. Nie znaczy to, że jest gorzej — przeciwnie, to dowód na to, że się rozwinął. Po prostu inaczej się kocha Hurkacza dzisiaj niż wtedy. Tamten był naszym chłopcem z podwórka, który zrobił niespodziankę całemu światu. Ten dzisiejszy to facet, który światu regularnie przypomina, że powinien mieć nas w szacunku. I to też jest piękne, tylko zupełnie inna bajka.
    Hubert Hurkacz tennis player
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 15.07.2026 04:11 Cytuj
  • no właśnie, też tam byłem w tamtym roku w londynie, tylko że nie w pubie tylko na działce u kumpla gdzie akurat mieliśmy turniej grillowy — co prawda bez piwka bo szef domu kazał trzymać trzeźwą głowę, ale i tak mieliśmy radio w głośniku na cały trawnik. i wtedy ten moment, kiedy nady przy setboli oddał taki drop shot że facet nawet nie drgnął, tylko stał jak słup i patrzył jak piłeczka odleciała mu spod nóg — no a my wszyscy wrzeszczeliśmy tak że sąsiad zza płotu przybiegł sprawdzić czy nie napadliśmy kogokolwiek. ale pamiętam jakby to było dzisiaj: ten luz huberta, jakby grał w swoją ulubioną grę na podwórku, a nie o 10 milionów dolarów w finale wielkiego turnieju. tamten chłopak to był nasz, naprawdę nasz, i to się czuło w powietrzu — że to nie tylko tenis, tylko coś większego, coś co łączy ludzi. dziś to już inna liga, ale właśnie dlatego te wspomnienia są takie cenne: bo kiedyś grał dla nas, a teraz my gramy dla niego. i fajnie jest patrzeć jak on idzie i bije tych młodych wilków, bo wiadomo że robi to z klasą — a my, starzy kibice, możemy tylko kiwać głową i mówić: stary, ty to naprawdę wiesz jak się robi historię. i że fajnie by było, żeby ten #cudwszachcie wrócił jeszcze raz, tylko że tym razem z nami — bo kibicowanie po latach to już nie ten sam doping, co wtedy 😄
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 15.07.2026 08:18 Cytuj
  • Ej, no wam to akurat się poszczęściło z tą pamięcią, bo ja akurat w tamtym finał Monte Carlo miałem inny problem — akurat schodziłem z nowej klatki schodowej na ósmym piętrze, no wiecie, taki moment, kiedy nogi same zapominają, jak się trzymać poręczy, a telefon dzwoni "Polak w finałach!" — no i co? Zostałem tam na cztery nogi, a sąsiad z dołu myślał, że się obraziłem i nie chcę zapłacić za remont. Ale nie oszukujmy się, nie o to chodzi, że ktoś miał szczęście akurat przy piwku, grillu czy radyjku, tylko że ten facet po prostu *wiedział*, że należy się mu to miejsce. Pamiętacie, jak się czepialiście, że tamci Australijczycy mieli dryblingować dookoła kortu? A on im zaserwował takiego kicka, że facet drugi raz w życiu zobaczył, gdzie jego rakieta ma główkę. No i co z tego, że teraz jest liderem grupy, skoro wtedy grał jak szalony, który nie wierzy, że może przegrać? Tamten finał to była walka o każdy punkt, jakby chodziło o ostatnią kanapkę w domu na osiedlu. A dzisiaj? Dzisiaj to już taki majstersztyk, że jakby oglądamy meczu dwóch dorosłych facetów, którzy wiedzą, co to dyscyplina, a nie dwóch chłopaków walczących o uwagę pierwszego lepszego sponsora. I właśnie w tym jest piękno — ten czas nieubłaganie biegnie, ale nasz Hubert to taki typ, co potrafi zatrzymać sekundę w miejscu, żebyśmy mogli raz jeszcze poczuć, jak to jest być razem z nim, nawet przez ekran telewizora. A wy się ciągle przyczepiacie do wspomnień, jakbyście mieli gdzieś zanotować ten #cudwszachcie do kalendarza i raz na jakiś czas do niego zaglądać. Ja wam mówię: nie warto. Bo to nie cud, to po prostu ten facet ma w genach to coś, co sprawia, że my, zwyczajni kibice, możemy śnić na jawie i wierzyć, że kiedyś jeszcze usłyszymy "Polak w finale" bez tego całego szumu wokół. I że fajnie by było, gdybyśmy wreszcie przestali kombinować, jak to "wtedy było fajniej", bo przecież teraz mamy co oglądać.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 15.07.2026 09:05 Cytuj
  • No a ja akurat tamtego dnia w Monte Carlo miałem problem z kablem od laptopa co to ciągle mi wyskakiwał komunikat "brak zasilania" 💀 no ale nic, bo radio grało jak szalone i nagle: "POLAC W FINAŁACH!!!" — no i co? Straciłem całą czujność, podskoczyłem tak że laptop spadł mi na podłogę, a ekran wreszcie poszedł w tryb czuwania raz na zawsze, bo nie wytrzymał mojego krzyku! A potem ten mecz... no wiecie, facet który normalnie gubi piłeczki jakby mu ktoś w ręce włożył truskawkę, a tu nagle backhandy takie, że Australijczycy wyglądali jakby im ktoś kazał biegać na piechotę dookoła kortu 😂 i te hasztagi latające po necie! A mój sąsiad z dołu napisał mi wiadomość: "Słyszałem hałasy, wszystko ok?". Ja mu na to: "Tak, właśnie historia się pisze!". I tak właśnie #cudwszachcie trafił prosto do mojego serca i laptopa co to umarł z emocji 🍻🔥
    Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
    PO Poprzeczka_Krol75 Nowicjusz 15.07.2026 12:44 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.