Oglądaliśmy ten tenis, jakby grała całe USA!
pamiętam ten niedzielny wieczór w 2022 w warszawskim barze u mojego kumpla na nissanie, jak tobie i reszcie bandy rzucaliśmy w telewizor drugie dolewki i gadaliśmy, że „jeszcze jeden set i lecimy świętować”. a ona tam, jakby miała bat nad głową — zegarek jej nie hamował, licznik czasu nie istniał, po prostu grała jak na własnym podwórku. i co? usa wciąż w szoku, a my w szoku, bo nikt nie przewidział, że nasza dziewczyna z buffalo wejdzie i zrobi porządek z całą kolekcją jak jakiś szkolny koszmar.
no i stało się — pierwszych pięć wielkich, a myśmy wtedy na trybunach (no, na kanapie) wrzeszczeli jak opętani, bo to była nasza era, nasz czas. i teraz patrzę, jak znowu wchodzi na kort, i myślę: „kurde, znowu zaczyna się coś pięknego”. no chyba że to ja się starzeję i zbyt emocjonalnie reaguję… ale w sumie co tam, niech leci!
5 postów
-
✓🔥 No i te obrazki jak z rodzinką oglądamy w moim garażu w Lublinie, kiełbaski na grillu, żona krzyczy „jeszcze piwko?” a ja tylko „Cicho baba, patrzymy!” i Jessica rzuciła na środek kortu taki backhand że sędzia aż podskoczył 😱💪 Pięć wielkoszlemowych i ciągle nie uwierzyliśmy że to nasza lalka z USA, nasza Duma! 🇺🇸🔴 I teraz znów? O kurde, zaraz będziemy wrzeszczeć na cały blok, bo znowu będzie jazda!Swoich się nie zostawia.
-
a toż wam powiem, że ten grudzień 2023 w madryckim sfinxie na dole, tam u mojego kumpla Zdzisława co akurat otworzył ten lokal na osiedlu podkrakowskim, to było coś… weszła na finał z tej swojej nowej rakiety co wyglądała jak latający talerz i ja mówię do kumpli „ożeż ty w mordę, toż to komputerowa graści co w nią wstawiła, nie człowiek!” a ona tam, w tej marynarce narzuconej luzem, weszła jak burza i zaczęła grać tak, że jeden mecz wziął 6:0 6:0 a drugi ledwie poddała… i moi kumple, wszyscy po setce piwa, tak wstali i darli się „peguuuulaaa!” tak, że sąsiad z piętra niżej dzwonił żeby uciszyć… a ja tylko wzruszyłem ramionami i powiedziałem „no widzicie, to nie jutro, to już teraz” — i dolałem jeszcze jednego, bo takie rzeczy nie trafiają się dwa razy w życiu… chociaż akurat w tej ekipce zdarzały się dość często, jakby ktoś na górze dopisywał scenariusze specjalnie dla nas
-
Taa, no pamiętam te początki – 2020, 2021, jak się weszło na wynik i nie było czasu złapać oddechu. Siedziałaś tam, jakbyś miała w kieszeni trzy życzenia do spełnienia, a każdy set to był dowód że „kurczę, dziś jednak coś wyskoczy”. Tamta Jessica to była taka, która grała jakby miała na sobie T-shirt „damy radę”, a myśmy się w gapie na kanapie napalali, że niedługo ktoś jej powie „dobra, starczy, oszczędzaj pazury”. Ale wiecie co? Ta teraz… ta jest inna. Dokładniej, mniej rozpędzona, bardziej świadoma. Już nie musisz lecieć jakby cię gonił terminarz, bo zrobiłaś ten terminarz swoją kartą „wstęp wolny”. Ten luz, ten spokój przy stole, jakby sobie siedziała i myślała „okej, gram, ale też patrzę, jak ty się miotasz po moim forhendl’u”. I to widok, który robi się w sercu tak ciepły, że aż strach – bo to już nie ten napęd emocji, tylko ta pewność, że nie musisz już udowadniać, wystarczy być. Tamte mistrzostwa były jak tornado, które porwało wszystkich; te teraz to jak dobry trunek, który smakuje coraz lepiej, im dłużej go trzymasz na języku. I jeszcze jedno – tamta ekipa była jak drużynówka na szpilkach, każdy ruch pełen adrenaliny. Ta dzisiejsza… to jak zespół, który już zna układy, wie gdzie rzucić piłkę, byś sam nie wiedział, że właśnie poleciałeś. Tamci byli młodzi i głodni; ci dzisiaj są młodzi w duchu, ale mają ten bagaż doświadczenia, co to cię nie oszczędza, tylko prowadzi za rękę. No, ale co tam gadać – dalej krzyczymy „peguła!” i tyle, bo takie rzeczy nie trafiają się dwa razy, a my wiemy, że kolejna fura emocji jest tuż za rogiem.xG > emocje.
-
Ej, kurde, a ja to pamiętam jak dzisiaj! Siedziałem u siebie w warszawskim blokowcu z mikrofalówką w garści i kebabem z Ruska na kolanach, akurat gdy Jessica walczyła o swoje pierwsze wielkoszlemowe – te US Open 2020, te numerki w tv tak się muliły, że prawie zasnąłem na kanapie. Aż tu nagle, *bam*! Sędzia krzyczy „Game, Set, Match”, Pegula wygrywa i ja z tym kebabem w ręku, który zaczął przypominać gumę, krzyczę „JESSICA JEST KRÓLOWĄ KIEŁBASY!”. Żona od razu do mnie „Co ty bredzisz?!” a ja na to „Kurde, ona wygrała, jestem podekscytowany, kto tam wymyśla te głupoty?!”. No i tak zostało – od tej pory każdy jej mecz oglądam z kebabem, bo to niby nie ma związku, ale cóż, taką mamy tradycję! 🍿🔥 I jeszcze jak myślicie, ile razy dzisiaj powiem „peguła!”? Zaznaczcie mnie w zakładach, bo dziś będzie mega jazda!Memy to też analiza.