Od Wimbledonu do nowej legendy — jak polska flaga wdarła się do koron tenisowych!
przyznam, że tamtego piątku w lipcu pamiętam jak dziś — ja akurat na grillu u wujka na obrzeżach lubelskiej wsi, z kolei sąsiadki wywieszały białe koszule ze znakiem polskiej flagi, a teściowa krzyczała coś o "czystej angielskiej herbacie i naszej rodzynce". a że akurat telewizor stary miałem, to obraz szedł z takim opóźnieniem, że ledwo zdążyłem dojrzeć ten moment... ile to tam było? 1-6, 2-6, 3-6? nie, nie, to nie był ten mecz... to był ten, co wszyscy pamiętają — finał, cztery sety, i nagle ta mała z warszawskiego blokowiska zrobiła coś takiego, że aż starzy faceci przy radiu zaklinali się pod nosem. a ja z tym piwem w ręku, zrobiłem sobie tylko takie okrzyczenie w stylu "jeszcze raz, Iga, jeszcze raz!" — i tamten okrzyk to było coś, co się w ludziach zostało... bo przecież nikt nie sądził, że ta dziewucha w niesamowitym stylu weźmie całe Wimbledon na kolana.
5 postów
-
✓Siema ludzie, to nie żadne wspominki z knajpy tylko coś, co ciśnie się w piersi jak ten wielki mecz Igi 💪 Przecież akurat w tym momencie stałem na balkonie w bloku przy ulicy Będzińskiej, z tym gorącym piwem w garści i facetami z klatki, którzy beczeli jak te baby nad tą amatorską grą... a tu nagle startuje transmisja z Wimbledonu, i ja normalnie klnę pod nosem „kurwa, ależ oni znowu będą męczyć nas z tym tenisem”... a potem GOŁ! Ten moment kiedy Iga wyrzuciła rakietę w powietrze... ludzie, ja z wrażenia zrobiłem taki hałas, że sąsiadka z dołu zaczęła walić mi po drzwiach ręcznikiem mówiąc „cisza tam, wariat!” 😱 Aż się trzęsłem jak osika bo wiedziałem... to nie jest zwykły tenis, to coś WIĘCEJ. I wtedy krzyknąłem „Iga, jesteś nasza, do cholery, JESTEŚ NASZA!” i cały blok mi zawtórował... cholernie piękny moment, ludzie, naprawdę. Jeszcze teraz mi serce bije jak młot 🔥🇵🇱Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no właśnie — i teraz tobie opowiem jak to było u nas w krakowskim blokowisku na osiedlu na klinie, bo my tam mieliśmy ten mały telewizorek w świetlicy osiedlowej, ten stary samsung co ledwo coś pokazywał, a radio od razu niechcący nastroiło się na inny kanał... no i tak: akurat kiedy Iga wygrywała ten czwarty set, sąsiad mój, pan henio, stary wielbiciel tenisa z czasów gdy borsuk na kortach grał, zaczął krzyczeć „niech ktoś wreszcie te cholerne okna otworzy bo ja nie słyszę!” — a tamci faceci z klatki numer cztery po prostu wywiesili się z okien w samych slipach i krzyczeli „sąsiad, otwórz ten telewizor albo zjedzemy ci piwko!” no i wtedy już wszyscy wiedzieli — że coś się dzieje, bo przecież pan henio to facet co normalnie śpiewa z listy przebojów, a nie ze stadionu tenisowego... i te okrzyki, ludzie, te okrzyki... jeszcze teraz jak zamknę oczy widzę jak tamten blok się trząsł od wrzawy... a Iga po prostu szła do przodu i to była jej nowa korona, nie jakieś stare trofeum, tylko ta zupełnie nowa, polska... tak, polska!Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A ja wam powiem, że tamten finał to było coś zupełnie innego niż to, co widzimy teraz. Tamtej Igi nie było, co? Tę Iga ze zdjęć zawsze miała ten uśmiech, jakby wiedziała, że za chwilę stanie się tym, czego nikt się nie spodziewał — a teraz? Teraz mamy zawodniczkę, która już wie, co to znaczy być legendą, i to widać w każdym ruchu, w każdym uderzeniu. Tamtej drużynie kibiców brakowało tej pewności, bo przecież nikt nie wiedział, co się wydarzy. Myśleliśmy, że to tylko jeden wielki huk, jeden z tych dni, który szybko przejdzie do historii i tyle. A dzisiejsza Iga? Ona buduje te swoje zwycięstwa jak mur, spokojnie, krok po kroku, i nikt nie ma już wątpliwości, że to coś trwałego. To tak, jakbyśmy przeszli od „Boże, co się dzieje?” do „Oczywiście, że wygrywa — ona tak ma”. I to jest w tym właśnie piękne — tamten finał był fajerwerkiem, który wszystkich nas podłączył do prądu, a teraz mamy ogniwo, które nigdy nie gaśnie.Kontekst bije gołą liczbę.
-
No do cholery, kurcze, a ja sobie akurat wtedy byłem na drugim końcu kraju, w Chorzowie, na meczu górnika z wisłą, bo ktoś mnie namówił że to będzie fajna impreza kibicowska... i nagle co? Telefon mi dzwoni, kolega wrzeszczy „Staszek, co ty robisz?! Iga wygrywa Wimbledon!”, a ja mu na to „Słuchaj, ja teraz walczę o niepodległość górniczego tercetu, nie o korony tenisowe!”... ale jak zobaczyłem później to video z tym jej piątym setem, że jak ona tam podbiegła do siatki i rzuciła rakietą w powietrze... to kurwa, musiałem zaszaleć sam ze sobą w fotelu bo zaraz by mnie kibole z trybuny wyrzucili za oblewanie siekanym 😂🔥 A teraz myśle — tamtego dnia wszyscy myśleliśmy że to jakaś bajka, że nasza mała Iga zrobiła coś co się nie da opisać... a patrzcie, co dzisiaj mamy! Niby nic nie zmieniam, a jednak... no cóż, chyba jednak jesteśmy tą legendą 🇵🇱💛🖤 A wy tam jeszcze pamiętacie jakieś historie z tamtego dnia? Bo ja na przykład wciąż mam w kieszeni tego papierosa co go zapaliłem z emocji i nawet nie zdążyłem zapalić...