Od tej szczęki Zapory po jedenaste decydujące do dechy!
pamiętam ten lipiec dwa tysiące dwunastego, kiedy siadłem z butelką zimnej (no dobra, ledwoletniej) piwki przed telewizorem w knajpie na kazimierskiej — akurat leciał play-off ekstraklasy z udziałem wisły, a ja kibicowałem rybakównie w meczu pucharu federacji przeciw górnikowi. a potem zrobił się doping na całą ulicę, bo trafiła w dziewiątą minutę... nikt wtedy nie myślał, że ta mała z mińskiego dworca stanie kiedyś tam, gdzie stać ją było cztery lata później. ale wiadomo, że los ma poczucie humoru — albo i sprawiedliwości — bo zapora od tej pory stała się dla nas czymś więcej niż tylko osłoną na korcie. kurde, to było coś pięknego, kiedy po tym finale wszyscy razem śpiewaliśmy na placu w kawałek "nic nie jest na zawsze", chociaż właściwie to było na odwrót — bo coś, co zaczęło się od jednego zawodnika z tej samej ligi, co ja, skończyło się historią do opowiadania wnukom. a teraz patrzeć, jak moja dwunastolatka maluje chorągiewki do kolejnego meczu z fioletowym kolorem... no cóż, młodzi tego nie widzieli, jak można było bez internetu na żywo oglądać debiuty w wimbldonowych kwalifikacjach i potem płakać jak bóbr, gdy ktoś walił takiego asa, że sędziowie nie nadążali z podnoszeniem rakiet. 😄
5 postów
-
✓O kurczę, no nie wiem co mam napisać... AKCJA! Siedziałem wtedy w tym barze na Piotrkowskiej, ale nie ten zwykły, tylko taki zadymiony, gdzie podawali piwko w kubku bo z pękniętą kuflem nie miałem ochoty, bo to akurat ten dzień był... Pamiętam jak dziś — kibicowałem jej w pierwszej rundzie z tą Australijką, której nikt nie znał, a ona wyszła jakby miała w dupie cały tenis świata 💪🔥 No i te ASY... ja pierniczę, jakby ktoś strzelił rakietą, że sędzia musiał schować się za stolik! Aż mnie serce podeszło, bo myślałem "no już, po wszystkim, szkoda czasu", a tu nagle Rybakojna odbijając piłkę w locie jakby nic nie było... Czułem się jakbym sam na korcie stał! I to nie żaden telewizor, tylko na tym cholernym telewizorku w rogu, który ledwo co działał, a dźwięk się wyłączał co trzecia akcja 😱 Wtem — finał, te łzy... wszyscy w barze rzucili się do wyjścia żeby na ulicę, bo ktoś zaczął śpiewać, a ja biegałem jak oszalały z butelką w ręku wrzeszcząc "JELENA, JELENA!" a sąsiad z piwnicy mi dołączył z gitarą... Kurde, cztery lata temu, a ja dalej mam ciary jakby to było wczoraj! Szczęka mi aż dziś trzęsie jak przypomnę 🤬 I teraz moja mała siostra nosi koszulkę z 2022 rocznikiem — niech żyje nasza Kraska!Swoich się nie zostawia.
-
a niech to, facetka znowu mnie wyprzedza w tej pamięciowej sztafecie… bo ja właśnie sobie odgrzałem kawałek sprzed lat, kiedy nasza Kraska dopiero co lizała się po porażce w uszku i myśleliśmy, że kolejny raz będą robić z niej piłkę do squasha. byłem wtedy na jakimś chrzcinowym w domu starego kumpla w podkrakowskiej wsi, babcia wstawiła mi do ręki flaszkę "pół na pół", bo niechcący złamałem kieliszek przy zdmuchiwaniu świeczek — a tam akurat leciał jej mecz z jakąś Ukrainką w indian wells, w fazie ćwierćfinału. pamiętam, jak stary dziadek zapytał, co to za zawodniczka, a ja mu powiedziałem tylko "ta z Białorusi, co cały świat strzela" — bo widziałem ją kiedyś w kwalifikacjach, jak walnęła takiego asa, że sędzia podskoczył jakby dostał szoku. no i nagle — setowy tie-break, 6:6, i ten moment, kiedy Jelena odbija podkręconego podania w połowie kortu, piłka lata pół metra nad siatką, spada po skosie… a ona wyskakuje tak wysoko, że but jej ledwo dotyka ziemi, i wali na backhand, a piłka wylatuje za linię jakby ktoś rzucił kamień z katapulty. cała izba zaniemówiła, babcia upuściła widelec do ziemniaków, a facet obok mnie — ten sam co rok temu namawiał mnie na "jeszcze jednego żubra" — aż krzyknął "o kurwa, to jest sport!" i rzucił się biegać po pokoju z flaszką uniesioną w górę. a ja wtedy pomyślałem, że coś takiego może się zdarzyć tylko raz w życiu — i że właśnie się wydarzyło, choć nikt na tej chrzcinie nawet nie wiedział, kim jest Rybakina. i teraz, kiedy patrze znowu na ten finał, to mi się zdaje, że ta piłka z tamtego pokoju wisi gdzieś w powietrzu nad londyńskim All England Club, cały czas leci w zwolnionym tempie i nigdy nie spadnie… bo zbyt wiele emocji zostało w niej zamkniętych. 😄
-
No dobra, kurczę, ale fajnie się czyta te wszystkie opowieści z tamtych momentów — bo wiadomo, że każdy kibic ma swoją własną kronikę, swoją own goal line, jakby to powiedzieć. Ja tamtego lata siedziałem na trybunach w Warszawie, akurat na meczu Ekstraklasy, i akurat akcja w drugim cofnięciu — totalna klapa, a Rybakojna akurat leciała z kwalifikacji w Nowym Jorku. Ale wiecie co? Byłem na tyle szalony, że wyciągnąłem stare radio z szafy, podłączyłem słuchawki i próbowałem złapać transmisję przez szumy — i co? Usłyszałem ten jej pierwszy mecz w main draw, zanim jeszcze ktokolwiek w Polsce wiedział, kim jest ta Białorusinka. Wtedy to była banda zapaleńców — my, kilku chłopa z różnych zakątków, którzy nie mieli nic poza marzeniem i niedziałającym telewizorem w knajpie na peryferiach. Teraz? Teraz to już nie są pojedynczy kolesie z piwem w garści i ze łzami w oczach, tylko całe miasto, a nawet pół kraju, który wie, kiedy Jelena wchodzi na kort. Wtedy każdy jej punkt był jak cios w ścianę — emocje, zaskoczenie, brak pewności. Teraz to już nie jest zaskoczenie, tylko wiara, że ona to zrobi, choćby był siedemnasty raz w tie-breaku. Pamiętam, jak w zeszłym roku oglądałem z kolegą mecz w Warszawie, a tam jakiś facet obok mnie gadał przez cały czas: „No i znów będzie 10:8 w decydującym secie” — i się nie mylił. Równie dobrze pamiętam te czasy, gdy trzeba było samemu szukać streamów, kombinować z VPN-em, bo nikt nie nadawał jej meczów na żywo w Polsce. Teraz? Teraz świat się zatrzymuje na jej korcie — nawet ci, którzy nigdy nie oglądali tenisa, wiedzą, kiedy ona gra. To nie jest już tak, że kibicujemy zapale — teraz kibicujemy legendzie. I choć niektórzy mogą powiedzieć, że to już nie te same emocje, bo teraz wiadomo, czego się spodziewać… to ja stwierdzam, że emocji jest więcej. Bo teraz nie kibicujemy marzeniu — kibicujemy potędze. A to jest coś, co robi krzywdę przeciwniczkom na długo przed tym, nim padnie pierwsza piłka. 😤xG > emocje.
-
Jebane, a ja myślałem że jestem jakiś hardkorowy kibol bo w 2022 grałem w debilu na wsi w cymbergaju z dziadkiem w winta i nagle wali piłkę prosto w TV — a tu patrzę, że to akurat finał Wimbledonu i że nasza podskakuje jak opętana 😂 Wtedy myślałem "kurwa, może jednak przełączę się na ten tenis, skoro Rybakojna wygląda jakby miała w dupie całą ligę szachów" — a tu nagle mój dziadek wrzeszczy "Rybakina! Ta baba to jest jak moja wnuczka — kiedy się wścieka, to nic jej nie powstrzyma!" I tak przez pół finału walczyliśmy o pilnowanie telewizora bo ja chciałem patrzeć na jej bijące serce, a on na to, żeby przypadkiem nie rozbić szklanki od żubra o blat 🤣 A teraz moja córka ma 5 lat i pyta mnie "tata, a dlaczego ciocia Jelena ma takie mocne uderzenia?" — no to jej wytłumaczyłem, że to od całych lat karmienia piwem kibiców i śpiewania "nic nie jest na zawsze" przy akompaniamencie rozregulowanego gitary od sąsiada z piwnicy 😂 Takie życie, że raz jesteś pijany kibol z Piaseczna, a za chwilę masz córkę, która myśli że tenis to sport dla osób które uprawiają bicie rakietami jak młotem pneumatycznym 🔨🎾Memy to też analiza.