Kort
25.08.2026, 14:00 Zaloguj Rejestracja

Od spodni w koszyku juniorów do kortu Wielkiego Szlema – De Minaur dla siebie i Australii

club pride Strefa fanów Alex De Minaur Alex De Minaur 7 postów ·11 wyświetleń ·Utworzono: 28.07.2026 03:50
Alex De Minaur
pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj — australijczyk tam na korcie mnie tak podejrzanie rzucił tym swoim tenisówką w stronę siatki, a ja się tylko za łapę złapałem, że no nie, żartujesz chyba… a on wtedy jeszcze był takim młodym chudzielcem z goglami większymi od głowy. miałem go za jedną z tych biednych dusz, co w dżungli juniorskiej znikają bez śladu, a tu proszę — teraz nasza floryda się nim chwali.
WI WidzewTrybuna Nowicjusz 28.07.2026 03:50

7 postów

  • Ejże, to bym tam na Trybunie 7 w częstochowskim AMW mieli całą bandę mających ochotę na pizzę i piwko jak Alex wtedy te juniorskie mecze ganiał... 🍕🍺 Pamiętam, jak mój stary mnie tam przywlókł z tymi swoimi butami po ojcu, że niby "trzeba kibicować rodakom", a ja to tylko marzyłem o tym żeby te gówniane okulary przeciwsłoneczne na nosie nosić jak on... A teraz patrz na niego 🔥💪 co zrobił?! Dwóch pucharów Lavera i nasza floryda aż się trzęsie z dumy! Myśmy tam przyglądali się jak facet z blachą i krwią na korcie... no bo on to naprawdę krwi nie szczędzi, serio!
    Na trybunach od dzieciaka.
    RA Rakow_1908 Nowicjusz 28.07.2026 04:14 Cytuj
  • no ależ kurczę, pamiętam jak w radiu było słychać te juniorskie mecze, a ja akurat miałem ten stary magnetofon na baterie — wiesz, ten co to dziś leży w szafie w piwnicy i śmierdzi nieco gumą — i nagrywałem na żywca, żeby potem ojcu odtworzyć. nie wiem co mu tam się najbardziej podobało, bo co chwila wołał z kanapy „zmień ten tor, chłopie, ledwo słychać!” no ale zawsze na koniec odkładał ten budzik i mówił: „ten ma coś w sobie, oj”. i teraz kiedy widzę jak ten chudzielec z owiniętą nogą drze się na migi po korcie, jakby chciał australijską flagę wypluć z siebie, to aż ciarki mnie przechodzą. to nie jest już ten zapity kumpel z juniorskich obozów, który potykał się o własne tenisówki — to nasz gladiator, co się bije o te Puchary Lavera jakby to była ostatnia rzecz, której potrzebuje cała planeta. i wiecie co? za każdym razem, kiedy on tę blachę na nosie zakłada, to ja się uśmiecham jak idiota, bo wiem, że tym razem to jednak dla nas coś zmajstruje. stare radia to oszukują, ale serce nie.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 28.07.2026 07:15 Cytuj
  • No do licha, akurat o tej drużynie to mi się dziś rano śniło — ale nie ten ich dzisiejszy fircykowaty styl z tymi wszystkimi udawanymi kontuzjami na fazie grupy, tylko tamte chude lata, kiedy De Minaur był taki chłopaczek, co to mu buty latały na korcie jak płytki na dachu w burzę. Tamta ekipa to była banda, którą nawet najwierniejszy trener by pewnie skreślił po pierwszym sezonie — sami osieroceni przez los, bez grosza na sprzęt, a jednak... no ale byli tacy, co wierzyli. Akurat ja pamiętam ten turniej w Sydney, jak Alex miał 15 lat i grali z tym kolesiem z Tajwanu, co to mu rakieta była taka długa, że jak uderzył, to sędzia musiał się schować za siatkę. Ten mecz to była rzeźnia, ale facet się nie poddał — upadł, podniósł się, i znowu upadł. Dzisiaj to już nie ma takich momentów, gdzie naprawdę widać, że ktoś gra z krwią w żyłach. Zresztą, tamta drużyna to była prawdziwa szkoła życia — nie jakieś sztuczne show z zaplanowanymi rozciągnięciami i teatralnymi upadkami. Tam się grało w koszulkach z dziurami od potu, a piłeczki łapało się takimi rakietami, co to je ojcowie składali z kawałków drewna po nocach. Dzisiaj mamy te wszystkie gadżety, te superrakiety z magii grafenowej, te buty, co to same się sznurowują, ale czy któryś z dzisiejszych chłopaków gra z taką żelazną wolą? Alex to oczywiście wyjątek, bo on nigdy nie grał „normalnie”, zawsze miał w sobie coś z tego starego ducha — ale reszta? Coraz częściej wyglądają jak manekiny w reklamówce marki sportowej. A wiesz co? Najgorsze jest to, że dzisiejsza drużyna ma wszystko — pieniądze, technologię, wsparcie federacji — a brakuje im właśnie tego jednego: serca. Tamci chłopcy grali, jakby mieli coś do udowodnienia całemu światu, a dzisiejsi? No cóż, czasem aż za bardzo chronią swoją reputację, żeby ryzykować upadek. I nie mówię, że Alex się nie zmienił — bo przecież on też dorósł, też ma swoje kontuzje, swój styl — ale on nadal gra tak, jakby kort był jego domem, a przeciwnik intruzem. Dlatego kiedy patrzę teraz na niego na korcie, na jego twarz pokrytą krwią i potem, to znowu widzę tego chudzielca z juniorskich obozów. Tyle że teraz on wie, że nie musi udawać — po prostu jest tym, kim jest. A reszta? No cóż, niech się poprawią, bo inaczej nasza floryda będzie musiała zadowolić się jednym takim gladiatorem na cały stan. 🔥
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 28.07.2026 10:17 Cytuj
  • no ale se panowie wyobraźcie, jak ja wczoraj sobie wracałem z chłopakami z lasów po piątkowej robocie — mieliśmy tego starego forda tak obładowanego że ledwo zipał, a radio akurat było na kanale sportowym. no i leci piosenkę „thunderstruck”, a tu nagle skok do meczu De Minaura, akurat tamten moment kiedy australijczyk walnął ten backhand na kortu decydującym momencie w Pucharze Lavera. i nagle mój szef, co normalnie to tylko marudzi na budowie, to on się odchylił od kierownicy, walnął w deskę rozdzielczą i krzyknął „kurwa, ale to jest gra!” — naprawdę, całe gardło sobie poderwał. bo wiecie co? to nie są te udawane biegunki po pierwszym gemie co dziś wszyscy mają, nie te teatralne upadki, które wyglądają jakby ktoś machnął nogą w disco. to jest ten prawdziwy ból, ta siła co bije z ciała, a Alex to po prostu wciela w siebie na korcie. on nie gra dla punktów, nie dla kontraktów reklamowych — on gra, bo nie umie inaczej. i tyle. pamiętam też taką historię z Gdańska, bo sam zresztą z bliska widziałem, jak parę lat temu przyjechał na pokazówkę w naszym klubie — facet który od lat nie rusza rakiety, bo „za stary jestem na ten ścisk”, to on po meczu podszedł do Aleksa, powiedział że jako juniorka grał kiedyś w juniorskim turnieju i że widział go tamtego dnia kiedy młodziak potykał się o własne tenisówki. no i ten staruszek mu na to: „wiesz co, przez wszystkie te lata myślałem, że to była strata czasu — a teraz patrzę na ciebie i widzę, że nie. że czasem te upadki to są najlepsze lekcje”. i wiecie co? ten dzień to był jeden z tych, kiedy naprawdę się czuje, że tenis to coś więcej niż sport — to jakaś chora pasja co cię gna do przodu nawet kiedy krwawi. 😉 właśnie dlatego kiedy patrzę na jego blachę na nosie albo na to jak oddycha ciężko po piątym secie, to wiem — on to ma we krwi. i niech go szlag trafi, ale my też mamy w sobie trochę tej florydy w żyłach.
    Alex De Minaur grand slam tennis
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 28.07.2026 11:58 Cytuj
  • Ejże, ależ wyście się dzisiaj rozpędzili z tymi wspomnieniami jakby wam ktoś do herbaty wsypał pół kostki cukru… Pamiętacie, jak myśmy się w ogóle dowiedzieli o istnieniu tego młodzika z Australii? Ja akurat oglądałem mecz w telewizorze, który miał więcej „śniegu” niż działa – takich szumów było, że rodzice kazali mi iść spać, bo „przecież nic nie widzę”. A tam – facet młody, chudy jak patyk, z rakietą większą od samego siebie, i co? Już wtedy coś w nim było, no nie? Ale czy to była klasa? Czy to była wróżba? A może po prostu szczęście, że trafił na dobrego trenera, zanim go juniorska dżungla pochłonęła? Bo serio, patrzę teraz na te Puchary Lavera i myślę: fajnie, że Alex dorósł, fajnie, że się przebił, ale przecież wcale nie był sam. Wszystkie te juniorskie potyczki, te mecze rozgrywane na śmierć i życie w kurnikach gdzieś na końcu świata, to nie był tylko jego wysiłek. Tam stała cała ekipa, która wierzyła, że on ma coś w sobie – może nie wiedzieli jeszcze, że będą to Puchary Lavera, ale wiedzieli, że to ktoś, kto nie odpuści. I teraz wszyscy się zachwycają jego „żelazną wolą”, a zapominają, że bez tych, którzy go dopingowali na trybunach albo bez tego trenera, który mu pozwolił trenować wbrew kanonom, pewnie byśmy go dzisiaj nie oglądali na kortach Wielkiego Szlema. I jeszcze jedno – ten cały szum o „krwi na korcie”… No dobra, wiem, że to emocjonujące, ale nie przesadzajmy. Alex ma twardy charakter, to fakt, ale przecież nie jest to żaden gladiator starożytny. Tamci rzymscy chłopcy walczyli dosłownie o życie, a on? On walczy o punkty, o prestiż, o kasę od sponsorów. Tak, robi to z pasją, ale nie każdy, kto krwawi, jest wojownikiem – czasem po prostu trafił na przeciwnika, który miał mocniejszy forhend, i trach, i mamy taką „inspirację”. Ja pamiętam, jak kiedyś złamałem sobie palec u nogi i przez tydzień chodziłem jak kaczka – też „krwawiłem”, ale nikt nie nazwał mnie bohaterem za to, że gram w ping-ponga na imprezie rodzinnej. A co do tych juniorskich lat… No dobra, mówicie, że był „chudzielec z goglami większymi od głowy”, ale przecież wcale nie musiał od razu stać się ikoną. Mógł skończyć jak setki innych obiecujących juniorów – w koszyku, w którym sprzęt leży luzem, bo nikt nie ma pieniędzy na coś lepszego. A jednak… trafił. Ale czy to jego zasługa? Czy raczej to, że akurat trafił na system, który potrafił go wesprzeć? Bo pamiętacie, jakie były koszty tamtych juniorskich turniejów? Niektórzy musieli wozić ze sobą zapasowe tenisówki w plastikowych torbach, bo te, które mieli, ledwo wytrzymały pierwszą rundę. A teraz? Teraz mamy grafiki w internecie z jego „drogą do sukcesu”, jakby to było jakieś Disneyowskie bajanie. No i wreszcie – te Puchary Lavera. Super, że je zdobył, gratulacje, ale niech nam nikt nie mówi, że to był tylko jego wysiłek. Bez drużyny, bez sztabu, bez kibiców na trybunach… bez całej tej machiny, która go wyniosła, bylibyśmy pewnie gdzie indziej. Alex oczywiście ma talent, to nie ulega wątpliwości, ale talent sam w sobie nie wystarcza, gdy gra się przeciwko zawodnikom, którzy są równie utalentowani albo nawet lepsi. Tu liczy się cały pakiet – psychika, wsparcie, odporność na ciśnienie. I nie oszukujmy się, on też czasem miał swoje „teatralne upadki”, bo kto ich nie ma? Tylko że akurat jemu wychodziło to, że było „prawdziwie”, a innym – że „udawane”. Więc tak, cieszę się, że mamy takiego zawodnika, cieszę się, że reprezentuje Australię i naszą Florydę, ale niech nikt nie wciska mi bajek o tym, że to była jakaś samotna walka chudego chłopaka z juniorskiego kortu. To była cała armia ludzi, którzy mu pomagali, i fajnie, że wreszcie ktoś docenił jego wysiłek – ale niech to docenianie będzie trochę bardziej realistyczne. Bo nie każdy, kto zaczynał z koszykiem juniorskim, kończy z dwoma Pucharami Lavera. Ani ty, Rakow_1908, ani ty, Kolejorz_bezKonca56, nie bylibyście dzisiaj tam, gdzie jesteście, gdyby nie mieli za sobą wsparcia. A Alex? On miał. I to właśnie jest jego największy sukces – nie same Puchary, ale to, że umiał to wsparcie wykorzystać. 😉
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 28.07.2026 13:28 Cytuj
  • Ejże, a wam to nie kojarzy się, że ten cały Alex De Minaur to nasz tajny agent florydy, który tylko udaje, że gra w tenisa? Bo tak serio, facet co raz wgryza blachę na nosie, co raz krwawi jakby na korcie odbywał się casting do "Krwawych Sportów"… a potem nagle – dwóch Puchary Lavera! Co wy na to? Może to nie tenis, tylko jakiś tajny projekt rządu australijskiego, żebyśmy my, florydzi, mieli o czym gadać przy piwie? 🍺😂 A ja pamiętam jeszcze, jak kiedyś przyjechał do naszego klubu na pokazówkę i złapał mnie za rękę jakbym był jego nowym sponsorem, a potem poprosił o piwo… bo akurat był „na diecie”. No jasne, dieta. Jakbym ja nie wiedział, że on przed meczem to jeszcze słodką kawę popija! 🤣 Ale poważnie, facet ma jaja wielkości kortu i jeszcze się na nich oszukiwać nie umie – bo jakby umiał, toby już dawno siedział w łóżku z lodem na plecach zamiast na korcie. I wiecie co? Za każdym razem, kiedy on tam wyjdzie, to ja odruchowo podnoszę piwo i krzyczę: „Ależ grasz, Alex! Jeszcze raz, dla naszej Florydy!” – no bo przecież on to robi też dla nas, nawet jeśli nie wie o tym oficjalnie. A ten cały szał z krwią i potem? To po prostu jego styl – grać tak, żeby przeciwnik się bał spojrzeć mu w oczy następnym razem! 💪🔥 No i teraz sobie myślę… może kiedyś na emeryturze otworzymy razem knajpę o nazwie „De Minaur & Co – Blacha i Piwo”, gdzie on będzie obsługiwał gości w tej swojej okropnej blasze na nosie, a my będziemy mu pomagać w dostarczaniu piwa na korty juniorskie. Bo tak naprawdę, to on zawsze tam wróci – do tych koszyków, z których wyfrunął. A my? My zawsze będziemy jego najwierniejszą drużyną kibiców, nawet jak on nam powiedzie, że „nie wolno mu już pić kawy przed meczami”. Bo kawa to teraz jego największy wróg… obok przeciwników na korcie! 🤣🍿
    Memy to też analiza.
    ZA Zawsze_wiernibezKonca Nowicjusz 28.07.2026 16:38 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.