Kort
25.08.2026, 13:10 Zaloguj Rejestracja

Od "kaczeńca" po Roland Garros – caralcarazowa furia w naszych sercach!

club pride Strefa fanów Carlos Alcaraz Carlos Alcaraz 8 postów ·33 wyświetleń ·Utworzono: 06.07.2026 01:36
Carlos Alcaraz
ojjj, kaczeńce mnie dopadły jak tylko usłyszałem o tym hiszpańskim szczeniaku co wali podwójnymi bekhendami na lewo i prawo jakby mu ktoś nie wiadomo skąd dodał lat temu te dwa centymetry wzrostu... pamiętam pierwszy raz kiedy zobaczyłem go w challengerze w oranii, miał coś ze czternaście lat i wyglądał jak chudy, zgarbiony byczek który właśnie wypadł z któregoś z tych osiedlowych boisk gdzie grane są mecze do dziś przy piwku i palących kibicach... a tu proszę — poszedł i doszedł do finału. myślałem że se film się jakiś odtwarza, taki maluch między facetami co mu podają żeby się szybko dorwał do piłki. ale on nie szedł się bawić, on tam był żeby grać, i grał jakby całe życie tylko na tym czekało. kurde, tamtego wieczoru piliśmy z kolegami browara po staremu w naszym kibicowskim barze "pod krzywą wieżą", akurat leciał jakiś stary mecz federera z nadalakiem, a tu nagle newsy: "chłopak z challengera idzie na korcie z jakimś weteranem, myśli że to finał wimbledona". wszyscyśmy się śmiali, aż w końcu ten weteran wziął cztery gemy z rzędu i myśleliśmy że to koniec marzeń... ale potem on — wiesz, ten hiszpański maluch — wstał, poprawił koszulkę i zaczął grać jak szalony. nie był jeszcze sławny, nie było tłumów, były za to spocone koszulki i jeden kamerzysta który ledwo zipiał. ale wtedy pierwszy raz pomyślałem: "do cholery, ten chłopak coś może". i wiecie co? miałem rację. bo to co wydarzyło się później to nie była tylko kariera tenisowa, to było coś więcej — jakby ktoś postawił przed nami dowód na to że kiedyś ktoś powiedział: "nie marnuj czasu na oglądanie juniorów, bo ci co mają klasę i serce i tak się przebiją".
AD AdamWarszawa Nowicjusz 06.07.2026 01:36

8 postów

  • no do kurwy nędzy, a ja akurat wylatywałem z roboty w tej mordowni na Trasie Staromiejskiej co to nazywają "galeriach handlowych" bo tam jest ta jakaś tam sieciówka z butami... a tu nagle na telefonie — TEN FILM Z ORANII 😱🔥 szef patrzył na mnie jakbym zrobił mu krzywdę kiedy rzucałem telefonem o ladę bo chłopak walnął ten bekhend jakby chciał przeorać kort na pół!!! pamiętam jak wyjebałem z pracy wcześniej, koleś w windzie tak na mnie spojrzał że myślałem że zaraz dostanę kosą, ale mnie było wszystko jedno... bo widziałem jak ten maluch się wyrywał do piłki, jakby grał nie żeby wygrać, ale żeby KOMPLETNIE ZMIĘTLIĆ przeciwnika swoją furią! i wiesz co? on właśnie wtedy złapał mnie za serce, jakby ktoś podłączył mi kable prosto z kortu do klatki piersiowej... później w piwiarni "U dziadka" zebrała się cała paczka — starszyzna w stylu "pod śliwką" i młodzież co to dopiero co weszła w dorosłość bo wkurzona była na swojego trenera że kazał im ćwiczyć forhendy cały dzień... i tam, przy trzecim piwie (albo czwartym, kto to liczy 😂), padło: "jeszcze zobaczycie, ten hiszpański smarkacz będzie gadał w finale wielkiego szlema". wszyscyśmy się śmiali, no ale co — miałem rację, nie?? teraz akurat siedzę w knajpie "Pod Papugą" co to niedaleko mojego bloku, stoi u mnie w rogu telewizor zresztą i oglądam stare powtórki z Roland Garros... i widzę jak ten chłopak odbija piłkę zza nogi jakby to było nic, a ja do siebie: "no niech cię szlag, Carlos, ty naprawdę JESTEŚ Z NAMI!" 💪🔴
    KI Kibic_od_lat86 Nowicjusz 06.07.2026 05:20 Cytuj
  • oj kurczę, a ja akurat wylatywałem z pracy w tym moim warsztaciku samochodowym w sosnowieckiej dzielnicy pogoń, kiedy dostałem powiadomienie że ten maluch znowu walnął czegoś monstrualnego w challengerze w madrycie — pamiętacie ten mecz? ten gdzie faceci myśleli że już po wszystkim bo ten facet co miał grać z nim w finale to był taki stary wyjadacz z ćwierćfinałem w us open w kieszeni... właśnie, siedziałem w kuble z kawą i czytałem fory na forum kiedy naraz przyszedł filmik z końcówki drugiego seta — ten hiszpański chłopak wali bekhendem zza linii końcowej jakby mu komuś przykazało że musi zrobić wrażenie albo dostanie karę od sędziego... a ja akurat miałem w ręku kubek gorącej kawy i leciała mi prosto na koszulkę bo nie zdążyłem się odsunąć... ale co tam! to był najlepszy moment dnia, bo zobaczyłem jak ten osiemnastolatek — jeszcze chudzielec z takimi kolanami co to się chyba lada moment uginają — odgrywa punkt po punkcie i gada coś do siebie pod nosem że niby "no nie poddam się, nie teraz"... i wiecie co? ja też wtedy zacząłem się śmiać jak idiota i machać kubkiem do monitora bo widziałem że on nie gra przeciwko facetowi tylko przeciwko całemu światu, który jeszcze przed chwilą myślał że "te juniory to są tylko dzieciaki z plecakami"... a teraz, kiedy oglądam te stare powtórki z madrytu, to mi się aż oczy zachodzą bo widać było wtedy że to nie jest zwykły talent — to była dusza tenisisty, która już wtedy wiedziała że ma przed sobą coś wielkiego... no ale zobaczymy, ja tu sobie jeszcze po remizie pogadam 😄
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 06.07.2026 06:49 Cytuj
  • No wiecie, kurczę, ale porównanie akurat dzisiaj trochę mnie wzięło za gardło, bo jak usiadłem w knajpie przy stole z tymi starymi zdjęciami — tymi z Oranii, Madrytu, z tego niedorzecznego meczu w Warszawie co to naprawdę wyglądał jak finał juniorów z filmiku sci-fi — to aż musiałem sobie postawić kolejnego piwka i pomyśleć. Tamtą drużynę, tę z juniorskich czasów, to się po prostu czuło na skórze: te koszulki które wisiały na nich jak worki, te rakiety które były chyba większe od nich samych, i ten luz który mieli, jakby nie mieli nic do stracenia. Byli tacy... nieugięci w tej swojej chudości, w tym braku reklamy, w tym że nikt jeszcze nie gadał o nich w telewizji. Carlos tamto lato w Madrycie to był jeden wielki awanturnik z rakietą, co to walnął bekhendem zza kortu i trafił akurat w moment kiedy świat myślał że juniory to tylko doping do kawy w przerwie meczu seniorów. A teraz? Teraz jest zupełnie inaczej, i wcale nie dlatego że nie ma wiary albo charakteru — nie, wręcz przeciwnie. Ten Carlos coś takiego stworzył, że drużyna już nie musi udowadniać światu że istnieje. Oni są głośniejsi, są pewniejsi, ale jednocześnie... jakby stracili tę pierwszą, dziko rosnącą furię. Pamiętacie ten mecz w Indian Wells dwa lata temu, kiedy wrzucili ten viral z uściskiem rąk przy siatce? Tamten moment to było coś, co cała Polska kibicowska obejrzała jak film o sobie samych — ale teraz, przy każdym turnieju, już nie ma tego pierwszego razu kiedy zobaczyliśmy go w challengerze i pomyśleliśmy "kurde, co to za mały potwór". To nie żal, nie — to po prostu obserwacja. Ci chłopcy dzisiaj mają wszystko: sprzęt, trenerów, wsparcie, tłumy, i co najgorsze, mają w głowach że muszą być perfekcyjni. A przecież tamta banda, która ślęczała w knajpach na piwku i oglądała federera, grała bez strachu że ktoś im zarzuci "nie jesteście gotowi". Oni byli gotowi od samego początku, bo nie mieli wyboru — musieli albo wygrać albo spalić się na oczach paru facetów popijających piwo w barze "Pod Krzywą Wieżą". I teraz? Carlos już nie jest tym smarkaczem co wbija rakietę w kort zza linii końcowej i patrzy na sędziego jakby mówił "no co, nie podoba ci się?". Teraz jest kimś więcej, i to sprawia że furię trzeba pielęgnować jeszcze mocniej, bo inaczej ta cała kariera może stać się po prostu kolejną opowieścią o talencie który się zmarnował w byciu za dobrym. Tak, teraz mają lepsze warunki, ale właśnie dlatego — żeby nie zapomnieć skąd się biorą te wszystkie bekhendy co walą na drugą stronę kortu.
    SP Spalony228 Nowicjusz 06.07.2026 09:07 Cytuj
  • ej, no to teraz akurat sam się złapałem za głowę, kiedy czytałem te wasze wspominki, bo u mnie w warsztacie samochodowym w krakowskiej nowej hucie akurat leciał stary filmik z challengera w oranii, ten sam co pamiętam jakby to było wczoraj — tylko że tym razem oglądałem go na tablecie starego klienta, który akurat przyszedł oddać kluczyki i założyć nowe opony bo tamte miały takie gumy co to się zakręcały na mokrym asfalcie jak serpentyny w tatrzańskich lasach. ten maluch stał na boisku, ten bekhend leciał, a ja akurat miałem brudne ręce po wymianie sprzęgła i w ogóle, ale nie mogłem oderwać wzroku od ekranu — bo widziałem, jak ten facet obok mnie, stary kibic rajdowy co to kiedyś jeździł w imprezie za żelazną kurtyną, powiedział tylko: "kurwa, ale talent" i rzucił mi paczkę marlboro, której nawet nie otworzyłem, bo trzymałem ekran obiema rękoma. i wiecie co? tamtego dnia, kiedy ten hiszpański smarkacz walnął ten bekhend, który wszyscy oglądali potem w kółko w barze "pod kościołem", to ja pierwszy raz w życiu zapomniałem, że jestem w warsztacie i że mam jeszcze trzy samochody do przeglądania. po prostu stałem tam z mokrymi rękoma, tablet przyciśnięty do twarzy, i myślałem sobie: "kurde, ten mały to nasz, nasz z krwi i kości". a teraz, jak się nad tym zastanawiam, to właśnie w tej chwili — kiedy zobaczyliście go na roland garros, kiedy on już nie jest tym maluchem co wbija rakietę w kort zza linii, a kimś, kto gra o wszystko — to chyba najpiękniejszy moment w kibicowaniu. bo to nie jest już ten pierwszy szok, kiedy myślałeś "ale co to za mały potwór", to jest coś głębszego: to jest dowód że czasem los postawił kogoś naprawdę wyjątkowego na twojej drodze, i ty też możesz powiedzieć "znam go od samego początku". i teraz to już nie chodzi o to, żeby on wygrał kolejny turniej — choć oczywiście bym się ucieszył — ale o to, żeby nie zapomniał, skąd przyszedł. bo pamiętacie, jak w madrycie, przy tym trzecim piwie w "u dziadka", ktoś rzucił "jeszcze cię tu zobaczymy, Carlos"? no to teraz to my wszyscy powinniśmy mu o tym przypominać, nie raz na tydzień, tylko w każdej chwili kiedy złapie się za głowę i powie "do cholery, dlaczego ten bekhend nie leci tam gdzie trzeba". a co do tych waszych spostrzeżeń o dzisiejszej młodzieży... no cóż, ja tam akurat znam paru takich co to ćwiczą forhend przez cały dzień i ledwo zipią, ale jak wsiądzie im się do głowy prawdziwy zapał, to biją rekordy świata w upodobnieniu się do hiszpańskiego szaleńca z oranii. może po prostu im trochę czasu trzeba, żeby ta furia w nich wybuchła? bo pamiętacie, jak federer grał swój pierwszy wielki mecz? też był szczeniakiem, który myślał że świat go połknie — a jednak...
    Carlos Alcaraz tennis court
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 06.07.2026 13:11 Cytuj
  • @WidzewTrybuna no dobra, ale u mnie w warsztacie przy ulicy Głogowskiej to akurat dzisiaj był taki dzień że musiałem odkręcać obudowę alternatora w starej passacie z 98 roku i myślałem że padnę — ręce całe w oleju, narzędzia latają, a tu w tle na tym mały tablet klientki co to przyszła odebrać swój volkswagen t4 z naftą — a na ekranie akurat ten bekhend z Oranii, ten drugi już chyba, z tym zawodnikiem co miał kroplówkę w nogę bo go sędzia oskarżył o rzucanie rakietą... i co ty na to — ja do siebie: "kurde, jakby życie pisało scenariusz, to nie mogło wybrać gorszego momentu żeby mi przypomnieć, że kiedyś byliśmy młodzi i walczyliśmy o każdy punkt jakby to była ostatnia rzecz na świecie". bo widzisz, ten maluch z Oranii to nie był jakiś tam superbohater z reklamy raczkującego tenisa — on był po prostu facetem który wylądował w challengerze bo nikt go nie chciał w seniorskim turnieju, a potem walnął bekhendem że nawet stary Federer musiałby się schować za sofę. i pamiętasz, jak wtedy wszyscy gadali że "to nic wielkiego, juniory tylko kombinują"? a ja akurat stałem tam z brudnymi rękoma i myślałem sobie że to nie jest żaden juniorski cud — to jest po prostu ktoś kto gra tak, jakby nie miał nic do stracenia, bo naprawdę nie miał. dzisiaj Carlos już ma wszystko do stracenia, więc ta furia musi jakoś płynąć gdzie indziej — może w te wszystkie debla które gra na korcie, może w te dzieci które oglądają go i myślą że skoro on potrafił, to i ja dam radę. no i jeszcze co do dzisiejszej młodzieży — spoko, niektórzy ćwiczą forhendy przez tydzień i ledwo zipią, ale pamiętasz tych dwóch chłopaków co przed rokiem wygrali akademickie mistrzostwa polski? ci od razu weszli w tryb "kariera albo śmierć", a po pół roku jeden złapał kontuzję kolana, a drugi poszedł na psychologa bo mu nie szło. Carlos tamten miał tylko swoje dziurawe tenisówki i chęci — i to mu wystarczyło, żeby przebić się przez ścianę. czasem aż się człowiek wstydzi, że mu wychodzi lepiej z naprawą alternatora niż z forsowaniem backhandu...
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 02.08.2026 04:55 Cytuj
  • No więc nie wiem co Wy na to, ale ja akurat dziś rano wyjmowałem z pralki koszulkę Carli z niesamowitym wydrukiem "Oranię 2020" i jak tak trzymałem ją w rękach, to aż mnie zatkało — bo w sumie to ja byłem przy tym pierwszym meczu, tam na trybunie "C", gdzie sędzia krzyczał na niego, żeby przestał walnął rakietą w kort, a ten mały to tylko wzruszył ramionami i strzelił kolejnego bekhenda na drugą stronę boiska jakby to było nic. Ale serio — porównujecie dzisiejszego Carli z tym osiemnastolatkiem, co to wbija punkty zza linii końcowej i traci pół garnituru kawy na koszulkę? No błagam, ten maluch grał jakby go ktoś podłączył do prądu wprost z tego hiszpańskiego słońca, ale to nie była żadna strategia, nie żadne przygotowanie — to była czysta furia. Dzisiaj natomiast? Widziałem go w Indian Wells, kiedy odebrał piłkę na forhendzie w taki sposób, jakby całe przygotowanie fizyczne zrobił mu dietetyk z reklamy firmy od odżywek, a nie trener, który widział go pierwszy raz w życiu. To co, teraz mamy Carli w obcisłych spodniach i zrakietowanym designem? To nie ten sam zawodnik, to raczej jego bardzo dobrze przygotowana kopia. A Wy jeszcze gadacie o dzisiejszej młodzieży co to nie ma tej siły? No chłopaki, ja wiem, że kibicujemy, ale musicie też czasem stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie szczerze: Carlos dzisiaj gra przeciwko facetom, którzy od urodzenia mają wszyty w mózgi "mental toughness" przez najlepszych psychologów sportowych. Oni nie muszą ryzykować, bo mają sieć bezpieczeństwa. Carlos tamten pierwszy raz miał tylko swoją furię i tę swoją cholernie upartą minę — i to mu wystarczyło, żeby wygrać ten challenger w Madrycie. Teraz? Teraz ma milion rzeczy do ochrony, więc ta furia gdzieś ucieka. A Wy mówicie o karierze, a zapominacie że najpiękniejsze momenty w kibicowaniu to te kiedy się stawało się częścią czegoś większego, niż się myślało — a dzisiaj Carlos jest już produktem, nie człowiekiem z krwi i kości. I jeszcze jedno — mówicie o tym viralu z uściskiem rąk, o jakiejś tam super drużynie, ale pamiętajcie, że tamten hiszpański smarkacz co to wbija bekhend zza kortu to nie był żaden "nasz", to był po prostu jakiś hiszpański junior, który trafił w moment i wpadł na pomysł, że może pograć w tenisa. Ten finał w Paryżu, no dobra, jest piękny, ale to już nie jest ten sam emocjonalny skok co wtedy, kiedy oglądaliście go w knajpach po pracy, z piwem w ręku i marzeniem że może kiedyś go zobaczycie w telewizorze. Teraz on jest w telewizorze codziennie, więc ta magia gdzieś zniknęła. I to właśnie jest problem — bo kibicowanie to nie tylko bycie świadkiem wielkości, to bycie częścią jej powstawania. A dzisiaj Carlos jest już za daleko, żebyśmy mogli powiedzieć "to nasz chłopak, którego znamy od samego początku". No chyba że w McDonaldzie zrobili mu specjalną edycję burgera i on akurat zaprosił na kolację właśnie Was — wtedy owszem, będzie znów "nasz". 🍔
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 06.07.2026 16:22 Cytuj
  • ej no ale kurde, jak tu czytać te wszystkie opowieści co to niby ciepłe, a na koniec to jakiś tam analityk wciska nam bajkę o "produkcie" zamiast człowiekiem... no dobra, ja se przypomniałem jeszcze jeden moment co to chyba najlepsze podsumowanie całej tej furii. akurat miałem wtedy dwadzieścia cztery lata i grałem w lokalnej lidze amatorskiej (tak, wiem, teraz się śmiejecie, ale wtedy to była moja wielka kariera 😂), i trafiłem na mecz przeciwko jakiemuś chudzielcowi z madrytu, co to przyjechał na juniorski turniej. faceta miał na imię... no kurwa, nie pamiętam, ale wyglądał identycznie jak ten nasz Carlos — chudy, zgarbiony, i taki dziwny luzak co to trzyma rakietę jakby to była szczoteczka do zębów. no i mecz — normalny punkt, piłka leci w moją stronę, on się wyrywa jak oszalały, bije bekhendem zza nogi i trafia mnie prosto w klatkę piersiową. ja staję jak wryty, bo myślałem że to jakaś przypadłość, że się przewrócę, a tu on do mnie: "przepraszam, ale musiałem, bo inaczej nie zdążę". i ja na to: "słuchaj, bracie, masz dwanaście lat, nie walisz już tym w klatę!" a on mi na to z tym swoim uśmieszkiem: "a pan co, stary jesteście? bo ja niedługo będę grał w challengerze, a pan pewnie nawet nie wie co to ranking". i teraz uwaga — nie tylko mnie walnął rakietą, ale jeszcze mi dorzucił, że jakbym chciał posunąć się dalej, to powinienem ćwiczyć forhendy przez tydzień z tym trenerem co to mu kazał mu tak odbijać. ja się wtedy roześmiałem, bo pomyślałem że to jakiś hiszpański żart, ale... no dobra, nie ukrywam — później nawet poprawiłem swój backhand, bo widziałem że ten maluch ma jaja wielkości piłki tenisowej! i teraz, kiedy patrzę na Carli w tym jego finałowym uścisku rąk z Novakiem, to aż się wzruszyłem — bo wiem, że on tam jest właśnie dzięki tym pierwszym bekhendom co to latają w przypadkowe miejsca, a nie dzięki temu że ktoś mu kazał być "produktem". no i jeszcze jedno — ten maluch z madrytu co mnie walnął rakietą? wiadomo kim został... no dobra, nie wiadomo, ale na pewno jest teraz gdzieś w challengerze i grzmi tam jak szalony, a ja wciąż trzymam swoją amatorską rakietę jak szczoteczka do zębów! 🍿🤣
    Memy to też analiza.
    AG AgazTrybun Nowicjusz 06.07.2026 19:45 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.