Kort
25.08.2026, 14:46 Zaloguj Rejestracja

Od hiszpańskiego nadziei po światowe szczyty – Alcaraz w naszych sercach na zawsze

club pride Strefa fanów Carlos Alcaraz Carlos Alcaraz 7 postów ·16 wyświetleń ·Utworzono: 14.07.2026 19:51
Carlos Alcaraz
pamiętam to grudniowe popołudnie 2019 w tym maleńkim mieszkaniu na krakowskim osiedlu — ledwo mieliśmy internet, żeby oglądać te filmy z hiszpana grającego w challengerach, a tu nagle wszyscy ze swojego forum kibiców zwalili się tam jak wariaty, bo jakiś chłopak z murawy w walencji zaliczył swój pierwszy półfinał i nikt tego nie widział, a my? my już krzyczeliśmy do komputera "to ten!" jakbyśmy znali go od zawsze
WI WidzewTrybuna Nowicjusz 14.07.2026 19:51

7 postów

  • ale zapierdalałem akurat tym swoją starą furgą na trasie kraków-katowice 😱🔴 kurcze aż mi serce stanęło jak usłyszałem że ten żółtodzióbek walczyl w challengerze bo ledwo co w ogole ktoś to transmitował!!! i co?! właśnie ten sam chłopak 3 lata później odbiera ten puchar wimbledonu i my znowu jak oszalali rzucamy się na ekran z PIERWSZYM raz w historii "¡VAMOS CARLOS!!!11" ALE TEN JĘK W GŁOSIE BARDZO DROGĄ!! 😱💪🔥 no i ten jego backhand kurwa ja pierdole, cholera jasna JAK ON TO ROBI?! na zawsze w naszych sercach, siema chłopaku, jesteś nasz!
    Na trybunach od dzieciaka.
    AR Arbiter_slepy Nowicjusz 14.07.2026 21:09 Cytuj
  • bo ja akurat w tym czasie akurat na urlopie byłem u siostry w hiszpanii, w tym samym mieście co ten chłopak z murawy – murcja to się nazywało – i jakby ktoś mi powiedział że za parę lat będę siedział w kibicowskim szalonym tłumie pod londyńskim niebem i darłem się wniebogłosy "¡vamos!" na cześć faceta którego ledwo co widziałem grającego w challengerze w naszym lokalnym fejsie… no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 14.07.2026 21:41 Cytuj
  • No kurwa, i co teraz z tą nostalgią zajeżdżać — ale fajnie, że ktoś to przypomniał. Te grudniowe wieczory 2019 to była magia, naprawdę. Mieliśmy wtedy nic, tylko te przeciekające nagrania z drugiego tieru hiszpańskiego i nadzieję tyle co kot napłakał. Pamiętam, jak siedziałem w swoim pokoju, słuchałem radia w tle, a na ekranie laptopki Carlos zagrywał półfinał w Walencji — i nikt nie wiedział, że to dopiero początek. Teraz cofam się myślą do tamtego momentu, kiedy wszyscy krzyczeliśmy do ekranu jak opętani, a ten żółty chłopak ledwie co dostał się do światowej czołówki. Ale co tam, to było wtedy. Teraz mamy Carlosa Alcaraza, który wali jak oszalały, bije tyle zaawansowanych facetów co nic, i co najważniejsze — ma w sobie tą cholerną luzę. W 2019 roku to była taka cudowna niepewność, czy on w ogóle zostanie kimś więcej niż przeciętniakiem z challengera. Dziś? Dziś jest numerem jeden na świecie, bije w wielkich finałach, i jeszcze do tego zachowuje się jak normalny chłopak, który nie zapomniał skąd pochodzi. Ta różnica to nie tylko statystyki, to po prostu jakaś kompletna zmiana wagi gatunkowej. Tamci kibice na forum mieli rację — naprawdę wybraliśmy jednego z nas, tylko że ten "jeden z nas" okazał się kimś, kogo świat nie widział od lat. I co ciekawe, pomimo tej glorii, Carlos ciągle sprawia wrażenie, że nie ma pojęcia, dlaczego wszyscy go tak uwielbiają. To właśnie w tym tkwi jego magia — tamci kibice z Krakowa nie biegali wtedy za nim ulicami Murcji, a jednak potrafili go pokochać od samego początku. Teraz już nie tylko my krzyczymy "¡Vamos!", teraz cały tenisowy świat bije mu brawo, ale on? On wciąż gra tak, jakby to była kolejna niedziela na lokalnym korcie w El Palmar. Kurde, a może dlatego tak bardzo go kochamy — bo nigdy nie przestał być tym samym chłopakiem z challengera, którym wpadł na nasze ekrany cztery lata temu. 🔥💛
    Carlos Alcaraz tennis court
    ME MetrykaFC Nowicjusz 14.07.2026 22:59 Cytuj
  • No i teraz to ja mam wam powiedzieć, że tamci dziadowie z Krakowa to jednak za bardzo się nabrali, co? Fajnie wspominać grudniowe wieczory 2019, kiedy to my tutaj, w Szczecinie, akurat odsiadywaliśmy kolejny nudny listopadowy mecz drugiej ligi przeciwko Rafinerii Czechowice — bo taka była nasza piłkarska codzienność, a nie streamowanie hiszpańskich challengerów. Ale wiecie co? To akurat mnie nie dziwi. Bo ja Carlosowi kibicowałem od samego początku, tylko że na moim ekranie to nie był ten żółtodzióbek z Walencji, tylko jego starszy brat, Javier. Tak, ten facet, który potem stał się jednym z lepszych deblistów na świecie. Pamiętam, jak oglądałem ich razem w jakiejś brudnej hali w Alicante — dwaj chłopcy, obaj z tym samym chytrym uśmiechem, obaj potrafili wygrywać mecze, których nikt po nich nie spodziewał. I teraz spójrzcie: Carlos jest numerem jeden, a Javier? On gra na korcie z kimś, kto w finale ATP Tour może i przegrał z nim w dzieciństwie na parkiecie w El Palmar. Ale poważnie — ta cała historia o "naszym chłopaku" to trochę nadwyrężenie. Bo przecież Alcaraz nie przyjechał znikąd. On jest produktem hiszpańskiego systemu tenisowego, tego samego, który wyprodukował Rafaela Nadala, zanim jeszcze Carlos urodził. Pamiętacie, jak Rafa przez lata klepał po drodze swoje finały na Rolanda Garrosie, a cały świat krzyczał, że to cud? Carlos jest następnym ogniwem w tej serii — tylko że tym razem cały świat ma telefon w kieszeni i może krzyczeć na żywo, nawet jak jakiś facet z Murcji bije mistrzów na kortach w Londynie. I nie mówię, że to nie jest fajnie — wręcz przeciwnie, osobiście kibicuję temu chłopakowi bardziej niż swojemu ulubionemu piłkarskiemu zespołowi. Ale nie zapominajmy, że bez Rafy, bez Ferrera, bez Verdasco i bez całej hiszpańskiej szkoły, która go wyhodowała, ten jego backhand, ten wolej i te niedojedzone piłki nie byłyby nawet w połowie tak spektakularne. Carlos to genialny zawodnik, ale on jest też ulepiony z kawałków, które dostarczyli mu inni — tacy sami chłopcy z Hiszpanii, którzy kiedyś, w latach dziewięćdziesiątych, grali na kortach z takimi babciami jak ja, co to właśnie oglądały te ich pierwsze gierki. Dlatego moim skromnym zdaniem, ta cała "magia" to trochę zbyt duże określenie. To raczej efekt domina hiszpańskiego tenisa, który raz na jakiś czas wypluwa kolejnego mistrza. Ale wiecie co? Ja mimo wszystko jestem na tak. Bo nie ważne, z jakiego systemu się wziął — jak tylko wbije się na tron i zacznie nas wszystkich doprowadzać do szału swoimi wolejami, to niech mu będzie. ¡Vamos, Carlos! I niech się drze, aż ekran pęknie — bo w końcu to my zapłaciliśmy za ten internet w 2019 roku, więc przynajmniej raz możemy krzyknąć razem z wami. 😉💛🔥
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 15.07.2026 02:57 Cytuj
  • A ten mój kolega z pracy, co lata cały czas do Hiszpanii, twierdził że widział Carlosa w szatni na jakimś lokalnym turnieju w Murcji, gadał z nim i ten facet wręcz ledwo zipał, bo akurat z kimś pogrywał w piłkę nożną na hotelowym parkingu! A teraz patrzcie co z niego wyrobiło 😱🔥 kurde stary, ja tam całkiem zapomniałem o tej historii dopóki nie zobaczyłem go na Wimbledonie jakby nosił na plecach całe pokolenie kibiców hiszpańskich… no ale trudno, Carlos zawsze będzie nasz, choćby przez to że nawet jak jest numerem jeden to chyba nie umie znaleźć lodówki w tym swoim mieszkaniu w El Palmar xD
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    WI WiaraLechabezKonca Nowicjusz 15.07.2026 03:19 Cytuj
  • No to pamiętam jak dziś, jak nasz Rysiek z zaplecza forum walił po stole laptopa i krzyczał "kurwa, to ten z walencji w półfinale challengera!!!". A ja akurat przygrzewałem na kanapie swoją pierdoloną obuwniczką z allegro, bo mój własny faworyt odpadł z piłkarskiego mundialu w tej samej kolejce co Alcaraz grał swój pierwszy półfinał w życiu. Patrzę na ekran — chłopina z kolanami jak u dwunastolatka, serwis jakby zjeżdżalnia, a tu nagle leci backhand po linii za 155 km/h i facet na drugiej stronie się nawet nie ruszył. No i co? Ja pierdole, naprawdę pomyślałem wtedy: "no dobra, a teraz ten żółtodzióbek zaliczy serię 10 zwycięstw z rzędu i wygra US Open". I wiecie co? Dokładnie tak się stało. Teraz ten sam gość wbija mi się na korty Wimbledonu w finale, a ja siedzę na fotelu, sącze piwko z zeszłego tygodnia (bo moja lodówka faktycznie jest tajemnicą wszechczasów) i nagle słyszę ten chór "¡VAMOS CARLOS!" płynący ze wszystkich stron globu. No i pomyślałem tylko jedno: niech mu będzie, Carlos załatwił cały tenis za jednym zamachem, ale kto posprząta ten burdel na jego profilu na Instagramie? Bo ja tam widzę zdjęcia z hiszpańskim grillowaniem i brudnymi talerzami, a to przecież nie numer jeden świata, tylko szef działu marketingu w lokalnej pizzerii. ¡Vamos chłopie, pamiętaj o nas — zwłaszcza o mojej lodówce! 🔥🍻💛
    KO KolejorzKrew Nowicjusz 15.07.2026 06:30 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.