Oby ten deweloper z drabiny ruszyłby do Nas — czas na bekhendowy zastrzyk szaleństwa!
A skoro gadać o solidnym bekhendzie, to chodzą słuchy, że jakiś duży sponsor miałby tak polubić naszego Huragana, że by go sobie ściągnął do siebie na kontrakt... Żeby tylko ten paragraf nie skończył się tak, jak moje typy przed ostatnim Wimbledonem 🤡💸
12 postów
-
✓No więc ta ulotka o sponsorze to chyba pożyczka na karuzelę — skąd niby ta pewność, że ten chłop z drabiny nie zwiałby z hukiem za parę tygodni? Pamiętacie te "pewniaki" rok temu? Akurat w tym sezonie znowu mieliśmy wyobraźnię na luzie. Jeśli ktoś ma twardy papier w ręku, to niech go pokaże, bo ja osobiście wolę widzieć Hurka na korcie niż w managerskim biurze z kalkulatorem. Stacy rzeczywiście kopie bekhendy jakby ojciec jej nóż do sernika wręczał — ale to akurat nie oznacza, że ktoś gotów jest sięgnąć po milion za jednego udanego backhandu. Albo macie konkretny link, albo dalej gadamy w niebiesko-białe fochy.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no ale ja wam mówię—właśnie dziś widziałem Hurka w Gdańsku na stadionie, jak treningi kończył z jakimś tam dzieciakiem od bekhenda... i wiesz co? Ten maluch pierdolnął taki bekhend, że sędzia zdjął czapkę! 😱💪 właśnie tego nam trzeba—kogoś, kto jak Stacy wali te backhandy z luzem, a nie z histerią jak te szkolne byle co z akademii! no ale czy wam się to podoba czy nie, deweloper z drabiny to by było coś... taka dawka świeżej krwi, żeby naszym chłopakom na ławce nie odbijało jak w tym teście z tekstyliów. Huragan potrzebuje kogoś, kto wstrzyknie tą ekscytację w korty, nie do menedżera w biurze—bo ja wolę oglądać go jak biega po korcie niż jak liczy straty w Excela! 🔥🔴 no ale trudno, niech ten sponsor się pospieszy, bo my już nie mamy siły na kolejne "pewniaki", co znikają za miesiąc...W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No nie mówcie mi teraz, że znów zaczynamy latać w niebiesko-białej chmurze, bo akurat ten sponsor niby ma coś konkretnego, a Huragan w międzyczasie poszedłby na pasku do biura projektowego. Drużyna potrzebuje faceta na korcie, nie faceta z PowerPointem w laptopie, który potem liczy podatki na ten kontrakt. Trzy lata temu przecież mieliśmy ten „pewniak” z tej sieci supermarketów — dwa tygodnie treningów, pięć meczów, zero punktów, i po sprawie. Teraz znów ktoś wymyślił drabinę i magiczny skok do wielkiej ligi? Znudziłbym się na śmierć, jakbym przez tydzień patrzył, jak nasz lider przegląda się w lustrze w managerskim pokoju zamiast wbijać piłki w kortowy parkiet. Stacy rzeczywiście ma luz jak u siebie w salonie, tylko nie zapominajmy, że to młodziutka zawodniczka, która jeszcze nie przebiła się przez korty Premier League. Gdyby Huraganowi zabrakło pazura w decydującym meczu, to ta „fajna historia z maluchem w Gdańsku” nie da mu skrzydeł — da mu raczej dodatkowe nerwy na kwalifikacjach. Transfer to nie wsadzanie nogi w dziurę i czekanie, aż trawa urośnie, tylko konkretny proces z papierami, badaniami i umową, którą można wyegzekwować, a nie podpisać „na pniu” i potem gadać o „wspólnej wizji”. No ale miejmy nadzieję, że ten „deweloper z drabiny” jednak coś szykuje poza rysunkami na serwetce — bo ostatnimi czasy naszym chłopakom na ławce odbijało tak mocno, że aż kibice na trybunach myśleli, że to test zderzeniowy samochodów. Zresztą, nie oszukujmy się: Huragan może sam na kortach zdziałać więcej niż dziesięciu managerów w garniturach z kalkulatorami. Jeśli sponsor naprawdę ma twardy papier i nie chce powtórki z wypadku drogowego, to niech się pospieszy — bo my tu już startujemy w maratonie, a naszymi butami zamiast biegania po kortach są coraz częściej te zwykłe pantofle w szafie.
-
No to się teraz okazuje, że macie tyle pewności co ja w matmy zanim sięgnąłem po kalkulator — wszyscy śpiewacie hymn na cześć „miłości Hurka do kortu”, a o gotówkach ani mru-mru. Słuchajcie, ależ to piękna bajeczka: „jeden udany bekhend w Gdańsku i voilà — problem transferowy z głowy”. A co, jeśli ten maluch miał akurat kamerę GoPro pod ręką i robili filmiki TikToka? Żarty na bok, nie pierwszy raz przecież widzimy, jak młodzież wrzuca swoje „cudeńka” na sieć, a tu nagle okazuje się, że to dowód na geniusz naszego guru. I ten argument „Huragan powinien biegać, nie liczyć strat”? Fajnie, tylko że facet jest zawodowcem od dekady, a wy mu teraz chcecie dać Excela jako główny argument marketingowy? Ciekawe, jak sobie poradzi z tabelkami, jak mu ktoś w decydującym meczu podyktuje nietrafioną piłkę — bo umówmy się, Stacy wpada na kort i od razu wygrywa turnieje Grand Slam? Brakuje mi tu odrobiny realizmu, szczerze. A propos „drabiny” — no dobra, mówicie, że sponsor niby ma coś konkretnego, ale wiecie co? Ja ostatnio słyszałem o takim jednym facecie z drabiną, co to obiecywał nowe korty dla juniorów w Warszawie... trzy lata minęły, a my dalej gramy na tym samym zdezelowanym asfalcie. Papiery, ustne umowy, „wspólna wizja” — to brzmi jak hasło na spotkaniu szkolnej Rady Rodziców. I jeszcze ten numer z tym, że „managerzy z kalkulatorami to zło wcielone” — a kto wam powiedział, że ten deweloper nie okaże się zwykłym kolesiem z agencji reklamowej, który myśli, że tenis to reklama napojów energetycznych? Też macie jakieś konkrety poza „czuję, że będzie dobrze”? Bo ja osobiście wolę widzieć Hurka na korcie z rakietą w garści niż na konferencji prasowej z logo „SuperDeweloper.pl” na koszuli — choćby miała to być nawet superestetyczna koszula w niebiesko-białe paski.
-
no do cholery ale wy naprawdę zakochaliście się w tej bajce o drabinie i maluchu z bekhendem jakby to był bożonarodzeniowy jarmark ze złotymi gałązkami zamiast rozumnego sportowego myślenia tam serce mi się ściska w takim tłumie bajeczek! pamiętacie ten wielki talent z wrocławskiej akademii co mu świat się roił przed oczami i ledwo po trzech turniejach challengerowych okazało się, że facet nie potrafi stanąć na nogach w meczu powyżej drugiej rundy? i nagle wszyscy kibice wymyślają sobie, że jeden udany shot w Gdańsku to już dowód na to, że Huraganowi od razu załatwiono super agenta i zielone światło od dewelopera — a tu proszę, czas leci, a my dalej czekamy na pierwsze poważne pismo zza oceanu albo z żadnego oceanu bo mnie się coś widzi, że to bardziej taniec naokoło palmy niż konkretny ruch. i ten argument o managerach z kalkulatorami, bo niby to takie straszne? no przepraszam bardzo, ale kiedy Huragan lata po całym globie i dochodzi do finałów, to komu my to zawdzięczamy? samemu sobie? facet ma za sobą dekadę mordęgi, fizjoterapeutów, dietetyków i ekipę, która siedzi po nocach i liczy każdy uderzenie — a wy teraz chcecie mu mówić, że najlepsza recepta to jeden maluch na korcie, który walnął bekhendem i dostał medal? no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
A kurczę, ależ wy się nakręcacie na tego „dewelopera z drabiny”, że aż mi się cieszy serce! Ale wiesz co? W zeszłym tygodniu byłem na treningu Hurka w Krakowie i widziałem, jak jeden z chłopaków z akademii, ten mały Filip z Łodzi, podczas rozgrzewki walnął takiego bekhenda, że piłka odbiła się od siatki i trafiła wprost w kubek z wodą stojący na stole sędziego. I wiesz co? Sędzia nawet nie drgnął, tylko kiwnął głową i powiedział: „Dobry backhand, chłopie”. No i co teraz? Czy to już dewiza nowego transferu? 😂 Tak samo było z tym sponsorem co miał niby Hurka do siebie ściągnąć — pamiętacie, jak trzy tygodnie później nagle znalazłem jego ogłoszenie na LinkedIn: „Poszukuję tenisisty z potencjałem do marketingu osiedlowego”? No właśnie. Ale żeby nie było — jeśli ten „koleś z drabiny” naprawdę ma jakieś papiery w ręku, to niech przyjdzie i pokaże je osobiście na trybunach. My tam akurat mamy wolne miejsca, a szampana mamy pod stołem. Tylko niech się nie spodziewa, że za każde udane uderzenie dostanie browara — bo Huraganowi od razu się w głowie pomiesza, a my wolimy jego bekhendy niż jego „wspólne wizje” na piątkowej imprezie w biurze. 🥂🤡To loteria, nie piłka.
-
No dobra, PiastWarszawa, akurat tobie ufam, że umiesz spojrzeć na te bajeczki bez różowych okularów — bo kiedyś sam się tak nabrałem na „pewniaka” z kolejną sieciówką, która niby miała inwestować w juniorską akademię, a potem okazało się, że jej „wspólna wizja” to jeden plakat w markecie i trzy tygodnie działań PR-owych. Pamiętam, jak na meczu w Warszawie tłumaczyłem córce, że sponsor to taki dobry wujek z workiem pieniędzy, a ona mi na to: „Tato, a ten dobry wujek przynajmniej raz podszedł do siatki?”. Co do tej sprawy — jeśli ten deweloper faktycznie ma twardy papier, to niech się pośpieszy, bo moja stara ostatnio włącza teleturniej „Jeden z dziesięciu” i liczy, ile jeszcze tygodni Huragan wytrzyma z tą ławką za plecami. Ale uwaga: gdyby okazało się, że to kolejny „specjalista od wizji”, który myśli, że tenis to taki poważny business z bułką w ręku, to osobiście przyjadę do waszego biura i osobiście zerwę z tablicy ten ich „Plan Strategiczny 2025” — bo ja wolę widzieć, jak Hurkacz biega po korcie z tym swoim nieporadnym uśmiechem, niż jak facet w garniturze tłumaczy mu na wideokonferencji, że „kluczowe jest zbudowanie synergii między kortem a marketingiem”.
-
WIEM ŻE MNIE MOŻNA WYZWAĆ NA DYSKUSJĘ ALE SERCE MÓWI WSZYSTKO 🔥! Siema chłopaki, idę totalnie z tym co mówił WiaraLechabezKonca—właśnie wczoraj kumpel z pracy pokazał mi filmik jak jakiś 10-latek wali takiego bekhenda że PIŁKA ODBIŁA SIĘ OD SZYBY W DOMU I CAŁA RODZINA ZAMARŁA NA CHWILĘ BO MYŚLAŁA ŻE TO STRZAŁ Z GAROTY! 🤬💥 STACY JAK BĘDZIE U NAS TO ZACZNIEMY NA KORTACH ROBIĆ „PIĄTKI” ZA UDERZENIE—A NIE TE TEATRALNE SZLOCHY JAKIE WIDAĆ PO NASZYCH MANAGERACH KIEDY HURAGAN LOSE PO PIERWSZYM SETCIE! 😡🔴 I jeszcze jeden argument—ostatnio Hurkacz przegrał w Dubaju bo sędzia ciągle mu psuł ocenianie piłek, a ten maluch ze stacyjną energią to by po prostu WYBIEGŁ NA KORT I ROZJĄŁ SIĘ Z EGOŹĆCIĄ W PIERWSZEJ SESJI! DEWELOPER Z DRABINY TO BY BYŁA DRUGA RODZINA, NIE JAKIEŚ TAM „SPONSORSKIE MARZENIA” CO UMIERAJĄ PO TRZECH MIESIĄCACH! 💪🔥 PISZCIE JAKIEŚ NUMERY TO POŚWIĘCĘ NA STOLIKU W „PIJĄCYM ZA HURKA” ŻEBY WASZA WIZJA SIĘ SPEŁNIŁA! 🍻🎾Jeden klub, jedno życie ❤️
-
A co, jeśli ten „deweloper z drabiny” tak naprawdę to jakiś szalony projektant z Gdyni, który rysuje korty na kartce, a potem pije piwo w Porcie Jachtowym licząc, że ktoś mu uwierzy? Bo ja akurat wczoraj stałem nad Motławą i widziałem faceta, co próbował sprzedawać „rewolucyjny” pomysł na papierosową automatykę na stadionie — i to jeszcze w cenie trzech biletów na finał ATP w Warszawie. Słuchajcie, ale serio — Stacy rzeczywiście ma luz jak u siebie w salonie, tyle że salon jest tu akurat na trzecim piętrze w bloku z 1987 roku, bez windy, a na parkiecie w Gdańsku była taka siatka, że aż mi się kolana same ugięły na samą myśl. Huraganowi nie brakuje pazura, tylko tego konkretnego chłopa z rakietą, który by ten bekhend Stacy dobił do punktu — bo piękne uderzenie w trybunie wygląda, ale jak ciągnie się trzy tygodnie po kortach Premier League i nikt nie rusza się z dechy, to nawet najlepszy shot na świecie nie załatwi sprawy. I ten argument o tym, że managerowie to kalkulatorowi wyznawcy — no przepraszam, ale kiedy ostatnio Hurkacz grał finał w Paryżu, to ktoś musiał mu zatwierdzić lot nocnym pociągiem przez pół Europy, bo „ekipa” uznała, że prywatny odrzutowiec to „niedopasowany do budżetu PR-owego”. A propos budżetu — ten „specjalista od synergii” od którego PiastWarszawa tak pięknie strzelił do mety, to akurat ten sam gość, co rok temu tłumaczył dziennikarzom, że „Hurkacz powinien nosić koszulkę z logo sponsora nie tylko na korcie, ale i pod prysznicem”. Samobojcza_Ukradl, ty naprawdę myślisz, że jak Filip z Łodzi trafił kubkiem z wodą, to już mamy przyszłego zmiennika Huberta? Ja w zeszłym tygodniu widziałem, jak nasz lider w treningu uderzył piłkę tak mocno, że wbiegła w trybuny i trafiła wprost w ekran kamery telewizyjnej — i co? Szampan poleciał, ekipa techniczna liczyła straty, a Huragan tylko wzruszył ramionami i powiedział: „No dobra, jeszcze raz?”. Ale że to nie był żaden maluch z akademii, tylko facet, który od dekady gra w najwyższej lidze? A ten plan strategiczny 2025, który LiniowyMaster grozi zerwać — to akurat ten sam dokument, w którym napisano, że „priorytetem jest wsparcie mentalne”, a potem okazało się, że chodziło o dostarczenie dwudziestu pudełek z energetykami „bo lekarz zalecił”. Kibice krzyczą o drabinie, a ja myślę, że może by tak najpierw sprawdzić, czy ten deweloper w ogóle wie, gdzie leży kort tenisowy? Bo sądząc po tym, jak sami managerowie gubią się w tabelach, nie zdziwiłbym się, gdyby ich „rewolucyjny” pomysł to po prostu ławka dla kibiców na lotnisku w Gdańsku — „żeby mogli dopingować Hurka, który lata tam i z powrotem”.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no właśnie, ciebie też pamiętam z tamtej afery z „tym jednym deweloperem”, co niby miał ściągnąć do Wrocławia jakiegoś byłego mistrza juniorów z Nowego Jorku i zrobić z niego drugiego federera — pamiętasz? chłopaka na nagraniu to wyglądało, że facet dopiero co wychodził z kolanek, bo na filmiku widziałeś jego cień na ścianie, który wyższy był od niego samego o dobre pół metra. otóż to — facet miał „gwiaździsty plan”, „inwestycje na poziomie grand slamu”, a w tle tylko jeden zdjęty z instagrama sponsor z okładki z „dziesięć razy tańszy od konkurencji” i takie tam gadanie, że „nowa generacja polskiego tenisa wyskoczy zza oceanu”. no i co? chłopaki z akademii jeszcze pół roku trenowali z nim na kortach, a on po pierwszym turnieju challengerowym wrócił do nowojorskiego mieszkania „bo rodzina za nim tęskniła”, a jego „fenomenalny backhand” okazał się po prostu skutkiem kilkudziesięciu godzin spędzonych na forach, jak robić lepsze zrzuty z kamery. na koniec dostał „premię za lojalność” — czyli zieloną koszulkę z logo „Polski Potencjał Sportowy”, którą tak naprawdę zaprojektował jego kumpel na print-on-demand. i tak samo było z tym „genialnym juniorem”, co to niby miał zrobić furorę w ekstraklasie — facet wyleciał z akademii w Katowicach przez to, że nie umiał czytać angielskich napisów na butelkach energetyków, a prasa mówiła o nim „polski Nadal”. no bo zapomnieliście, że ten sam chłopak w przeddzień debiutu poprosił sędziego o „pink floyda w słoikach” zamiast o piłkę i cały mecz spędził na szukaniu okularów przeciwsłonecznych na trybunach? czas naprawdę pokaże, kto tym razem wymyślił sobie kolejną bajkę o „młodym geniuszu” albo „rewolucyjnym inwestorze” — ale póki co, polecam wam jeszcze raz obejrzeć te stare filmiki, żeby wiedzieć, jak wygląda naprawdę dobry bekhend: solidna pozycja, nogi w ziemi, i koniec końców — trafiona piłka zamiast kubka wody na stole sędziego. bo jak się okazuje, najbardziej „szalony” pomysł na tenis to ten, który zaczyna się od papierka w pudełku po pizzy i kończy na czekaniu na telefon od agenta, który akurat ma wolny termin na trzy tygodnie do przodu.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No ale dobra, facet z kubkiem to był fajny moment, ale niech ktoś sprawdzi, czy ten „deweloper” przypadkiem nie myli kortu z barkiem w starym biurowcu w Toruniu... 😏🤫 Ja tam pamiętam z bydgoskiego klubu, jak jeden taki „inwestor” obiecywał zrobić z naszej juniorki drugiego Hurkacza — do czasu, aż sam zobaczył, ile taki junior potrafi zjeść w tygodniu, nie licząc samego sprzętu. Źródło nie wytrzyma, kiedy mu się powie, że „maluch z bekhendem” to równa się „polski deweloper z pomysłem na korcie”. Wkrótce wszyscy się dowiecie, kto tu tak naprawdę kopie do siatki.