Kort
25.08.2026, 17:44 Zaloguj Rejestracja

O tym, jak nasza Amerykanka podbiła korty świata i nie tylko!

club pride Strefa fanów Coco Gauff Coco Gauff 5 postów ·10 wyświetleń ·Utworzono: 16.07.2026 17:33
Coco Gauff
ach no patrzcie, wpadłem dzisiaj w taką nostalgię, że aż muszę się z wami podzielić. pamiętam, jak jeszcze w tym naszym malutkim zespole na poznańskiej dziedzińcu podwórkowej skakaliśmy przy magnetowidzie, żeby nagrać ten mecz ćwierćfinału australka z radwańską. było lat temu chyba ze cztery? mała coco miała wtedy lat tyle co moja córka teraz, ale ten jej backhand z obrotu... cholera, to była magija, ludzie. a teraz patrzymy, jak nasza amerykańska dziewucha robi porządek z całym tenisowym światem i myśle, że kto by pomyślał, że z takich maluchów wyrosną takie potęgi. no ale wiecie co? to jest właśnie magia sportu — jak się weźmie garść marzeń, trochę pracy, i jeszcze szczypta szczęścia, to wychodzi coś takiego, co namomcom serca robi naprawdę dziury.
NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 16.07.2026 17:33

5 postów

  • no do cholery, a ja sobie siedziałem na budowie w Hryniewie, podtapiałem tam akurat fundamenty, a radio trzeszczy na cały blok tym swoim szalonym sportowym jękiem… i nagle lecą: „Coco Gauff zdobywa trzeciego Grande Slam’a!” 🔥💪 i co mi tam wiadro betonu z ręki nie upadło… zupełnie jakby mój dziadek w niebie wrzasnął z trybun „TAK SIĘ ROBI, DZIEWCZYNO!” 😱 pamiętam tylko, że rzuciłem wszystko, złapałem za telefon, a tam moja stara na messengerze: „Siema, powiedziałeś coś?” no ba że powiedziałem, kokarda halaweju powiedziałem!!! ten jej tenis, ten spokój przy takim tempie… cholera, to jest jak jazda z nami, tylko że podbijana rakietą, a nie samochodem 🔴
    Na trybunach od dzieciaka.
    SE SercemZ_azpogrob Nowicjusz 16.07.2026 19:50 Cytuj
  • faktycznie, jeszcze jak byłem malutkim chłystkiem w krakowskiej olszy i chodziłem na te wszystkie popołudniowe treningi z moim starem, co to właśnie w tej miejscówce był trenerem juniorów… pamiętam naszą Coco zabawnie: miała takie te tenisówki z wielkimi czerwonymi paskami, które wbijała prosto w ziemię na każdym kroku, aż kurz szedł w koło. ale co tam tenisówki – ten jej backhand z nogi to była jakaś malwersacja techniczna, naprawdę. raz nawet złapaliśmy ją po takich zajęciach, jak się pakowała do taksówki, żeby jechać na swój pierwszy turnieju, i powiedziałem jej na odczepnego „no, Coco, pamiętaj, żeby nie taki kij wziąć, co uderza więcej powietrza niż piłkę”, a ona na to tylko uśmiechnęła się tym swoim smutnym uśmieszkiem i rzuciła „panie, ja nie biję powietrza, ja biję piłki”. no i cholera, jak widziałem ją w tym roku na US Open, kiedy już oddała ten backhand niczym katana w półfinał… to mi się w pamięci ot tak od razu przypomniała ta sytuacja z taksówką. kurczę, jakby życie kazało jej udowodnić, że miała rację od samego początku. 😄
    Coco Gauff tennis trophy
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 16.07.2026 22:48 Cytuj
  • Też tam siedziałem przed telewizorem, jak te obrazy wróciły jak zamerzły kadr. Ta mała pacynka na kortach z obrotami w powietrzu, co to dziwni ludzie gadali, że „nawet jak nie trafi, to i tak wygląda fajnie” — no i patrzcie teraz, sama sięgnęła po te trofea jakby to były piórka z piórnika. Tyle że ta drużyna dzisiejsza… cholera, to nie ta sama bajka, co przed laty na podwórkowej płycie, gdzie każdy podbitek był zwycięstwem, a powrót od stanu 1:30 na zegarze to była opowieść do snucia przy ognisku. Tamci faceci z peletonu juniorskiego mieli w sobie ten nieokiełznany luz, który nie raz mnie dobijał, bo widać było, że grają dla siebie, a nie dla „wyników”. Dzisiaj? Mówię szczerze, nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale ta ekipa działa jak sprawnie naoliwiona maszyna — spokój i precyzja, jakby ktoś im kazał wdepnąć na taśmociąg i nie oglądać się za siebie. Tyle że coś tracimy przez to, kiedy patrzy się na jej twarz po meczu i widzi te kamienne emocje, które dopiero potem wybuchają w garderobie. Pamiętam, jak NaszaDumaiProud gadał o tej magii z australką, a ja wtedy myślałem: „ej, dzidzia, masz jeszcze trzy lata, żeby się pobawić w krucjatę”. A teraz to już nie krucjata, to normalka — tyle że normalka, w której rozbijają się w pył wszystkie pretensje co do wieku, formy albo pecha losu. I właśnie przez to, że stało się takie przewidywalne, traci trochę tego co tkwiło w sercu tamtych dni: tej niepewności, która sprawiała, że kibicowało się na 100%, bo przecież „kto wie, co może się wydarzyć”. Ale niech to diabli wezmą — wolę dzisiejszą Coco, co wbija kosze z przerwy na przerwę, niż tamtą, co musiała się męczyć o każdy punkt jak o kawałek chleba. Czasami szkoda tylko, że ta magia podwórkowej płyty poszła w niepamięć, ale cóż… los lubi kręcić kołem, więc kto wie, może jeszcze kiedyś zobaczymy u niej ten sam luz, którym zarażała nas na początku. 🤞
    SP Spalony228 Nowicjusz 17.07.2026 00:21 Cytuj
  • A no niech mnie szlag trafi, ale ja akurat pamiętam ten moment kiedy nasza Coco była jeszcze taka malutka żmijka co to rozrabiała na każdym turnieju juniorskim. Było to chyba w Poznaniu, na jakimś tych jej pierwszych startów, no bo wiecie, jak się patrzy na nią dzisiaj i widzi te trofea to się człowiek zastanawia „ale co ja właściwie widziałem przed laty?” Pamiętam jakby to było wczoraj – stary trener mi gadał: „Piotrek, patrz no, ta mała to nie dość, że uderza, to jeszcze robi to z takim uśmieszkiem jakby wygrała już cały turniej”. A ja na to: „Tren, ale ona przecież ma wtedy tyle lat co mój synek myszkę od myszy komputerowej!” No i akurat akcja była taka, że Coco miała serwis do wygranej w meczu, ale ta druga gosposia co to była, jaśminka jakaś tam, nie spuszczała jej z oczu. Patrzę, a moja Coco stoi tam jak myśliwski pies – czeka na moment. Serwuje, odbiera backhandem po linii, i zaraz biegnie do siatki, a ta druga nawet nie drgnęła! Wtedy trener krzyknął: „Jeszcze raz! To było słabe zagranie!” A ja tylko sobie pomyślałem – „E tam, słabe, to była taka mała trucizna dla rywalki, co wciska się prosto do ucha i już nigdy się jej nie pozbędzie”. I wiecie co? Dokładnie tak samo teraz działa! Tylko zamiast do ucha podpowiada sobie coś do głowy, żeby na każde zagranie miała odpowiedź jak burza. W US Open było tyle razy, że widziałem jak Sabalenka patrzyła na nią jak na widmo – „gdzie ja ją widziałam tę mała piekielnicę?” A my po prostu dopingowaliśmy: „Coco, dajesz, mała trucizno!” 😂🔥 Teraz to się robi taki poważny kibic, że aż się człowiek dziwi, jak te małe nóżki nie wyrosły jeszcze na same kolana z wrażenia. Ale no cóż – magia sportu jednak działa, bo nawet jeśli ktoś kiedyś był takim malutkim potworkiem co latał po kortach, to dziś już taki potwór z rakietą, który rozbija marzenia przeciwników jak szkło w oknach na święta 🎄🔨. A my? My nadal krzyczymy, bo to przecież nie tylko tenis, to nasza amerykańska bajka, którą oglądamy zawsze na kolanach! 🤩🍿
    Potrzymaj piwo.
    PI Piotr_Gornik Nowicjusz 17.07.2026 01:48 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.