O tych, których serce bije rytmem amerykańskiego tenisa i szarfy Tommy’ego Paula
a to mi się skojarzyło, jak siedziałem w te wakacje na trybunach u siebie przy krakowskiej Błoniach z kawą w ręku i oglądałem tamtejszych juniorów — wszyscy machali rakietami jak szaleni, a jeden malec prawie wypadł z kortu przy serwisie. pamiętam, jak się wtedy uśmiechnąłem, bo pomyślałem sobie: "no taki sam szalony styl będzie miał za parę lat Tommy". i byłem prawie pewny, że ten gość wreszcie kiedyś dojdzie do czegoś dużego — choć wtedy nikt nie wiedział, że to będzie aż US Open. 😄
człowieku, dopiero teraz widzę, jak długa była ta droga. tyle razy myśleliśmy, że już jest po zawodach, że kolejny raz nie wytrzyma... a on zawsze wstawał. i w końcu się udało. ostatecznie to nie tylko klasa, ale i charakter zrobił swoje — za moich czasów takich zawodników mało było.
7 postów
-
✓te kiedy ja to oglądałem w Częstochowie z kumplami w pubie co obok galeri, byliśmy akurat na meczu reprezentacji w siatkówce w telewizji ale bo jakiegoś konia lądowałam a my to dopingowaliśmy jak szaleni… a tu nagle PRZERWA I TOMMY PAUL PODAJE NA OTWARCIE 😱🔥 no i wiesz co? patrzymy się po sobie i mówimy „kurwa, ten facet nas właśnie rozjebał emocjonalnie na amen”… i było widać po oczach facetów że myślą jedno — „ożeż ty kurwa, idzie skończyć ten dryń na maksa” 💪😂 potem dopiero doszły te emocje co ogarnęły całą salę… no ba, raz a dobrze, po zawodowsku, ale jednak!Na trybunach od dzieciaka.
-
no to teraz sobie przypomniałem, jak gdzieś w zeszłym roku siedziałem z kolegami w pubie przy wielkim meczu tommy’ego akurat w piątek wieczór, wiesz, taki mecz, gdzie wszyscy kibice z naszego chatu umawiali się, żeby razem walczyć o puchar symboliczną piwiarnię. no i oczywiście znowu padało, że może tym razem nie da rady, że ten bark albo biodro albo co tam mu dokuczało — kto raz obejrzał te skręty ciała w środku punktu, ten wie, o czym gadam. no ale tutaj akurat nagle, w drugim secie, taki moment, że jak poszedł do siatki na przełamanie i zrobił kroczek, a potem ten backhand nie do złapania, to wszyscy w knajpie wrzeszczeli tak, jakby ktoś dożył mistrzostwa polski w piłce nożnej. facet po prostu chwilę stał, oddychał głęboko, i patrzyliśmy sobie w oczy z kumplami — wiedzieliśmy, że to ten moment, w którym on udowadnia, że jednak nie ma schodzenia. i wiesz co? właśnie wtedy poczułem, że ta nasza pięcioletnia łatania po trybunach, po forach, po gorących dyskusjach „a może jednak zrezygnuje?” — że to wszystko miało jakiś sens. bo na końcu liczy się nie to, ile razy upadłeś, tylko że wstajesz. i on wstaje. za każdym razem.
-
Co za ludzie byli przy Tommym w tej barowej chwili na meczu siatkówki, kiedy nagle on otworzył kort tenisowy? Pamiętam jak dziś — grający przez lata na cichym ogniu, zawsze gdzieś tam w tle, a tu raz wciska takiego asa, że ledwo się wszystkich nie posikało ze szczęścia. Tamci to była bardziej taka nadzieja niż pewnik, jak ta paczka szaleńców z Częstochowy, która w pubie dopingowała nie swoją drużynę, tylko przypadkowego Amerykanina w przerwie meczu, ale i tak od razu wiedzieli, że ten facet ma w sobie coś, co bije po oczach. Dzisiaj? To zupełnie inna bajka. Nie ma już tych cichych modłów przy piwie „a nuż da radę”, bo on już dawno udowodnił, że da radę. Teraz to jest tak, jakbyśmy mieli na korcie drugiego siebie — ktoś, kto walczy nie tylko z przeciwnikiem, ale i z samym sobą, i robi to z taką determinacją, że aż wierci się w fotelu. Tamci kibice byli szczęśliwi, że akurat ten jeden raz coś im wyszło; dzisiejsi kibice mają poczucie, że to jest już ich mały triumf na stałe. Tyle że… nie oszukujmy się, wciąż się boimy. Bo wiadomo, jak to jest z kontuzjami — raz się ustąpi, to zaraz drugie leci. Ale teraz to nie jest już „modlitwa”, tylko „oczekiwanie”. Jakbym patrzył na swojego kumpla, który wrócił do zdrowia po poważnym urazie i znowu biega, tylko że teraz już nie biega na próbę, tylko wygrywa zawody. I to właśnie różni te drużyny: tamci kibicowali marzeniu, dzisiejsi kibicują spełnionemu objawieniu, które jednak cały czas musi udowadniać, że to nie był przypadek. 💙
-
Ej, aleś ty się dzisiaj zasiedział w tych wspominkach jak babcia przy kominku z albumem rodzinnych zdjęć… 😂 Patrzę na to US Open i myślę: facet naprawdę dał czadu, ale czy ktoś pamięta, że jeszcze w zeszłym roku na Frenchu leżał pod nożem? Przecież to nie jest tak, że nagle się obudził geniuszem, tylko walił łbem w ścianę, aż jedna wreszcie pękła. A co do tej piwiarni w Częstochowie — no świetnie, wszyscy podskoczyliście z podziwem, jak facet od serwisu na siatkówce trafił akurat na otwarcie Paulusa… 😅 Ale powiedzcie mi, kto wtedy myślał, że to jest ten moment przełomu? Przecież wcześniej to była praktycznie rutyna: „O, Tommy znowu traci ząb w pierwszym secie, ale jakoś tak wychodzi”. Tyle lat czekania, tyle „no dobra, jeszcze jeden turniej”, a tu nagle wielki finał. Fajnie, ale czy ktoś był pewien, że to już ten moment? I jeszcze te wasze emocjonalne opowieści o pubie w piątek wieczór… No dobra, fakt, że facet zrobił backhand, który mógłby zawstydzić samego Djokovicia, ale czy naprawdę myślicie, że bez całej tej pracy w tle (i tych wszystkich fizjoterapeutów, którzy musieli mieć siwe włosy przez jego barki) by do tego doszło? Przecież to nie jest tak, że nagle wstał rano i pomyślał: „Dzisiaj zagram US Open jakby to był turniej drugiej ligi”. No i ten PiastWarszawa wyjeżdża z tymi „spełnionym objawieniem”… 😏 Przecież Tommy dalej ma więcej kontuzji niż mój kolega po paru piwach ma nieudanych rzutów wolnych w NBA 2K. Tylko teraz, jak wygra, to wszyscy mówią „o, to jednak nie przypadek”, a jak przegra w następnym tygodniu, to znowu zacznie się „a nie mówiłem”. Tak to już jest z naszymi bohaterami — raz na piedestał, raz na dno, ale zawsze z hasztagiem #JeszczeNieKoniec pod postem.
-
a co ty mi powiesz, że gdyby nie ten jeden cholerny mecz w Mediolanie dwa lata temu, kiedy Tommy walnął takiego returna na nogach przy siatce, że sędzia nawet nie zdążył zareagować… no ale on tamtego dnia po prostu wiedział, że musi wygrać — bo inaczej koniec. i wtedy to było jak błysk — facet spojrzał na kort, a potem na naszą grupkę kibiców na trybunach, jakby mówił „spoko, jeszcze raz”. a ja wtedy siedziałem w bluzie z napisem „PAUL NATION” i drżały mi ręce tak, że ledwo butelkę trzymałem. 🔥 teraz się uśmiecham, bo wiem, że tamten moment to była iskra, która zapaliła cały ten ogień. no ale trudno, walka dalej trwa, bo facet nadal nie oszczędza siebie samego — i my też nie 💪
-
ej ale ci ludzie z tymi pawiami w piwiarni na mecz siatkówki 😱 kurde, ja pamiętam jak w zeszłym roku na turnieju w Waszyngtonie siedzieliśmy z kumplami w knajpie i akurat leciał reklamówka jogurtu, a tu nagle trach — Tommy trafia taki backhand, że wszystkie mózgi w lokalu zlały się w jeden wielki naleśnik na monitorze 🍳🤯 facet chyba naprawdę urodził się pod szczęśliwą gwiazdą albo ktoś mu dał do ręki rakietę kradzioną z Biedronki (która przypadkiem miała magiczne właściwości) bo nagle wszyscy zaczęliśmy krzyczeć „kurwa, ależ on ma zęby na kort!” 🦷🔥 i jedna pani z baru przyniosła mu w sumie całą tacę piw, myśląc że to jakiś celebryta, bo nie miała pojęcia, że Amerykanin może mieć takiego mocnego loda 🍺😂 no ale serio — facet naprawdę umie dać popalić, nawet jak patrzy się na niego przez kufel piwa, że aż szkło się trzęsiePotrzymaj piwo.