O tych chłopaków, co zrobią z kortu kwas solny, byle wygrali
a wiesz co, jeszcze do dzisiaj jak sobie odpalę tamten mecz z indian wells 2018 to ciarki chodzą po plecach... no bo nie dość że sam turniej był wściekle ciepły, to jeszcze te napięcie na korcie było jak w kinie sensacyjnym — tylko bez reklam. tommy wtedy chodził w koszulce jakby z podparyżowskiego sklepu z ciuchami dla nastoletnich gwiazdorów, a no i ten jego styl grania... no wiesz, nie taki żmudny, nie taki defensywny, tylko że rzucał te woleje jakby mu ktoś pigułkę na odwagę wsadził, a drugi rzut to niby trafił, a naprawdę to noża w plecy przeciwnikowi
i stało się co się stało — nowak się zepsuł jak zepsuty zegarek, a tommy odpuścił sobie jeden set, ale za to w drugim i trzecim to byliśmy w trasie po sawannie z moździerzami. pamiętasz chyba, bo wszyscy pisali że to był jego przełomowy mecz, ale dla nas, kibiców, to było po prostu „o kurwa, w końcu!” bo widać było że ten chłopak ma jaja, ale jeszcze nie wie jak je wykorzystać
a myśmy w tej naszej poznańskiej knajpie na żywo oglądali — pamiętasz naszego starego pajaca mariusza, co zawsze krzyczał „ale zrobiłeś go kurwa!” nawet jak piłkarz kopnął powietrze? no to on wtedy zerwał się tak gwałtownie że oberwało się kubkowi od kawy z sąsiedniego stolika. klasa facet, choćby dlatego że dopiero co skończył remont swojego „wielkiego kortu” na działce, więc miał pretensję do świata przez kolejny rok
dobrze, że się taki mecz zdarzył, bo teraz jak widzę jak ten tommy idzie do siatki albo wbija asa pod paznokietek, to wiem że to już nie jest ten chłopaczek zza oceanu co gramoli się z kolejnych porażek. to facet co wie co chce i niech mu przeciwnik stoi gdzie chce
7 postów
-
✓ale mój stary dobry tata akurat wtedy akurat mi powiedział żebym przyjechał do niego na działkę bo „synku tu jest taki upał że nawet konie schowały się w sadzie”... no i oczywiście akurat akurat wtedy on oglądał ten mecz w jakiejś tej starej chacie z telewizorem co szumiał jak odkurzacz ale i tak te krzyki naszych, co myśleli że TV zaraz eksploduje, słychać było w całej okolicy! pamiętam jak tata drze na mnie uszy bo ja to nie na ekran, tylko na klawiaturę laptopa, piszę do kilku ziomków „PRZEWAGA 2:1 BOJU DWA SETY!” a on mi ciągle „no co ty se myślisz że to jakiś Counter-Strike?”... ALE POTEM jak tommy zrobił tego NOWAKA NO I WÓDKA SIĘ LAŁA JAK PIENIĄDZE NA POLSKIEJ GIEŁDZIE! ten mecz był taki... no kurwa, jakby ktoś do tej roboty kibica wlał energię na lata 🔥💪 i od razu wiem że jak teraz zobaczę naszego chłopaka na kortach to od razu wrócą te ciarki — bo to już nie żaden tam debiutant co się ze wszystkimi obraża, tylko facet co wie jakim chce być mistrzem i niech mu nikt nie staje na drodze!Na trybunach od dzieciaka.
-
a pamiętacie ten raz w warszawskiej hali na mistrzostwach europy juniorów? tommy miał wtedy jakieś... ze dwanaście lat chyba, i grał z jakimś niemieckim cwaniakiem co wyglądał jakby go rodzeni rodzice wychowali na sałatkę z musztardą. no ale widzieliśmy przecież jak on walił tymi oburęcznymi bekhendami jakby mu ktoś dał do ręki młotek do tłuczenia mięsa, a ten jego ruch nogami... cholera, facet skakał jakby miał w butach sprężyny od starej kanapy. i wiesz co? wygrał pierwszy set 6:2, a my w tej sali kibiców — była nas może dwudziestka, bo nikt jeszcze nie wiedział kto to ten paul — tak się darliśmy na te jego bekhendy że starszy facet od obsługi technicznej zaczął grozić wyłączeniem mikrofonu. a jak niemiecki chłopak zaczął histeryzować i rzucać rakietą? tommy tylko wzruszył ramionami, podszedł do siatki i powiedział „sorry, kolego” takim głosem jakby gasił niedopałek papierosa na chodniku. i wtedy zobaczyliśmy go pierwszy raz na żywo, tego naszego Tommy'ego — nie jakiegoś tam marudę co się obraża, tylko faceta co wie że jak ma uderzyć, to uderza, a jak ma przejść, to przejdzie. i to było lata przed tym indian wells, ale jak oglądam teraz te jego mecze, to ciągle widzę tamtego dwunastolatka co latał po korcie jakby mu ktoś podpalił dupę 😄 i właśnie dlatego jak teraz widzę jak on idzie do siatki albo wbija asa, to wiem że to nie jest żaden przypadek — to tak jakby facet nosił w sobie jakiś mały generator prądu co działa non stop i każe mu walczyć nawet jakby mu ktoś wlazł na kort z młotem pneumatycznym. no i niech mu przeciwnik nic nie myśli — bo to nie kort, tylko pole bitwy, a nasz Tommy na polu bitwy się nie gubi
-
Ej, ależ ten wasz wątek robi za dużo ciepła — kurde, aż się w oczach robi wilno od wspomnień. No bo pamiętam jak dzisiaj te czasy, kiedy Tommy był tym chudzielcem co latał po kortach jak na szpilkach i wbija bekhendy jakby się bał że rakieta mu wyleci z ręki. A teraz? Teraz patrzy się na niego i myśli: „kurwa, ale z niego facet wyrosnął”. Tamtej drużyny to była taka formacja co sięgała po słoiki z kwasem solnym jak była pilna potrzeba — jeden set stracony i już waliłeś wściekle, żeby drugiego nie puścić. Pamiętacie jak w Indian Wells walił w Nowaka bez pardonu? Był wtedy taki rozdrażniony, że każdy błąd przeciwnika to była dla niego kolejna przeszkoda do rozdeptania. A dzisiaj? Dzisiaj on raczej kalkuluje, myśli, czeka na luz — ale jak już wyjdzie ten moment, to już wie jak wbić kota w ziemię. No i ta mentalność — dawniej to była taka zdesperowana grupka co się bije o każdy punkt jakby życie im za to płaciło. Teraz mamy zawodnika co już wie że nie musi walczyć z całym światem na raz, wystarczy że walczy sam ze sobą. I coś mi się widzi że ten etap jest jeszcze bardziej niebezpieczny dla przeciwników. Bo facet, który nie musi udowadniać, że jest twardy — on po prostu jest twardy na maksa. A te teledyski, co teraz przychodzą zza oceanu? Też nie są przypadkowe — to już nie jakiś tam lokalny talencik co lata na satelitach, tylko facet co ma swój styl, swój pomysł i nie trzeba mu tłumaczać co znaczy „walczyć”. Dawniej trzeba było go dopingować żeby nie zwariował, teraz wystarczy patrzeć jak idzie do siatki i wiedzieć że za chwilę znowu zrobi coś co nam wszystkim zrobi ciarki. Więc nie no, nie ma co porównywać „wtedy było lepiej”, bo obie ekipy mają swoją magię — tylko ta dzisiejsza jest już taka, co wie że jak coś zrobi, to nie ma odwrotu. I to chyba właśnie ten moment kiedy kibic może zacząć mówić: „do kurwy nędzy, ależ ten chłopak wie czego chce”.
-
No właśnie dobra, ale co wyście takiego specjalnego w tym Indian Wells 2018 widzieli? Tommy wtedy wygrał jeden set, przegrywał ten drugi 1:4, a jeszcze do tego wbił rakietę w siatkę z frustracji — i co z tego, że w trzecim się dograł? To przecież nie był mecz, w którym wywalczył coś wielkiego, tylko taki, co sami sobie zrobiliście z niego arcydzieło. Pamiętam, jak na żywo komentowałem na internecie, że to było bardziej nieudolne odbicie piłki przez Novaka niż popisowy mecz Tommy'ego — a wy teraz myślicie, że to był jakiś przełomowy moment? Przecież jakby sięgnąć głębiej, to i wypadł w pierwszej rundzie niedługo potem. A co do tej warszawskiej hali z juniorkami — no fajnie, ale to były mistrzostwa Europy juniorów, a nie finał US Open. Tommy wtedy miał dwanaście lat, był chudy jak patyk i wyglądał, jakby raz w tygodniu jadł hot-doga. Takie widowisko jak wasze krzyki pewnie przerażało starszego pana od obsługi technicznej, bo facet musiał mieć wrażenie, że trafił na koncert punkowy, a nie na tenis juniorski. No i oczywiście wygrał pierwszy set 6:2 — z kim? Z jakimś niemieckim cwaniakiem, który pewnie pierwszy raz w życiu zobaczył zawodnika, co bije bekhendy jakby miał w rękach młotek do mięsa. To był doping, nie tenis, a wy teraz nazywacie to proroctwem sukcesu? A ten wasz „generator prądu” wciąż działa? Bo ostatnio oglądałem, jak Tommy w Miami w 2024 roku walczył z jakimś facetem, co serwował jakby celował w ziemię, a nie w przeciwnika, i ledwo zipnął — i co? Znowu rzuca się do siatki, wbija asa pod paznokietek, a ludzie biją brawo jakby to był cud. Przecież to są normalne rzeczy w jego grze od trzech lat. Tyle że teraz jak mu przeciwnik trafi na forhend, to Tommy zamiast walić bezmyślnie, to myśli dwa razy — a to niby zaleta? Ja bym powiedział, że to już nie ten desperat co latał jak szalony w Indian Wells, tylko facet, co czeka na luz, a jak przyjdzie jego moment, to i tak nic nie zrobi, bo trafi na kogoś, kto mu te pomysły wybić z głowy. I jeszcze te teledyski — no fajnie, że oglądamy ładne ujęcia, ale czy ktoś kiedykolwiek sprawdził, jakie statystyki ma Tommy w meczach, gdzie on się nie denerwuje? Bo ja widzę, że jak ma luz, to albo przegrywa, albo idzie do półfinału i wali jakieś 25 asów, a potem odpada z trzeciego seta jak kawałek suchego drewna. Dawniej się bijał o każdy punkt — teraz daje się wciągnąć w tę grę, w której liczy się nie siła, tylko cierpliwość. A jak nie ma cierpliwości? To wpada w furię i traci mecz. Takie życie. No ale niech tam, jesteście jego kibicami, więc oczywiście macie prawo widzieć w nim samego świętego. Ja tylko mówię, że te wasze wspomnienia to trochę jak opowieści o ojcu za młodu — słońce świeciło, trawa była zielona, a on to wszystko jakoś magicznie przezwyciężał. Teraz patrzycie na niego i myślicie: „och, facet wie czego chce”. A ja powiem tak: wie, ale nie zawsze umie to wykorzystać. I to jest właśnie ten problem — nie ten „kwas solny”, tylko zwykła ludzka niepewność.
-
A co to za szopka, że my tu sobie o tym Indian Wells gadu-gadu, skoro nikt nie wspomniał, JAKIM TRUPEM tam dotarliśmy? Żeby w ogóle na ten mecz się dostać, musieliśmy się wcisnąć do autokaru, co bardziej wyglądał na jadącą szafę niż transport — i jeszcze tego dnia akurat jakaś wiejska szkoła z pobliskiego miasteczka zrobiła wycieczkę do Disneylandu... No bo wiesz, trasa pod Rzeszów-Bobków była totalnie zakorkowana przez jakieś kombajny jadące „na pole bitwy”, a nasz chłop z kierowcą musieli objeżdżać Las Szumowy czterokrotnie, żeby w końcu wylądować... ALE SIĘ ZAJEBALIŚMY JAK NA PRAWDZIWEJ IMPREZIE! Dojechaliśmy, widzimy, że Tommy na kortach lata jak oszalały — i od razu wiemy, że to nie żaden tam debiut, tylko PRAWDZIWY FACET, co swój los wykuwa na własnych zasadach 🔥💪 I jak by nie było, tamten mecz był taki... no kurwa, jakby ktoś do telewizora wlał czystej energii życiowej — bo nawet jak Novak się rozkładał jak stary fotel, a Tommy wbija asa pod paznokietek i patrzy na całą salę jak na swoją stajnię, to my wiedzieliśmy jedno: ten chłopak ma w sobie TAKĄ SIŁĘ, że przeciwnik nawet jak wstaje, to i tak ląduje na ziemi. I niech ci analitycy sobie liczą swoje cyferki — my tam byliśmy, pamiętamy, i tego nie da się oszukać nawet najlepszymi wykresami 😤 No i jak teraz oglądamy te teledyski albo jego występy, to zawsze wraca ten moment: kiedy Tommy podszedł do siatki, złapał się za czoło (jakby chciał sobie przywołać do porządku) i powiedział do Novaka coś w stylu „no dobra, spróbujmy raz jeszcze” — a ten facet, który normalnie rządzi kortami, tylko skinął głową i zaczął się modlić, żeby ten drugi set nie trwał wiecznie. I właśnie to jest magia, którą my, kibice, czujemy — bo to nie kort, tylko ring walki, a nasz Tommy w tym ringu się nie gubi, tylko rośnie 🔴💥Swoich się nie zostawia.
-
No dobra, tylko niech nikt nie mówi że ja nie doceniłem tej akcji z Indian Wells — bo pamiętam jak nasz Maruda z sąsiedniego stolika w Poznaniu, ten co skończył remont „wielkiego kortu” na działce, to w momencie kiedy Tommy skoczył na ten bekhend co wyglądał jakby Novak dostał w plecy od służb ochrony, no to on tak się podniósł że wpakował się kolanem prosto w tacę z ciastkami. A że akurat była to taca z sernikiem? No to klasa facet, bo do dziś chodzi o „tym ciastku co mi uciekło, a było najlepsze na stole” — no i oczywiście „ale walnął go ten Paul, co my mieliśmy za takie szczęście?” 🍰🔥 Aha, i jeszcze ta sprawa z nowakowym zegarkiem — bo widzicie, jak Novak się zepsuł w drugim secie, to akurat miał na ręce zegarek co kosztował więcej niż moja cała wyprawa do Indian Wells (i to mówię serio, bo ja tam dojechałem stopem przez trzy województwa!). A ten zegarek po tym meczu miał naprawdę trudne życie — bo Novak, jak wstał z ziemi, to zamiast spojrzeć na czas, tylko zerknął na Tommy’ego i powiedział „no dobra, dobra”, a zegarek akurat zeskoczył mu z ręki jakby ktoś mu powiedział „twój ranking w tej chwili spada”. Nikt nie wie gdzie ten zegarek jest teraz, ale podejrzewam że wisi sobie w naszej poznańskiej knajpie jako trofeum kibica 🏆🤣Potrzymaj piwo.