Nove, co tam u Ciebie słychać?
siema szwagierki, no juz nie moge sie doczekać tych bilecików na Wimbledona 🔥 Nove narazie co u Ciebie? Grać nie grasz czy tylko kibicujesz i czekasz na ten błysk w oku przy nowym pudełku z kortu? Ja tak marzę o tym klimacie trawy... mozna by cały dzień wgapiać się w ten zielony dywan 😱 kto już kupił bilety??
11 postów
-
✓siema stary, a widziałem wczoraj, jak nowy kwestionariusz kibica leciał przez inbox — szlag by trafił te formalności, no nie? za moich czasów jakbyś chciał bilet na trawę, to szedłeś do kasy na stadionie i już. ale co tam, jeszcze tych parę tygodni i chyba się doczekamy naszych zielonych klinów pod nogami. ja tam na meczach raczej kibicuję z kanapy, bo moja „gra” to teraz tylko walka z krzesłem i kubkiem herbaty — stary organizm nie ten numer — ale jak lecą te punkty w challengerach, to aż ciarki mnie przechodzą. zwłaszcza jak jakiś junior z Serbi może zrobić furorę, a my patrzymy z boku i myślimy „ej, to może nasz następny”. co do biletów... osobiście mam już swoje ulubione miejsce w strefie i2, tam gdzie trawa pachnie po deszczu i słychać te westchnienia publiczności. a wy? ktoś już złapał pakiety czy liczycie na loterię? bo ja wiem, że niektórzy swoimi metodami ogarniają — stary profesor z funduszu powiedziałby „statystyczne prawdopodobieństwo”, a ja powiem „klasyczny rajd kibica”. 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Siema stary, no jasne że cały czekam na te bilety jak pies na gazetę rano 😂 ale serio, wiem że niektórzy mają już pakiety cofnięte w czasie, bo jeden ziomek z forum załapał się na legacy seat przez dziadka, który kiedyś tam grał w amatorach — teraz facet ma bilet na dożywocie i opowiada wszystkim historię jakiegoś sędziowania z 1987. A ja? Ja mam plan B: jakby mi los nie poszczęścił, to siadam przed telewizorem z piwem i puszką chipsów... no bo ktoś musiałby walczyć z krzesłem, żeby oglądać ten sportowy spektakl 🍿😎 No ale poważnie — ktoś z Was miał już przypadkiem szczęście trafić na loterię? Bo ja jak na razie liczę na cud albo na to, że Novak znowu wygra i dojedzie mnie dojebie biletem 🤣🔥
-
Co, Korona bierzesz piwo i chipsy???? 😱 No dobra no ale serio — masz STARE dziadkowe kontakty to Ty jesteś naszym VIPem, szwagier! 💪🔴 A ja co mam? ja mam nadzieję, że Novak przypadkiem mnie rozpozna z trybun i kiwnie głową… bo bilet to dla mnie teraz jak lot na księżyc 🌕😂 Ale Adam mówi, że strefa i2 to raj na ziemi — to może jednak się dorobię i tam walnę? Muszę tylko znaleźć jakiś lokalny sklepik, żeby mi ktoś sprzedał jeden bilet… cudownie chłopie, CUDownie! 😍🔥 No i nie mówcie, że nie ma cudów — ostatnio jeden ziomek z Wrocławia złapał pakiet przez to, że jego brat pracował w angielskiej firmie, która sponsoruje korty! 🤯 Może i u mnie ktoś ma fajne plecy… albo przynajmniej znajomość w "zamawianiu herbaty na trawie" 😏🍵 A Wy co tam kombinujecie, bo ja już rozmyślam nad napisaniem listu do samej Królowej Anglii z prośbą o bilecik — może mi da na Wigilię? 🎄🎁😂Na trybunach od dzieciaka.
-
A ja to sobie marzę, żeby choć raz stanąć na tym zielonym dywanie i poczuć ten zapach trawy... ale moja 'gra' to głównie oglądanie meczów z kanapy i jednocześnie wycinanie psu trawki w ogrodzie 😅 no bo ktoś musiałby to zrobić, a trawnik nie odśnieża się sam. Fajnie że Adam ma już swoje ulubione miejsce — strefa i2 to chyba dopiero marzenie, szkoda tylko, że ja nawet nie wiem gdzie to jest, bo biletów jakoś nie widziałam. No ale serce mi rosło jak Korona mówił o tych legacy seats... fajnie być takim kibicem od zawsze, że aż dziadek załatwił bilet na dożywocie! Ja tam wolę kombinować przez loterię, bo moja babcia kiedyś mówiła „Zosia, szczęście to talent nieudolnych” 😊 ale serio, chociaż jeden raz bym chciała usłyszeć ten huk publiczności na żywo, zwłaszcza jak Novak wychodzi na kort. Może tym razem los się do mnie uśmiechnie? No albo Novak wygra w turnieju i ktoś komuś przekaże bilet przez fajkę — to by było coś! 🤣 A Wy myślicie, że co jest lepsze — mieć pewne miejsce co roku czy ryzykować i liczyć na cud? Bo ja cały czas liczę na to drugie, bo pewność to nie dla mnie... choć marzę o tej trawie jak jasna cholera.Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
a nie gadajcie, że wyście na serio myśleli, że za moich czasów było łatwiej z tymi biletami — owszem, szedłeś do kasy i było, ale co zrobić jak na trybunę trafiał ci agent na forsie z plecaków albo jakaś delegacja ze sponsorami, którym nikt nie odmawiał? raz poszedłem na finał debla z kumplem, a tam okazało się, że bilety zostały „przypisane” do jakiegoś biura podróży i my tylko gapiliśmy się na parkiet zza płotu, bo nie mieliśmy przy sobie akredytacji i trzech podpisów od notariusza — no i co, mieliśmy pić herbatę w barze i oglądać przez szybę? no kurczę, przecież wiemy, jak to działa, bo każdy ma swojego „dziadka z pakietem” albo „ciotkę w angielskim banku” albo „znajomego w komisji kwalifikacyjnej” — ale to nie szkodzi, bo wiadomo: trawa pachnie tak samo, a Novak i tak wygra, nie? ja co roku walczę z losowaniem i na razie ani razu nie trafiłem, ale cóż, ostatnio tak kombinowałem, że poznałem kogoś przez forum, kto pracował w firmie cateringowej — wiecie, taka, co serwuje kanapki na trybunach — i on mi powiedział, że jak ma się odpowiednią „relację z trawy”, to czasem któraś paczka z pałeczkami trafia przypadkiem do kibica zamiast do ochrony. i wtedy wpadłem na pomysł: może zrobić kilka własnych pałeczek zrobionych na drutach, zawiesić jakiś znaczek z emblematem Novaka i liczyć na szczęście? no nie, serio, niech ktoś sprawdzi, czy na Wimbledonie są jeszcze warsztaty robótek ręcznych na miejscu — bo może to nowy kierunek inwestowania w kibicostwo! 😄 a tak na poważnie, to naprawdę cieszę się, że tyle osób marzy o tym zielonym dywanie — bo przecież nie chodzi tylko o bilet, ale o ten moment, kiedy Novak wchodzi na kort i słychać, jak ludzie tracą oddech. i niech mnie szlag, jak ja teraz patrzę na te wasze historie z legacy seats i dziedziczonymi biletami, to aż się wzruszyłem — bo wiadomo, że nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić, ale wspólne kibicowanie to już coś, co naprawdę łączy. no i nie zapominajmy, że jak Novak wygra, to kto wie, może któryś z graczy zechce komuś zrobić niespodziankę i przekaże bilecik przez ekipę — to by było coś, co?Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Aj, no to akurat mam swoje zdanie i mało mnie to „poważne metody” obchodzą — co innego, jakbyśmy się spotkali przy stole z piwem, ale bilety przez dziennikarzy albo przez dziadków w kostiumach z 1987? 😅 No dobra, może to fajnie być tym „dziedzicznym VIPem”, ale serio, jeśli Novak wygra raz jeszcze, to może ktoś komuś podrzuci bilet przez ramię, bo wiadomo: na trawie każdy kibic jest równy, a widok Novaka na kort to coś, co się czuje w kościach, nie w dokumentach. Mnie osobiście dopingują te loterie — bo co roku mam nadzieję, że los mnie tak mocno kopnie w tyłek, że w końcu czeka mnie ten huk trawy pod butami i ten zapach po deszczu. Raz próbowałem kombinować przez te „strefy cateringowe” jak FaulFC, ale moja „metoda” to szukanie wolnego miejsca na trybunie zanim ochrona zrobi porządek — ostatnio tak usiadłem obok jakiejś babci, która miała termos z herbatą ziołową i opowiadała historię, jak Novak jeszcze w slipkach chodził po kortach w Belgradzie 😂 A przy okazji, Adam, mogę Cię prosić o zdjęcie strefy i2? Bo teraz mam wrażenie, że to jakaś bajka z książki dla dzieci… czy tam naprawdę słychać westchnienia publiczności jak w kinie? 🍿Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
no dobra, to jeszcze o tej trawie dodam — bo niedawno oglądałem powtórki z zeszłorocznego finału, a tam akurat ten moment, kiedy Novak wszedł na kort po przerwie, a publiczność zrobiła takie „wow” jednostajne jak jeden organizm… no i wiecie co mnie uderzyło? że trawa na Wimbledonie to nie jest taka zwykła trawa, tylko jakiś specjalny gatunek nazywany po prostu „wimbledon grass” — hodowany przez lata tak, żeby był twardszy i bardziej odporny, a przy tym tak zielony, że aż boli oczy. no i mówią, że ten zapach to nie tylko mokry kurz, ale też coś jakby olejek z traw, którego używa się do pielęgnacji — starym kibicom to się pewnie skojarzy z zapachem boisk piłkarskich w sierpniu, tylko że tam to jest kurz i pot, a tu to jest czysty dreszcz. i teraz pomyślcie — mając bilet, nie tylko ogląda się mecz, ale jeszcze wciąga się to powietrze do płuc i myśli: „kurde, tyle lat na kanapie, a teraz naprawdę tu jestem”. no ale, Adasiu, ty masz tam swoje miejsce w i2 — to znaczy, żeś już dawno temu przebiłeś barierę psychologiczną i masz bilet, a my nowicjusze? no cóż, dalej marzymy, choćby przez te pałeczki cateringowe Faulka albo dziennikarskie plecy Korony. a propos dziennikarzy — pamiętam ze starej gadki kolegi-starego-dziennikarza, że kiedyś na meczu deblowym jeden z jego kumpli załapał się na akredytację przez to, że napisał artykuł o tym, jak nielegalne bukmacherki ukradły punkty jakiemuś młodemu Rosjaninowi… no i opublikował ten tekst akurat w środę przed niedzielnym finałem. kurczę, to chyba była ta niedziela, kiedy Agassi zagrał przeciwko Samprasowi na tym samym korcie centralnym — no i wtedy to sam dziennikarz mówił, że najlepsze bilety idą do tych, którzy mają coś do zaoferowania poza portfelem. ale spoko, bo wiadomo: albo się ma „coś”, albo się ma szczęście, a Novak i tak gra tak, że w każdej opcji warto tam być. 😄 no i jeszcze jedno — Zosiu, jak myślisz, to ja tam naprawdę te wszystkie westchnienia słyszałem? albo to było jakieś złudzenie… bo raz siedziałem na trybunie i jak Novak zagrał zagrywkę, to dosłownie huknęło tak, że aż kubek herbaty mi podskoczył na kolanach. no i wtedy dopiero zrozumiałem, że nie słucham żadnej ramki dźwiękowej — to po prostu energia setek gardeł, które wstrzymują oddech w tym samym momencie. fajna sprawa, naprawdę.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No ale serio, Korona 😂 ja też wolę liczyć na szczęście niż na dziedziczne bilety — co prawda mój wujek kiedyś miał akredytację na Roland Garros, ale to było tak dawno, że oni tam jeszcze używali drewnianych rakiet 😅 teraz jak patrzę na te wszystkie historie z legacy seats to aż mi głupio, że ja muszę się męczyć z losowaniami! Ale serio — ja też marzę o tym, żeby choć raz poczuć ten zapach trawy i huk tłumu jak Zosia 😍 myślałem, że jak Novak wygra tegoroczny Wimbledon to może któryś z graczy przekaże komuś bilet przez ekipę — no bo przecież on sam nie da rady rozdać ich wszystkim kibicom, co? I jeszcze co do trawy — FaulFC, Ty mnie aż przekonałeś, żeby sprawdzić warsztaty robótek ręcznych 😂 tylko co, jak tam na miejscu okaże się, że mają specjalne druty do robienia serwetek w kolorze trawy? To by było coś 🧶💚Głupie pytania to moja specjalność.
-
a nie mówcie, że ja też wam nie dorzucę swojego ulubionego wąsika z obserwacji z ostatniego wyjazdu — bo ostatnio byłem na challengerze w Poznaniu (ten mały turniej w Parku Wilsona, o którym nikt nie pamięta, ale tamtejszy dywanik trawiasty to coś najlepszego po worku z ziemniakami — akurat padał deszcz, więc rozjechało się pół kortów, ale Novak w takim czasie grałby pewnie swoją zagrywką pod nosem jakby nic). no i wiecie, co mnie najbardziej uderzyło? że jak Novak wchodził na kort w drugim secie, to sędzia ogrodowy musiał kiwnąć kurtynkę, bo deszcz zrobił się tak intensywny, że widownia zniknęła nam w mgle — a on dalej stał tam, jakby go nic nie obchodziło, i odbijał piłki w powietrze jak do judo 🥋. no i wtedy pomyślałem sobie: „kurde, to chyba dlatego, że on ma w genach ten wimbledoński zapach — bo nawet jak pada, to ta trawa i tak go woła z powrotem”. a propos dzisiejszego tematu — bilety… no cóż, ja znowu liczę na to, że Novak wreszcie wygra tegoroczny turniej, bo wiadomo: zwycięzca ma w zwyczaju nagradzać losowych kibiców czymś więcej niż tylko pucharami. kto wie, może tym razem komuś z was trafi się niespodzianka przez którąś z ekip? bo ja wam mówię: na trybunie centralnej nigdy nie brakuje tych magicznych przypadków, kiedy ktoś dostaje bilet „przez pomyłkę” i dostaje bilet prosto do rąk — no chyba że akurat ochrona złapie cię za kołnierz i powie: „przepraszam, pan tu nie mieszka”… ale na szczęście Novak zazwyczaj urządza swoje cuda w takim tempie, że każdy kibic czuje się jakby był częścią historycznego momentu. 😄
-
no właśnie, to tak jakbyście mi teraz otworzyli ten stary album z wycinkami z gazet — akurat ten numer sprzed kilku dobrych lat, kiedy Novak wygrał jeszcze w takim stylu, że sędziowie musieli się schować za parasolami, bo deszcz lał tak, że kort wyglądał jak basen ogrodowy. pamiętam, jak siedziałem na trybunie numer osiem i nagle padło: „ostatni punkt meczu”, a ja przez sekundę myślałem, że to jakaś pomyłka albo komunikat od ochrony, bo wszyscy tak klasnęli, że prawie spadłem ze swojego fotela. no i wtedy dopiero do mnie dotarło: to był on, tam, na zielonym dywanie, który pachnie jak marzenie i pot, i radość w jednym. i teraz sobie myślę — no dobra, nie każdemu dane jest mieć bilet na dziedzictwo, nie każdemu trafia się ta cudowna loteria, ale przecież tak naprawdę to nie o bilet chodzi, tylko o to, żeby choć raz poczuć ten moment, kiedy świat milknie na sekundę i wiadomo, że dzieje się coś wielkiego. czy to będzie trawa pod butami, czy krzesło na trybunie numer dwadzieścia trzy, albo nawet przypadkiem upolowany bilecik przez kogoś z ekipy — ważne, żeby tam być, gdzie ten huk serc się niesie. więc no… może tym razem los naprawdę kopnie któregoś z was w tyłek i zaprowadzi prosto na ten zielony dywan? albo Novak swoim zwycięstwem zrobi coś, że któryś z was nagle dostanie bilet jak paczkę od babci — bo przecież, przyjaciele, wiadomo: jak Novak wygrywa, to magia się dzieje, a magia ma to do siebie, że czasem wręcza niespodzianki tym, którzy najmniej się ich spodziewają. a tak przy okazji… ktoś pamięta, czy na Wimbledonie są jeszcze te stare automaty do herbaty w cieniu kortów? bo ja tam kiedyś w latach dziewięćdziesiątych stałem przy takim i piłem czarną herbatę w kubku, który prawie poparzył mi język, ale warto było, bo Novak przegrał pierwszy set. i teraz gdybym miał szansę wrócić tam choćby na pięć minut — no cóż, pewnie znowu bym się oparzył, ale przynajmniej trawa bym znów powąchał.