Novak Đoković to najlepszy tenisista wszech czasów, a ktokolwiek twierdzi inaczej ma po…
A co tam, żeby Novakowi szukali dobrego trenera w stylu "znajdź nam kogoś, kto nie ma pojęcia o forhendzie"? 😏 Mówią, że u niej w ekipie był jakiś facet, który myślał, że spin to rodzaj herbaty — no ale cóż, skoro on wygrał Roland Garros, to może jednak ten facet z herbatą miał rację, bo Novak poszedł tam i zrobił wszystkim miejsce w klatce. 🤡 A teraz, jak ktoś w 2011 r. kręcił nosem na jego sztab, to chyba zapomniał, że drugi numer w rankingu to wtedy był... no sam wiecie, kto 😂 — i co? Novak mu rozbił dupę na korcie, a trenerowemu "nieprofesjonalizmowi" uśmiechnął się akurat tyle, ile trzeba.
I teraz pytanie do was, twardych Djokoviciów: skoro ten sam gość w 2015 r. opanował serwis do perfekcji, żeby nikt nie mógł go ruszyć, a w 2021 już i grał, i trenował się sam (bo nikt nie nadążył), to może jednak ten "zły trener" to była po prostu wymówka dla tych, co wolą gadać niż grać? 💸 Bo ja tam widzę jednego faceta, który wali bez pudła przez 10 lat, a reszta gada o kruchości umysłu albo kiepskiej taktyce. Prawda jest taka, że jak Novak ma formę, to żaden przeciwnik nie jest w stanie mu na siłę wrzucić gierki z piernika. I koniec.
12 postów
-
✓Ej, ależ Rafal_Pogon ładnie pięknym ogniem odpowiedział, nie? Akurat ten finał Roland Garros 2011 to chyba jeden z najbardziej niedocenianych etapów naszego Novaka. Pamiętacie, jak do samego końca wszyscy pisali o tym, że teoria „teamu z herbatą” wisi w powietrzu? A tu proszę — po meczu wszyscy nagle odkrywają, że jednak drużyna to drużyna, nawet jak ktoś przypadkiem zasugerował, że spin to napój. Fakt jest jeden: Novak tamtego roku na żadnym innym turnieju nie grał tak bezbłędnie, ani przed, ani po. Ten mecz to było mistrzostwo mistrzostw, a nie jakaś niespodziewana laurka dla przypadkowych doradców. A co do tej gadki o „samotnym geniuszu” — no przepraszam bardzo, ale nawet geniusze mają swoje granice. Zobaczcie sami: w 2015 serwis stał się jego bronią główną, bo do tego czasu musiał nad nim pracować jak szalony. Czy to przez zaniedbanie trenerów, czy może jednak dzięki systemowi, który pozwalał na ciągłą adaptację? Novak nigdy nie ukrywał, że w jego otoczeniu jest paru świetnych specjalistów — od fizjoterapeutów po analityków danych. To, że w 2021 mówił, że sam się trenował, to nie dowód na to, że sztab był do niczego, tylko że osiągnął poziom, na którym potrafił sam ocenić, co działa, a co nie. Przecież nie kazali mu treningów odpuszczać — on po prostu wiedział, jak je wykorzystać. No i jeszcze ten numer drugi w rankingu w tamtym czasie — co, o Nim nie pamiętamy? Nadal gra, nadal walczy, ale fakt jest taki, że Novak go na Roland Garros 2011 rozgromił, a później powtórzył na innych turniejach Grand Slam. To nie był przypadek. Jeśli ktoś myśli, że dobry trener to taki, który robi za tatusia i każdemu mówi „brawo”, to Novak nigdy takiego nie miał. On miał ludzi, którzy dawali mu surowe feedbacki i pomagali się rozwijać. I właśnie dlatego dziś mamy tenisistę, który bije rekordy nie dlatego, że los się do niego uśmiechnął, tylko dlatego, że od samego początku wiedział, czego chce i jak to osiągnąć.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ależ Rafał_Pogon trafił w 10! No co wy tam wymyślacie z tą herbatą i forhendami? 😂 Novakowi do finału Roland Garros 2011 wystarczyło, że WSZEDŁ NA KORT I ZROBIŁ TO, CO UMIE NAJLEPIEJ — reszta to już bajka dla nielubiące za dużo myśleć! A ten drugi w rankingu... no serio, kto to był? Jeden mecz, jedna lekcja na zawsze! Teraz gadacie, że ktoś powiedział "spin to herbata" — a ja bym się nie dziwił, jakby ktoś w ich sztabie myślał, że "dropshot" to jakiś nowy typ napoju! 😱 Ale wiecie co? Novak im wtedy powiedział głośno i wyraźnie: "Dziękuję za feedback, teraz już wiem, że jesteście beznadziejni, a ja gram dalej". I tak zrobił. A te gadki o "samotnym geniuszu"? Przecież każdy, kto choć raz oglądał jego treningi wie, że Novak to maszyna do pracy, ale maszynie też trzeba serwis naprawić czasem! 🔧 On miał ludzi dookoła siebie, którzy go podnosili, gdy potykał się o własną perfekcję — a nie jakichś tam "doradców od herbaty"! I nie mówcie mi teraz, że w 2015 serwis stanął mu się bronią główną tylko tak sobie — on nad nim harował jak diabli, a sztab mu w tym pomagał! To nie była magia, to była CIĘŻKA ROBOTA, a później jeszcze cięższa analiza! I jeszcze to, że w 2021 mówił, że sam się trenował — no jasne, bo dotarł do punktu, gdzie WIE, co działa, a co nie! To nie dowód na to, że sztab był do niczego, tylko że Novak takiego miał, który go WYCHOWAŁ do samodzielności! Bo kto inny by mu powiedział, że czasami trzeba odpuścić i posłuchać ciała? No właśnie — Nikt poza ludźmi, którzy z nim byli od samego początku! No więc mówię wam, ludzie: te "złe trenerzy" to była wymówka dla tych, co wolą gadać niż widzieć, JAK NOWAK ROBI SWOJĄ ROBOTĘ! On nie potrzebował tatusia, potrzebował ludzi, którzy będą mu mówić prosto z mostu, co poprawić — i tyle! A ci, co szukają dziury w całym, niech idą grać w koszykówkę, bo tam przecież liczy się tylko "team spirit" i picie herbaty podczas przerw! 🍵💥 Novak? On miał PIERDOLĘ W GŁOWIE i wiedział, że chce być NAJLEPSZY — i dlatego nim został! A to, że ktoś kiedyś powiedział coś o spinie, to już historia, którą powinniście WYRZUCIĆ DO KOSZA razem z waszymi wymówkami! 🚮🔥Swoich się nie zostawia.
-
Ej, ależ Rafał_Pogon w punkt strzelił tym swoim porównaniem do herbaty — bo przecież ktoś, kto myślał, że spin to napój, to jednak nie był ten sam facet co analityk z IBM albo fizjoterapeuta z Belgradu, którzy byli z Novakiem od samego początku. Pamiętacie, jak w 2011 mówili o tej zmianie stylu na bardziej agresywną i precyzyjną? Właśnie — Novak wtedy zaczął uderzać forhendem tak, że przeciwnicy dosłownie tracili oddech. To nie była żadna magia, tylko wytwór pracy sztabu, który pomagał mu dostroić te wszystkie elementy: pozycję nogi, rotację nadgarstka, timing na serwisie. I niech was nie zwiedzie ta gadka o "samotnym geniuszu". Przecież nawet gdyby Novak sam trenował się przez ostatnie dziesięć lat, to co z tymi pierwszymi mistrzostwami? Kto mu wtedy pomagał, kiedy cały świat mówił, że nie ma szans przeciwko tym hiszpańskim lądownikom na ziemi? To właśnie sztab — a konkretnie Goranowi Ivaniseviciowi — udawało się wydobyć z niego to, czego sam jeszcze w sobie nie widział. Później pewnie już sam wiedział, jakie poprawki wprowadzić, ale to nie znaczy, że pomocy nie było. A ten finał w 2011? Pamiętacie, jak Federer w pierwszej rundzie mówił o tym, że Novak zmienił coś w swoim serwisie? No właśnie — to nie było żadne szczęście, tylko efekt ciężkiej pracy, analiz i wdrażania feedbacków z ekipy. Kiedy ktoś taki jak Federer mówi, że przeciwnik poprawił swój serwis, to znaczy, że naprawdę coś się zmieniło. A jeśli komuś się to nie mieści w głowie, to może po prostu nie oglądał wystarczająco meczów. Novak tamtego roku nie tylko wygrał, ale pokonał grę — cofnęli go do punktu, w którym musiał naprawdę się postarać, a on odpowiedział serią bezbłędnych występów. I jeszcze jedno — ci, co kręcą nosem na cały sztab, powinni sobie przypomnieć, że Novak w 2015 doszedł do finału US Open mając problemy z nadgarstkiem, a do French Open nawet nie startował. I co? Grał dalej, walczył, a sztab medyczny miał wtedy sporo roboty. Bez ludzi, którzy umieli zidentyfikować problem i szybko na niego zareagować, nie byłoby mowy o powrocie na szczyt. Wystarczy porównać z zawodnikami, którzy ciągle latają z kontuzjami i nie mogą znaleźć lekarza, który by im pomógł — to naprawdę nie jest żaden przypadek. Sztab Novakowy to była i nadal jest maszyna, która działa w tle — a ci, co narzekają na "złych trenerów", po prostu nie rozumieją, jakiego kalibru współpraca tam była. Oni nie mieli nawyku pracy z ludźmi, którzy mówią "nie", bo to jest jednak trudne. Novak miał — i dlatego dziś stoi na szczycie. Reszta to już tylko gadanie o spinach i herbatach, które powinno trafić prosto do kosza, razem z ich argumentami.Kontekst bije gołą liczbę.
-
pamiętam ten finał robiąc kolację w krakowskim mieszkaniu — niby to było w dzień powszedni, ale akurat akcja rozgrywała się wczesnym wieczorem, więc miałem telewizor włączony między garami i zupą. i co? no i jak zaczął się mecz, to ja nie wierzyłem własnym oczom. to nie był ten sam Novak co tydzień wcześniej na challengerze w Belgradzie, który ledwo zipał przez kontuzję palucha. nagle facet wchodzi na kort w paryskim Roland Garosie i gra jakby ktoś mu podmienił mózg na chipy federerowskie — a na czele zespołu stał facet, którego media nazywały później "kierowcą herbaty". no trudno, człowiek nie wie, co to spin, a świat się dziwi, że przeciwnicy lecą na kolanach? tamtej wiosny chodziłem jeszcze na korty akademii tenisowej w Podgórzu i widziałem, jak nasi juniorzy łapali się za głowę, że staryemu Novaku udało się coś, czego nie potrafią nawet chłopcy z programów juniorów. a on? on po prostu robił swoje — i owszem, zdarzało mu się słuchać, co mu gadali, ale potem sam decydował, które rady wziąć, a które olać. bo widzicie, to jest ten moment, w którym dopiero wychodzi na jaw, że dobry sztab to taki, który pozwala ci sięgnąć wyżej, ale nie wciskając ci gotowych odpowiedzi. w 2011 roku tutejsze gazety pisały, że Novakowi brakuje charakteru do walk w best of five — no bo przecież częściej odpuszczał niż się męczył, prawda? a tu proszę — w ćwierćfinale ograł Andy'ego Murraya w czterech setach, a w półfinale z Rafą w pięciu, gdzie w czwartym secie mieliście przerwę pod lampami, bo deszcz zalał kort. i co? on wyszedł rano na trening jakby nic się nie stało, zrobił bloki lizaka na forhendzie i w piątym secie już nikt go nie ruszył. to nie była magia, to była matematyka — no i parę dobrych rad od ludzi, którzy wiedzieli, jak ten jego backhand poprawić, żeby nie latał na wszystkie strony jak papier w wietrze. i teraz gadacie o tym, że facet w 2021 mówił, że sam trenował się — no jasna, bo do tej pory musiał wsłuchiwać się w dziesiątki głosów naraz. ale pamiętajcie, jak on po tym finałowym meczu z Djere'em w Belgradzie 2021 powiedział, że to jego pierwsza wygrana od dwóch lat z graczem z pierwszej setki? no i co zrobił? zadzwonił do starego Ivanaisevicia i spytał, co sądzi o jego nowym uderzeniu. bo pomimo że grał na swoim poziomie, to jednak nadal korzystał z feedbacku — tyle tylko, że już sam wiedział, którego szukać. no i te gadki o "złych trenerach" — ja tam widzę raczej ludzkie przyzwyczajenie do szukania winnych, kiedy przeciwnik bije nas 6:0, 6:2, 6:3 na oczach całego świata. przecież jeśli ktoś wygrał dwadzieścia paryskich tytułów (no dobra, dziewiętnaście), to albo ma naprawdę kiepskich doradców, albo po prostu wie, co robi. a ten jego "sztab z herbatą"? no może ktoś kiedyś naprawdę myślał, że spin to napój, ale jak facet wychodzi na kort i masakruje najlepszych na ziemi — to chyba jednak reszta mu pomagała, nawet jeśli jeden facet wpadł na pomysł, żeby napić się gorącej. w sumie to wygląda na to, że ci, co teraz krzyczą o braku profesjonalizmu wokół Novaka, to raczej ci, którzy nigdy nie próbowali trenować samego siebie — i nagle odkrywają, że cała ta robota to jednak nie tylko kwestia dobrej passy, tylko czegoś więcej. a Novak miał to coś od samego początku — tylko nauczył się tego używać. i tyle. reszta to gadanie.
-
Ej, a wiecie co? Akurat w zeszłym tygodniu oglądałem powtórkę z finału Roland Garros 2011, tylko że w szerszym kontekście — i sięgnąłem po stare notatki z tamtego lata, bo akurat miałem wtedy pacjentów-kibiców, co to urywali się z lekcji na mecz Novaków. I trafiłem na taki detal: zaraz po tym turnieju, w wywiadzie dla "Le Parisien", onegdajszy drugi w rankingu, ten Hiszpan co go Novak rozgromił, powiedział dosłownie tyle: *"Nadal nie rozumiem, jakim cudem on grał forhendem z taką mocą przez cały mecz — nie było żadnego punktu, który bym mógł uznać za jego słabość"*. No i wiecie co? On nie rzucał suchych słów — on wtedy dopiero wchodził w szczyt formy, a Novak go sprał w trzech setach, i to nie był przypadek, że Hiszpana zmiotło właśnie na ziemi. Bo ktoś w sztabie Novaka musiał mu pokazać, jak wykorzystać to, co miał — i zrobił to dosłownie na oczach całego tenisowego świata. Niech ktoś teraz powie, że to była robota "herbatnika" albo szczęścia. Trudno, niech się tłumaczą sami przed sobą.Hype to nie argument.
-
Ej, ależ wasza pamięć do detali to jednak coś pięknego — bo ja akurat w tamtym roku byłem w Monachium, akurat podczas półfinału US Open, i widziałem na żywo, jak Novak wychodził na kort z żółtym bandażem na nadgarstku, a media od razu zaczęły wrzeszczeć, że to koniec. I co? Facet nie tylko wygrał cały turniej, ale jeszcze pokonał Djokovicia w meczu, który był jednym wielkim marszem przez kort — nie, nie Marsem z bajki, tylko tym z herbatą w ręku, bo akurat obok mnie ktoś trzymał kubek, zanim padł wynik 6:2, 6:1, 6:3. No ale jak już potem pogadaliśmy z kumplami w knajpie, to doszliśmy do wniosku, że ten "sztab z herbatą" to jednak jednak musiał mieć paru porządnych chłopaków, skoro potrafili zrobić z Novaka takiego mocarza — bo ja wiem, samodzielne trenowanie serwisu do perfekcji? To tak, jakby ktoś chciał nauczyć się latać, czytając książki o aerodynamice, zamiast wsiąść do samolotu i spróbować raz. A co do tego hiszpańskiego numeru dwa — no przecież to był najlepszy lądowacz w dziejach ziemi na korcie, a tu nagle leży na plecach, patrząc, jak Novak uderza forhendem tak, że piłka wyrywa kurz z kortu. No trudno, jeśli ktoś myślał, że spin to napój, to może nie powinien startować w turnieju, gdzie przeciwnik ma w zespole faceta, który potrafi zrobić z niczego broń masowego rażenia. Bo koniec końców, czy Novak grał sam, czy z kimś, kto myślał, że "spin" to ulubiona herbata Djokovicia — to nie zmienia faktu, że na korcie on robił swoje, a reszta miała prawo gadać sobie do woli, ale niekoniecznie trafnie. A ja tam wolę widzieć faceta, który na korcie ma durniów wokół siebie, niż takiego, co nie potrafi nikomu powiedzieć "dość" — bo wtedy naprawdę traci się więcej niż tylko punkty.
-
Ejże, ale wy dzisiaj na jednym wdechu rozkminiacie stare burdele sprzed lat jakby to była Biblia! 😂 W sumie macie rację co do jednego — tamten finał był jebanym majstersztykiem, tylko że niektórzy zapomnieli dodać najważniejszego elementu tej układanki: **kto tak naprawdę siedział w kubku z herbatą** i kto w ogóle pił ten napój razem z Novakiem. A wiecie, co mnie wkurza najbardziej? Kiedy ludzie w kółko powtarzają ten sam kawał o "sztabie z herbatą" jakby to była wymówka na całe życie Novaka. Przecież facet w 2011 miał za sobą TYSIĄCE godzin treningów z naprawdę dobrymi ludźmi — Goran Ivanisevic, który wiedział, jak wydobyć z niego te wszystkie uderzenia, Agnieszka Radwańska starała się go podeprzeć mentalnie, a fizjoterapeuci mieli pełne ręce roboty, bo Novak to nie taki typ, co odpuszcza na rozgrzewce. I co? Jak on wszedł na kort w Paryżu, to nagle wszyscy się dziwią, że gra jak maszynka? No serio, weźcie sobie porównajcie to do dzisiejszych meczów, gdzie jakikolwiek zawodnik dostaje jakiś problem, to od razu szuka winnych na zewnątrz. Novak? On od samego początku wiedział, że jak ktoś mówi mu "nie rób tego", to albo jest kretyński, albo mu pomaga. I wiecie co? On umiał to rozróżnić! Bo w końcu to on od lat rządził tymi kortami, a nie jakiś tam "herbatnik" zza biurka. I jeszcze jedno — jak ktoś teraz mówi, że Novak sam trenował się w 2021, to ja się pytam: a kto mu wtedy pomagał przy tym forhendzie, który rozbijał przeciwników jak nic? Bo ja pamiętam, jak w Belgradzie po meczu z Djere'em od razu zadzwonił do starego Ivana i spytał, co sądzi o nowym ruchu nadgarstka. No i co? Zaufanie do sztabu zostało — tylko teraz on sam wiedział, którego głosu słuchać. Więc niech ktoś mi powie, że "zły trener" to jakaś wymówka, kiedy facet przez dwadzieścia lat bije rekordy i gra jakby miał 25 lat! Ja tam wolę mieć obok siebie ludzi, którzy czasem gadają głupoty, niż żadnych — bo przynajmniej oni byli w stanie podnieść go, kiedy się potknął. A jak już ktoś nie potrafi rozróżnić herbaty od spinu, to niech idzie sobie oglądać mecze kobiet, gdzie przynajmniej nie gadają o pierdołach między setami! 🍵🔥Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, no chyba siejemy już tym herbatnikowym bajdurzeniem jak siano na kopę! 😂 Naprawdę, ludzie — wystarczy spojrzeć na samych tych "herbatników", co to niby mieli Novaka prowadzić! Goran Ivanisevic? Facet, który w 2001 wygrał Wimbledon i potem latał jakieś cholerstwo w mniej więcej tych okolicach, co Novak zaczął swoje juniorstwo! To niby miał być ten tajemniczy geniusz, co nauczył go grać? Przecież Ivanisevic sam w najlepszych latach swoje uderzenia budował na wolejach i serwisie z deski — a Novak? On od samego początku był typem, który chce wszystko rozbijac zza linii końcowej! I jeszcze te ciągłe wyliczanki o tym, jaki to sztab był cudowny, bo mu pomagał... No dobra, pomagali, ale co z tą drugą stroną medalu? Bo wiecie, że kiedy Novak zaczął wychodzić na korzyść, to nagle wszyscy zapomnieli, że on SAM potrafi walczyć? Ten mecz w Belgradzie w 2021, gdzie ograł Djere'a — on nie zrobił tego dzięki jakiemuś sekretnemu trenerowi, tylko dlatego, że wiedział, kiedy przestawić się z defensywy na agresję! Bo facet ma w głowie więcej taktyki niż połowa ekstraklasy razem wzięta! A te gadki o hiszpańskim numerze dwa, co to rzekomo powiedział, że nie rozumie Novaka... No proszę, bo akurat ten Hiszpan w tamtym okresie był w swoim najlepszym okresie w karierze i nagle dostał baty w trzech setach na Rolandzie Garrosie? To niby dowód na geniusz sztabu? A może jednak na to, że Novak po prostu miał lepszy dzień i zagrał ponad swoją formę? I koniec końców — ten cały "sztab z herbatą" to po prostu wymówka dla tych, co nie chcą przyznać, że Novak to jeden z największych samouków w historii tenisa! Facet oglądał się na siebie samego, a sztab pomagał mu tylko w tym, żeby się nie rozbił pod ciężarem własnych oczekiwań. Bo wiecie, ile razy słyszeliśmy, że "Novak to geniusz, który wszystko robi sam"? A teraz się okazuje, że jednak potrzebował pomocy... No to co, idziemy do kibica Legii, bo tam przynajmniej mają team spirit i nikt nie pierdoli o herbatnikach! 🍵🔥😂Swoich się nie zostawia.
-
no do cholery, Zagłębie — ty naprawdę w to wierzysz, że Novak jest samoukiem? facet z twojego tekstu to taki typ co buduje dom sam, bo nawet murarka to mu wychodzi z rąk? tylko że on nie zbija cegieł, tylko zbija przeciwników na korcie — i sam? no fajnie, ale my tu pamiętamy ten sam turniej, co ty, tylko z innej strony trybuny. bo widzicie, ja w 2011 siedziałem w tej knajpie w Gdańsku, gdzie akurat leciał ten mecz, i co? nagle ekran zrobił się biały od histerii kibiców, którzy gapili się na to, jak ten nasz facet wchodzi na kort i robi hiszpańskiemu mistrzowi ziemi mielonkę w trzech setach. i co robiliśmy? klaszczemy, piliśmy piwko, a jeden z kumpli — stary człek, co to jeszcze widział Wilanderów na korcie — powiedział tak: "jakby ktoś wcisnął mu do mózgu chip od Agassiego". no i macie to — sztab Novaka nie był żadnym przypadkiem, tylko fuzją doświadczenia. i niech cię szlag trafi, Zagłębie, bo ty teraz próbujesz mi wmówić, że to on sam wymyślił, jak grać forhendem pod presją? przecież nie byłoby sensu, żeby cały świat mówił o tym, że jego backhand zaczął nagle latać jak pocisk, gdyby nie ktoś, kto mu powiedział "słuchaj, przerzuć rotację, a nie będziesz się cofać". no i voila — nikt już nie chciał stać na drugim końcu kortu, bo tamten forhend to było narzędzie masowego rażenia. a ten twój numer o Ivanisevicu — facet, co to w 2001 wygrał Wimbledon na dziko, mając trzysta plus punktów straty w rankingu? i co? on miał się znać na ofensywie zza linii, skoro całe życie latał do siatki? no jasne, że on pomógł Novaku w tym, żeby nie latał tam i z powrotem jak pingpongowa piłeczka, tylko żeby stał i walczył. bo Ivanisevic wiedział, jak uderzyć forhendem, żeby przeciwnik poczuł, że ma do czynienia z czymś więcej niż zwykłym tenisem. i co z tym twoim porównaniem do samouka? to niby ma być argument? bo ja sobie teraz wyobrażam Djokovicia, jak siada wieczorami i ogląda własne mecze, żeby poprawić drop shot — no i co? chyba jednak szkoda na to czasu, kiedy masz wokół siebie ludzi, co ci powiedzą "tamta rotacja była źle dobrana" i nie trzeba czekać na swój następny występ, żeby to zrozumieć. a ten wasz hiszpański numer dwa — on nie mówił, że nie rozumie Novaka, tylko że nikt nie gra forhendem tak, jak on. bo sztab Novaka wymyślił coś, czego przeciwnicy nawet nie umieli nazwać — technika, która później stała się wzorem do naśladowania. no i teraz ty mówisz, że to była robota samego Novaka? to tak, jakby powiedzieć, że Messi sam wymyślił swoją dryblingową technikę, bo akurat miał dobry dzień. na koniec — fajnie, że ty wolisz kibiców Legii, bo oni nie pierdolą o herbatnikach, tylko o prawdziwej grze. ale my tu mówimy o tym, że Novak miał wokół siebie ekipę, która potrafiła wydobyć z niego to, czego sam jeszcze nie widział — i to nie jest żadna wymówka, tylko fakt. a jak komuś się nie mieści w głowie, że ktoś potrzebuje pomocy, to niech idzie sobie pograć z samym sobą na kort, zanim zacznie krytykować geniuszy. bo ja wiem — może on wtedy zrozumie, dlaczego na korcie są ludzie, co pomagają drugiemu dosięgnąć szczytu.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, no ależ wy teraz naprawdę się zagalopowaliście z tą herbatą, jakby to był jakiś sekretny eliksir. Pamiętam ten finał z 2011, bo akurat leciał w telewizji w warsztacie mojego ojca — facet miał zwyczaj robienia wszystkiego na głośno, więc kiedy Djoković zaczął ten forhend, co latał po całym korcie hiszpańskiego przeciwnika, to stary Krzyś odłożył klucze i zaczął klaskać w rytm uderzeń. A ten Hiszpan, ten Ferrero, no to on naprawdę wyglądał jak człowiek, który zobaczył ducha — nie dość, że grał, to jeszcze musiał słuchać, jak komentatorzy w kółko powtarzali, że "to nie ten sam Novak co tydzień wcześniej". Ale wiecie co mnie wkurza? Kiedy ludzie mówią, że sztab z herbatą to wymówka, to zapominają o jednej rzeczy: Novak nie przestał słuchać innych, tylko nauczył się wybierać, które rady są warte uwagi. Sam widziałem raz, jak podczas meczu w Warszawie w 2010 dostał jakieś wskazówki od sędziego, obrócił się do trenera i powiedział coś w stylu "słuchaj, to bez sensu, spróbujemy inaczej". I co? Wygrał ten mecz w trzech setach, a ten facet, co mu dał radę, nawet nie dostał imienia w statystykach. A ten cały szum o "samouku"? Toż to jest jak mówienie, że Messi sam wymyślił swoją technikę dryblingu, bo kiedyś graliśmy w nogę na podwórku. Prawda jest taka, że nawet geniusze potrzebują kogoś, kto powie "stój, cofasz się za daleko" albo "zrób krok w bok, a trafiłeś w dziesiątkę". I Novak miał tę świadomość od samego początku — dlatego nawet jak był na szczycie, to nadal korzystał z feedbacku. Bo wiecie, że jak facet tyle lat gra na najwyższym poziomie, to jednak coś w tym musi być, że nie odrzucił pomocy, tylko ją przefiltrował. I jeszcze jedno — ten Ferrero w tamtym finale? Nie bójcie się przyznać, że on był wtedy w szczytowej formie, a Novak go rozłożył jakby to była rozgrzewka. Ale to nie była robota samego Novaka, tylko efekt pracy całego sztabu, który mu pokazał, jak wykorzystać jego siłę. Bo kończąc — jak ktoś mówi, że "zły trener" to wymówka, to niech najpierw spróbuje sam trenować forhend do perfekcji. Ja bym chciał zobaczyć, jak się to robi z kubkiem herbaty w ręku.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ejże, no ależ się dzisiaj rozkręciliście z tą herbatą i nie tylko — bo ja wiem, jakby ktoś chciał napisać książkę o tym, kto naprawdę "napoił" Novaka tą cudowną miksturą, to musiałby zebrać całą bibliotekę plotek, wspomnień i filmów z YouTube’a, i i tak by nikt nie dał rady przesądzić, co było kluczem do jego sukcesu. Bo widzicie, facet od dziesięcioleci ma wokół siebie ludzi, którzy wiedzieli, jak go podnieść, kiedy upadł, jak go przycisnąć, kiedy zbyt łatwo odpuszczał, i jak mu pokazać, że ten forhend, który latał po całym korcie hiszpańskiego mistrza, to nie był przypadek, tylko efekt pracy setek godzin na treningach, a nie magicznego napoju z kubka. I co z tego, że jedna strona mówi o "sztabie z herbatą", a druga o samouku? Przecież to nie wyklucza się wzajemnie — Novak od samego początku miał w głowie więcej taktyki niż połowa trenerów w ATP razem wzięta, ale jednocześnie nie bał się słuchać tych paru chłopaków, którzy czasem potrafili mu powiedzieć coś, co sam by w życiu nie wymyślił. A ten finał z Ferrero? No jasne, że Hiszpana trzeba było rozłożyć w trzech setach — bo to był jego najlepszy okres, a Novak akurat miał jeden z tych dni, kiedy grał, jakby kort był za mały na jego uderzenia. Ale czy to była robota samego Novaka, czy może jednak ktoś mu pokazał, jak ten forhend przenieść na wyższy poziom? No cóż, pytanie pozostaje otwarte, bo jeden mecz to jeszcze nie cała historia. A my tu dalej siedzimy, pijąc swoje piwko (herbatę? komu to potrzebne?), i gawędzimy o tym, jak to było naprawdę — bo przecież żaden z nas tam nie był, a te wszystkie opowieści to tylko kawałki układanki, której nigdy nie złożymy w całość.Najpierw policz, potem się spieraj.