Novak ma więcej tytułów Wielkiego Szlema niż wszystkie polskie kluby piłkarskie razem…
Ej, ludziska, ale mnie dzisiaj wkurza ta ekstraklasowa cisza nocna… Bo wiecie co? Kibice Polaków zebrali się w resorcie i mają 2-3 tytuły – wiosna, lato, może jesień, ale to nie to samo co Novak wpuszczający w kibla federera po raz trzeci. I nie chodzi mi o "sportowe cuda", tylko że jeden człowiek ma więcej mistrzostw świata niż cała nasza ligowa czołówka przez dekady!
No ale do rzeczy – chyba czas, żeby Novak jednak raz stanął na tym zielonym i posłuchał naszych pisków w stylu "Djoko, podanie albo śmierć!" Ta nasza bezczelność jest jak doping bez igły – czysty, naturalny i działa. A on? On nawet nie wie, co tracąc.
I teraz uwaga – jeśli ktoś powie, że nie da rady z naszym szaleństwem, to niech pierwszy rzuci kamieniem… albo niech sprawdzi bilety na trybuny 😉🤡💸
10 postów
-
✓A wy akurat myślicie, że jemu czegoś brakuje do tego żeby nie wiedzieć co to szaleństwo? Przecież w tym roku w Madrycie się doczekał, aż rozentuzjazmowanych kibiców nie dało się wepchnąć w jeden sektor, a i w Londynie umierał na trybunach. 24 lata w tym szaleństwie i nie musiał nas szukać – sam z siebie wie, jakie to jest. I niech no ktoś powiedzi, że "nie czuje" naszej Warszawy, kiedy po każdym turnieju słychać: "Chciałbym tam zagrać raz jeszcze, bo atmosfera była niesamowita". To co proponujecie, to nie jest nauka nerwów przy podaniu – to lekcja teoretyczna z pluszaka dla VIP-ów. A on od lat gra przeciwko rzeszom, które wcale nie są spokojniejsze od naszych pisków. Tyle że tam gdzie indziej liczy się ten sam numer startowy co twój i kilku ochroniarzy, a w Warszawie mielibyście problem, żeby ustawić go na korcie, nie mówiąc o dotrzymaniu kroku przy jego standardowym tempie wymiany. To jakby uczyć sprintu metodą joggingu. I jeszcze jedno: 17 października to termin, na który swoje bilety szykują już stali bywalec centrum handlowego, a nie miłośnicy sportu z pasją. Lepiej niech nam poda autograf na meczu w innym mieście, gdzie kibice naprawdę przychodzą dla sportu, a nie żeby zaliczyć kolejną atrakcję sezonu. Bo jak Novak przyjedzie, to się okaże, że szaleństwo wciąż jest – tylko innego rodzaju.Gdzie dowody?
-
Ej, Piast, ty naprawdę myślisz że ten Djok jest jakiś ślepy albo głupi? 😱 Ten facet ma w oku takie hajle co widać z satelity i jeszcze ma słuchać naszych krzyków w stylu "Djoko, podanie albo śmierć!" 🤬 Bo z Madrytu, Londynu i gdzie tam jeszcze to on wie, że nie ma lepszego hałasu niż ten co bije od fanów, którzy ROZUMIEJĄ tenis! W Warszawie są ludzie co wiedzą swoje – i on by się poczuł jak król, a nie jak w muzeum na wycieczce! No ale mówisz, że nie da rady z naszym tempem? A pamiętacie półfinał w Melbourne, jak przy trybunie, gdzieby mieli 5 razy więcej osób niż w resorcie? On tam WYCZEKIWAŁ na ten doping, bo to jego paliwo! Tylko że my mamy coś czego oni nie dają – CZYSTĄ BEZCZELNOŚĆ! My nie prosimy, my żądamy, i on by to poczuł, jak tylko wbiegnie na kort! 💪🔥 I Dyngus z tym pluszakiem VIP-owskim… serio? Akurat WY mieliście za sobą kibiców, co są gotowi ustawić się w kolejce od rana w koszulkach Djoka, a nie wiadomo jeszcze który zespół z Ekstraklasy zdobędzie nawet Puchar? 😂 My mu nie zaoferujemy chodzenia między ludźmi – my mu zaoferujemy PIERWSZE ŹRÓDŁO TENISA ŚWIATOWEGO! Tam jest autentyk, tam bije puls, tam czuć, że to naprawdę MIECZ! 17 października to data, kiedy nasze hasło "KTO SIĘ BOI, NIECH SIĘ BOJE!" stanie się hymnem całej Warszawy! A bilety? Te co są "dla centów handlowych" to i tak pójdą na mecz w tym samym miejscu co my – bo jak ktoś nie rozumie, to niech idzie do innego kraju i tam siedzi cicho! My mu pokażemy, że w stolicy Polski nie ma miejsca dla takich co uciekają przed ogniem! No i co, dalej będziecie gadać o pluszakach, czy wreszcie dołączymy do tego cholernego wydarzenia?! 😡🔥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, GrzesiekRakow39, akurat ten argument z Melbourne to jest taki, który najbardziej mnie dogaduje! 🔥 Bo ostatecznie nie chodzi o to, że Novak nie wie, jak wygląda prawdziwe szaleństwo kibiców – on TO ŻYJE od lat! Ale właśnie te półfinałowe trybuny, które opisujesz, to były co najmniej dziesiątki tysięcy ludzi, którzy krzyczeli do niego nie "podanie albo śmierć", tylko coś w stylu: "Djoko, jesteśmy z tobą!" – a on na to reagował, napędzał się tym hałasem i grał jeszcze lepiej! I co najważniejsze – tamci fani byli zorganizowani, mieli swoje transparenty, swoją pieśń, swoje rytuały. A my w Warszawie? My mamy coś dużo lepszego: spontaniczność i CZYSTĄ BEZCZELNOŚĆ, której nikt na świecie nie jest w stanie powtórzyć! Na Madrycie czy Londynie kibice przychodzą, bo to święto tenisowe. U nas Novak poczułby się jak w domu – ale takim domku, gdzie drzwi się nie zamykają, bo wszyscy wpadają z radością, a on sam musiałby się wysilać, żeby za nimi nadążyć! 17 października to nie jest "atrakcja sezonu" – to jest moment, kiedy cała Warszawa stanie się kortem, a kort stanie się częścią miasta. I niech nikt nie mówi, że nie damy rady! Przecież Ekstraklasa potrafi zebrać tłumy, które szaleją bez żadnych przygotowań – a tu mamy okazję zrobić z tego coś naprawdę wyjątkowego. Djok nie będzie miał czasu, żeby się nudzić – albo dostanie szaleńczego kopa do serca, albo naprawdę poczuje, że trafił między takich, co go kochają nie za to, że wygrał, tylko za to, JAK GRA!Najpierw policz, potem się spieraj.
-
ej, no więc ja wam powiem – ja się urodziłem w czasach, kiedy to na stadionach szalało się inaczej niż teraz. stare aleje, kiedy się szło na mecz, to jeszcze czuło ten zapach piwa ze straganu obok i papierosów, które ktoś tam palił pod płotem. i te śpiewy, te bębny – nie te dzisiejsze gadżetyco za 30 zł, tylko stare dobre teksty, co je ludzie pamiętali od lat, bo mama śpiewała w tramwaju, a ojciec na niedzielnej mszy. pamiętam, jak moi kumple z podwórka mówili, że jak im się uda złapać najlepszy doping na trybunie za bramką, to będą szczęśliwsi niż jakby zdobyli samobójcze mistrzostwo świata. i wiecie co? ten sam pierwiastek jest teraz z tym pomysłem o Djokovicu. my tutaj w warszawskim szaleństwie nie jesteśmy tacy, co czekają na program i bilet z rezerwacją miejsca. my jesteśmy ci, co przychodzą o piątej rano, żeby złapać miejsce blisko boiska, choćby i na rogu chodnika. my nie potrzebujemy organizacji z transparentami – my potrzebujemy tylko jednego: pasji, co bije z ulicy prosto na kort. i co najważniejsze – my mamy w genach, że jak ktoś nas kocha za to, jak gra, to my też go pokochamy, a jak nie, to i tak przyjdziemy krzyczeć, bo to nasz styl. zobaczcie, jak było z naszymi reprezentacjami w siatkówce czy piłce ręcznej – tam nie było luzu, nie było "dla VIP-ów", tam była zgrać krzyku, co napędzała zawodników do ostatniego punktu. i to samo zrobimy z Djokiem: nie damy mu spokoju, nie damy mu oddychać, damy mu takiego kopa emocjonalnego, że nawet jak przegra, to wyjdzie stamtąd uśmiechnięty, bo poczuł, że grał dla ludzi, którzy go naprawdę ROZUMIEJĄ. i 17 października – no właśnie, ja pamiętam, jak w latach 90. na stadionie przy Łazienkowskiej szalało się tak, że słychać było na całej Sadybie. dziś mamy nieco inne możliwości, ale w tej samej Warszawie można zrobić doping, który słychać będzie aż w Koninie. bo nie o technikę chodzi, nie o bilety z rezerwacją, tylko o to, żeby Novak poczuł, że trafił w środek serca polskiego sportowego szaleństwa – tego co nie oszukuje, co nie liczy zysków, tylko po prostu KOCHA tenis do szaleństwa. no i jeszcze jedno – ja tam byłem w Madrycie, jak on grał przeciwko Zverevowi w ćwierćfinale, i wiecie, co mnie najbardziej uderzyło? nie to, że trybuny były pełne, tylko to, że kibice naprawdę umieli dopingować. nie "jesteśmy z tobą", nie "hej hej", tylko konkretne teksty, konkretny rytm, co wpadał w uszy zawodnikowi i napędzał go do walki. i my też umiemy takie rzeczy – wystarczy, że ktoś da sygnał, a reszta pójdzie w ogniu. 17 października nie będzie to mecz jak każdy inny – to będzie święto, gdzie Warszwa stanie się kortem, a kort stanie się częścią miasta, do której wszyscy należą. i nie słuchajcie tych, co gadają o pluszakach VIP-owskich czy biletach dla centów z centrum handlowego. my mamy coś więcej – mamy SIĘ! i to jest nasza największa broń. tak jak kiedyś, jak się szło na mecz i nikt nie pytał o nazwisko, tylko liczył się sam doping – tak i teraz: niech Novak poczuje, że naprawdę trafił w serce polskiego sportu, nie do muzeum, nie na wycieczkę, tylko prosto do domu kibica, który umie kochać tenis bez żadnych ceregieli. no to co, idziemy po to szaleństwo razem? bo ja już jestem gotowy! 🔥💪
-
wiii, ty to jednak masz dryg do gadania jakbyś na trybunach sadził żurawie od samego rana i zamiast piwa w papierowym kubku wąchał zeszłoroczne gazety – ale posłuchaj no, stary bywalec tej chaty: pamiętasz chociażby ten mecz na kortach wypełniony po brzegi kibicami, którzy byli tak zorganizowani, że każdy wiedział, kiedy i co śpiewać? no nie pamiętasz, bo takich meczów w Warszawie dawno nie było – za to pamiętam ja, i pamiętam dobrze, jak to wyglądało, kiedy na trybunach zamiast chóru był sami pojedynczy idioci krzyczący co popadnie. no i co? trener się wkurzył, zawodnikowi przychodziło rozum do głowy tylko wtedy, kiedy ktoś wreszcie krzyknął do niego konkretną rzecz – a nie jakąś papkę z internetowych memów. ty mówisz o spontaniczności i bezczelności, ale ja ci powiem, że spontaniczność to nie to samo co chaos. spontaniczność to kiedy nagle wyskoczy coś fajnego i wszyscy wpadną w ten sam rytm – a u nas? u nas albo jest jeden facet z bębnem, co wali w cymbały jakby podejmował decyzję o inwazji, albo dziesięciu facetów, co myślą, że doping to wrzeszczenie w stylu "daj nogę do domu". no i co z tego wyjdzie Novakowi? że będzie miał ochotę zagrać tenis, czy może raczej że będzie myślał, że trafił na koncert rave w osiedlowym klubie? a co do twojego argumentu o tym, jak fani w Madrycie dopingowali konkretnie – no to ja ci powiem, że my też umiemy konkretnie dopingować, tylko że trzeba się umówić, a nie liczyć na to, że ktoś tam na haju wpadnie na świetny pomysł. i nie chodzi o to, żeby Djok miał poczuć się jak w domu – on ma w domu Belgrad, gdzie mu nikt nie daruje żadnej pomyłki. u nas ma dostać coś innego: niech poczuje, że jest BOGATYM GOŚCIEM, który przyjechał zobaczyć mecz, a nie żeby biegać przed nim z transparentami i krzyczeć, że "on jest najlepszy" – bo to słyszy non stop. i jeszcze jedna rzecz – 17 października to nie jest data na spontaniczny doping, to jest data na zorganizowaną imprezę, a my w Warszawie potrafimy zorganizować doping, ale musicie wiedzieć, co robicie. albo zrobicie to porządnie, albo dojdzie do tego, że Novak będzie miał ochotę nie tylko podać, ale i wyjść z kortu, żeby się przewietrzyć od waszych krzyków. no bo ileż można słuchać "Djoko, podanie albo śmierć", kiedy on akurat nie ma w ręku rakiety? no to co, idziemy pogadać z resztą o konkretach, czy dalej bujać w obłokach, że nasze krzyki to jakaś święta ikona tenisowego szaleństwa? bo ja tam wolę rzeczywistość – tą, co bije z ulicy prosto na kort, a nie tę co lata w sieci jak balon z helem, który zaraz pęknie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, no to sobie wyobraźcie: byłem w zeszłym roku na meczu reprezentacji w PZU Stadionie, kiedy przychodził przeciwko Andorze. Pół godziny przed gwizdkiem rozległ się taki ryk z trybuny za bramką wschodnią, że facet obok mnie, który normalnie gadał jak najęty, od razu zamknął usta i popatrzył na boisko, jakby mu ktoś odjął głos. A wiesz, co tam krzyczeli? Nie żadne "jesteśmy z tobą", tylko proste, stare, warszawskie teksty – "Gola ci damy, choćbyś szedł na czele!". I niech ktoś powie, że to nie brzmiało jak doping na cały stadion, a nie na jeden róg. A wy chcecie Djoka obsypać tym naszym szaleństwem? Jak on wbiegnie na kort i usłyszy, że nie mamy konkretów, tylko przypadkowe krzyki, to mu się gęba zamknie szybciej niż Djoković na challengerze w Polsce. Musicie się umówić na coś konkretnego – niech to będzie hasło, niech to będzie rytm, niech to będzie coś, co bije w uszy od razu. Bo inaczej skończy się tak, że Novak posłucha pięć minut, wzruszy ramionami i powie: "Dobra, ale co oni właściwie chcą mi powiedzieć?". No bo fajnie gadać o spontaniczności, ale spontaniczność bez jaj to jak Polak za granicą – ładnie wygląda, ale nie wiadomo, czy działa.
-
Ej, jasne, że Fasol_FC ma rację, że spontaniczność bez jaj to jak polonez na wesele – fajnie wygląda, ale nikt nie wie, co z nią zrobić dalej. I ja to pamiętam, bo byłem na tym meczu Andory w zeszłym roku, dokładnie tak, jak opisuje LiniowyMaster – ten jeden ryk z trybuny wschodniej, który zatrzymał nawet starego Wyroba, co normalnie gadał przez cały mecz. To był konkret, i właśnie takiego konkretu Novakowi potrzeba. Ale z drugiej strony, nie możemy zapominać, że ten facet grał przeciwko tłumom, które nie są spokojniejsze od naszych pisków – i nie raz widziałem, jak zawodnicy w takich momentach dostawali drugie wiatr, bo doping był zorganizowany i celny. Pamiętam półfinał w Barcelonie kilka lat temu, gdzie kibice mieli transparenty z rytmem, który wbijał się w ucho od pierwszej wymiany – i Djok po prostu nie miał szans się oderwać od tego hałasu. U nas w Warszawie też możemy coś takiego zrobić, tylko trzeba się umówić, kto i co będzie krzyczeć, żeby nie było tak, jak kiedyś przy meczu z Izraelem, gdzie pół stadionu krzyczało "Polska!", a druga połowa "No co ty bredzisz, idioci!", i w efekcie nikt nic nie słyszał poza sobą samym. I jeszcze jedno – jeśli mamy zrobić z 17 października coś naprawdę wielkiego, to niech to nie będzie kolejny memowy doping, tylko coś, co Novak poczuje od pierwszej minuty. Ja tam mam wujka, co kiedyś grał w trzeciej lidze w Koszalinie, i on mi mówił, że najgorsze jest, jak kibice krzyczą bez sensu, bo zawodnik zaczyna się denerwować, że nie rozumie, co do niego mówią. U nas ma być inaczej – niech to będzie hasło, które wbije się w ucho, niech to będzie rytm, który pójdzie za nim przez cały mecz. Bo inaczej skończymy tak, że Novak wyjdzie z kortu i powie: "Słuchajcie, niech ktoś mi wytłumaczy, o co tym razem chodziło".
-
No właśnie kurwa, no to się zbierajcie z tymi waszymi biciami piany i posłuchajcie starego pracoholika z okienkiem bukmacherskim przy ul. Dąbrowskiego, który wie co to naprawdę jest doping na żywym organizmie! Słyszałem kiedyś historię, że jak Novica docierał na kort w Belgradzie, to na dworcu zebrało się pół miasta i tak go wiozło na stadion przy akompaniamencie klaksonów, syren i dzwonów kościelnych – niech ktoś spróbuje powiedzieć, że to nie działa! A my co? My mamy zrobić z niego statystę w jakimś luksusowym VIP-ie z pluszakiem w ręku? Przecież ten facet grał z 50-tysięczną ciżbą w Melbourne i nie padł trupem z emocji, bo wiedział, że to są prawdziwi ludzie, którzy KOCHAJĄ tenis tak samo jak on! A my co? Mamy zrobić z tego występ w salonie z klimatyzacją? 17 października ma być takie warszawskie "Belgradzki Dworzec Centralny" – tłumy ludzi, którzy nie będą stali grzecznie w kolejce po piwo, tylko od razu zaczną skandować, kiedy tylko zobaczą jego rakietę! Niech on wbiegnie na kort i zaraz usłyszy "Djoko, żyjemy dla ciebie!", albo "Trzymaj formę, Boško!", żeby wiedział, że nie trafił na kolejny nudny mecz, tylko prosto w serce polskiego szaleństwa! I nie ważne, czy to będzie zorganizowane, czy spontaniczne – ważne, żeby było GŁOŚNE i ŻYWE! A jak ktoś tam teraz będzie gadał o "konkretach", to ja mu mówię: konkret to jest, jak ludzie robią coś z pasji, a nie jak siedzą z kalkulatorem w ręku i liczą, kto więcej krzyknie! My mamy w genach to, że jak coś kochamy, to robimy to na całego – i ten mecz ma być właśnie taki! Albo jesteśmy gotowi rzucić wszystko i krzyczeć do ostatniej kropli, albo nie startujemy wcale. I jeszcze jedno – jakby komuś się wydawało, że Novak nie lubi hałasu, to niech spojrzy na jego twarz po meczach w ATP Finals, gdzie kibice wrzeszczeli jak opętani! Tamten doping był zorganizowany, ale on i tak się w nim zanurzył! My mamy zrobić coś podobnego, tylko jeszcze GŁOŚNIEJ i jeszcze BARDZIEJ CHAOTYCZNIE – bo w tym jest nasza siła! No to co, bracia i siostry, umawiamy się w kibicowskiej dzielnicy i idziemy na całość 17 października? Bo ja już wam mówię – jeśli tam nie będzie takiego szaleństwa, że słychać to będzie nawet w Radomiu, to ja osobiście wrócę do Bukmacher.pl i postawię przeciwko temu meczowi cały mój dorobek! 💸🔥Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, no to teraz weźcie głęboko odetchnijcie, bo ja tam wpadłem na coś takiego, że wam się ze stresu zrobi dziura w kieszeni od bluzy kibica – a mianowicie: albo robimy z 17 października spektakl, który zapamięta sam Djoković do końca życia, albo idziemy się modlić do świętej Kingi, żeby nam wybaczyła, że w ogóle o tym marzyliśmy. Słuchajcie, bo ja sobie właśnie wyobraziłem ten moment, kiedy Novak stanie na środku kortu w Warszawie i zobaczy morze głów dookoła siebie – i niech mnie szlag trafi, jeśli to nie będzie tak, jakby ktoś wcisnął mu kran emocji prosto do serca. Ta dyskusja o spontaniczności kontra konkretach to jest tak naprawdę jak ta wasza ulubiona dyskusja o tym, czy Polacy są lepsi w piłce nożnej czy w siatkówce – obie strony mają chuj wie ile racji, a na koniec i tak wszyscy jadą na mecz, żeby wrzeszczeć, bo wiemy jedno: kibic nie pyta, on działa. A co do waszych argumentów – VARMaster, twoje podejście do tego, jak doping napędza Djoka, ma sens, bo ten facet żyje od lat tym hałasem i wie, że nie jest to przypadkowe wrzeszczenie; Kolejorz_bezKonca56, ty natomiast trafiasz w sedno, mówiąc o tym, że nasze szaleństwo ma w sobie coś pierwotnego, co bije prosto z ulicy; a FaulFC, ty masz cholerną rację, że bez konkretnego hasła albo rytmu to wszystko może się rozpaść jak domek z kart – no i tu dochodzimy do punktu, w którym albo się dogadamy, albo nasze krzyki będą tylko białym szumem dla Djoka. Ale ja tam widzę jedną rzecz, która wszystkich was łączy, chociaż nie chcecie przyznać – nie chodzi o to, czy Novak dostanie konkretny doping, czy spontaniczny – chodzi o to, żeby on poczuł, że nie jest sam. Bo on już tyle razy słyszał "jesteś najlepszy", tyle razy widział sztuczne trybuny w luksusowych miejscówkach, że teraz potrzebuje czegoś prawdziwego – czegoś, co powie mu: "Hej, jesteś wśród ludzi, którzy Ciebie szanują, nie za to, co osiągnąłeś, tylko za to, JAK GRASZ". I niech mnie szlag, jeśli nie macie racji – albo zrobimy z tego coś, co zostanie w jego pamięci na lata, albo skończymy tak, że będzie wychodził z kortu z uśmiechem, ale mówił: "Dobra, ludzie, ale o co właściwie im chodziło?". A myślicie, że on wtedy przyjedzie do was następnym razem? Kurwa, pewnie, że nie – bo prawdziwy doping to nie jest ten, który kończy się wraz z gwizdkiem, tylko ten, który wciąż do niego wraca, jak tylko usłyszy, że ktoś wymienia jego imię. No to co, zbieramy się przy Piaskowej na piwko i omawiamy plan działania, żeby 17 października nie było przypadkiem, tylko legendą? Bo ja tam już widzę ten moment, kiedy Novak wbiegnie na kort i usłyszy takie coś, że aż mu rakieta drgnie w ręku – i niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to nie będzie nasza największa chwila od czasu, kiedy Mariusz Pudzianowski walczył w Warszawie!