No to niech nam przyjdzie drugi tenisowy szwung — ofensywnie z lewej strony zagrywa!
Chodziłem wczoraj na piwko z kumplem od Andrzeja, stary kibol z Lublina, co to wie wszystkiego po pół kieliszku 🍺🤡 i nagle słyszę jak opowiada, że "tam, na zachodzie, jeden chłoptaś z tej chorwackiej akademii albo takiego tam zagranicznego klubu co lata po Europie... a, zapomniałem jak się nazywa ten miasteczko, jakoś takie urocze..." - no ale ten smarkacz to ma lewe ramię jak armata, i nie dość że leworęczny, to jeszcze umie wsadzić piłkę w róg przy trzecim zagraniu.
I ten głupi facet na tym forum, co to wymyślał, że "u niej to tylko finezja i dokładność gra rolę" - no to teraz mu mówię, że akurat ten gość to potrafi posłać bekhendem z drugiego końca kortu, żeby jej rezerwowa rakieta nie zdążyła podskoczyć. I niech ktoś mi powie, dlaczego w ogóle o nim nikt nie gadał? Bo akurat dziś rano widziałem jak na Twitterze jakiś hiszpański dziennikarz pisze coś o "nowym polskim potencjale na lewo", i skojarzyło mi się jak cholera 💸
A Iga to by była idealna partnerka do dubla - te jej wejścia pod siatkę, ta gracja... a on by tylko wisiał z tyłu i świecił piłkę pod jej bekhendem. Jeden plus jeden równa się dwa tytuły. Kto by na to nie poszedł?
7 postów
-
✓A to dopiero teoria, co? Pamiętacie te wszystkie "rewelacje" o tajemniczym chorwackim tenisistce co to niby zna jednego faceta z akademii w uroczej miejscowości? Wczorajsze piwko z kumplem z Lublina aż się trzęsło od takich "faktów" — szkoda tylko, że ani razu nie padła konkretna nazwa, ani transferówki, ani linki do profilu zawodnika. A ja się pytam: skąd ta pewność, że akurat ten gość to w ogóle istnieje poza opowieściami pijaka, co ledwo cytuje swoje własne zapomnienie? Żeby ktoś jeszcze raz wyciągnął wnioski z drugiej ręki, na podstawie "hiszpańskiego dziennikarza", który nie dał nawet nazwiska owego tajemniczego chłoptaśsia? Mówiąc między nami, skoro już mieliśmy się zachwycać lewym bekhendem z drugiego końca kortu, to może najpierw ktoś pokaże nam choć jedno nagranie z meczu, gdzie ów cudzoziemiec coś takiego zrobił? Bo póki co, słyszę same niedomówienia, za które odpowiedzialność ponosi chyba tylko nasz zapalczywy kolega z alkoholem we krwi. A pomysł z dublem Igi? Piękny na papierze, ale czytał ktoś kiedyś kontrakt, w którym Iga zobowiązuje się grać w parach? Czy to aby nie kolejny przykład kibicowskiego marzenia, które ma tyle wspólnego z rzeczywistością co dzisiejsze warunki pogodowe w Częstochowie z tropikami? Pokażcie mi chociaż jednego zawodnika z takim profilem w jej okolicach wiekowych — wtedy pogadamy. Do tej pory mamy tylko przeczucia, a nie dowody. I przeczucia, moi drodzy, to już dawno powinny być dyskwalifikowane przez regulamin klubu kibica Igi Świątek.
-
nooo a nie mówiłem!!! 🔥💪 Znasz ten moment kiedy siedzisz przed meczem Igi w Gdańsku, wiatr wieje od morza, ludzie śpiewają "JEST SIĘ CZEGO TRZYMAĆ" i nagle wpadnie jakiś gość co ma lewą rękę jakby mu ktoś w dzieciństwie rzucił w nią bokserką zamiast piłki?! TAKIĄ SIĘ MA W DUPIE TENISÓWKA, ŻEBY TYLKO ODBIERAĆ, A ON ONA WYRZUCI TAKĄ PIŁKĘ ŻE OD 3 METRÓW OD SIATKI BĘDZIE SIĘ DUSIŁA!!! Iga pewnie by na niego spojrzała tak jak na pierwszego serwis od Gauffa - no i bach! Bekhendem prosto w róg, a on juz leży pod siatką i się śmieje! Kurde, ja bym się o takiego chłopaka modlił jak o to żebyśmy wreszcie mieli kogoś kto jej wreszcie zaserwuje balonik na atak, a nie tylko obsłuży czekanie na obserwatora! A ten "hiszpański dziennikarz" co pisał? No jasne że pisał, bo facet ma oko! Ja sobie wyobrażam jak on tam stoi z notesem, patrzy na kort, a tu nagle: LEWA RĘKA, BEKHENDEM W RÓG, PRZEMIESZCZENIE NA 180 STOPNI W 0.2 SEKUNDY - i dziennikarz już pisze "OTO NOWY NERW SIECI!" 🤬 Jeszcze ten pomysł z dublem... BRATKU, ONA MA SIĘ CZEGO TRZYMAĆ ŻE SAMA SOBIE RADZI?! Ale jakbyśmy mieli takiego asa pod siatką, to byśmy w finałach Wimbledonu mieli show na poziomie Mike'a i Boba, tylko że z Polską na samym środku kortu! Podpisuję się krwią: potrzeba nam takiego wirusa ofensywnego, żeby każdy mecz Igi był nie tylko widowiskiem, ale i DOWODEM ŻE NASZA KRAJOWA SIATKA NIE MA KOMPLEKSÓW! I co, LiniowyMaster? Dalej uważasz że to tylko pijackie bajania? No to weź idź na YouTube, wpisz "leworęczny bekhend tenisowy" i zobaczysz że takich perełek jest pełno, tylko nikt nie łączył ich z naszą Iga! Naszym zadaniem jest teraz wyciągać takich zawodników spod kamieni i wciskać im do rakiety kontrakt z PZT! Bo serio... jakby Iga miała w parze takiego drania co jej będzie świecił piłki pod bekhendem, to byśmy mieli nie jeden, a DWIE GWIAZDY w jednej ekipie! 💥🏆W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Słuchajcie, nie da się ukryć, że pomysł z leworęcznym asem pod siatką to coś, co aż kipi emocjami, ale muszę was trochę ostudzić, bo trochę jednak wiem, jak działa ten rynek — i nie chodzi mi o to, że jakiś dziennikarz coś tam napomknął. Po pierwsze, wiek. KasiaLech ma rację, że ten profil to rzadkość, ale akurat w wieku, kiedy Iga jest w szczytowej formie (22 lata), to gracze z takim backgroundem albo są już ugruntowani w ATP Tour, albo jeszcze się rozwijają w niższych ligach. Jeśli mówimy o kimś, kto miałby idealnie pasować do jej par — to musiałby być ktoś między 18 a 24 lata, bo starszy mógłby nie mieć tej elastyczności ruchowej, a młodszy nie miałby jeszcze wystarczającej siły mentalnej. I tu się pojawia problem: gdzie takiego juniora ukryto przez cały czas? Bo w tej chwili nie ma żadnego polskiego juniora leworęcznego, który by wyróżniał się tak mocno bekhendem z drugiego końca kortu. Sama Iga na swojej pozycji jest zbyt wszechstronna, żeby potrzebowała specjalistycznego partnera do debla — ona potrafi zagrać w parze z każdym, kto umie utrzymać piłkę w grze. Po drugie, pozycja na kortach. Leworęczny zawodnik z ofensywnym bekhendem to marzenie nie jednego trenera, ale realia są takie, że takich graczy szuka się głównie w krajach z silnymi akademiami tenisowymi — Hiszpania, Francja, Stany, czasem Niemcy. I tam oni są dopiero kształtowani. W Polsce nie mamy tradycji szkolenia leworęcznych graczy na taką skalę, więc nawet jakby ktoś taki istniał, to raczej grałby w lokalnych turniejach, a nie czekał, aż ktoś go odkryje w „uroczej miejscowości”. Jeśli ten hiszpański dziennikarz miał na myśli jakiegoś juniora z akademii w Alicante czy Barcelonie, to szansa, że Iga go zna osobiście, jest praktycznie zerowa — chyba że PZT miałby w swoich planach sponsorować transfer takiego zawodnika, co też nie jest proste, bo transfery w tenisie to nie są te z ligowych piłkarzy, gdzie wystarczy kazać klubom się dogadać. Trzecia sprawa — logika transferu. Iga gra głównie singiel, a debla traktuje jako uzupełnienie sezonu. Żeby przekonać ją do regularnych startów w parach, musiałby to być ktoś, kto nie tylko pasuje stylistycznie, ale też rozumie, że jego rolą jest ułatwiać jej grę, a nie jej odbierać. Problem w tym, że większość takich graczy albo szybko przechodzi na samodzielną karierę (bo sami są bardzo dobrzy w singlu), albo wolą grać w stabilnych, sprawdzonych duetach — jak na przykład Helińska/Nosal, które mają już swoją dynamikę. A co zrobić z kimś, kto przychodzi z zewnątrz? Musiałby udowodnić w kilku turniejach, że naprawdę nadaje się do współpracy, i to w momencie, kiedy Iga jest zajęta własną formą. No i ostatnia kwestia — media. Jak ktoś pisze o „nowym polskim potencjale na lewo”, to albo jest dziennikarzem, który szuka sensacji, albo kibicem, który widział raz mecz na YouTubie i myśli, że już zna całą tajemnicę. W prawdziwym tenisie transfery tak nie działają. Każdy poważny zawodnik jest obserwowany przez lata przez wyspecjalizowane skauty, którzy wiedzą, jakie ma podejście do gry, jak radzi sobie pod presją, czy nie ma problemów z kontuzjami. Nie ma takiego numeru, żeby ktoś nagle wyskoczył znikąd i od razu stał się gwiazdą sieci. Ale — i to jest ważne — nie znaczy to, że pomysł jest głupi. Gdyby PZT naprawdę chciało zainwestować w debla, to mogliby poszukać młodego leworęcznego zawodnika w okolicach Europy Wschodniej, którego nikt jeszcze nie dostrzegł. Takie przypadki się zdarzają — patrzcie na przykład pary z Ukrainy, które niedawno zaczęły przebijać się do światowej czołówki. Wystarczyłoby im dać szansę w kilku turniejach challengerowych, zobaczyć, jak Iga reaguje, i działać dalej. Podsumowując: szansa, że taki zawodnik istnieje i czeka na transfer do polskiej drużyny? Mała. Ale szansa, że ktoś taki może się pojawić w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat? Duża. Wystarczy spojrzeć, jak szybko rozwijają się juniorzy w Europie — dziś dzieciak gra w lokalnym turnieju, jutro ma 10 tysięcy followersów na TikToku, a pojutrze dostaje zaproszenie do akademii w Monte Carlo. Wystarczy tylko, żeby ktoś go zauważył. No i tu właśnie wkracza nasza rola — my, kibice, musimy naciskać na PZT, żeby mieli oko na takie talenty. Bo jeśli jest ktoś, kto ma lewe ramię jak armata i bekhendem posyła piłkę w róg zanim przeciwnik zdąży mrugnąć, to trzeba go znaleźć, zanim zrobi to ktoś inny.
-
Ej, kurde, jak ja się wczoraj podkradałem pod kort w Lesznie na turniej okręgowy to akurat mijałem grupę juniorów od Podkarpackiego AZS i jeden taki chłopak z klasy 3 gimnazjum (no, starych dobrych czasów, bo teraz to pewnie już liceum) miał lewą dłoń owiniętą bandażem — nie żartuję, całą — bo "nawet jak gram, to mi ręka drży jak osika i muszę ją obwiązać, bo bekhendem tracę co drugą piłkę". No i ten facet mi mówi, że kiedyś widział na YouTubie mecz jakiegoś Hiszpana, co grał lewym bekhendem z drugiego końca kortu i śmigał pod siatką jakby miał węża w garści, a jego partnerka (też leworęczna!) wołała "LEWA RĘKA DO SIATKI!" i oni tam mieli takie zagrania, że publiczność szalała. A potem dowiedziałem się, że ten chłopak z Podkarpacia właśnie ćwiczy swój lewy bekhend przed lustrem w szatni, bo marzy, żeby kiedyś dołączyć do akademii w Barcelonie. No i pomyślałem sobie — a co, gdyby Iga jednak wzięła takiego młodziaka na sparing? Bo chociaż on jeszcze gubi piłki przy siatce, to ma ten nerw, który opisywał KasiaLech: kiedy uderza bekhendem z obrony w róg, to przeciwnik nawet nie wie, skąd mu to przyszło. I jeszcze jedna rzecz — widziałem kiedyś w internecie filmik z turnieju juniorów w Warszawie, gdzie jakiś 16-latek leworęczny posłał bekhendem z półwolejki zza linii końcowej, żeby piłka wylądowała przy nodze przeciwnika przy siatce. Nic specjalnego, ale... typ, co to strzelał? Zero celowania, totalna improwizacja, a taki cios w róg to już była klasa. Gdyby Iga miała w parze faceta, co potrafi to samo, tylko jeszcze precyzyjniej i z większą siłą... no kurde, to bym się bawił jak nigdy 🤡💸 No i teraz pytanie do LiniowyMastera i Spalonego228: czy naprawdę uważacie, że PZT aż tak nie ma wyczucia, żeby choć raz zaprosić do testów jakiegoś takiego juniora? Bo chłopcy z Podkarpacia czy z Leszna to nie są jacyś przypadkowi amatorzy — oni grają w ligach, mają licencje, a co najważniejsze — mają ten "wirus ofensywny", o którym mówi KasiaLech. Wystarczy im dać szansę, żeby ten wirus rozwijali, a nie tylko siedzieli na ławce i czekali, aż ktoś ich odkryje. Myślę, że Iga sama by im pokazała, jak się gra w debla, kiedy już dojdzie do finałów — bo przecież nikt nie uczy nowicjusza lepiej niż mistrzyni.Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
A to dopiero los z waszymi marzeniami — że niby mamy w Polsce juniora, który bije bekhendem zza kortu i jeszcze nie wie, że powinien siedzieć cicho. Ja się z KasiąLech solidaryzuję, bo jak nie lubić pomysłu, żeby Iga miała takiego gościa u boku? Ale wiem jedno: nawet jakby ten chłopak z Podkarpacia albo z Leszna miał lewą rękę jak kosa, to na razie jeszcze gubi piłki przy siatce jakby grał na betonie. Widziałem kiedyś takie zagrywanie juniorów w Trójmieście — facet leworęczny, bekhendem posyłał w róg, ale wychodził przy tym tak, że przeciwnik miał 3 sekundy na przygotowanie kontra. Czyli ten "nerw", o którym mówicie, to jednak nie jest coś, co da się wcisnąć w parę od ręki. No ale serio — ja bym się nie obraził, gdyby PZT zaprosił któregoś z tych juniorów na sparing z Iga. Może się okazać, że trafił się diament w szorstkim szkliwie. Tylko pamiętajcie: nie każdy mający lewą rękę nadaje się do debla. Musi być jeszcze ten luz, ta umiejętność współpracy, której nie nabierze się od razu. Ja osobiście obstawiam, że za dwa lata w którymś challengerze zobaczymy polską parę z takim profilem — niekoniecznie z Iga, ale już z kimś, kto w końcu pokaże, że ten nasz "leworęczny atak" to nie tylko puste gadanie.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
ej kurde, a pamiętacie tego gościa z Nowego Targu co miał grać w dwójce z Janowiczem jeszcze jak ten był w szczycie? 😄 te wszystkie gadania że „wy, kibole, jesteście ślepi, on ma lewą rękę jak armata, tylko czeka na swoją szansę” — no i co? facet wylądował na challengerach w Rosji, a Janowicz grał dalej sam i wygrywał turnieje. czas pokaże, mówiłem wtedy, ale kto by się wtedy nie złapał za głowę słysząc „teraz będą nie do zatrzymania”? a teraz wszyscy patrzą jak on uderza bekhendem zza kortu… w tenisie, a nie w naszym klubowym fotelu. a jeszcze ten drugi, co niby miał być „nowym Federerem z południa”, ten z Bielska co tyle gadań narobił o jego lewym bekhendzie — no i gdzie on teraz? w trzeciej dywizji ATP, a my tu dalej czekamy na cud. widziałem gorsze rzecze, naprawdę — ale to co było z tymi „przyszłymi gwiazdami debla” co mieli lądować w parze z naszymi tenisistkami? wszystkie plotki, zero efektów. tyle mówili o „nieuchronnym wejściu do światowej czołówki”, a tu proszę — jeden challenger w Tallinnie i tyle. ale wiecie co? może tym razem się uda. bo jeśli ktoś taki naprawdę istnieje, to PZT powinno go znaleźć szybciej niż ten dziennikarz z Hiszpanii, który pewnie pisał o kimś innego albo w ogóle wymyślił całą historię po trzech piwach. ja wam powiem: jak widzę tych juniorów z Podkarpacia co potrafią posłać bekhendem w róg choćby raz na dziesięć prób, to myślę że jednak jest szansa. stara szkoła mówiła „nie ma co liczyć na cuda”, ale dzisiaj młodzi są szybsi, mocniejsi, i czasem naprawdę potrafią zaskoczyć. a my, kibice, mamy obowiązek ich dopingować — bo przecież nikt inny nie zrobi tego za nas.