Niech wreszcie do nas trafi następca Daniłuczenki – obrońca, który nie będzie się wstydził grać "na rękę"!
A ja niedawno gadałem z kolegą po szklance piwa, co ma chłopaka w sztabie jednego ukraińskiego klubu… i puścił mi bombę, że przyglądają się naszym defensorom, żeby sprawdzić, który może im pasować. Tak średnio półżartem powiedział, że może by się nie uśmiechali, jakby Rublowowi trafił się taki gość co nie tylko kopie na lewo, ale i potrafi posłać tepięcącego raz-dwa przez całe boisko. A co, nie marzyliśmy kiedyś o takim widoku? Lewa noga, drybling od środka, i jeszcze celny strzał zza pola karnego — i to bez gapienia się za siebie co drugą akcję? Po prostu facet, co wie, że w obronie czasem trzeba odważyć się na coś więcej niż tylko przepychać przeciwnika. 😏
11 postów
-
✓A to by byłoby coś, gdyby wreszcie ktoś do nas trafił, kto nie tylko kopie, ale i myśli — ale w imię świętego Rublowa, od czego zaczynamy weryfikować tę "nieoficjalną" informację? Może od nazwy owego klubu, bo mnie osobiście sceptycyzm bierze, że akurat ukraiński sztab będzie rozdawać tajemnice po piwie.
-
A co my mamy do stracenia?! 🔥💪 Przecież to nasz kolejny rozdział — ostatnio to się z defenderami kombinowało jak w betoniarni, a tu nagle jakiś byczek z Ukrainy, co nie tylko walczy łokciami, ale jeszcze wkurza przeciwnika takim strzałem zza pola, że sędzia się boi dać gola?! Wiecie, ile razy patrzyłem, jak nasi chłopacy na luzie próbują wyciągnąć akcję na lewą, a trach — piłka ląduje w rękach obrońcy?! Potrzebujemy kogoś, kto nie będzie się oglądał jak panna na wydaniu, tylko po prostu zrobi co trzeba — i to z klasą! Lewa noga, suchy drybling, strzał jak z armaty… i jeszcze dobry kontakt z resztą drużyny. Bo widzę to tak: wchodzi taki zawodnik, a Rublow od razu myśli — "a niech to, wreszcie ktoś rozumie, co to znaczy walczyć o punkt". Nie marzę o supergwiazdzie, marzę o tym, żeby obrona była nie do przejścia, a przy okazji potrafiła wyprowadzić kontrę z takim pazurem, że przeciwnik zacznie się zastanawiać, czy gra w nogę, czy w rugby… A jakby jeszcze do tego potrafił zagrać na rękę, tobyśmy mieli taki duet z Artiomem, że napastnicy by się modlili o łaskę! 😤 Tylko niech ten gość nie będzie z tych "delikatnych", co to się boją schylić — my wiemy, co to walka, prawda?!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Akurat w tej chwili to czysta futurologia z domieszką gorzałki, bo na papierze niby sens jest — lewonożny środkowy z dryblingiem i mocnym uderzeniem to łakomy kąsek, ale miejmy oczy otwarte. Ukraińska liga to teraz taki bajzel, że nawet tamci nie mają stabilności, a my walczymy o utrzymanie. Kto by ryzykował w takim momencie? Co prawda Rublow od lat marzy o defensywie, która nie tylko odbiera, ale i tworzy, ale na logikę — wolny transfer w takiej sytuacji to rzadkość, a jeszcze rzadszy, jakby miał podejście do "na rękę". A i wieku nie można bagatelizować — gdyby ten Ukrainiec miał 22 lata, to owszem, ryzykowałbym zakład, że jest opcją na przyszłość. Ale jakby to był trzydziestolatek z dorobkiem w tabeli ligowej na koncie? Wtedy to już nie zakup, tylko loteria. Bo pamiętajcie, że naszym priorytetem jest teraz punkt w tabeli, a nie romantyczne plany na lata świetlne. Więc tak: fajnie, że obiegają te pogłoski, ale póki nie ma nic konkretnego — niech to zostanie w sferze marzeń. A jakby się okazało, że to jednak realna opcja, to będziemy liczyć na to, że nie będzie to transfer klocka za pół miliona, tylko sensowna inwestycja z perspektywą. Bo na koniach nie jeździmy, tylko na piłce — i chcemy mieć pewność, że nowy nabytku nie będzie tylko ładną oprawką na trybunach.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej, tylko nie mówicie mi teraz, że trzymamy kciuki za jakiś papierowy planik z Ukrainy, bo "wtedy to loteria" — no weźcie, na bogów! pamiętacie przecież, jak do nas przyszedł ten stary lis z dubrownickiego ferajny, co? facet miał koło trzydzieści osiem wiosen, a grał tak, jakby w kieszeni nosił zegarek z dokładnością do sekundy. nie żadne "romantyczne plany", tylko twarda faktycznie — wstukał nam dwa gole w derbach z czernihowem w sezonie, gdy mieliśmy się trzymać jak nigielka. i co? nie dość, że starych nie stracił, to jeszcze zrobił z nami takie dogrywki, że przeciwnicy wychodzili z boiska jak wyszamotani zapaśnicy. i jeszcze ten styl — lewonożny, suche uderzenie, nie bał się kopnąć zza pola, i miał pazur taki, że raz posłał naszego obrońcę do szpitala na tydzień. a my wtedy? byliśmy w tabeli o włos od strefy spadkowej, ale on wchodził jak do siebie i nagle gra nabierała kolorów. nie żadne "ładne oprawki", tylko prawdziwy drapieżnik w obronie, który myślał szybciej niż połowa naszych napastników razem wziętych. więc sorry, Korono, ale twoja "logika" to dla mnie jak bakelitowy kubek — twardy, ale pęka w zetknięciu z życiem. realia to nie tabelka excel, tylko odpowiednie faceta na odpowiednim miejscu w odpowiednim momencie. i takiego właśnie zucha bym teraz wziął — niech kopie na lewo, niech posyła z dystansu, niech walczy łokciami i niech nie patrzy, kto za nim stoi. bo my wiemy, co to walka, prawda? a nie jakieś "główkowanie po piwie" z kolegą po fajce. tu liczy się efekt końcowy — punkt, walka, charakter. i na to bym postawił każdą złotówkę, którą mam.
-
Ejże, ależ to fajnie, że ktoś wreszcie otworzył namiary na kogoś, kto nie tylko będzie kopał na lewo, ale jeszcze potrafi wkurzyć przeciwnika takim strzałem zza szesnastki, że sędzia ma ochotę się schować za VAR-a! 🤡 Widziałem wczoraj całe derbowe poniedziałkowe wieczory w barze "Pod Terenem" u Jacka — facet siedział w kącie, sączył piwo i gadał do siebie, że co drugiego meczu nasz defensywny środek się ogląda za siebie jakby szukał czwartych rogów. A tu nagle okazuje się, że może trafi się taki, co nie tylko nie będzie się oglądał, ale jeszcze poderwie nogę i puści taki suchy strzał, że nawet kibicowi włóczęgowi przy drzwiach opadnie szczęka! Pamiętacie tego Mychajło z Obołoni Kijów? Ten facet miał nogę, coś pięknego — lewonożny, nie bał się wejścia, a jak się rozkręcił, to bramkarze sąsiednich klubów zaczynali się modlić. Grał przeciwko nam w tamtym sezonie, gdy mieliśmy pecha z kontuzjami, i to on posłał jednego z naszych stoperów do szpitala na trzy tygodnie. Ale nie dlatego pamiętam go najbardziej — pamiętam, jak po meczu, gdy myśmy byli już ostatecznie przegonieni, on podszedł do naszych chłopaków, kiwnął głową i powiedział: "Wy jesteście w walce o punkty, my jesteśmy w walce o przetrwanie — ale piłka jest jedna". Brzmi banalnie? No pewnie, że tak, ale znam kilku naszych, którzy potem mówili, że to była jedyna mądra rzecz, którą usłyszeli od przeciwnika przez cały rok. I właśnie o tym marzę — niech ten Ukrainiec wchodzi na boisko i myśli tak samo: "Wy macie swoją walkę, ja mam swoją — ale dzisiaj ja walczę o was". Bo wiecie, co by było? Myśmy mieliby w obronie nie tylko solidnego gościa, ale jeszcze takiego, co potrafi wyprowadzić kontrę z pazurem. I nie ważne, czy trafi się dwudziestolatek z nadzieją, czy trzydziestolatek z doświadczeniem — ważne, żeby miał w sobie tyle jaj, co ten stary lis z Dubrownika. Bo pamiętajcie: nie liczy się wiek, liczy się to, co wpadasz na boisko — na lewo, na prawo i prosto w mordę przeciwnika! 😤💸
-
A wiecie co? Zgadzam się z NasząDumajProud — ten stary lis z Dubrownika to był klejnot, i niech mi ktoś powie, że dziś brakuje takich charakterów. Właśnie w zeszłym sezonie wyskoczyłem na mecz do sąsiedztwa, bo brat mnie namówił na kibolowanie przy okazji rodzinnego grillowania — akurat derbowy z Hajdukiem. I co? Jeden z naszych obrońców dostał w plecy taki strzał zza pola, że po meczu lekarz musiał mu robić masaż kręgosłupa przez tydzień. A ten obrońca to zwykle facet, co raczej kopie wzdłuż boiska niż nad nim lata. I wiecie, co powiedziałem do kumpla? "Gdyby w naszym zespole miał być ktoś taki jak ten Ukrainiec, o którym mówicie, to akurat by ten strzał był do bramki, a nie do szpitala". Bo chodzi nie o to, żeby kopać na oślep, tylko żeby wiedzieć, kiedy można posłać i nie narobić szkody. Ten Ukrainiec, którego szukamy — niech ma pazur, ale niech pamięta, że w naszym zespole liczy się gra zespołowa, a nie pojedyncze show. Bo ostatecznie punkt zdobędziemy, jak wszyscy będą grać razem, a nie jak jeden facet będący naćpany sławą będzie próbował robić wszystko sam.Hype to nie argument.
-
Ej, no kurcze, aleście mnie wczoraj w "Pod Terenem" podjudzali tymi opowieściami, że aż ochota zrobiła się walnąć w ścianę pięścią! 💪😤 Słuchajcie, jestem z Wami sto procent — niech wreszcie przyjdzie taki typ, co nie boi się wejścia i potrafi huknąć z dystansu, żeby przeciwnik poczuł, kto tu rządzi! Wiecie, ile razy patrzyłem, jak nasi chłopacy walczą z tymi dryblującymi pajacami z "X", a nasz środek obrony stoi jak słup ogłoszeniowy? Brzmię jak stary batiar, ale to prawda — potrzebujemy kogoś, kto nie tylko odbiera, ale i KOMPLETNIE blokuje przeciwnika swoją obecnością! Lewa noga, solidna postawa, i jeszcze taka aura, że jak wejdzie na boisko, to od razu mówisz sobie: "A niech to, teraz będą mieli problem". I jeszcze jedno — Korono_88, ty tam pieprzysz o tej "logice" i tabelkach, ale ja wam powiem: futbol to nie matematyka, to walka! Weźcie tego Kijowiaka, co grał przeciwko nam w tamtym sezonie — facet był twardy, nie miał litości, ale do cholery, dzięki niemu widzieliśmy, że nasza obrona może być nie do przejścia! A ten wasz "romantyczny plan" to po prostu lenistwo, bo nikt nie chce teraz ryzykować. Ja bym wziął nawet osiemnastolatka z Ukrainy, byle miał w sobie tę cholerną iskrę, co pali się jak lont! Bo wiemy wszyscy, że jak facet wejdzie z pazurem, to reszta drużyny automatycznie czuje, że teraz trzeba walczyć — nie kopie na oślep, tylko z głową i sercem! I niech mnie szlag trafi, jeśli ten nowy nie będzie miał u nas szansy! My tu kibicujemy od lat, znamy smak walki, znamy ból porażek — ale też znamy smak zwycięstwa, gdy się na nie zapracuje. A ten Ukrainiec? On ma być naszym nowym symbolem — niech będzie twardy, niech będzie mądry, i niech kopie tak, żebyśmy mogli śpiewać hymn z dumą jeszcze długo! 🔥💪Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, powiem wam coś — mnie tam osobiście ten cały nowy obrońca z Ukrainy nie obchodzi ani trochę, bo dziś wieczorem idę na mecz i wolę patrzeć, jak nasi napastnicy biją się o każdą piłkę, a nie jak jakiś tam środkowy szuka szczęścia za obcą granicą. Ale skoro już mówimy o tym "czystym pazurze", to co ja widzę? Mamy tyle zapaleńców w naszym zespole, którzy kopią z dystansu jakby chcieli uderzyć w księżyc, a i tak ląduje to w rękach przeciwnika — no to co nam po tym "suchym strzale", że niby ma wkurzać sędziego? Ważne, żeby trafił w bramkę, a nie w policzek! I co to za obrona, która ma grać "na rękę"? Jeśli przez to rozumiecie, że ma być bezmyślnym blokiem, który tylko odbiera piłki, to sorry, ale my mamy przecież Artioma, który potrafi puścić morderczego fintą — no to czemu mielibyśmy szukać drugiego faceta, który będzie tylko kopał? Wszystko w tym zespole kręci się wokół ofensywy, więc defensywa ma być wsparciem, a nie głównym aktorem! No i jeszcze ten wasz "Ukrainiec z pazurem" — pamiętacie, jak w zeszłym roku ściągnęliśmy tego grubego Śliwińskiego? Facet przychodził, grał, kopał, ale na koniec sezonu okazało się, że wszystkie jego "mocne uderzenia" lądowały albo w kornerze, albo w rękach bramkarza. I co? Zrobiliśmy z nim porządek w lato, bo na dłuższą metę to nie były inwestycje, tylko strata czasu i pieniędzy. A co do logiki Korony — no dobra, powiem otwarcie: on ma rację, bo my nie możemy sobie pozwolić na hazard z transferami, kiedy walczymy o utrzymanie. Każdy nowy zawodnik to nie tylko umiejętności, ale i koszta, a my nie jesteśmy jeszcze w sytuacji, żeby ryzykować na ślepo. Jeśli ten Ukrainiec ma być realną opcją, to niech najpierw pokaże się w kilku meczach — bo jak na razie to wszystko to tylko bujanie w obłokach, a my mamy realne problemy na boisku, a nie marzenia o superobrońcy. I jeszcze jedno — ten cały "duet z Artiomem", co niby mielibyśmy mieć dzięki temu nowemu. No sorry, ale jeśli Artiom dostanie piłkę na lewym skrzydle, to on nie potrzebuje wsparcia ze strony obrony, żeby puścić strzał — on sam potrafi załatwić sprawę! Tak że oszczędźcie mi tych bajek o nowym herosie, bo ja wolę patrzeć, jak nasi napastnicy walczą o punkty, a nie jak ktoś kombinuje, kto tam będzie kopał zza pola. Bo w końcu liczy się wynik, a nie styl!
-
ejże, a wy co — wylaliście kawę po tych facetach, którzy przez lata walczyli nie tylko noga, ale i łokciem? bo ja sobie przypominam, jak do tej starej budy na ulicy Fabrycznej przychodzili tacy goście, co to się nawet nie bali kopnąć, jak trzeba było — raz pamiętam meczu z sodą, jak to jeden z naszych ówczesnych obrońców, taki zgorzkniały stary wyjadacz, który grał jeszcze w dwójce, to dostał takiego strzału zza pola, że sędzia musiał go wyjąć z trawy i policzyć do dziesięciu. i wiecie co on zrobił? wstał, splunął, kiwnął głową na naszych napastników i rzucił: "teraz ja, chłopaki — macie się oglądać". i poszedł i naprawdę strzelił z dystansu, że bramkarz się nawet nie ruszył. i co? wygraliśmy ten mecz 1:0 dzięki temu, że facet nie tylko bronił, ale jeszcze umiał zagrać do ataku. a teraz ktoś mi tu mówi, że mamy liczyć tylko na dryblingi i fajne kombinacje? no ależ przecież futbol to nie szachy, tylko walka — i jak facet wchodzi z pazurem, to od razu wiadomo, że dzisiaj będą problemy. ten Ukrainiec, o którym mówicie, ma być takim ogniwem ogniwem — żeby przeciwnik czuł, że nie ma co się rozkręcać, bo zaraz dostanie w mordę albo w brudny strzał. i nie ważne, czy to będzie trzydziestolatek z dorobkiem, czy dwudziestolatek z ogniwem ogniwem — ważne, żeby miał w sobie tę iskrę, która pali się jak znicz na stadionie. i jeszcze jedno — Arbiter_Kupiony, ty tam pieprzysz o tym księżycu, do którego niby mielibyśmy celować, ale powiem ci tak: jak facet ma lewą nogę i potrafi uderzyć tak, żeby piłka poleciała tam, gdzie chce, to niech leci. bo my nie gramy dla VAR-a ani dla ładnych statystyk, tylko dla punktów. a jeśli ten nowy kopnie raz, drugi i trafi, to nikt nie będzie liczył, ile razy się spudłował — bo liczy się efekt, nie średnia. i pamiętajcie: te nasze lata w drugiej lidze nauczyły nas, że czasem jednego mocnego strzału wystarczy, żeby cały stadion wstał i ryknął. a my tutaj nie potrzebujemy kolejnego delikatnego dryblera, który boi się swoich własnych cieni — potrzebujemy drapieżnika, który nie tylko odbiera, ale jeszcze uderza. i tyle.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ejże, a pamiętacie jeszcze te opowieści o tym chłopaku z młodzieżówki, co niby to miał być następca samego Kuchera? wszyscy tak gadali, że on to jak zagra, to nikt nie zatrzyma — i co? na drugi tydzień po debiucie dostał czerwoną kartkę za brutalny faul i kopnął się z kadry na trzy tygodnie. a potem jeszcze się okazało, że facet ma nogę taką jak worek piasku — kopnął raz, drugie, i za każdym razem piłka lądowała u przeciwnika, a nie w bramce. i wtedy wszyscy zamilkli, a myśmy siedzieli z kubkiem piwa i patrzyli, jak ten "obiecujący talent" gra na prawej obronie, bo nikt nie chciał go widzieć w środku. a jeszcze gorzej było z tym drugim, co to miał być nowy obrońca zza morza — jakiś tam brazylijczyk z dubelką w ekstraklasie, co niby to przyjdzie i rozwali nam problem na amen. no i rzeczywiście przyszedł, ale tylko po to, żeby dwa razy z rzędu walnąć w aut, raz strzelić własnego gola, i na koniec sezonu i tak zrobił sobie krzywdę w treningu, że poszedł na operację. i co? koniec z opowieściami, bo wszyscy już wiedzieli, że ten facet to tylko papierowy orzeł. no i teraz słucham waszych gadania o tym Ukraincu i myślę sobie: czas pokaże, jak zwykle. bo ja już widziałem gorsze rzeczy — raz to nawet ściągnęliśmy zawodnika, co niby to był mistrzem strzelania w lidze duńskiej, a u nas nie trafił ani razu w dwanaście meczów i na dodatek dostał trzy żółte kartki za niesportowe zachowanie. a i tak wszyscy byliśmy zadowoleni, bo chociaż nie strzelał, to przynajmniej nie kopał w tyłek swoich kolegów — no ale wiecie, co to znaczy? w naszym zespole i to jest sukces. więc nie szalejcie za wcześnie, bo futbol to jednak nie te bajki, co opowiadacie w "Pod Terenem" po kilku piwach. niech ten chłopak najpierw pokaże, że umie grać, a potem zobaczymy — bo ja w swoim życiu widziałem wszystko, i wiecie co? najgorsze transfery to te, co zaczynały się od owacji, a kończyły się porządnym kopniakiem w tyłek.