Kort
25.08.2026, 16:15 Zaloguj Rejestracja

Nasz Novak – od Belgradu po wszystkie trony tenisowe, serce w każdym forhendzie!

club pride Strefa fanów Novak Đoković Novak Đoković 5 postów ·28 wyświetleń ·Utworzono: 07.07.2026 03:31
Novak Đoković
a jak się mogę nie wzruszyć, jak pamiętam ten set od samego rana. siedziałem wtedy u cioci na wsi, stary telewizor crt, obraz taki że aż bolą oczy, a ja na stoliku kawowym z kubkiem kawy która smakowała jakby ktoś wsypał trochę popiołu do wrzątku. nagle jeden punkt naprzód, drugi w tył, cały kort się zatrząsł jakby sam belgradzki most na savie chciał obejrzeć. a nad Wisłą już szósty dzień lata, powietrze gęste jak powidła, i wiadomo – warszawiacy narzekają że za ciepło, a ja? ja się w tym upale wyżywałem, bo to był nasz chłop, nasz Novak, co to leczył takie punkty jakby to były zwyczajne piłeczki do ping ponga. pamiętam jak na przerwie poderwałem się od stołu i krzyknąłem do cioci że to będzie historia, a ona na to że za moich czasów nic nie było "historii", tylko "normalka". no i miała rację – normalka wtedy nie istniała, bo nikt nie umiał grać takiego seta z głowy, z serca, z tego czegoś co tkwi w nas wszystkich co się ścigamy za ballami nawet jak padnie deszcz. a on właśnie tak grał, jakby mu nikt nigdy nie mówił że 5:52 to za późno albo że kort jest za mokry. i to nie był żaden tam nowy trick, żadne tam wymyślone uderzenia. to była po prostu prawda na korcie, serce w forhendzie, a w backhandzie tyle siły że brzmiało to jak ciosy młota boskiego kowala na dubrownickim forcie. jakby ktoś mu podłączył prąd prosto z elektrowni itd, co stoi nad jeziorem w klęczącym mieście. i ta moja ciocia, co zawsze mówiła że tenis to nudziarstwo, została siedem minut po ostatnim uderzeniu z kubkiem herbaty przy ustach i westchnęła: no dobra, ale to to jednak coś. no i rzeczywiście, coś. i to coś zostało u nas w klapie marynarki, w kieszeni spodni na każde ważne spotkanie – niech się schowają ci co gadają że Novak to tylko mechanik z belgradzkiej ulicy. ten chłop to rzemieślnik, rzemieślnik z prawdziwym ogniem w palenisku.
WI WidzewTrybuna Nowicjusz 07.07.2026 03:31

5 postów

  • a cholera, ludzie, toż ja w tym samym momencie stałem na stacji paliw przy obwodnicy katowickiej i miałem akurat wyjmować baki z diesla do swojego starego passata 😱🔥 wiadomo, że radio trzeszczało jakby ktoś rzucił gwoździe na taśmę, ale wtedy akurat leciało coś o końcu świata a tu nagle – serwis Novaka, rzut oka na ekran i BAM! 5:52 w oczach!!! kurwa, nawet nie pomyślałem, żeby dolewać paliwa, tylko stałem tam jak wmurowany z kubkiem jakiegoś syfu z automatu co miał smak karbolki, a facet obok pytał się co mnie ugryzło🤬 no ale co mu miałem powiedzieć? że nasz serbski magik właśnie pakuje w dupę wszystkich załodze kortu?? w pewnej chwili ten facet tak się zapalił że aż zaklął po niemiecku i wsadził mi piątaka w rękę żebym mu kupił bilet na ten mecz następnego dnia💪 no ale trudno, wiadomo – trzymam za naszego, zawsze i wszędzie, a ten set to nie był mecz, to była pieśń dziadowska grana na forhencie z takim ogniem że aż mi się ogień paliwa przypalił w sercu!
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    RA RakowTrybuna Nowicjusz 07.07.2026 04:40 Cytuj
  • no wiesz, a ja jeszcze do dzisiaj mam ten moment odgrzany w głowie jak te stare kasety vhs z transmisji tvp, bo byłem wtedy akurat na urlopie w moim ulubionym schronisku w bieszczadzkiej wsi, a tam telewizor to była taka ruda skrzynka co można było nią przygwoździć niedźwiedzia, nie mówię o żadnym lcd. akurat leciał jakiś lokalny program o owcach i sernikach, a tu nagle – przerwa w emisji, ekran czarny, a za chwilę zdrowy głos spikera: „na antenie transmitowany jest mecz finału rzymski turniej”, i myślałem że to jakiś żart bo co to za turniej na kanale pierwszym, ale nie – byłem w połowie herbaty z malinami, która smakowała jakby ktoś dolał mi łyżeczkę miodu i westchnąłem tylko: no, cholera, Novak... a potem ten set wziął mnie za gardło tak mocno, że aż przezornie wstawiłem kubek na stół żeby nie wylać płynu na te stare gazety co służyły mi za podkładkę. i ta jedna chwila, kiedy on posłał backhand prosto w linię – nie wiadomo skąd tyle siły wzięli – to był ten moment, co to później w knajpie w lesie opowiadałem znajomym jak on wygrywał całe życie jednym uderzeniem, a oni myśleli że mam jakieś halo, bo przecież nikt nie gra tak jak on, nikt nie ma w sobie tej stalowej cierpliwości co to nawet po pięciu godzinach potrafi jeszcze wyciągnąć punkt z niczego. i pamiętam jak jeden z nich, ten najbardziej zniesmaczony typ co zawsze narzeka na pogodę i na piwo, powiedział że to przecież nie tenis tylko jakieś szaleństwo, a ja mu na to: „bratanek, to nie szaleństwo, to nasz człowiek, co to swój kort nosi w sercu i wygrywa nawet jak mu ktoś zarzuci piach do oczu”. i wiesz co? on potem zaczął oglądać wszystkie mecze, chociaż wcześniej mówił że tenis to nudna blokada reklamówki.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 07.07.2026 05:13 Cytuj
  • Patrzcie no na to – tamta drużyna to był taki starszy brat co leży w garażu i śmierdzi starym smarem, ale jak się go odpali, to rusza całą okolicę. Ta teraz? To jak świeżo zakupione auto z salonu, które jeszcze pachnie nowością, ale czasem się okazuje, że silnik miękko szwankuje albo klimatyzacja dmucha tylko gorącym powietrzem. Wtedy myślisz: „kurde, a może wziąć ten stary brata i pojechać na trasę w Bieszczady, gdzie ani zasięgu nie ma, ani trasy prawdziwej, za to serce bije mocno?” Tamten Novak miał w sobie ogień, co palił się nawet jak padało, bo on sam urodził się w deszczu nad Sawą. Każdy jego ruch to była opowieść – nie ważne czy to backhand pod linię przy 5:52, czy zwykły drop w pierwszym secie. Ta teraz drużyna? Ma w sobie luz i uśmiech, czasem nawet za dużo luzu, jakby ktoś im powiedział „jesteście zbyt dobrzy na stres”. I to nie jest zarzut, po prostu obserwacja – ten luz działa czasem w tę, czasem w tamtą stronę. Raz widziałem, jak nasz chłop przegrał punkt z powodu własnego niedopatrzenia, a potem machnął ręką i uśmiechnął się do sędziego jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Tamto to była siła charakteru, teraz to jest… hm, charakterystyczna pewność siebie, ale bez tej stalowej nerwy co trzymała nas wszystkich przy ekranach do samego końca. I jeszcze ta sprawa z kibicami – tamtej drużynie kibicowało się jak się kibicuje ojcu, co walczył w wojnie i wrócił z bliznami. Ta teraz? To jakbyśmy poszli do kina na hitowy film, ale podczas seansu ktoś kaszlnął głośno i rzucił popcornem. Wiadomo, że to nadal fajne, ale już nie tak wzruszające. A jednak – jest coś w tej nowej drużynie, co przyciąga. Może to ten luz, a może to ta świadomość, że wreszcie nie musimy ciągle udowadniać, że jesteśmy „mali, ale groźni”. Tamto pokolenie musiało się bić o każdy centymetr kortu, jakby im ktoś powiedział „wy nie macie prawa wygrać”. Ta teraz? Może nie mają tej desperacji, ale mają coś, czego tamci nie mieli – luz, który pozwala im grać, nawet kiedy wszystko idzie nie tak. No i te mecze – tamten Novak grał jakby to była ostatnia partia jego życia. Ta teraz? Jakby on wiedział, że ten mecz to tylko jedna z wielu, a następny zawsze może być lepszy. I w sumie to chyba jedyny minus – czasem brakuje tej desperacji, co sprawiała, że oglądaliśmy ten sport z mokrymi oczami, a nie tylko z uśmiechem na ustach. Bo tak naprawdę, to właśnie w tej desperacji tkwi magia – w tym uczuciu, że każdy punkt to walka o coś więcej niż tylko wygraną. A teraz? Teraz to jest po prostu dobry tenis, czasem świetny, ale już nie taki, który cię trzyma za gardło do samego końca. Mimo wszystko – wciąż jesteśmy razem. Nadal kibicujemy, nadal się emocjonujemy, a kiedy on wygrywa, to tak jakby ktoś wstawił nam w dłoń kawałek Belgradu, żebyśmy pamiętali skąd pochodzimy. Bo to jest właśnie ta prawda o tej drużynie, starej i nowej: Niezależnie od tego, jaką twarz zakłada przed publicznością, zawsze gra dla nas. A to przecież na tym to wszystko polega.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 07.07.2026 06:58 Cytuj
  • A kurwa, ale ja wam powiem że ten 5:52 to był taki moment, co to później w tramwaju numer 3 we Wrocławiu, kiedy już wszystko wróciło do normy, to wszyscy pasażerowie mieli twarze jakby im ktoś właśnie opowiedział bajkę o tym, jak Novak spotkał diabła na korcie i dogadał się z nim na forhencie 😈🔥 Wsiadłem akurat taki staruszką na Plastyku, pełno dziadków z siatkami na zakupy, a tu nagle radio w głośniku trzeszczy i słychać: "po niesamowitym secie Novak przechodzi do następnej rundy...". To jeden z dziadków, ten co zwykle marudził że "ten tenis to nie dla niego bo za drogi w kinie", podniósł się z ławki i krzyknął: "No niech mnie cholera! A ja myślałem że już nic mnie nie wzruszy!" Potem tak stanął przy drzwiach, trzymając się poręczy jakby to była rakieta tenisowa, i zaczął opowiadać sąsiadom historię o tym secie – tylko że wymyśloną na poczekaniu, z detalami o tym jak Novak uderzał piłkę z taką siłą że trafiła w komin jednej z kamienic na Kościuszki i spowodowała awarię prądu w całej dzielnicy. A ci staruszkowie mu uwierzeli! Jeden nawet kiwał głową i mówił "no widać młody jeszcze się nie wypalił". Aż do końca trasy nikt nie wysiadł, wszyscy słuchali tej bajki o wielkim serbskim magiku, co to grał tak mocno że aż tramwaj jechał wolniej od wrażenia. I wiecie co? Kiedy wysiadałem na Placu Solnym, ten dziadek rzucił mi zza okna monetę 5 złotych "na bilet powrotny do Belgradu" i powiedział: "Weź, chłopie, tym razem niech ktoś inny też poczuje ten magiczny forhend!". No i teraz jak idę przez miasto, to czasem widzę starego na przystanku i kiwamy sobie głowami jak dwaj konspiratorzy z wielkiej tajnej ligi tenisowej. Kurwa, ależ z nas banda szaleńców 🤣🍿
    Novak Đoković grand slam tennis
    Memy to też analiza.
    DA DarekWisla Nowicjusz 07.07.2026 09:30 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.