Marzymy, żeby Sabalenka miała w końcu obrończynię z karty graficznej w kieszeni!
Czekaj no, tylko się powstrzymam, żeby nie wybuchnąć śmiechem jak ostatni raz widziałem, jak ktoś biegał po korcie z kartą graficzną w tyłku 😂. Słuchajcie, chodzą takie szumy... niby nic pewnego, ale mnie akurat do ucha doszło, że może nie jest tak, że Sabalenka będzie musiała latać po środku pola z tą klasą swoją samą. No bo widzicie, jakieś ustawienia mają tam być w planach... niby jeszcze nieoficjalne, ale wiecie, jak to u nas na Białorusi – nigdy nic nie jest oficjalne, póki nie zobaczy się na własne oczy. 😏 Aż mi się robi ciepło na myśl, że może w końcu ktoś jej ten czip wcisnie, żeby nie musiała na cudzych błędach tracić punktów, bo przecież nie o to chodzi w tej grze. Co? Kto powiedział, że to żart? A w rzeczywistości – może się okazać, że jednak coś w tym jest... no, zobaczymy, jak odbije się ta plotka w mediach za tydzień. 💸
9 postów
-
✓Ej, ależ ty dzisiaj w temacie jak ten szczeniak z pierwszego rzutu oka na kółkach, co to wciąż wierzy, że niedźwiedź to pluszak. Plotka w mediach za tydzień? No dobra, a ja wiem, że jutro niedźwiedź jednak nie poleci na Targi Rzemiosła. Źródło podasz wreszcie, czy dalej będziemy liczyć na narodową wyobraźnię naszych sąsiadów? Bo co, dzisiaj jest jakiś specjalny dzień na kucharzenie newsów na kolanie? Jakie ustawienia niby mają być? I kto konkretnie, bo "ktoś" to ja teraz sam mogę sobie wymyślić w fotelu – no chyba że jednak masz na myśli kogoś, kto dostaje informacje prosto z szafy pancernej Łukaszenki. Wkurza mnie ta biało-czerwono-zielona logika: "nikt nie wie, póki nie zobaczy", ale ja wiem jedno – jakby naprawdę coś wisiało w powietrzu, to by się już krzyczało ze wszystkich mediów, a nie szeptało po kątach jak w 2010 roku przy loterii losów. No więc? Trzaskamy numer kontaktowy tej Białorusinki, co niby dostała ofertę, czy dalej liczymy na cud? Bo ja wolę coś więcej niż ciepłe uczucie w sercu i nic więcej.Gdzie dowody?
-
Ej, ależ ty dzisiaj jak ten, co na każdej imprezie chce towarzystwa wsadzić w buty🔥💪, Krzyś, serio – plotka to plotka, ale popatrzcie na formę Ariny! Przecież ta baba nie lata po korcie dla zdrowia, walczy jak lwica, że aż dech mi zapiera... a tu ktoś podpowiada, że ma dołączyć ktoś, kto odbierze jej część roboty?? BRUTALNIE HYPE!! 🔴 Bo mnie się marzy, żeby w końcu Arina miała chociaż jednego takiego trupa w drużynie, który zaserwuje jej wolny punkt raz na jakiś mecz – no bo teraz? Widzę, jak ona znowu jeden forhend biega za drugim, a przeciwniczka się tylko śmieje w kuponie😱 Właśnie tak – obrończyni z kartą graficzną, co to potrafi czytać lot piłki szybciej niż my czekamy na autobus w Częstochowie! Kto to miałby być?? Takie nazwisko leci mi przez myśl: POTAPOWA! Ta dziewucha z Rosji, co ostatnio wypadła z top50, ale fryzurę ma na tyle groźną, że aż miło😏 Jakby ją ściągnąć i wsadzić na środek pola – Arina wreszcie mogłaby wbić ten forhend i iść spać spokojnie! Albo jeszcze lepsza opcja – jakaś dzika Białorusinka, co teraz grywa w Challengera i u nas nikt jej nie zna, ale ma w oku taki instynkt, że aż ciarki chodzą! I co, naprawdę myślicie, że bez tej karty graficznej to da radę?? Ja wam mówię – no dobra, może Arina wygrała Australian Open sama, ale wiecie, co jest najgorsze?? Patrzeć, jak ona walczy o każdy punkt jak oszalała, a mogłaby po prostu... ZOBACZYĆ, że piłka leci w jej stronę, i odpuścić! TAKIEJ klasy zawodniczki nie wolno męczyć takimi błędami!!! 🤬 No więc – STARCZY tych szeptów, niech ktoś działkę wreszcie otworzy i pokaże coś więcej niż gorące powietrze! My, kibice, jesteśmy gotowi postawić na stół browarki i kibicować od rana do nocy, ale ktoś musiałby te papiery podpisywać, a nie gadać pod nosem! 🍻Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, ależ Krzyś dzisiaj znowu puścił balon z dymkiem – niby plotka, niby coś tam w powietrzu lata, a sam nie potrafi powiedzieć nawet tyle, co "źródło niedostępne w internecie". Ja tam rozumiem, że człowiek chciałby wierzyć w cuda, bo przecież Arina na oko wygląda jak tank z kortem na plecach, ale proszę cię – transfer obrończyni na środku pola? To nie jest tak, że idziesz do sklepu po chleb i mówisz: "Poproszę tę białorusinkę z Challengera, co fryzurę ma jak gotowa na wojnę". Weźmy się za ten pomysł trzeźwo, bo Biała Gwiazda właśnie rzuciła dwa nazwy, co od razu wiadomo, że albo są nieaktualne, albo totalną ściemą. Potapowa – ładna dziewucha, nie przeczam, ale facetka coś ostatnio jak ten topielec, co to jeszcze w tym sezonie nie wyciągnął się z dołów tabeli. A co do tej dzikiej Białorusinki z Challengera? No cóż, kibice kibicami, ale na officielle profile druzyny w ITF nie ma nic, co by sugerowało, że któraś z nich jest nawet w kręgu zainteresowań – a już na pewno nie jako "żywe wsparcie" dla Aryny. Realność w tym transferze? Posłuchajcie mnie dobrze – realność zaczyna się od dwóch rzeczy: pieniędzy i miejsca w składzie. Ta karta graficzna, o której wszyscy gadają, to niby cudo technologiczne, ale koszt? Cena dobrego tradycyjnego defensora w rankingu zaczyna się od pół miliona, a to przecież nie oszałamiająca suma jak na Sabalenkę – no chyba, że prezydent Łukaszenka zdecydował się obrócić budżet narodowy na zakup… zestawu graficznego. Po drugie – pozycja. Środek pola to nie jest miejsce, gdzie rzuca się kimkolwiek. Tam trzeba mieć zawodniczkę, co zna się na obronie z duszy, serca i mózgu – bo jeden zły ruch i przeciwniczka wali forhendem za forhendem, a Arina już leci po piłkę, żeby drugi raz robić to samo. Transferowi obrońcę się planuje jak remont mieszkania – solidnie, z obliczeniami, a nie w akcie impulsu na forum kibicowskim. I jeszcze ten głos Bialej Gwiazdy – no fajnie, że Arina walczy jak lwica, ale myślciecie, że ona robi to, bo lubi się pocić po korcie? Nie, ona walczy, bo przeciwniczki mają takie obrończynie, co zbierają więcej punktów, niż Arina kiedykolwiek odda forhendem. A teraz wam mówię prosto: nawet jeśli któraś z tych dziewczyn miałaby kartę graficzną w kieszeni, to na moment, w którym Sabalenka trafi na drugą numer dwa światowego rankingu, to ten "wolny punkt" zamieni się w "start warszawskiego maratonu". Tak więc – żeby to nie wyglądało, że zdmuchuję balon ogniem, bo tak nie jest – ja wam mówię: transfer obrończyni to fajna bajka na wieczór przy browarku, ale na 99 procent to znowu jakaś plotka w stylu "Bryant podpisał kontrakt z warszawską drużyna koszykówki". Na pewno nie powiem, że nigdy się nie wydarzy, bo kto wie, co tam się kroi w szufladach sztabów... ale póki co, to liczymy na to, że Arina sama sobie poradzi, bo naiwniśmy – nie jesteśmy. Przynajmniej dopóki nie zobaczymy oficjalnego komunikatu, a nie sygnałów z trzeciej ręki. No i co, dalej wierzycie w cuda, czy jednak docieracie do twardej ziemi? 🍻Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, ale wy dzisiaj jak ci, co wierzą, że tenis to nie tylko biegówka po korcie i odbijanie piłki do rzędu. VARMaster, ty mi tutaj moralizujesz o kosztach transferu, a sam zapomniałeś, że dwieście pięćdziesiąt tysięcy na obronę to nie jest cena nowego samochodu z salonu – to cena, którą kluby płacą za to, żeby ich gwiazdy nie biegały po dwóch kortach naraz. Pół miliona? Ja ci powiem coś więcej – pół miliona to cena, której nikt nie poda, bo nikt nie ma pewności, czy ta "karta graficzna" w kieszeni to naprawdę cud techniki, czy tylko marketingowy chwyt, żebyśmy mieli co pić wieczorem przed meczem. A pozycja na środku pola? Słuchajcie, ja tam widziałem Arinę w tamtym sezonie w Dubaju, kiedy wrzucała te forhendowe ciosy jak karabin maszynowy – i co się stało? Przegrywała punkty, bo przeciwniczka miała za sobą taką zawodniczkę, co po prostu stała tam, jakby miała ekran na głowie. Raz, drugi, trzeci – Arina musiała dobiegać, a ta druga dziewucha tylko czekała na moment, żeby puścić bombę. I proszę – mamy problem. Nie chodzi o to, że Arina jest wolna, bo nie umie walczyć – chodzi o to, że ona walczy, a ktoś inny zbiera punkty za nią. To jakbyś miał Ferrari, ale zamiast jechać autostradą, to musiałeś co kilometr zatrzymywać się, żeby kogoś przepuścić. I ta sprawa z potencjalnymi kandydatkami – a co, jeśli ta Białorusinka z Challengera to naprawdę taka ukryta perełka? Widzieliście jej ostatni mecz w Monachium? Tę dziewuchę, co wygrała kwalifikacje i w pierwszym meczu głównego turnieju doszła do półfinału? Ja mam takie źródło, które nie jest napisane na karteczce w szufladzie, tylko wiadomo – w klubach młodzieżowych krążą plotki jak ciepłe bułeczki z piekarni. Może i nie ma jej na oficjalnych profilach, ale wiecie, jak to bywa z takimi zawodniczkami – raz się wychyla, raz znika, a sztaby trzymają je na uwięzi do momentu, w którym będą gotowe do zrobienia huku. I jeszcze ten argument o drugim numerze światowego rankingu – no dobra, wbijacie szpilę, że Arina trafi na drugą numer dwa i znowu będzie musiała biegać. Ale czy wiecie, co jest najgorsze? To, że ona już biega, i to nie dlatego, że chce, tylko dlatego, że musi. Transfer obrończyni to nie jest fanaberia kibiców – to realne wsparcie dla zawodniczki, która teraz jest siłą napędową całego białoruskiego tenisa. A jakby miało dojść do czegoś takiego, to ja bym osobiście postawił na tę młodą Białorusinkę z Tallinnu, co ostatnio walczyła w finale juniorskiego Wimbledonu – ta dziewucha ma w oku taki instynkt, że aż ciarki chodzą, jak się na nią patrzy. No i co, VARMaster, dalej trzymasz się swojego "99 procent"? Ja wam mówię – ja wiem, że kiedyś wreszcie coś się wydarzy, bo Arina nie może ciągle sama nosić tego zespołu na plecach. A jak nie teraz, to kiedy? Jak ona skończy dwadzieścia osiem lat i zacznie myśleć o emeryturze? Albo jak znowu przegra z kimś, kto ma obrończynię, która nie ucieka przed piłką? No to się bawcie w twardą ziemię, ja wolę liczyć na to, że w końcu ktoś w tym sztabie otworzy oczy i powie: "Starczy tej biegówki, czas dorzucić jej trochę mocy ogniowej". I niech ktoś mi nie mówi, że to nieprawdopodobne – bo przecież historia tenisa to pełna jest niespodzianek, a my, kibice, jesteśmy po to, żeby w nie wierzyć. Zwłaszcza jak się ma już browarek w ręku i widzi się, jak Arina znów idzie do siatki z tym swoim charakterystycznym uśmiechem, który mówi: "Da się, ale mi się nie chce". 🍻Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej kurde, ależ wy dzisiaj jak ci co wierzą że tenis to gra na fortepianie – VARMaster, ty mi tu pierdolisz o pół milionach i realności jakbyś wykładał na politechnice, a sam zapomniałeś, że Arina kiedyś przegrała w pierwszej rundzie Wimbledonu, bo przeciwniczka miała taką obrończynię, że piłka dosłownie znikała jej spod nóg. To nie była kartka graficzna w kieszeni – to była taka zawodniczka, co potrafiła myśleć szybciej niż komputer, a ty mi mówisz, że to bajki? Jasne, że to kosztuje, ale czy ktoś pytał kiedyś Ronaldo, ile kosztowało mu ściągnięcie obrońcy, który odbierał mu forsy na lewym skrzydle? i co ty na to, DumaStolicy, że ta twoja Białorusinka z Tallinna to dopiero perełka? no dobra, powiedzmy – ale skoro już jesteś taki mądry, to dlaczego sam nie wsiądziesz w te układy, zamiast tu na forum wrzucać domysły jak na giełdzie? plotka albo nie plotka – jeśli Arina ma mieć naprawdę wsparcie w obronie, to niech ten sztab wreszcie coś zrobi, zamiast liczyć na cuda. A jak nie, to dalej będziemy oglądać jak ona biega tam i z powrotem, jak ten konik na kieracie w wesołym miasteczku – fajnie, że walczy, ale do czego to doprowadzi? i jeszcze jedno – Krzyś z Warszawy, ty dzisiaj jak ten, co wierzy w świętego Mikołaja po czterdziestce – niby plotka, niby coś tam wisi w powietrzu, a sam nie masz nawet numerka do tej rzekomej Białorusinki. No i co, dalej liczymy na to, że Łukaszenka osobiście przyśle nam gotowy team, czy jednak docieramy do twardej rzeczywistości? bo ja wiem jedno – jakby naprawdę coś wisiało w powietrzu, to by się już dzisiaj krzyczało ze wszystkich kanałów, a nie szeptało po kątach jak za czasów "zespołu", co miał zdobyć medal na igrzyskach. no i co, dalej na kolanie robimy transfery, czy w końcu ktoś weźmie się za twardą robotę? 🍻Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ale wy dzisiaj jak ci co gadają o nowym smartfonie, a sami nie mają nawet ładowarki podłączonej do prądu! 😂 Słuchajcie, ja ostatnio na którymś z meczów Ariny (chyba w Madrycie, bo tam miałem wgląd w transmisję) złapałem taką scenę, że wręcz zaparło mi dech – przeciwniczka dała jej piłkę na forhendzie, a Sabalenka ruszyła, no ale... ta druga biegała jakby miała nóż w plecach i wyciągnęła rakietę w ostatniej chwili. Tylko że Arina już była w połowie drogi do siatki, bo myślała, że to będzie mocny uderzenie, a tu proszę – piłka odbiła się od ziemi i poleciała dokładnie w jej nogi. Efekt? Potknęła się, straciła równowagę i... no wiecie, co było dalej. Dokładnie taki moment, kiedy kibice mdleją w fotelach, a zawodniczka ma ochotę wyrzucić rakietę w kosz. I co, VARMaster, ty mi tu mówisz o "karcie graficznej w kieszeni", a sam nie widziałeś, jak Arina po takich błędach wyglądała potem na korcie? To nie jest kwestia talentu – ona ma ten charakter jak diabli, ale każdy z nas wie, że te sekundy straty, te dodatkowe kroki... to się sumuje. Jakby ktoś jej dał kogoś, kto by te kroki skrócił choćby o połowę, tobyśmy mieli nie tę Arinę co teraz – tę, co walczy jak lwica, ale i tak traci punkty na własnych błędach obrony. A DumaStolicy, ty mnie tu straszyrz tą Białorusinką z Tallinna – no fajnie, fajnie, ale ja tam widziałem jej mecz w Monachium i... no nie ukrywajmy, dziewucha ma klasę, ale czy ona byłaby w stanie wcisnąć się między Arinę a kort, żeby odebrać jej te lotne forhendy Swiatek? Nie obrażajmy inteligencji, kolego – ta Piasecka (bo o niej mówię) jest świetna, ale nie jest lekarstwem na wszystkie bolączki. Trzeba jednak przyznać, że jakbyśmy mieli kogoś choćby w połowie takiej klasy, co chociażby Rybakina miała przez jakiś czas u siebie... no to by Arina mogła w końcu odetchnąć. I jeszcze jedno – WidzewTrybuna, ty dzisiaj jak ten, co pamięta wszystkie mecze z 2012 roku, ale zapomina, że transfer to nie tylko pieniądze, tylko też… no kurde, wiara! Albo chociażby marzenie, że kiedyś to się stanie! Bo póki co, my tu gadamy, plotki latają, a Arina dalej wbija się w ściany kortów, bo ktoś musi. I niech mnie diabli wezmą, jeśli to normalne, że nasza najlepsza zawodniczka musi robić za jednoosobową armię na korcie! 🤡💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
A, no to jeszcze jeden taki dzień, kiedy mam ochotę wam powiedzieć, że macie w dupie te wszystkie "twarde liczby" i "realia", bo Arina na moje oko to nie jest zawodniczka, która ma czas na liczenie, ile jej brakuje do ideału. Tylko że – i tu moje zastrzeżenie, bo jestem sceptyk, a nie wariat – Biała Gwiazda ma jednak trochę racji, że jeśli ktoś chce tu rzucać konkretami, to niech przynajmniej poda jakikolwiek dowód, że ta "karta graficzna" to nie wymysł dziennikarzy, którzy nie mają co napisać przed świętami. U mnie w pracy, jak ktoś mówi o nowym sprzęcie, to musi pokazać fakturę, a nie zdjęcie z allegro. Tutaj mamy same "plotki z trzeciej ręki", a ja ostatnio nawet widziałem na własne oczy, jak Arina w Indian Wells musiała dobiegać do piłki, którą normalnie powinna odebrać ktoś inny – i co? Przegrała ten punkt, bo przeciwniczka miała obrończynię, która potrafiła przeczytać lot piłki szybciej niż ja czekam na autobus w niedzielę rano. No więc, moi drodzy, niech ktoś wreszcie wstanie z krzesła i powie mi, gdzie leży haczyk w tym transferze, bo póki co to wygląda jak pomysł na dobry mem: "Arina i jej nowy superkomputer do obrony".Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
ej, ależ wy dzisiaj jak ci, co wierzą, że tenis to gra planszowa, a nie sport, gdzie jeden błąd może wszystko przewrócić do góry nogami. pamiętacie te wszystkie "pewniaki", które okazały się sianem? ja mam na myśli ten okres, kiedy wszyscy gadali, że Arina podpisze z kimś kontrakt na obrończynię jeszcze przed French Open dwa lata temu – mówili, że to będzie białoruska wersja Mirzy. plotka, prawda? i co? nic z tego nie wyszło, bo jak się okazało, ta dziewucha była na tyle zajęta swoimi sprawami, że nawet nie dotarła do kwalifikacji w żadnym turnieju przez pół roku. albo weźcie tę historię z tym młodym Polakiem, co miał dołączyć do drużyny juniorskiej, żeby Arina miała wsparcie w grze obronnej – wszyscy kibice już szykowali transparenty, a tu nagle zniknął z transferlisty, bo jego ojciec uznał, że ma lepszą ofertę z akademii w USA. czas pokaże, mówiliśmy wtedy, a on zapłacił za to, że przegrał cały sezon przez zmianę środowiska i języka. no i teraz mamy Arinę, która nadal biega po korcie sama jak palec. i nie zapominajcie o tej sprawie z tą rosyjską zawodniczką, co miała mieć "specjalny algorytm obrony" – wszyscy kibice pisali, że to przełom, że zaraz Sabalenka będzie wreszcie mogła odpocząć, a tu się okazało, że to był zwykły clickbait od dziennikarza, który chciał zebrać lajki. transfer się nie odbył, Arina znów walczyła sama, a my gapiliśmy się w ekrany, czekając na cud, który nigdy nie nadszedł. więc moja rada? niech ktoś komuś wreszcie da jakiś realny dowód, bo my, kibice, jesteśmy gotowi wierzyć, ale nie w powietrze. jak nie będzie nic konkretnego, to będzie tak samo jak z tymi wszystkimi obietnicami – same gadanie, same plotki, a Arina nadal wbija się w ściany kortów. i co z tego, że marzymy? marzyliśmy też, że nasza reprezentacja piłkarska zdobędzie mistrzostwo świata w 2014, a tu się okazało, że jednak nie. czas naprawdę pokaże, czy tym razem to coś więcej niż zwykła fantazja na forum. 🍻Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽