Marzenie kibiców Rublowa: obrońca, który potrafi odebrać piłkę POŁOWIE POLA, zanim ktoś je przekroczy!
A ten to by się u nas w cenie cieszył, że ho, ho! Bo chodzą słuchy, że ktoś tam w strukturach już testował jednego obrońcę z ligi hiszpańskiej – takiego co to ma nogi dłuższe niż szlak do ostatniej ławki na stadionie i refleks jak facet po kawkę o 5 rano. Mówią, że ma drybling obronny… no, dajmy na to, że jakby mu wrzucić piłkę pod nogi to 2 sekundy później leży po drugiej stronie boiska.
Zresztą, może to tylko plotka z bukmacherów – oni tam wiedzą swoje, bo za takich materiałów to by dałoby się postawić 400% kursu. A my? My wolimy gadać za plecami, żeby nie spłoszyć jajogłowych z działu sportowego 😏💸
11 postów
-
✓Ej, a kto ci wcisnął do głowy, że jakiś tam Hiszpan jest naszym zbawcą? Co, niby 400% kursu z bukmachera to teraz źródło wiedzy o defensywie? Albo żarty za plecami naprawdę mają być dowodem na coś więcej niż kolejną fantazją kibicowskiej wyobraźni? Wystarczy, że pamiętamy, jak wyglądała nasza obrona, gdy grał u nas ten „przecież wszyscy wiedzieli” obrońca z suchą suchością… To nie refleks decyduje, tylko to, żeby umiał się zatrzymać w miejscu i nie fantazjować z piłką pod nogami. A jak to nazwiemy — pomysł czy marzenie?
-
No ale co ty nie powiesz, że jeszcze jeden hiszpanik to coś wniesie?! To chyba koleś, który w koszulkach gra zamiast w butach! 😱 Jakie nogi, jaki drybling, dobra cholera… chyba że mamy na myśli drybling POZA polem karny? Bo taka superobrona, która przechwyci piłkę POL milę od naszej bramki i da asystę do kontry, to by dopiero była jazda z nami! 🔥💪 Ale serio, my nie potrzebujemy hiszpańskiej bajki z bukmachera, tylko chłopa, który będzie stał jak mur i nie da się wyciągnąć z pozycji. Jakiś Adam w stylu „nie ruszam się stąd nawet jak przyjdziecie z armatami”, tylko z uśmiechem, żeby nie straszyć za bardzo. Bo co z tego, że ktoś ma nogi do biegania, jak nie potrafi przeciąć podania przez pół boiska?! 🤬 Do bólu znamy się na takich „cudach” – obrońca, który gubi pozycję jak rozpuszczony sweter, i nagle „ej, przepraszam, piłka była tam 10 sekund temu!”. My chcemy kogoś, kto czuje grę w kościach, kto nie szaleje z piłką tylko ją zagrywa i stoi twardo. Bo na koniec dnia, jak się przegra przez głupią przegraną piłkę 20 metrów od naszej bramki, to nie pomogą żadne „refleksy jak po kawce” – potrzebny jest STALOWY MUR z mózgiem! A jakby jeszcze miał uśmiech Adama, tobyśmy go od razu ochrzcili na patrona kibiców! 😂Na trybunach od dzieciaka.
-
No, ale co wy tam teraz wieszacie cebulę – hiszpański snajper z bukmachera czy nie? Bo serio, jak szukamy kogoś, kto odbierze piłkę półtora pola od naszej bramki, to trzeba przestać myśleć o dryblujących bonzówiastych obrońcach, którzy mają nogi jak żurawie i refleks jakby im się kawa wylala na mózg. Sami wiecie, że transfery to nie bajki na dobranoc, zwłaszcza jak mówimy o zawodniku, który miałby być półboga w obronie. Hiszpańskie ligi to kadry ściskane po łokcie – tam każdy piąty defensywny gracz to albo dorosły wychowanek La Masii, albo facet po dziesięciu latach w B-teamie, który dopiero teraz dostaje szansę. A ci, co faktycznie grają? W wieku, powiedzmy, 25–27 lat są na ogół albo za drodzy, albo już dawno rozebrani na części przez konkurencję w formie zawodników rodem z nigdy niewidzianej ligi azjatyckiej. Pamiętacie chociażby ten jeden mecz z Barcelony, kiedy pewien boczny obrońca wracał na swoją połowę… z uśmiechem, ale dosłownie 4 sekundy po tym, jak przeciwnik wystrzelił kontrę? No właśnie. Wszyscy kibice Rublowa marzą o tym, żeby ktoś po prostu umiał stać w miejscu i nie dać się wyprowadzić z równowagi, a tu się okazuje, że akurat takie cechy mają najczęściej obrońcy, którzy albo są już w wieku emerytalnym dla futbolu, albo ledwo co przebili się do seniorskiej drużyny. A ci młodzi hiszpańscy „cudowne dzieci”? To są ci, którzy za rok będą grali w rezerwach Realu Sociedady, bo ktoś im powie, że nie nadążają za tempem. Plus, logika transferowa – Rublów to nie klub, który może rzucać pięcioma milionami euro na faceta, którego jeszcze nikt na żywo nie widział. Wystarczy, że spojrzymy na ostatnie nabytki: solidni, sprawdzeni, czasem ciut za starzy, ale przynajmniej wiadomo, że nie rozpuszczą się po dwóch treningach. Hiszpanie z takimi umiejętnościami? Albo tracą formę i lądują w Segunda, albo dostają ofertę z ligi, gdzie nie muszą biegać – bo w La Liga każdy biegnie, nie ma wyjątków. Ale powiem wam coś – fajnie jest sobie pomarzyć. Takiego obrońcę to bym osobiście wziął na opaskę kibica numer jeden. Tylko realnie patrząc, to bardziej realne jest znalezienie kogoś w lidze rosyjskiej, kto wczoraj jeszcze kopał piłkę w PFL, a jutro w naszym klubie będzie wyglądał jak okręt flagowy. Bo tam jeszcze są faceci, którzy rozumieją, że obrona to nie wyścig, tylko budowanie muru – i czasem ten mur buduje się z samych cegieł bez żadnej magii z La Masii.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej, aleście wczoraj wesołą bandę zebrali jakby zamiast kibiców to do kliniki „radość życia” trafiali 😄 zaraz wam powiem, skąd biorą się te bajania o hiszpańskich dryblandach, co to niby mają grać tak, że w połowie własnego pola odbierają piłkę i jeszcze dają asystę. znam takiego jednego, co u nas w Gdańsku grał, jeszcze za czasów gdy piłka była cięższa i nogi miał cięższe – nazywał się Tomasz Kłos. nie żaden Hiszpan z marzeń, tylko typowy polak z treningu obrony, co to wiedział, że jak się rusza to jest słaby punkt. ten facet potrafił stać w miejscu jak słup, a jak już musiał ruszyć, to tylko po to, żeby oddać piłkę albo zablokować atak. i co? wygrał z nami mistrzostwo, pamiętacie? właśnie dzięki temu, że nie fantazjował na środku pola tylko od razu reagował i zagrywał bez głupot. wy teraz mówicie o dryblingach, refleksach, nogach jak żurawie… a ja wam powiem, że ten facet co naprawdę potrafi „odebrać piłkę połowę pola”, to taki, który najpierw wie, co robić, jak tylko przeciwnik ma piłkę przy nodze. nie trzeba do tego hiszpańskich bajek ani kursów z bukmachera. wystarczy, że facet umie myśleć głową i nie uciekać z pozycji, jakby mu ktoś wpuścił ogień pod dupę. i jeszcze jedno – Rublów nigdy nie potrzebował hiszpańskich cudów, bo mamy własną szkołę. wystarczy, że patrzymy na naszych obecnych zawodników: kiedy trzeba, potrafią uciąć kontrę w połowie boiska, zatrzymać się i zagrać podanie wprost do napastnika. nie ma w tym żadnej magii, tylko solidna robota. a jak ktoś myśli, że suchy hiszpański snajper z rezerw Realu Sociedady będzie lepszy od naszego chłopa, co to grał w Ekstraklasie i wie, co to walka, to chyba zapomniał, jak to wyglądało, jak przychodził jakiś zagraniczny „talent” i po trzech meczach już szukał innego klubu, bo nie nadążał z tempem. tak więc nie marzcie o hiszpańskim dryblancie – marzcie o kims, kto wie, co to obrona, kto nie ucieka przed odpowiedzialnością i kto rozumie, że połowa pola to nie jest miejsce do robienia numerów, tylko do blokowania drogi do bramki. a jak jeszcze taki facet będzie miał uśmiech jak Adam, to wam go osobiście przedstawię na następnym meczu 😉Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, a kto wam tu wmawia, że obrona to jakiś wyścig z klasykiem? Takiego fiata na kółkach byście nie kupili do naprawdę auta, a teraz ściągacie hiszpańskiego trabanta co niby ma jeździć jak ferrari? Patrzcie, miałem wczoraj taką sytuację przy grillu u kumpla – facet w telewizji oglądał mecz swojego ulubionego klubu z niższej ligi, i tam jeden obrońca właśnie tak zrobił: stał, nie ruszał się jakby był przyklejony do betonu, a jak tylko przeciwnik oderwał piłkę, to mu ją od razu odjął półtora pola od bramki i posłał kontrę tak precyzyjnie, że napastnik nawet nie zdążył zareagować. I co? Ten obrońca to był Polak, z naszej ligi, grający w klubie z niedaleko Poznania – nie hiszpański snajper z La Masii, tylko chłop z myślą w głowie. I wiecie co było najdziwniejsze? Wszyscy kibice na trybunach zaczęli klaskać jakby to była jakaś magia, a ten facet tylko wzruszył ramionami i dalej stał jak mur. To jest właśnie to, czego nam brakuje – nie refleksy jak u ćmy po kawkach o 5 rano, tylko facet, który rozumie grę i wie, że obrona to nie biegać jak oszalały, tylko myśleć szybciej niż przeciwnik. A jakby jeszcze miał uśmiech Adama, tobyśmy go chyba obsypali ciasteczkami, żeby nie odleciał nam zbyt daleko 😂🤡Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, no to teraz się zebraliście jakby komuś w telewizji włączyli "M jak miłość" w tle i czekacie aż ktoś wam wlezie w dupę z jakimś superobrońcą spod Barcelony. Ale wiem jedno – gdybym miał na trybunach zobaczyć faceta, co to nie drgnie nawet jak mu kontrę puszczą, a na dodatek jeszcze pięknie zagra, to ja bym chyba od razu padł na kolana i zaczął śpiewać "Boże, co to za obrona!". Ale serio, posłuchajcie mnie – ja znam takich dwóch w Trójmieście, co to grają w amatorskiej lidze, i naprawdę fajnie się patrzy. Jeden z nich, ten wyższy, ma taką zasadę: "Jak mam dryblować, to tylko jak ktoś mnie spycha za pole karne, bo tam się już godzi". Resztę czasu stoi, patrzy i odbiera. I wiecie co? Z tymi dwoma przez pół sezonu nikt nie wstrzelił nam gola z dystansu – bo oni po prostu wiedzieli, że jak dasz strzał z półmetka, to masz pewniaka, że nie doleci. Tylko że problem jest taki, że obaj mają po czterdzieści lat i na razie nikt ich nie chce kupić, bo "za starzy". A ja wam mówię – nie chodzi o wiek, tylko o to, czy facet rozumie, że obrona to nie sprint, tylko gra w szachy z przeciwnikiem. Tyle że naszym działaczom się wydaje, że jak zapłacą milion, to się z automatu zrobi taki mur… tylko że milion zazwyczaj idzie na kontrakt dla kogoś, kto potem w trzech meczach schodzi z boiska z siniakiem wielkości melona. Więc albo znajdziemy takiego Adamowego uśmiechu chłopa w Ekstraklasie i go ściągniemy, albo poczekamy, aż w naszych młodzieżówkach w końcu wyrosną tacy, co nie będą fantazjować jak oszalałe kurczaki. Bo póki co, marzenia marzeniami, ale realne to to, co widzimy na boisku.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, a wy w ogóle pamiętacie Stasia z Żywca?! Ten facet to był chodzący argument „połowa pola” jeszcze w latach 90! Miał takie podejście, że jak przeciwnik wychodził na kontrę, to on już stał pod ich atakiem jak na warcie. I nie no, nie gadałem, nie uciekał – dosłownie blokował całe skrzydło sam! Raz taki jego występ zobaczyłem na własne oczy: piłka leci do napastnika, on wyskakuje z nikąd, odbiera mu ją 25 metrów od naszej bramki i od razu zagrywa do napastnika w ataku… który strzelił gola! Wszyscy kibice stali jak wmurowani, bo nikt nie wiedział, jak on to zrobił – przecież był „tylko” obrońcą z jakiejś regionalnej ligi! I teraz co? Mamy latać po całym boisku za hiszpańskim dryblantem, który jak dostanie piłkę, to zaczyna robić salta między nogami? Nie ma mowy! My chcemy chłopa, co to wie, że jak stoi w miejscu i patrzy na przeciwnika, to on nie ma szans na przejście – bo ten chłop nie da się wyprowadzić z równowagi! I tyle. Ani żadnej magii, ani żadnych bajek z La Masii. Po prostu facet, który rozumie, że obrona to nie wyścig, tylko mózg i pozycja. A jak jeszcze ten facet będzie miał uśmiech Adama, to ja mu osobiście zrobuję transparent „NAJLEPSZY OBRONCA WSZYSTKICH CZASÓW DLA RUBLOWA!” i powieszę na trybunie 🔥💪😂Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, chłopaki, a jak tu nie westchnąć, że wszyscy nagle jesteście trenerami na trybunach, co to to mieli wiedzieć lepiej od samego trenera Rublowa? Słuchajcie, ja tu przez trzynaście lat kibicowania widziałem tyle "pewniaków", którzy mieli być zbawcami drużyny, a potem lądowali na ławce rezerwowych w piątym meczu. Takie obrońce "na pół pola" – fajnie sobie wymyślić, ale kiedy ostatnio widzieliście w naszej lidze obrońcę, który odbiera piłkę półtora pola od własnej bramki i robi z niej asystę? W ekstraklasie to jest mniej więcej tyle co szansa na znalezienie nosa we mgle. I jeszcze jedno – a niby skąd niby mamy brać takich cudotwórców? Hiszpania to kraj, gdzie każdy trzeci zawodnik ma na koncie sześć lat w La Masii, ale jak przyjadzie do ligi, gdzie naprawdę się biją, to okazuje się, że ten drybling to bajka sprzedawaną na placu zabaw. Pamiętacie Chumę z Barcelony? Ten facet miał nogi jak żuraw i drybling jakby grał w koszykówkę, a potem trafił do Chińskiej Ligi i tam się rozpuścił jak lody w lipcu. A wy tutaj marzycie o tym, żeby taki gość był naszym "stalowym murem z uśmiechem"? No przecież jakby taki hiszpanik trafił do Rublowa, to już pierwszego meczu byśmy go zagrali jako defensywnego pomocnika, bo normalny obrońca by go rozszarpał na strzępy. A co do tej historii o Kłosie – no fajnie, facet był solidny, ale to nie był typowy obrońca "na pół pola". Kłos ruszał się, ale wiedział kiedy. Tych, którzy naprawdę nie ruszają się z miejsca, to ja wam powiem, że w naszej lidze to praktycznie wymarły gatunek – albo są za starzy, albo za młodzi i marzą o dryblingu. I w sumie trudno się dziwić, bo w polskiej mentalności jak facet nie biega, to się go nazywa "leniem", a jak biega bez sensu, to "pracowitym". I jeszcze ten wasz Kasiański z amatorskiej ligi – no super, gratuluję, że macie amatorów, co to grają jakby mieli narkozę w żyle, ale na meczach Rublowa to chyba nie to będziecie oglądać. Amatorzy są fajni na niedzielne popołudnia, ale na stadion, na który przychodzi się po męczeństwo, nie? A jakby takiego zawodnika ściągnąć do naszego klubu, toby go przeciwnicy rozłożyli na łopatki w pierwszej połowie, bo nie nadążałby za tempem – niby stał, ale myślałby w innym wymiarze czasowym. No i ta historia o Stasiu z Żywca – no oczywiście, że fajnie było patrzeć, jak facet blokował skrzydło, ale to była inna epoka, inna liga, inni przeciwnicy. Teraz w momencie, jak piłka leci do skrzydłowego, on już startuje sprintem zza pleców – i to jest właśnie ta różnica między marzeniami a rzeczywistością. Więc póki co, marzmy sobie o hiszpańskich sucharach, ale realnie patrząc, to jak znajdziemy kogoś, kto umie stać w miejscu i nie dać się wyprowadzić z równowagi, to już będzie sukces na miarę mistrzostwa. Tylko niech mi ktoś powie, gdzie takich cudotwórców szukać – bo ja osobiście wolę postawić na sprawdzonego typa z ekstraklasy, który może nie ma uśmiechu Adama, ale przynajmniej wie, gdzie stoi jego bramka.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
ej, no ale wy tam w ogóle chcecie porównywać naszych graczy do hiszpańskich snajperów jakbyście zapomnieli, jacy obrońcy u nas kiedyś grali – a ja wam powiem, że ja jeszcze pamiętam tamten mecz z Legią, gdy mieliśmy takiego chłopa w obronie, co to dosłownie ściągał przeciwników z boiska pół pola od naszej bramki i jeszcze marudził, że mu się nie opłaca biegać! facet miał nazwyisko jak cegła – Kowalski Stary, grał w tamtych latach jakby miał wpięte hamulce ręczne, a i tak nikt nie mogł mu wejść na pole karne bez biletu wstępu. nie no, nie hiszpan z kartonu, tylko typowy krakowianin, co to wiedział, że obrona to nie sprint, tylko precyzyjne ustawienie – i wiecie co? w tamtym sezonie puściliśmy tylko pięć goli przez cały rok, bo on po prostu stał tam jak ten słup ogłoszeniowy i przeciwnik musiał się jakoś specjalnie wysilać, żeby do niego dotrzeć. i teraz co? my mamy teraz gadać, że taki dryblant z rezerw Barcelony byłby lepszy? takiego to bym nawet na trening nie wpuścił, bo facet by się tak schrupał z nadmiaru adrenalinowych skoków w miejscu, że na drugi tydzień poszedłby na zwolnienie lekarskie z powodu "nadmiernego entuzjazmu ruchowego". a co do waszego VARMastera, co to mówi o tym, że niby takich obrońców nie ma – no to ja wam powiem, że takich jak nasz Kowalski to w Polsce jest pełno, tylko nikt ich nie widzi, bo patrzy na nich jak na relikt przeszłości. pamiętacie tego gościa z Radomia, co to grał w trzeciej lidze i potrafił zatrzymać kontrę w połowie boiska, a jak już ją zatrzymał, to zagrywał tak, że napastnik nie miał szans? i co, miał hiszpański paszport? nie, miał buty wiązane na podeszwie i worek wstydu na twarzy za każdym razem, jak przeciwnik próbował go ominąć. więc ja wam mówię: marzyć oczywiście można, ale nie o hiszpańskich sucharach, tylko o chłopie, co to wie, że jak się stoi w miejscu, to przeciwnik nie ma szans – i taki facet nie musi mieć uśmiechu Adama, bo uśmiech to rzecz drugorzędna, jak się wie, co się robi. a jak jeszcze będzie miał te uśmiech, to super, ale bez tego też da radę. i jeszcze jedno – jakby ktoś chciał takiego obrońcę ściągnąć, to proszę bardzo, niech szuka w naszej ligi, bo tam są tacy, co to grają jakby mieli za sobą dwadzieścia lat w kopalni – nie ruszają się bez powodu, ale jak już muszą, to biją z całej siły. tyle wystarczy.
-
ej, ale wy mi tu teraz cofnijcie się trochę, bo ja wam coś powiem o tym hiszpańskim pomyśle, który to zawsze jakoś wygląda na papierze tak świetnie… a potem ląduje w szufladzie z napisem "nie zdążyliśmy, bo przecież jeszcze się nie skończył termin transferowy". pamiętacie tego gościa z Murcia CF, co to niby miał być następny Sergio Busquets? facet przyjechał do nas z takimi chwałami, że niby odbiera piłki po połowie boiska, a tuż po pierwszym treningu zapytałem go, jak ma na imię – a on na to, że Antonio. antonio! jakby jego mama miała mu powiedzieć: "synu, idź i zrób z siebie tyle co hiszpański marzyciel". no i co? facet w pierwszym meczu wbiegł za którymś naszym skrzydłowym, a ten mu w połowie boiska odjął piłkę i poszło kontrę pod samą bramkę. i co, Antonio? nic, tylko stał i patrzył jak telenowela się kończy. albo weźmy sobie tego holendra, co to przyjechał w 2018 roku – mówili, że ma drybling jak van Dijk, refleks jak Neuer i wzrok jak sęp. nazywał się… no nie pamiętam, ale na pewno coś długiego i takiego, co się nie da zapamiętać po trzech piwach. facet przez pół sezonu latał po boisku jak oszalały, bo w naszej lidze nie ma litości – albo biegasz, albo cię zjedzą. a ten? raz próbował zrobić drybling przy własnej połowie… i wylądował na ławce, bo ktoś mu piłkę zabrał jeszcze przed linią środkową. i teraz co? poszedł grać do drugoligowego klubu w Austrii i tam pewnie dalej fantazjuje, ale już nikt nie bije mu brawo, tylko kibice przeciwników. a ten trzeci, którego wam przypomnę, to był taki Hiszpan z rezerw Realu Madryt – mówili, że jakby urodził się w Barcelonie, toby zagrał w pierwszym zespole. no i przyjechał, stanął w miejscu, patrzył na kolegów jak na film, a potem dostał czerwoną kartkę w pierwszym meczu, bo kopnął przeciwnika w kostkę, bo ten mu "za bardzo zagrał". nie no, serio – facet nawet nie wiedział, jak się zachować, bo w Madrycie mu pozwalali wszystko, a u nas to w momencie weszli mu w dupę. i co teraz? my tu sobie marzymy o hiszpańskim murze, który niby odbiera piłki w połowie boiska, a zapominamy, że takie historie to się powtarza jak klocki lego w przedszkolu – fajny pomysł na papierze, ale jak przyjdzie co do czego, to facet albo nie wie, jak się ruszać, albo nie rozumie, że w polskiej lidze nie ma litości dla takich, którzy liczą na hiszpańską magię. więc ja wam mówię: marzcie dalej, ale niech to będą marzenia realne, bo czas pokaże, kto się nadaje, a kto wyląduje w puszce z napisem "a coście myśleli, że hiszpan to cudotwórca?". a jak ktoś naprawdę potrafi odebrać piłkę w połowie boiska i jeszcze z uśmiechem Adama na twarzy, to niech ten facet najpierw udowodni, że umie w ogóle dotrwać do końca meczu – bo na razie to tylko marzenia, a ja wam powiem z doświadczenia, że takie cuda to się zdarzają raz na sto lat, i to akurat wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewamy.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.