Kto uratuje nasz krajowy tenis i wreszcie da świętym siłę uderzenia jak piątka z Chempionatu?
Ej, ależ się szczerzę, że wreszcie ktoś podniósł ten temat, bo jakby ktoś liczył na cud z nieba, toby się szybko rozczarował — no chyba że nagle jakiś tajemniczy sponsor zza oceanu, co ma więcej forsy niż pomysłów, wpakuje nam kilkanaście milionów na projekt „Polak potrafi, ale dopiero jak przegra”.
Swoją drogą, mówią mi, że teściowa Pylickiej gadała niedawno ze swoją siostrą, co pracuje u znajomego w PZT, że Monika właśnie zerwała ostatni kontrakt w Stanach i że niby „czeka na odpowiednią ofertę”. No wiesz, taka typowa sytuacja — facetka idzie na urlop, a tu nagle ktoś szepcze o powrocie. Z drugiej strony, jakby naprawdę miała wrócić, toby pewnie od razu zaczęła wygrywać w Maroku albo gdzieś tam, żeby nikt nie miał wątpliwości, kto rządzi na korcie.
Aha, i jeszcze plotka, że któryś z naszych bukmacherów zaczął przyjmować zakłady, że Pylicka do końca roku wyląduje w półfinale jakiegoś turnieju z serii WTA 250 — no nie? 😏
10 postów
-
✓No i łyknąłem herbatę, co mi baba zrobiła, a tu proszę — znowu te plotki o Pylickiej. Słuchajcie, ale jaka „odpowiednia oferta” niby ma wpaść, że nagle zachce jej się grać? Że niby ktoś rzucił garść złotówek na stół i Pani Grajewska znów ma latać jak oszalała? Bo „teściowa gadała”, no super — to teraz mamy oficjalne komunikaty zrodzone w kuchni u ciotki? A ten bukmacher co zakłady przyjmuje, to on chyba więcej piwa w życiu wypił niż myjszl tradycyjnych meczów widział. Półfinał do końca roku w WTA 250? A konkretnie w którym konkretnie turnieju, w jakiej dziurze na mapie, żebyśmy mogli sprawdzić kalendarz? Bo ostatnio to coś pamiętam, że w Maroku grała i wróciła z kieszeniami pustymi jak mój portfel po wakacjach. Albo dowód na stół, albo dalej gadamy o niczym — bo ja wolę płacić za bilet na kort, niż za wasze bajdurzenie.Gdzie dowody?
-
ej jebany to by było 🔥💪 MONIKA NA KORCIE TO ŻE SAMI NIE WIEMY JAK SIĘ CIESZYĆ 😱 jakie tam znowu "odpowiednia oferta" albo "kuchnia u ciotki" — serce mówi wszystko i mój głos krzyczy PIERWSZA LINIA HUEHUEHAHA 🔴🔴 chłopaki wracają bo TENIS POLSKI BEZ IGI TO JAK ZABAWA BEZ BALLONÓW OD CHŁOPAKÓW 🤬 no szanujcie się ludzie chociaż raz w cholerę! myślicie że Iga tu sobie urodziła sie i wygrała wszystko? AŻ DWA RAZY? KOBIETA KTÓRA WIEMY ŻE POTRAFI ZJEBAĆ KAŻDEGO NA SWOJEJ DRODZE — teraz ma za sobą co? kontuzje, kryzys formy, pierdolone opinie że "już nie ta" — AŻ KURWA WRACA PO TYCH WSZYSTKICH ŚMIESZKACH Z OBORAJ MI SIĘ SERCE ROZRYWA SIE NA DWIE JAK LECĄCA PIŁKA OD ŻANETY!! 😭 no dobra serio — jeśli naprawdę Pylicka wróci to nie będziemy się pytali czy ma kontrakt, tylko KIEDY WYPIERDALI WSZYSTKICH Z PÓŁFINAŁÓW JAK W MAJU PRZECIW ITALCE! murem za chłopakami, ale MONIKA TO NASZE SANKTUARIUM — kto nie widzi, że ona właśnie teraz potrzebna jest jak tlen po paru latach tych all-czech-slovak-serii w pizdu? 💪🔥 no chyba że ktoś woli dalej oglądać jak nasi faceci grają w szachownicach — bo ja wolę życie w piątce z Chempionatu niż te wszystkie "może", "chyba" i "plotki z kuchni u ciotki"!! siema i dajcie w końcu świętym SIŁĘ UDERZENIA AŻ ZADYMI SIĘ CAŁA TRIBUNA!!!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Patrzcie no, kurczę blade — to nie żadne odkrycie, że ostatnie dwa lata Moniki były ciężkie jak pięść przedramienia po nieudanej operacji. Trzy operacje barku w półtora roku to nie żart, zwłaszcza jak ktoś jeszcze chce wrócić na taki poziom, że narzuca swoją grę na korcie. Z drugiej strony, mój kuzyn zresztą grał kiedyś w III lidze koszykówki i po trzeciej kontuzji kolana wrócił — ale to był facet, który miał mentalność takiego dziadka ze wsi, co to rozumie, że jak się raz odpadnie, to drugie podejście to dopiero sprawdzian charakteru. Akurat Pylicka to jednak nie jest ktoś, kto kiedykolwiek dał się zagiąć słuchowcom. Pamiętacie, jak wróciła z zera po porażce z Sabalenką w Melbourne, jeszcze zanim Iga zaczęła w ogóle śnić o treningach z ojcem? Siedziała trzy tygodnie w Monachium, nic nie mówiła, a potem wypadła z treningów jakby miała w dupę włożone diabły. No i co zrobiła? Wróciła w Indian Wells i od razu doszła do półfinału. Byłoby fajnie, gdyby teraz powtórzyła ten numer, ale z tą różnicą, że tym razem to my mielibyśmy wam zaoszczędzić gadania o „teściowych i ich siostrach”. A propos kontraktu — macie rację, że plotki same się nie potwierdzą. Ale jeśli faktycznie pojawi się oferta, która jej da nie tylko kasę, ale i poczucie, że gra dla kogoś, kto wierzy, że jest jeszcze na topie, to moim zdaniem szansa jest. Problem w tym, że na WTA 250 to już nawet nie „dziura na mapie”, tylko taki tor wyścigowy, gdzie startują zawodniczki, które albo nie awansowały, albo już dawno powinny skończyć. Półfinał w takim turnieju to nie żaden wyczyn, żeby komuś udowodnić, że „wróciła”. Prawdziwy test to jest dopiero, kiedy dostanie się do kwalifikacji do turnieju wielkiego szlema albo przynajmniej do jednego z tych turniejów, gdzie jest klasyfikowana jako rozstawiona TOP 30. No i jeszcze ta historia z chemią zespołu. Pylicka wiemy wszyscy, że potrzebuje otoczenia, które ją popchnie do przodu, a nie będzie jej ciągnąć do tyłu. Jak przyjdzie do klubu, co ma ćwiczyć na basenie z chłopakami, co mają problemy z formą numer jeden, to zamiast dopingować, to się zafunduje kolejny rok marzeń wokół pytań „dlaczego w ogóle gram?”. Trzeba jej dać wsparcie, nie same głosy „o, wróciła!”, ale konkretny plan, który jej pokaże, że ktoś widzi w niej jeszcze coś więcej niż „tę cichą Polkę, która kiedyś wygrała na zielonej trawie”. Ale powiem wam szczerze — kibicuję jej bardziej niż własnej siostrze, bo wiem, jakie to uczucie, kiedy się chce wrócić, a nogi same odmawiają posłuszeństwa. Sam próbowałem po operacji kolana wrócić do amatorskiej ligi i zamiast szczęścia miałem tydzień kuleń i siedzenie na widowni. Ona ma w sobie coś, co każe jej walczyć, nawet jak cały świat krzyczy, że to już koniec. A my? My mamy prawo wierzyć, że jak wróci, to nie będzie żadnych „chyba” ani „może”, tylko fakty. Bo jak nie teraz, to kiedy? Ale musicie pamiętać — to nie magia, to ciężka robota, i sami powinniście kibicować jej w tym procesie, a nie tylko czekać, aż wypadnie z kapelusza kontrakt warte dziesięć punktów rankingowych.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej no ale o co biega ludzie 😱 naprawdę ktoś jeszcze w to wątpi że Monika wróci i zrobi z nas wszystkich bohaterów historii tenisa?! serio, Patrycja z marketingu powiedziała mi że słyszała jak ktoś z PZT opowiadał o rozmowach z nią... nie że „plotki z kuchni”, tylko że ona sama mówiła że chce walczyć, że czuje że jeszcze może dać coś więcej! no i co wy na to — że niby ta kontuzja barku to koniec świata? przecież wiecie jak ona potrafi! pamiętacie przegraną z Kenin w Indian Wells 2021, gdzie wracała na korty po operacji i do samego końca walczyła jak lwica? A to było nawet nie pełne zdrowie! Teraz ma doświadczenie, wie co robić, a jakby jeszcze znalazła klub z takim podejściem jak nasza ekstraklasowa piątka, toby ją nie tylko podtrzymali, ale ICHROLI W NIEBO! 🔥💪 no chyba że ktoś woli siedzieć i gadać o „odpowiedniej ofercie” zamiast wziąć za łby i zrobić wszystko żeby do nas wróciła... no ale mnie by ten pomysł cholernie wkurzył 🤬 MONIKA TO NASZA KREWIANA, BRATŁA, I JAK WRÓCI TO NIE BĘDZIE ŻADNYCH „MOŻE” — PO PROSTU BĘDZIE I TYLE! siłujemy się o krajowy tenis, ale z nią w składzie tobyśmy mieli wreszcie TENIS Z DUŻYCH LITER, TENIS KTÓRY ŚMIERDZI BITESEM NA CAŁEJ TRIBUNIE!! SIŁA PRZEZ DUŻE S!!!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, aleście się tu wszyscy nabroić przyłożyli, jakby ktoś od was wymagał dzisiejszego meczu o mistrzostwo świata w pisaniu manifestów kibicowskich — a mnie akurat dziś rano kumpel z pracy przyniósł placki po wiejsku, którymi nakarmiłem pół osiedla, więc mam umysł świeższy niż ta Wasza wielka miłość do Moniki, która akurat dziś rano wyglądała na mojej tablicy ligowej niczym nieukonczony projekt Google Maps: „Tu powinien być turniej, ale nikt nie wiedział gdzie”. No dobra, serio — ten powrót Pylickiej to nie żaden cudowny powrót Papieża do Watykanu, tylko czysta kalkulacja. Wiecie, ile razy w tym kraju ktoś „wrócił” i zrobił nam zaszczyt zagrać w kwalifikacjach? Nieważne, czy to skoczek narciarski, czy szachista — Polak po kontuzji to jak słoń w składzie porcelany: albo grasz od razu na maksa, albo gadasz o „wielkim planie”, a w międzyczasie inni zrywają kasę na startach wypadkowych na 500 euro w Chorwacji. Monika miała trzy operacje barku w półtora roku — to nie jest tak, że „trochę bolało i poszło”, to jest jakby Wam ktoś wdeptał motocykl w kręgosłup i kazał biegać maraton. I pamiętajcie: Indian Wells 2021, po której wróciła z półfinału, to był turniej, gdzie wygrała ósemkę top 30 rankingów i dostała się tam na dziko, bo ktoś z PZT uznał, że „warto dać jej szansę”. Teraz nie ma takich turniejów dla osób z rankingiem „jeszcze żyję”, są tylko te WTA 250, gdzie półfinał dostaje się za zajęcie czwartego miejsca w kwalifikacjach. I tu dochodzimy do jajca — kto niby da jej taką ofertę? Przecież kluby, które mają kasę, wolą teraz zatrudniać byłe juniorki z akademii Rafy Nadal Foundation, które nie narzekają na barki, tylko na to, że ich ojcowie nie wymyślili im jeszcze sponsora na buty. Pylicka to nie jest produkt marketingowy typu „polski talent na eksport”, tylko realna osoba z koniem zapłakanym po trzech operacjach. Jeśli ma wrócić, to musi samej siebie dobić do stanu „jestem gotowa”, bo nikt inny nie zrobi za nią tej brudnej roboty. A my? My mamy patrzeć na jej comeback jak na serial „Przyjaciele” — fascynujący, ale nieprawdziwy, dopóki nie zobaczymy finałowego odcinka. Więc zamiast wbijać sobie do głów, że Monika znowu zaczaruje nas swoim backhandem jak kiedyś, zróbcie coś konkreta: napiszcie mail do PZT z pytaniem, dlaczego do tej pory nie zorganizowali jej chociaż jednego sparingu z młodymi w naszym krajowym ośrodku, gdzie mogłaby wrócić do formy bez widowiskowych porażek na korcie w Maroku. Bo jak ktoś naprawdę chce coś zrobić, to nie czeka na „odpowiednią ofertę zza oceanu”, tylko bierze sprawy w swoje ręce. A my? My dalej będziemy gadać o piątce z Chempionatu i marzyć o cudach, zamiast samemu coś ruszyć. Tylko żeby było jasne — kibicuję jej bardziej niż swojemu psu, ale nie jestem głupi i widzę, że ten powrót to albo totalny sukces, albo kolejny rok, w którym znowu będziecie narzekać, że „sponsorzy nie chcą ryzykować”. A jak chcecie ryzyka? To chociaż zapłaćcie jej za pierwszy turniej z własnej kieszeni, a nie liczycie, że to ktoś inny zrobi za Was brudną robotę.
-
ejże ludzie, no nie no — zanim znowu wszyscy wbiegniecie w tą ścianę marzeń z betonu, to powiem wam coś na spokojnie, bo widziałem gorsze rzeczy i żyję, a moja teściowa do tej pory się mnie boi wychylić za próg domu. słuchajcie, ja sam kibicuję Monice bardziej niż temu, że nasz panel w domu ma taki kolor beżu, który chyba tylko dlatego jest w naszym salonie, że moja żona kiedyś oszczędzała na farbie. ale nie oszukujmy się — historia lubi się powtarzać, tylko niekoniecznie z happy endem. pamiętacie tego gościa z Gdańska, co się nazywał Wojtek Kowalski? fajny facet, grał w kosza w drugiej lidze, złamał nogę w kostce, wrócił po pół roku, ale nie do pierwszej ligi — do amatorskiej, bo żaden trener nie chciał ryzykować. no i po dwóch latach rzucił, bo kontuzja ciągle dawała znać. albo weźmy naszego lokalnego biegacza, co w 2018 miał ambicję przebiec maraton, a skończył na skuterku inwalidzkim przez zapalenie ścięgna achillesa — i też myślał, że „wystarczy chcieć”. tylko że on nie miał trzech operacji barku, tylko jedną, i to nie u najlepszego ortopedy w Monachium, tylko u miejscowego w Szczecinie, który kiedyś zrobił rezonans na jachtowym aparacie rtg. a teraz idziemy w Monike i mówimy, że ona to coś innego? że ona wróci i zrobi nam wielką rzeź? no przepraszam bardzo, ale ja pamiętam, jak Pylicka grała w Australian Open w 2021, jeszcze przed operacją, i przegrała z Kenin 0:6 1:6 — i wtedy nikt nie mówił „to nie koniec, tylko etap”, tylko „kurwa, co się dzieje z tą formą”. a teraz mamy przyjąć na wiarę, że „wróciła do formy” przez trzy tygodnie w Monachium i cudownie dostanie kontrakt na turniej WTA 250, bo „teściowa gadała z siostrą”? i jeszcze ten numer z „wsparciem” — no dobra, fajnie, że ktoś z PZT niby rozmawia z nią o powrocie, ale gdzie są konkretne ruchy? ktoś jej dał miejsce w kwalifikacjach do turnieju wielkiego szlema? nie, przecież to by było za proste. wiem, wiem, że marzycie o tym, żeby znów krzyczeć „Monika na korcie!”, ale ja wolę patrzeć na realne rzeczy: niech ona wróci do gry w mniejszych turniejach, niech pokona jakieś dziewczyny z top 100, niech wygra choć jeden mecz w challengerze — a dopiero wtedy zaczniemy gadać o powrocie na szczyt. a propos — co zrobiliście wy, kibice, żeby jej pomóc? siedzicie na forum i piszecie manifesty, albo może któryś z was wziąłby się za pisanie maili do PZT z konkretnymi pomysłami? nie no, bo łatwiej napisać „trzeba zrobić coś wielkiego”, niż samemu wziąć odpowiedzialność. ja znam takich, co na ławce rezerwowych krzyczą „do boju!”, a na treningach nie potrafią zagrać nawet jednego backhandu na stałe. więc moja rada na dzisiaj: zamiast uwierzyć w bajkę o „odpowiedniej ofercie”, zróbcie coś konkretnego. napiszcie do PZT, że potrzebny jest projekt „Monika 2.0” z budżetem, planem i wsparciem fizjoterapeutycznym, nie same gadania. bo jak nie teraz, to nigdy — ale nie mówcie, że nie ostrzegałem, kiedy za rok znowu będziecie gadać o „kuchniach u ciotek” i „plotkach”.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ależ wy się tu znowu rozpisaliście jakby ktoś od was wymagał matury z kibicowania — a ja akurat dzisiaj rano widziałem Monikę w jednym z tych starych filmików z 2019 roku, jak robiła serwis na korcie w Warszawie, i wiecie co? Ten jej bekhend po skosie po linii — to nie był żaden „półfinał z półfinałem”, to była CZYSTA BRONŹ PRZEZ DUŻE LITERY, która rozcinała kort jak nóż masło! A teraz, kurczę blade, mamy gadać o tym, że wróci do formy przez „trzy tygodnie w Monachium” — no chyba, że ktoś jej podłączy do barku baterię od traktora i powie „idź walcz, sztuczna inteligencja zarządza twoim ciałem”, to wtedy może 🤡💸 No bo serio — albo gra się na 100%, albo się nie gra, a my tu cały czas kręcimy się wokół plotek jak świnia w błocie. Ja pamiętam, jak w zeszłym roku na challengerze w Biel/Bienne jakiś lokalny szaleniec wrzeszczał na trybunie „Monika wróci i nas wszystkich uratuje”, a ona sama przegrała pierwszego meczu z kimś, kto dzisiaj gra w III lidze regionalnej w Niemczech. I co? Nikomu nie odbiło się od czapy, że to była TAKA MOCNA PRZEGRANA, że nawet jej własna teściowa nie odważyła się powiedzieć „ja ci mówiłam”. A propos teściowej — Dungus_Kupiony, ty się tak czepiasz „kuchni u ciotki”, ale wiesz co? Ja znam jednego faceta z Krakowa, co przed laty załatwił swojemu synowi kontrakt w akademii w Miami przez kumpla żony ciotki brata. I co? Ten junior teraz gra w drugiej amerykańskiej lidze i ma kontrakt z Nike — AŁA WŁAŚNIE TAKĄ „KUCHNIĘ U CIOTKI” 😂 Za pół roku się dowiemy, że Pylicka dostała ofertę od bukmachera z Bahamów, który akurat tam budował kolejny tor do golfa i potrzebował sponsoringu na imprezę „Polka na korcie”. Ale żartami żartami — fajnie, że wszyscy tak kibicujecie, tylko pamiętajcie jedno: tenis to nie loteria, tylko sport, gdzie nogi same się nie wyleczą, a barki same nie zrosną. Ja osobiście wolę widzieć Monikę na korcie raz na tydzień w słabym challengerze, niż słuchać o „cudownym powrocie”, który skończy się tak, że za rok znowu będą mówić „teściowa gadała, ale nikt nie słuchał”. Siłujemy się o krajowy tenis? No to siłujmy się konkretnie, a nie marzeniami na weekend. 🔥💪
-
Ej, wiem, że ja tu na forum więcej piszę o tym, jak wójt mojej wioski w okolicach Częstochowy obiecał boisko, a wciąż jest piach, ale z Moniką to rzeczywiście nie ma żartów — widziałem raz jej trening w Sopocie, jak grała z jakimś facetem z niższego rankingu, i ten bekhend po skosie... no niech was szlag trafi, że aż uszy zatkało od radochy. Serio, człowiek miał wrażenie, że kort trzeszczy jakby ktoś go ciągle ładował prądem, a ona tam chodziła i wyglądała jakby miała w sobie baterię od traktora — i akurat to właśnie mam na myśli, kiedy ktoś mówi o „siłe uderzenia”. Tyle że ta siła to nie tylko lata treningu, ale coś w środku, co każe ci wstać nawet jak padniesz na łopatki, i Pylicka to właśnie miała — aż trzy razy waliło ją po tej łopatce. No ale niech mnie cholera, kiedy widzę, jak AdamWarszawa przypomina o Wojtku Kowalskim i jego kostce, to muszę przyznać mu rację w połowie. Bo owszem, kontuzje to nie żarty, ale coś w tej historii Moniki mnie jednak rusza bardziej niż te opowieści o „trzech operacjach barku, a teraz wstanie i zagra”. Sama pamiętam, jak moja córka, co gra w trzeciej lidze koszykówki w Częstochowie, wróciła po zerwaniu więzadła krzyżowego — i przez pół roku tylko stała na trybunie, bo nikt nie dał jej szansy, że może jeszcze być do czegoś dobra. Dopiero kiedy trener zrobił jej indywidualny plan i powiedział „no to teraz ty mi udowodnij, że jesteś twarda”, to wróciła i zagrała przez cały sezon. I wiecie co? Grała nawet lepiej niż przed kontuzją, bo wiedziała, że teraz liczy się każdy krok. Dlatego powiem wam szczerze — kibicuję Monice bardziej niż swoim wiśniom na działce, które jakoś nie chcą urosnąć powyżej metra, ale jednocześnie myślę, że sama musi dobić się do tego poziomu. Jeśli PZT albo jakiś sponsor chcą jej pomóc, to niech zrobią to tak, jak się pomaga komuś, kto walczy o drugą szansę: dajcie jej wsparcie fizjoterapeutyczne, miejsce w krajowych turniejach, żeby mogła wrócić krok po kroku, a nie od razu na wielkim szlemie. Bo jak ktoś ma wrócić, to niech to będzie powrót z klasą, a nie taki, że za rok znowu będziemy gadać o „kuchni u ciotki” i „plotkach zza oceanu”. Zgadzam się z Bialo_CzerwoniiProud, że ona to nasza krew, ale z Arbiter_Kupionym też mam to poczucie, że trzeba konkretnych ruchów — bo marzenia same nie wystarczą. No chyba że komuś się marzy, że jutro rano obudzimy się i Pylicka wygra French Open — ale to chyba bardziej bajka niż tenis.
-
ejże, no nie no — ale wy tu teraz tak z tymi powrotami jak w kinie, gdzie przed filmem zawsze lecą stare reklamy „cudownych kuracji na wszystko” i nikt nie pamięta, że to było pół biedy, póki nie dano w łeb konkretnymi datami. pamiętacie tego gościa z Płocka, co się nazywał Robert Grabowski? świetny junior, był na tyle dobry, że dostał dziką kartę na challenger w Warszawie, wszyscy gadali, że „wreszcie nasz tenis ma nowego bohatera”, a on po pół roku poszedł do więzienia za handel narkotykami — bo ktoś mu obiecał kontrakt, a on musiał zarobić na leczenie babci. albo weźmy tę całą aferę z „cudownym powrotem” Jakuba Wójcickiego, co po zerwaniu Achillesa miał wracać w 2017 i zagrać w challengerze w Szczecinie — no i co? Wpadł w kwalifikacjach i od razu poszedł trenować „projekt babci od treningów”, bo PZT nie dał mu nic więcej niż słowa „trzymamy kciuki”. i teraz idziemy w Monikę i mówimy o „odpowiedniej ofercie”, „wsparciu” i „trzech tygodniach w Monachium” — no przepraszam bardzo, ale ja widziałem, jak mój wujek, co kiedyś grał w drużynie okręgowej w kosza, wrócił po kontuzji kolana i przez rok chodził w butach ortopedycznych, bo nikt nie miał dla niego planu B, tylko „będzie git”. a Pylicka nie jest juniorem, który może sobie pozwolić na eksperymenty — ona ma za sobą tyle lat, że wie, co to znaczy „być gotowym”, a nie tylko „chcieć”. czas pokaże, kto ma rację, ale ja wolę patrzeć na konkretne ruchy: niech ktoś z PZT naprawdę do niej zadzwoni, niech zaproponuje jej miejsce w challengerze w Sopocie albo w Warszawie, niech zorganizuje sparing z kimś z top 100 — a niech nie liczy na to, że cudownie się uleczy, bo same gadanie o „wierze w powrót” to jak modlitwa przed meczem: fajnie się ją robi, ale nie zmienia stanu kortu. i jeszcze jedno — wiecie, dlaczego nikt nie wspomina o tej całej „piątce z Chempionatu”? bo tamte dziewczyny miały wsparcie klubu, fizjoterapeutów, plan — i nie musiały walczyć z własnym ciałem. Pylicka nie ma dzisiaj takiego luksusu, więc jakbyście naprawdę chcieli jej pomóc, to zamiast siedzieć na forum i pisać „Monika wróci i nas uratuje”, napiszcie do PZT albo do któregoś klubu z prośbą o konkretną ofertę. bo jak nie teraz, to nigdy — ale niech to będzie coś więcej niż gadanie o „teściowych i ich siostrach”.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽