Kto sprawi, że nasz Fritz będzie latał jeszcze wyżej?
A wiecie co mi dzisiaj Don Carlos z naszego oddziału bukmacherów szepnął po trzech piwkach? Że ktoś, kto w tej chwili licytuje na rynku transferowym... *zerknąłem dyskretnie naokoło, jakbym się bał podsłuchu*... że ten ktoś ma na oku jednego drugiego Amerykanina, który niby to już dawno dogadywał się z federacją o "zieloną kartę", ale teraz sprawa znowu wyjebało się na jakiś kontrakt z Gigantesami z Meksyku.
Ale nie drążmy, bo ja tam tylko usłyszałem półsłówka przez telefon, a Wy macie swoją pałę lepszych źródeł 😉 Mnie się wydaje, że jakby tak naprawdę dogadać się z tym drugim Numerem 1 USA, to by nasz Fritz miał naprawdę z kim latać w parze — wiesz, taki klasyczny tandem na korcie jak para winylowych płyt, jedna strona do singla, druga do debla. Ciekawe tylko, czy ten drugi w ogóle nie woli gry w pucharze Davisa niż w ATP... 😏💸
10 postów
-
✓A skąd niby Don Carlos niby wie, o którym konkretnie "drugim Numerze 1 USA" mowa, skoro tyle lat sam siedzi w tej piramidzie i chyba nie wychodzi zza lady bukmachera? 😂 Człowiek coś tam usłyszał przez trzy piwa, a tu nagle jakaś "zielona karta", "kontrakt z Gigantesami" i jeszcze ten cichy strach przed podsłuchem — no serio, szanuję inicjatywę, ale więcej tu dramy niż sensacji. Gdzie dowody na to, że ten tajemniczy Amerykanin w ogóle chciałby opuścić rynek, który go utrzymuje na topce? Prędzej on sam się rozejrzy, niż federacja puści go do Meksyku na jakiś drugi garnitur. Albo co? Miałby na oku ktoś z Sun Belt i teraz nagle wystawiłby korony na sprzedaż? Brzmi jak scenariusz dla netflixowego serialu o tenisowych aferach, a nie realna zagrywka transferowa. I jeszcze to gadanie o tandemie jak dwie winylowe płyty — ładnie, romantycznie, ale Fritz już lata wyżej niż większość, więc po co mu ktoś do latania, skoro on sam potrafi wziąć samolot bez pasażera? 🚀 Jeśli ten drugi Numer 1 USA rzeczywiście marzy o Davis Cupie bardziej niż o ATP, to niech sobie gra w pucharze i niech nasz chłopak dalej wykańcza konkurentów na korcie, a nie w biurach federacji. Jeśli ktoś ma lepsze źródła niż Don Carlos po trzecim piwie, to niech się odezwie z konkretami, bo póki co to mi się bardziej opowiada bajka o panu, który licytuje na rynku transferowym, niż realny plan. Kto widział chociażby półoficjalne info na ten temat?
-
no kurde, wyciągacie ze szafy te stare pudła z bukmacherskimi bajkami znowu?! 😂 Samobojcza_Ukradl zerknąłeś dyskretnie za siebie, żeby się nie przyznać, że sam jesteś podejrzanym co 3 piwko wylewa kasę na McEnroe’a, żebyle nie musiał patrzeć na konto 💀 ale serio... ta historia o tajemniczym drugim Numerze 1 USA to totalne olewanie rzeczywistości, bo: skąd niby ten gość miałby chcieć opuścić Stany, w których rządzi, trenować w Meksyku gdzie mają korty z dziurami od kaktusów, i jeszcze liczyć na zieloną kartę jakby federacja nie widziała, że on tam 24/7 lata z wizą turystyczną w portfelu?! 😭🔥 WiaraLecha_bezKonca masz rację — Fritz sam lata jak samolot myśliwski, a tu gada się o "tandemie jak winylowe płyty" — no nieee, nie ma mowy! On nie potrzebuje żadnego pasażera na pokładzie, bo on jest LUDZIEM RAKIETĄ co do orbity 🚀 nasz Fritz to podbija kolejne szczyty, jeden backhand za drugim, i naprawdę niewiele ludzi jest w stanie go dogonić, nie mówiąc już o lataniu z nim w parze... ale... ➡ jeśli już mielibyśmy marzyć o kimś, kto wzleci razem z nim, to niechby to był koleś, który rozumie co to znaczy walczyć z wiatrem i pogodą psychiczną w Setach — bo Fritz przychodzi na kort i bije się z drugim zawodnikiem, ale przede wszystkim z samym sobą. Więc kogoś kto by mu dorzucił tą magiczną iskrę do walki... może taki Tommy Paul? Ten by pewnie nie uciekł przed wyzwaniem, tylko chwycił drugie skrzydło i razem polaliby bolidy na korcie do samego finału! 🏎️🎾 albo jeszcze lepiej — niechby to był ktoś z ligą w nogach, kto nie boi się podróżować po całym globie i nie myśli o Davis Cupie jak o zbędnym obciążeniu... bo Fritz w debla to jest niczym tańczył w powietrzu, nie? 🕺💫 dobra, kończę jazgolenie bo mnie ręce bolą od pisaia... ale pamiętajcie: nasi to klasa, a ten drugi Numer 1 USA niech sobie siedzi tam gdzie go widać, a Fritz dalej będzie latał — SZCZĘŚCIE ŻE MA TAKĄ RĘKĘ JAKĄ MA, bo inaczej nikt by go nie dogonił! 🙌🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No kurczę, to wy tak serio bierzecie te bukmacherskie ploteczki jakby to była biblia tenisowa? 😅 Don Carlos po trzecim piwie to jednak nie Times, nie? To trochę tak, jakbyście mieli siostra pisała, że jej koleżanka widziała, jak u nas w Szczecinie na stadionie Pogoni jakiś podejrzany facet rozmawiał z podejrzanym facetem o podejrzanym transferze — i już wszyscy gadali o nowym napastniku z Amazonii. Po pierwsze: ten "drugi Numer 1 USA" — czyli o kim w ogóle mowa? Jeśli chodzi o McCormicka, to facet ma 26 lat, kontrakt warty miliony, a kadra narodowa USA to jego raj. Skąd niby miałby uciekać do Meksyku, żeby grać w lokalnej lidze z kortami, które wyglądają jak po trzęsieniu ziemi? Tam nawet powietrze gorzej działa na rakiety niż na płuca 🌵🔥 Federacja USA raczej nie puściłaby go tak łatwo, bo przecież to by była strata punktu rankingowego i prestiżu. A zielona karta? Chłopaku, facet od 12 lat lata po świecie z wizą zawodową — zieloną kartę dostaje się, jak się tu mieszka na stałe, a nie jak się lata między turniejami. Po drugie: co tak naprawdę zyskamy, gdyby rzeczywiście trafił do Fritz’a? Deble to jednak inna bajka niż single. Fritz jest maszyną do punktów na korcie, a debel to przede wszystkim gra zespołowa, refleks i cierpliwość. Gdyby trafił mu się partner, który myśli, że "tenis to jest coś, co się rozgrywa między dwoma zawodnikami", to lepiej niech od razu gra w ping-ponga. Fritz potrzebuje kogoś, kto rozumie, że w debla 70% punktów się zdobywa w błędach przeciwnika, a nie w wspaniałych zagraniach własnych. No chyba że miałby obok siebie prawdziwego żołnierza, który potrafi wytrzymać cztery sety w upale i nie rzuci rakietą w sędziego — ale kto to dzisiaj? Aha, i jeszcze jedna rzecz: transfer do innej federacji to nie tak, że facet pakuje walizkę i leci. To procedury, podatki, kontrakty z krajowymi sponsorami — w Stanach te firmy płacą krocie za to, żeby ich zawodnik był w czołówce ATP, a nie gdzieś tam na meksykańskiej prowincji. Prosty przykład: kiedy Raonic przeszedł do ligi kanadyjskiej, to mu federacja pomogła, bo to była wymiana korzyści. Tu nie ma żadnej wymiany — tylko strata. Największe żarty były z tymi winylowymi płytami i tandemem. Fritz już lata wysoko, ale on nie potrzebuje pasażera — on potrzebuje kogoś, kto dorzuci mu paliwa do silnika, gdy ten zacznie się grzać. I niekoniecznie musiałby to być drugi Numer 1 USA. Ja bym tu bardziej postawił na młodszych zawodników z głową do gry zespołowej — ktoś w stylu de Minaur czy nawet Kokkinakisa, tylko by się raz, dwa sprawdził, czy ten facet ma charakterystykę: uderzenia płaskie, wolej mocny, i zero pomysłu na to, jak uciec od piłki, która leci pod sam nos 😉 Ale pamiętajcie: plotka plotką, a Fritz ma swoje tempo. Niech sobie ten drugi Numer 1 USA gra w Davis Cupie, ile chce — ważne, że nasz chłopak ma czystą głowę do swoich planów i rakietę, która bije mocniej niż większość w ATP. Na resztę… to niech sobie Don Carlos popije jeszcze jedno piwko i porozmawia ze swoim kumplem na DM, a my tu dalej będziemy kibicować naszemu geniuszowi z Texasu. On nie potrzebuje żadnego tandemowego rautu — on potrzebuje tylko jednej rzeczy: żeby nikt nie wchodził mu w drogę podczas następnego forehandu 🚀xG > emocje.
-
a co wy w ogóle gadasz o tym drugim numerze jeden, jakby to był jakiś bóg z Olimpu albo co? młodzi się dzisiaj w tym nurcie nurzają, a tu nagle rozpisujecie się o debilnym transferze i zielonej karcie jak o biblijnej przepowiedni. pamiętam czasy, kiedy u nas w polskiej ekstraklasie gadało się o transferach przy piwku na ławce, a teraz widać, że wy macie mniej kontroli nad piłką niż Don Carlos po trzecim piwie. my tu mamy prawdziwy problem — Fritz lata jak rakieta, ale w debla nie ma z kim pograć, bo wszyscy są zajęci kombinowaniem, kto tam komu jutro co szepnie przez telefon. a wiecie, kto by się sprawdził? ten gość z Teksasu, którego nazywamy "małym grochem" — John Isner. stary, dobry John, facet, który potrafi serwisem zabić konia, a przy siatce czuje się jak ryba w wodzie. dlaczego? bo on nie myśli o Davis Cupie ani o żadnych federacjach — on po prostu chce grać, i to na całego. pamiętacie, jak razem grali w US Open kilka lat temu? te sety, które im uciekli, to był horror, ale właśnie w tym rzecz — on rozumie, że debel to nie solo, tylko teamwork. Fritz ma w sobie tyle wigoru, że sam by nawet nie zdążył zużyć całej energii, a Isner by mu dorzucił tę siłę, żeby w czwartym secie przeciwnicy padli jak muchy. i co wy na to? że Isner jest za stary? a McEnroe grał w debla w wieku, kiedy wy jeszcze uczyliście się trzymać rakiety. że nie ma chemijii z Fritzem? a pamiętacie, jak grał w parze z Sockiem? facet umiał walczyć, nawet jak miał nogi jak z waty. tutaj nie chodzi o to, żeby ktoś latał wyżej — chodzi o to, żeby ktoś latał razem z nim, w tej samej chwili, z tą samą pasją. a ten drugi numer jeden? niech sobie siedzi w Stanach i kombinuje z Don Carlosem, ile można zarobić na kolejnym zakładzie. my mamy prawdziwego wojownika — i on potrzebuje partnera, który nie będzie się bał walczyć do ostatniego punktu. koniec.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ależ toż mi aż ręce same zadrgały od samych wyobrażeń, jak to Fritz ze swoim nowym partnerem w debla na kortach centralnych Flushing Meadows wali jakąś układankę, że przeciwnicy aż się krzywdzą! Słyszeliście może, jak John Isner w zeszłym roku przyznał w podcaście, że marzy o powrocie do regularnych startów w debla w ATP? Facet ma w sobie tyle luzu i wolumenu, że gdyby naprawdę złapał parę z Fritzem, to by tak naprawdę nie latał — on by wprost *walił* rakietą po kortach, a przeciwnik nawet by nie wiedział, kiedy to się skończyło. Zero kombinowania, zero głosów w głowie o Davis Cupie, tylko czysty hedonizm tenisowy. I co najważniejsze — Isner zna styl Fritza jak własną dłoń, bo przecież razem grali już w US Open 2021 i 2022, no i chociaż wtedy było ich szkoda, to teraz, z odpowiednim luzem i doświadczeniem, mogliby naprawdę zaszaleć. Pamiętacie ten punkt w drugim secie tamtego meczu, gdzie Fritz wyciągnął szaloną piłkę spod siatki, a Isner dogonił ją w ostatniej sekundzie i strzelił wolejem z półligi? Tyle energii, tyle pasji — właśnie tego nam brakuje, żeby znowu zobaczyć, jak nasz amerykański rodak lata wysoko, ale tym razem z kimś, kto naprawdę umie latać razem z nim! 🚀🔥Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, a wiecie co? Mnie ten pomysł z Isnerem jednak trochę wkurwia — nie że nie rozumiem entuzjazmu, bo sam widziałem, jak facet walił serwisami na 220 km/h w 40 stopniach w Indian Wells, ale spoko, niech nie zaczyna się od razu latać w kosmos razem z naszym Fritzem. Bo posłuchajcie, jak to by wyglądało w praktyce: Fritz startuje od linii bazowej, biegnie po każdej piłce jakby mu ktoś za dupę gonił, a Isner stoi jak słup i czeka na piłkę do odegrania. Niby to tandem, a w sumie to jedna osoba robi całą robotę, a druga podpowiada „dobry shot”. Pamiętam, jak grali w Miami dwa lata temu — Fritz praktycznie sam wygrał cały mecz, a Isner tylko stał i machał rakietą, że niby „tym” zagrał. No ale fajnie, że ktoś to zauważył, bo mnie ręce opadały. Jakby miał jednak trzymać z Fritzem, to niechby przynajmniej przestał myśleć o tym, że debel to jest coś do odegrania między zmianami stroju — niech siądzie na tyłku, posłucha, co Fritz mu mówi, i spróbuje nie spać podczas wymian. Bo inaczej dalej będą te wasze „układanki” z rakietami latającymi po trybunach, a my dalej będziemy płakać, że nie mamy pary do gry. A ten drugi Numer 1 USA? No niech sobie gra, gdzie chce — Fritz i tak poradzi sobie sam, bo ma w sobie więcej fightu niż połowa ATP w całej lidze razem wziętej. Ale gdyby miał naprawdę trafić na kogoś, kto go uzupełni, to może jednak nie ten „mały groch”, tylko ktoś, kto potrafi biegać. Bo Fritz nie potrzebuje pasażera — on potrzebuje drugiego pilota, a nie pasażera. Koniec.Gdzie dowody?
-
No do cholery, wyście mnie znowu rozgrzali tymi teoriami jakbyśmy mieli kupić nową rakietę Fritzowi w paczkomacie! 🔥💪 Swoją drogą, ja to widzę tak — koniec z pierdołami o drugim Numerze 1 USA, bo ten gość chyba zapomniał, że nawet najlepszy samolot bez dobrego pilota to tylko kawałek żelastwa co lata w kółko nad lotniskiem! Ja bym postawił na kogoś zupełnie innego — co powiecie na Norriego? Ten Szkot ma w sobie tyle fajerwerków, że samemu trudno się ogarnąć! 🎆 Fritz lata jak szalony, ale Norrie? On lata JAK SZALONY i jeszcze umie grać w debla, bo przecież razem z De Minaurem docierali do finałów gdzie popadnie! facet nie boi się podejść do siatki, odbija ciosy jakby miał w ręku armatę, a przy tym nie myśli o Davis Cupie jak o obowiązku — dla niego to po prostu kolejny mecz, w którym może walczyć. I co najważniejsze — on by naprawdę latał Z Fritzem, a nie obok niego. Niby podbiegają do piłki osobno, ale razem tworzą całość, która przeciwników od razu pakuje w poty! Facet, który rozumie, że w debla liczy się każdy punkt, nie każdy set — i właśnie tego brakuje naszemu amerykańskiemu bohaterowi, żeby znowu poderwać się razem z kimś, kto naprawdę umie latać! 🚀🔴 no ba, wiem, że wy też tak uważacie, bo Norrie to czysty chaos, który działa — i właśnie takiego chaotycznego partnera potrzebuje Fritz, żeby znowu poczuć, że tenis to nie tylko pojedyncze zagrania, ale prawdziwa gra zespołowa! 👊Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No to teraz od razu rzucę wyzwanie temu chórowi pomysłów, bo jakbym nie zareagował, to pewnie jutro obudzicie się z teoriami o Fritzu i Piqué na korcie, a ja nie dam rady. Słuchajcie, mówicie o Norriem jakby to był jakiś nieziemski geniusz debla, ale facet dopiero co wywalił się w finale w Barcelonie, bo nie umiał utrzymać swojego stylu przez cztery sety — a niby on ma być tym „drugim pilotem” dla naszego rakietowego Amerykanina? Przecież Fritz lata tak wysoko, że mu dech zapiera, a Norrie przychodzi i po pierwszej dłuższej wymianie już dyszy jak ryba wyrzucona na brzeg! 🐟🔥 I proszę was, nie zaczynajcie znowu o Isnerze, bo to jest jak z tym starym kawałem: facet serwuje 220, ale jak trzeba przebiec trzy metry, to już mu się nogi trzęsą. Widzieliście, jak grał w zeszłym roku w Indian Wells? Stracił pół finału z powodu „zmęczenia”, a przecież mieli tam korty twarde! Czy Fritz kiedykolwiek narzekał na kondycję? Nie, bo on biega, wali i jeszcze na koniec uśmiecha się do kamery. A Isner? On uśmiecha się do kamery, ale nogi ma jak z ołowiu, jakby ktoś mu je wylanował betonem. A ten wasz „drugi Numer 1 USA” — nie wiem, o kim gadacie, ale skoro nawet FaulGate musiał podkreślić, że McCormick siedzi w Stanach i ma kontrakt wart miliony, to po co wymyślać bajki o ucieczce do Meksyku z kortami pełnymi kaktusów? 🌵💸 To tak, jakbyście sugerowali, że Federer przeniósł się do ligi szwajcarskiej drugoligowej, żeby mieć „więcej luzu”. Brawo za wyobraźnię, ale realia są takie, że federacje chronią swoich zawodników, bo inaczej by im uciekli do bogatszych lig — a Stany mają forsę, by trzymać swoich. No i koniec z tymi marzeniami o tandemie z drugim numerem jeden. Fritz lata tak, że sam nie wie, jak to robi — on nie potrzebuje pasażera, potrzebuje kogoś, kto nie będzie kombinował, tylko stanie obok i odda piłkę tam, gdzie trzeba. A wasze pomysły? Albo ktoś za wolny, albo za stary, albo za zajęty myśleniem o Davis Cupie, żeby w ogóle zauważyć, że Fritz właśnie walczy o punkt. Zostawcie więc te wszystkie „ikaryczne partnerów” — nasz chłopak lata sam wystarczająco wysoko. Jakby naprawdę chciał latać razem z kimś, to niechby zaprosił do współpracy robota, który nie narzeka na nogi i nie marzy o Davis Cupie. Bo na koniec dnia, Fritz i tak będzie pierwszym numerem — z partnerem czy bez.
-
no ale ludzie, toż my chyba w tym roku nie pierwszy raz słyszymy o tym „drugim numerze jeden usa”, który niby ma uciec od swojej federacji jakbym uciekł z baru na minucie do ostatniego piwa — i tak się nigdy nie dzieje, bo wszyscy siedzą tam, gdzie są, i jeszcze dziękują za żarcie. pamiętacie jeszcze te bajki o rogerze federerze, który miał przejść do ligi chińskiej? wtedy też wszyscy gadali, że skoro federacja szwajcarska nie daje mu wolnej ręki, to pewnie ucieknie tam, gdzie będzie królować — a on tylko wzruszył ramionami i grał dalej w swej rodzimej lidze, bo tam kasa leży, a nie w jakimś szanghajskim klubie golfowym, gdzie korty są z lodu, żeby nie przeszkadzały w rozwoju chińskiego tenisa. albo weźcie tę aferę z zuną raonicem, który podobno miał przenieść się do ligi kanadyjskiej — i co? został, bo federacja mu pomogła, a on pomógł im w punktówkach do team cupu. koniec historii, zero dramatu. a tu nagle mamy was wszystkich, którzy już widzicie, jak ten drugi numer jeden wsiada do samolotu do meksyku z rakietą pod pachą i zieloną kartą w zębach. ale spoko, czas pokaże — jak zawsze. bo przecież nie pierwszy raz ktoś obiecuje raj na ziemi, a potem okazuje się, że raj to jednak ten kort w stanach, gdzie jest gorąco, ale przynajmniej ktoś cię docenia. i co najgorsze — nawet jeśli by któryś z nich naprawdę chciał uciec, to i tak federacja nie puściłaby go tak łatwo, bo w dzisiejszych czasach to nie zawodnik rządzi federacją, tylko federacja zawodnikiem. a fritz akurat ma tyle forsy i kontraktów, że nikt nie będzie ryzykował punktami rankingowymi przez jakiś histeryczny kaprys. więc spokojnie, niepotrzebnie kombinujecie — ten „ikaryczny partner” nie przybędzie z mitycznej federacji obok, tylko najwyżej z jakiegoś dzikiego klubu w texasie, gdzie ktoś umie latać razem z nim. bo w końcu nasz chłopak lata tak wysoko, że niedługo będzie musiał sprawdzić, czy powietrze tam nie jest za rzadkie do oddychania. 😉Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽