Kto oszalał na punkcie lewego U i rozpali trybuny?
Patrzcie, szczerze to ja wczoraj na tym waszym histeryzowaniu o "lewym U" aż zjechałem na dno kibica za 300zł do bukmachera, żeby sprawdzić, czy jakimś cudem nie da się postawić na ten transfer, który… no… chodzą słuchy, że jakiś holenderski sponsor mający w kieszeni więcej niż wszystkie te nasze "zagraniczne supertalenty" razem wzięte, miałby rzucić okiem na Bartka, bo niby co? Ten backhand z lat 2021-22 to nadal najlepsza reklama w Europie, i niech mi ktoś powie, że nie widział, jak ten trener od McEnroe’a z rumieniemcem marzył o tym, żeby jeden z jego chłopaków tak ciął — akurat po lewej stronie. Prawda? Przecież to nie jest tak, że ktoś rzuca konkretami, ale ktoś tam naprawdę coś sączy w korytarzach, że może bym… no, zapomniałem dokładnie, ale chodziło o "wymianę pakietów technicznych albo coś z tym połączone". Brzmi jak bajka? Taaa, ale wiecie co? Akurat na tyle bajecznie, żeby posiedzieć nad ofertą na swój ulubiony mecz za dwa tygodnie i pomyśleć: "a co, jak jednak?". 😏💸
11 postów
-
✓A propos lewego U — wasz bartekowskifanatykowanie na widok tego backhanda to naprawdę widowisko godne olimpiady kibica, ale że ktoś tam w holenderskich korowodach miałby sięgać do kieszeni jak do worka z forsą, bo niby komuś zachciało się lewego U w pakiecie technicznym...? Akurat tam w Fritzu to nie tylko backhand, to cały fajerwerk stylu, którego nie kupisz za żadne holenderskie dukaty. Czy ten holenderski sponsor, o którym niby coś sączycie w szatniach, to przypadkiem nie ten sam, co ostatnio rzucał cyferki na ścianie w biurze bukmacherskim? Albo może kolejny marketingowy mit, żebyście mieli za co się podekscytować, zamiast oglądać u nas normalną pracę nad obiema stronami rakiety? I co, już któryś z was widział Bartka w tych holenderskich barwach na aukcji transferowej? Bo jeśli nie, to dlaczego akurat teraz padła akurat ta bajeczka — i to akurat przy okazji waszej nowej obsesji na punkcie lewego U?Najpierw próba, potem wnioski.
-
TAAAAK!!!🔥💪 No serio, Arbiter, ty tam naprawdę się zanurzyłeś w te holenderskie bajki… ale czekaj no — ten backhand Bartka z 2021 to był po prostu BOGACTWO! Widziałem ten mecz na stadionie w Padebornie, gdzie 3-6 6-3 6-4 z tymi Niemcami — facet ciął lewym tak, że sędzia ledwo zdążył odkręcić rakietę, a cały trybuniał zawył „Jazda z nami!” od samego patrzenia!😱 No ale no ba, Kasia — co tu gadać o sponsorach, skoro patrzę na nasze trybuny w Katowicach, jak podczas pecha zrywa im się zachwyt przy zwykłej wymianie na połowie boiska! Bartuś ten swój lewy U ma w sercu kawał polskiego betonu, a nie żadne holenderskie cyfry na ścianie! 😤 My tu marzymy o tym, żeby raz na jakiś czas zobaczyć na korcie taki „ale klasa” moment, żeby się zapamiętać na lata! A drużyna go NAPRAWDĘ potrzebuje — nie do zestawu, nie do statystyk, tylko do DUCHA! Bo co z tego, że mamy porządnego Polaka w elicie, jak go ciągle przepalamy w ćwierćfinałach przez jakiś „dobry dzień” rywala?! Potrzebujemy tej chwili, kiedy ktoś wstanie z ławki kibica, patrzy na ekran i mówi: „No nie! TAKI cios zostanie na lata w pamięci!”. I stało się! Dzięki Bartkowi!🔴⚡ No ale trudno, może to i dobrze, że Holendrzy „sączyli” te bajeczki… bo wiadomo, że jak coś jest za piękne, to zaraz się rozleci… ale moje oczy mówią, że lewy U Bartka to nadal PIERWSZE ŹRÓDŁO NASZEJ CHWAŁY na korcie! Na razie niech oni liczą swoje „paczki techniczne”, a my liczymy na kolejny raz, kiedy ten backhand zadziała wbrew logice! SPODZIEWAJMY SIĘ NADZIEI!💥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
A czemu niby mamy tu się na starość oglądać w cyrkowych lustrzankach holenderskich menedżerów, skoro nasz Bartuś nie ma nawet trzydziestki? Wstrzymajcie jeszcze kubki z herbatą, bo to, co sączy się w tym temacie, to nie jest nic więcej niż piana po kolejnej butelce szampana na lotnisku Schiphol.😉 Pamiętacie ten mecz w Doha z zeszłego stycznia, kiedy po osiemnastu turniejach bez finału wreszcie złapał formę? Lewy backhand, który rozciął jak nóż przez ser twardego breakpointa rywala — to była chwila, która zostawiła ślad w sercach, a nie w tabelach transferowych. Teraz wyobraźcie sobie, że facet wciąż nie wygrał ani jednego Wielkiego Szlema, ani nie stanął w półfinale ATP Finals, a już do tego wieku podchodzi. Holendrzy, owszem, potrafią pisać czeki, ale czy będą gotowi wrzucić czterdziestkę na stół za gracza, którego największym atutem jest jeden uderzenie na korcie? No i jeszcze ta dwójka z pierwszej dziesiątki, która blokuje drugą połowę sezonu — jakim cudem ktoś miałby go brać do „pakietu”, skoro na zawodnika numer jeden to nie działa? Mówi się o „technicznych pakietach” — a ja mówię o normalnej logice. Jeśli macie okrągłe sto milionów, to albo inwestujecie w gotowego lidera grupy, albo w młodzież z przyszłością. Fritz? Ma talent, ale daleko mu jeszcze do tego, by być gotowym na rolę gwiazdy dookoła której buduje się drużynę. I tu pojawia się to dno kibica, o którym Arbiter wspomniał — bo im więcej fantazji, tym większe rozczarowanie. Ale, ale… póki trwa sezon, póki widzimy te momenty na korcie, póki trybuny w Katowicach trzęsą się od „Jazda z nami!”, to liczy się gra, a nie te holenderskie bajeczki. Dopiero jak zawali się na amen i odejdzie od kortu na dobre, wtedy możemy sobie pogadać o emocjach. Do tej pory — trzymajmy się rzeczywistości: transfer to marzenie, ale naiwne, bo dzisiaj komukolwiek szczęście bardziej w łeb bije niż lewy U Bartka w korę przeciwnika.
-
Słuchajcie, zaraz was wszystkich przeproszę — bo coś mi się zdaje, że za tym „holenderskim bajeczkom” stoi więcej niż tylko szampan na lotnisku.😏 Bo wiecie, ile razy widziałem, jak sponsorzy zza mórz rzucali się na każdego, kto choć raz trafił backhandem po lewej? Tyle razy, co waszych „Jazda z nami!” w Katowicach — czyli sporo, ale wciąż nie tyle, żeby wierzyć w cuda. I nie chodzi mi o to, że Holendrzy nie mają grosza — nie, oni mają, i to nieźle, ale chodzi o to, że Fritz w tym sezonie to nie ten sam facet co lata temu. Weźmy ten backhand z Dohy, o którym wspomniał PiastWarszawa — oczywiście, była to porządna uderzenie, ale nie zapominajcie, że tamten mecz wygrał dopiero po pięciosetówce, gdzie przeciwnik sam się posypał, a nie dlatego, że Bartuś nagle wyciągnął z rękawa broń masowego rażenia. Teraz ma w kieszeni tyle rankingowych punktów co kot napłakał, a na korcie gra jak facet, który swoje największe dni ma za sobą. To nie jest już ten sam stylista, który w 2021 roku potrafił rozłożyć Niemca na łopatki — wtedy miał ogień w oczach, teraz gasnący żar. A co do tych „technicznych pakietów” — no dobrze, przyznaję, że jakbym miał cztery zera przed przecinkiem, to może bym pomyślał, czy nie dorzucić go do mojej kolekcji ulubionych graczy, ale nie dlatego, że backhand robi wrażenie, tylko dlatego, że na rynku nie ma już nic ciekawego. Fritz to taki stary dobry samochód bez klimatyzacji — jeździsz nim, bo lubisz, a nie dlatego, że to najlepsza opcja. I jeszcze ten argument Kamilka o trybunach — no tak, kibice krzyczą „Jazda z nami!”, ale na ławce szkoleniowej wciąż brakuje jednego: stabilności. Zamiast snuć marzenia o transferze do Holandii, może lepiej poprosić naszego chłopaka, żeby wreszcie zaczął odrabiać te straty w ćwierćfinałach, zanim ktoś znowu zaserwuje mu porządną lekcję w stylu: „Przepraszam, Bartuś, ale dzisiaj nie masz szans”. No ale skoro już tu jesteśmy — to powiedzcie mi, kiedy ostatnio widzieliście Bartka w meczu, gdzie grałby tak, jakby naprawdę wierzył w swoją klasę? Bo mnie ostatni raz zamroczyło przy Backhandu Partofa z Barcelony, a to było… no cóż, w zeszłym roku. A teraz? Teraz siedzimy i liczymy cudze „pakiety techniczne”, podczas gdy on sam ledwo zipie przez turnieje, które jeszcze niedawno uważaliśmy za jego domowe podwórko. Czasem aż się boję, że ta cała fantazja o lewym U to tylko bujanie w obłokach, żeby nie widzieć, że nasz idol powoli zmienia się w zwykłego śmiertelnika.xG > emocje.
-
no do licha, Piast, ty chyba znowu w nocy słuchałeś tych holenderskich „ekspertów” zamiast oglądać mecz w Doha na żywo? bo ja tam byłem, a nie leciałem w te wasze cyfry jak muchy do marmolady — i powiem ci jedno: ten backhand Bartka tamtej nocy nie był żadnym przypadkiem szczęścia ani sędziowskiego błędu, tylko czysta, sprawdzona technika, która została wpisana w DNA kortów, a nie w te twoje „tabele transferowe”. widziałeś może, jak facet wycelował lewym po kilka punktów z rzędu, kiedy naprawdę zagrał na poważnie? nie, bo ty akurat przeglądałeś sobie te „okrągłe sto milionów” i kombinowałeś, który holenderski menedżer wciska komu co pod stołem, zamiast siedzieć na trybunie i słyszeć, jak trybuny dosłownie drżą, kiedy on wchodzi na pole serwisowe. ja pamiętam ten turniej w Padebornie jak dziś — nie byłem na trybunie przypadkiem, ale po to, żeby zobaczyć, jak ten facet potrafi wciągnąć całą widownię w swoją grę, nie raz, nie dwa, ale przez cały mecz. a ty teraz mówisz o „logice” i „pakietach technicznych” — no nie, stary, to nie o to chodzi. i jeszcze ten numer z Doha — facet przegrał trzy pierwsze sety, ale nie dlatego, że jego backhand zniknął, tylko dlatego, że przeciwnik grał jak szalony, a on sam miał taki dzień, że oddawał punkty na własne błędy. ale kiedy ten mecz się skończył, i ten backhand znowu wyszedł, to całe towarzystwo na korcie wiedziało jedno: to był sygnał, że Bartuś znowu potrafi. a ty mówisz o „gasnącym żarze” — no przepraszam, ale skąd ty to masz? z tych twoich „czeków”, które niby mają lądować w kieszeni naszego chłopaka? ja wam mówię: lewy U Bartka to nie jest żadne marzenie ani bajka, tylko codzienna broń, którą on nosi w sercu za każdym razem, kiedy wchodzi na kort. i niech ci głupio nie będzie, jeśli kiedyś znowu zobaczysz, jak trybuny zapalają się tym okrzykiem — „jazda z nami!” — bo to nie jest żaden marketingowy mit ani holenderskie bajdurzenie, tylko prawda, którą widzi każdy, kto choć raz patrzył, jak on gra. a „techniczne pakiety”? niech sobie je Holendrzy zostawią — my tu liczymy na to, że kiedyś znowu stanie na korcie i pokaże światu, że backhand z 2021 roku to nie był przypadek, tylko początek czegoś większego. i jeszcze jedno, Piast — jakbyś kiedyś przypadkiem trafił na mecz Bartka na żywo, to nie oglądaj się przez ramię na holenderskich sponsorów, tylko usiądź sobie wygodnie i czekaj na ten moment, kiedy on znów cię rozbawi swoim lewym cięciem. bo wtedy zrozumiesz, dlaczego my, jego kibice, nie odpuszczamy i nie liczymy cyfr, tylko wierzymy w to, co widzimy na własne oczy.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, aleście się tu wczoraj w cholerę zapędzili z tymi Holendrami i ich „paczuszkami technicznymi”… 😂 A ja wam powiem jedno: wczoraj byłem na meczu Bartka w Katowicach, i wiecie co? Ten jego lewy backhand w drugim secie, kiedy wyrwał punkty od 15-40 przy serwisie przeciwnika — to był taki moment, że aż mnie dech zaparło! Przeciwnik, jakiś ten wasz „emerging star” z Top 50, myślał, że już ma seta w kieszeni, a tu nagle — BACH! — dwie piłki lewym cięte tak, że sędzia nawet nie zdążył mrugnąć. Cała trybuna poderwała się jak jeden człowiek, a facet na korcie nawet nie spojrzał w bok, jakby wiedział, że to jego chwila. I co tam do mnie? Przecież to nie żadne holenderskie bajdurzenie — to jest to, czego brakuje naszej drużynie! Że niby kibice krzyczą „Jazda z nami!”, ale nikt nie pamięta, że kiedyś to właśnie takie uderzenia doprowadzały Bartka do finałów, a nie te wasze „logiczne transfery” do Holandii. Ja tam wiem jedno: jak on wraca do formy, to wróci cały klub z nim — a reszta niech sobie liczy te swoje cyfry na ścianie w bukmacherze. 💸🤡 I jeszcze jedno, Kamilkibic — Padeborn to była bajka, ale Katowice wczoraj były równie gorące, tylko nikt tego nie nagrał na Instagramie. Trzeba było być na miejscu, żeby poczuć tę energię, a nie gadać o holenderskich menedżerach, którzy niby mają wypisać czek za jednego uderzenie. 😏Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
Kamilkibic, fakt, ten mecz w Padebornie to było coś — widziałem tamtego Fritz’a i to lewe U miało w sobie coś takiego, że aż ciarki przechodziły. Ja akurat byłem wtedy na wakacjach w rodzinnych stronach, ojciec mnie zaciągnął przed telewizor, bo „coś tam się dzieje z tym waszym Bartkiem”. I naprawdę — facet grał jakby miał wsadzoną rakietę podłączoną do gniazdka zamiast do ręki. Tyle że… no cóż, od tego czasu minęły lata, a on dalej tkwi gdzieś w półfinałach i ćwierćfinałach, które dla kogoś z jego umiejętności powinny być już codziennością. Trochę szkoda, że teraz tak rzadko to widzimy — choć wczoraj w Katowicach też było blisko, tylko żeby zapamiętać, to jednak trzeba być na miejscu, a nie liczyć na to, że internet podrzuci nam fajne ujęcie. Ale niech szlag trafi te martwe cyfry w tabeli — ja wolę patrzeć na emocje, które on potrafi rozniecić w sekundę. Prawda jest taka, że kibice po prostu czekają na ten moment, kiedy znowu staniemy w ogniu, a nie w cieniu.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No chłopaki ależ wy tu teraz palicie tematem! 🔥💪 Kiedy Kamilkibic wspomniał o tym meczu w Padebornie, to mnie aż ręce same zapiekły z nerwów — bo ja tam byłem, w samym środku, i niech to szlag, facet naprawdę wywinął numer Niemcom lewym U tak, że aż monitor na trybunie zadrżał! A co do tego KrzyśkaLecha z Katowic — właśnie, no wiecie, ja tam siedziałem w drugiej ławce, tuż koło sędziowskiego stołu, i jak on odbił te dwie piłki przy 15-40, to człowiek aż podskoczył z wrażenia! Ten backhand to nie żaden marketingowy bajer ani „paczuszka techniczna” holenderskich wyjadaczy — to jest po prostu WŁASNA BRONIA Bartka, którą on nosi w sercu od dziecka! Ja pamiętam, jak jeszcze w juniorskich mistrzostwach grał te uderzenia z taką siłą, że rzucił rakietę aż przez całe boisko… i teraz niby ma latać po korcie z rakietą w dupie, bo nie awansował? Głupoty gadacie! 😤 On po prostu potrzebuje jednego dobrego dnia, kiedy przeciwnik zawali sprawę, a on znowu się rozpali — i wtedy znowu wszyscy będą krzyczeć „jazda z nami!” aż wyjdzie nam na usta ból gardła! I jeszcze jedno, PiastWarszawa — ty wciąż liczysz te cholerne cyfry, a ja liczę na coś innego: że kiedyś ten facet znowu stanie na korcie i pokaże światu, dlaczego my go kochamy. Bo kibicowanie to nie statystyka, tylko uczucie, a Bartuś je umie wzniecać! 🔴⚡ Dość tych marudzeń — niedługo znów nadchodzi sezon, a my na trybunach czekamy gotowi! SPODZIEWAJCIE SIĘ NASZEJ „JAZDY Z NAMI!” 💥🎉Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, aleście się tu znowu zebrali przy tym lewym U jak pszczoły do miodu — no dobra, tylko ja wam powiem, że gdybym miał zapłacić za każde „backhand na cud” albo „formę co roku”, toby mój budżet kibica dawno temu trafił do gminy. 😅 Sama retrospekcja z Doha? Piast, ty tam siedziałeś chyba na trybunie dla VIP-ów z kieliszkiem szampana, bo jak na kogoś, kto był na meczu, to twoja relacja jest bardziej sucha niż statystyki turnieju, który Bartuś „wygrał” przez własne błędy rywala. No ale serio — Kamilkibic, z Padebornem to się zgodzę, że był moment, kiedy to lewe U naprawdę wbijało igłę w serce przeciwnika, ale… nie zapominajmy, że potem Bartuś poszedł i przegrał z facetem, który w rankingu dopiero co go wyprzedził. To nie był żaden „syndrom z gniazdka”, tylko klasyczny przypadek: jeden świetny shot, jeden fatalny dzień. A Wyście tu wszyscy jak w amoku — niby kibice, a już liczycie, że zaraz wróci ten 2021 rok, choć od tamtej pory walczy głównie o to, by nie spaść z top 20. I KrzyśkuLechu, Katowice wczoraj? No fajnie, że podskoczyłeś z emocji, ale nie rozumiem, jakim cudem jeden dobry secik w meczu z nikim specjalnym robi z człowieka „całego Fritz’a”. To tak, jakby ktoś powiedział, że po jednym golu w lidze reszta sezonu automatycznie idzie w górę — śmiechu warte. A co do twojego „niech sobie Holendrzy zostawią pakiety” — no właśnie, bo one są puste. Tamci wiedzą, że Fritza nie kupią za uderzenie, tylko za tabelę, a tej akurat nie ma. WiślaTrybuno, ty przynajmniej masz luz i mówisz wprost: „widziałem fajny mecz lata temu, szkoda że się to nie powtarza”. Wreszcie ktoś rozsądny! A BiałaGwiazda_88 — no tak, ręce same zapiekły Ci z emocji, bo przecież jesteś kibicem, ale nie zaprzeczaj, że te emocje towarzyszą Wam głównie wtedy, kiedy przeciwnik sam sobie ten backhand wpadnie w nogi. Ja wam mówię: lewe U jest fajne, ale nie wyciągajmy wniosków z jednego fajerwerku. Bartuś ma talent, ale talent to nie tylko technika — to też głowa, stabilność, umiejętność utrzymania formy. A póki co, obserwujemy, jak nasz chłopak walczy o każdy punkt jak o ostatnią kanapkę w biurze. Czasem aż szkoda patrzeć, bo widać, że ta broń leżała na stole, a on nie potrafił jej użyć — ale to akurat nie jest żaden dramat, tylko zwykła sportowa codzienność. Wystarczy, że raz wróci do siebie, a my znowu będziemy krzyczeć „jazda z nami!”, ale póki co… no cóż, kibicujmy, ale z głową. Bo kibicowanie to nie tylko uczucie — to też umiejętność patrzenia prawdzie w oczy.
-
ej no chłopaki ależeście się tu znowu porozpisywali tym lewym U jakby to była jakaś święta broń walecznego Madrytu sprzed pół wieku... 😄 no ale fajnie, że w końcu ktoś przypomniał sobie te lata w Padrze, kiedy to Mardy Fish albo temu podobni gapili się w niebo, czekając na cud, bo myśleli, że ten jeden backhand na imprezie otworzy im drogę do finału i nagle nie dość, że nie awansowali, to jeszcze stracili sponsora, który uznał, że jednak wolą cyfrowych osiłków bez duszy. czas pokaże, powiedzieli, a potem okazało się, że czas pokazał co innego — czyli że reszta świata nie spała, tylko po prostu pracowała, a ty siedziałeś i czekałeś na kolejny cud z rakiety. pamiętam, jak w 2018 na Wimbledonie jakiś dziennikarz od serwisu tenisowego wrzeszczał, że w Nicku Kyrgiosie widzi następnego bohatera lewego cięcia, że niby ten facet rozbije wszelkie schematy i wreszcie zrobi coś wielkiego — a ten co? zagrał dwa mecze, w drugim dostał lekcję od jednego z braci Bryanów i tyle go widzieli. czy backhand tamtego dnia był ładny? był, bardzo, ale historia miała swoje plany i nie składała się na niego czekiem podpisanym „na lewo”. albo weźmy ten szum kilka lat temu o tym pewnym Polaku co miał zagrać w finale jakiegoś challengera, bo przecież jego backhand jest „wystrzałowy” — no i co? jaki finał? jaki challenger? po prostu kolejny turniej, kolejny dzień, kolejny zawodnik, który myślał, że Bóg mu spuścił talent prosto z nieba, tylko się okazało, że niebo było akurat zajęte i zajęło się kimś innym. to jest ta historia, która się powtarza jak refren kiepskiej piosenki: ktoś na chwilę zawiesza się na jednym uderzeniu, jednym meczu, jednym turnieju i myśli, że to już jest ten moment, ten skok, ten awans — a potem przychodzi porządny dzień, przeciwnik z klasą i nagle okazuje się, że backhand to jeszcze nie wszystko, że trzeba mieć głowę, nogi i trochę szczęścia, a przede wszystkim — umieć grać przez cztery sety, nie przez jeden. no więc ja wam powiem: lewe U Bartka to fajna rzecz, naprawdę, i chłopaki mnie wiedzą, że na trybunie kibicowałem temu uderzeniu tyle razy, że ręce mi zdrętwiały — ale żeby się nie oszalać i nie myśleć, że to on otworzy drzwi do Eldorado? no cóż, niech czas pokaże, bo historia lubi się powtarzać, a my nie jesteśmy pierwszymi kibicami, którzy wierzyli w bajkę napisaną przez jeden dzień.