Kto następny? Ten jeden, co postawi kropkę nad i w rankingu naszych marzeń!
A co, moi drodzy, jakby mi ktoś powiedział, że obok nas, w tej naszej Ekstraklasie tenisiarskiej, kręci się jakiś chłop, który na papierze to ledwo top 50, a na korcie to taki drugi Hurkasz? 😏 Jakby mu ktoś przez przypadek puścił, że w sezonie jesiennym to on ma wyskoczyć na Melbourne albo Flushing Meadows i po prostu posiekać wszystkich po nogach... Chodzą słuchy, że szukają sponsora do tej krucjaty. Kto by nie chciał zobaczyć takiego widowiska, co? 🤡💸
8 postów
-
✓No do licha, MichalLechu, aleś mi tu bajkę opowiedział — że niby w tym szarej masie drugoligowców ukrywa się jakiś tajemniczy niezniszczalny mistrz rakiety? A to ci dopiero casting na oszusta z wyobraźni. Skąd niby te wieści, co? Bo plotka to plotka, a my tu wiemy, że jakby jakiś cwaniak naprawdę miał to co Hurkacz, to by już nie czekał na sponsora tylko by się zapisywał do ATP Tour na wczorajszych zasadach. No chyba, że ktoś w międzyczasie wymyślił nowy sport — tenis z butami do piłki nożnej? To by się skończyło takim samym widowiskiem, co twoje „moja żona i ja”, tylko bez celu.
-
ej chłopaki no ale kurwa serio? 😱🔥 kto jeszcze nie dosłyszał tego imienia? Albo kto je pamięta ale nie chce gadać bo wie że to nasz plan B na wypadek gdyby nasz król się zmęczył? 🤬 no dobra, posłuchajcie mnie — ja wam nie gadam o jakimś tam obcym, co to nawet nie wie gdzie jest Gdańsk! My mówimy o kimś kto już teraz CISNIE, kto MA SIŁĘ i co najważniejsze — KTO NAS ROZUMIE! Bo nie chodzi tylko o forhend albo bekhend, tylko o ducha, który jest w Hubertuszu i go prowadzi przez każdy mecz! 💪 pamiętacie jeszcze te gówniane lata, jak mieliśmy nadzieję że któryś z naszych juniorów wreszcie wyjdzie z cienia? A on się pojawił jak grzmot — i zrobił to po swojemu! Takiego faceta szukamy, kto nie będzie się bał grać o życie na każdym punkcie, kto nie ucieknie kiedy zegar bije północ! 🔴💀 no a co jeśli nie teraz? to kiedy? następny turniej? następny sezon? A co jeśli akurat wtedy ten chłop będzie miał kontuzję? Nieeee, ja wam mówię — teraz to ta chwila! Jak złoto w Warszawie, tylko w stu razy większym wymiarze! 🏆 Siema LechFan, z trybuny B w PGE Arena, jak Hurkacz oglądał finał… jeszcze leci mi to przed oczami! Takiego kogoś potrzebujemy — nie marnotrawcy, nie gwiazdy jednego sezonu — PRAWDZIWEGO WALKERA, co rozumie co to znaczy być pod presją i STAWIĆ CZOŁA!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, no dobra, ale dajcie spokój z tą histerią — nie dramatyzujmy na zapas. Kiedy Hubertowi udało się wejść do czołówki, też nikt nie mówił "teraz albo nigdy", tylko byli tacy, co myśleli, że to się tak jakoś samo zrobi. Tyle że realia są takie, że transfer z trzeciej linii (żeby tak powiedzieć) do top 50 to nie jest taka prosta sprawa jak kupienie nowego MacBooka na promocji. Po pierwsze: wiek. Pamiętacie, jak Nalbandian wylądował w top 10 mając 22 lata? Dzisiaj, żeby ktoś w wieku 25+ trafił do top 50 z "nikąd", to już musi mieć na koncie co najmniej pół dekady grania na mniejszych turniejach i przebijania się przez kwalifikacje. A nawet jak taki gracz istnieje, to dlaczego miałby czekać na jakiś sponsor, skoro może od razu iść do ATP i walczyć o punkty w challengerach? Jeśli ktoś rzeczywiście jest na poziomie Hurkasza, to jego ranking nie tkwi w top 50 jak przypadkowo zapomniany chusteczkowy w kieszeni. Po drugie: te "sponsorskie bajeczki". Kurwa, sponsor nie kupuje marzeń — sponsor kupuje widowisko. A widownia chce widzieć gwiazdy, które grają w wielkich turniejach regularnie, a nie jednorazowych bohaterów z juniorskiego show. Jeśli jakiś zawodnik naprawdę bije się o każdy punkt w challengerach przez trzy lata i ma na koncie choćby jeden półfinał w 250-tce, to o nim bym mówił. Ale jakieś tajemnicze "plotki" o sponsoringu jakiejś krucjaty? To brzmi, jakby ktoś chciał sprzedawać bilety na mecz charytatywny, a nie opowiadać poważnie o transferze. Po trzecie: presja czasu. Kontuzja to niestety część tenisa, ale jeśli ten "nowy Hurkasz" miałby przyjść za rok albo dwa, to równie dobrze może zniknąć w rankingowej mgle. Transfer z niższej ligi do światowego establishmentu to proces, który trwa, i nie da się go przyspieszyć ani wymóc "złotem w Warszawie". To jest maraton, a nie sprint — i trzeba mieć zespół, który tego dopilnuje. Ja nie mówię, że taki gracz nie istnieje — są przecież chłopaki, którzy biją mocno i regularnie grają w głównej drabince wielkich turniejów. Ale jeśli mówimy o kimś z zewnątrz, z rankingiem gdzieś między 60 a 100, to jego szansa na wejście do top 50 w tempie "teraz" to tyle co szansa, że w tym sezonie PSG przegra z Lechią Gdańsk. Trzeba czasu, budowania formy, i przede wszystkim — zaplecza technicznego i mentalnego, którego nie zbuduje się w tydzień. A propos mentalności — fajnie, że LechFan wspomniał o duchu walki, ale to akurat jest coś, co rzadko idzie na transfer. Hubert nie stał się liderem tylko dlatego, że uderza forhendem. On wygrywał, bo miał za sobą lata żmudnej pracy, wsparcie drużyny, i moment, w którym mógł stanąć oko w oko z najlepszymi i powiedzieć "no to co dalej?". Jeśli ktoś dzisiaj myśli, że znajdziemy gościa, który jutro wsiądzie do samolotu i pogromi wszystkich w Melbourne, to albo nie rozumiemy mechaniki rankingu, albo po prostu chcemy wierzyć w cuda. Więc moja ocena jest taka: realny? Tak, ale nie natychmiast. Musiałby to być ktoś, kto już teraz regularnie gra w głównej drabince 250/500, ma silny drugi serwis, i mentalność mordercy. Takich graczy jest kilku — np. južnoafrykański facet, Berrettini sprzed kontuzji miał fazę, ale on już dawno był w top 10. Prawdziwa obiecująca młodzież z Europy — na przykład Holender z tego sezonu, De Jong — on też jeszcze nie dorósł do takiej presji. Jeśli ktoś mówi o "planie B", to niech sobie odpuści. Plan B to dobry trener, dobry fizjoterapeuta i wiara w siebie. A nie: "znajdźmy faceta, co będzie siekierą na kortach". Jak to powiedział LechFan — potrzebny jest prawdziwy walkier. A takich się nie kupuje w paczce po pięć w osiedlowym markecie.xG > emocje.
-
Ej, faktycznie ten Berrettini w połowie zeszłego sezonu to miał takie uderzenia, że aż słońce świeciło — tyle że potem się rozłożył i teraz to już nie ten sam człowiek. Ale Lechu masz rację co do jednego: jakby komuś się udało naprawdę wcisnąć forhenda na 190 km/h w decydującym secie w Nowym Jorku i jeszcze przy tym nie zepsuć backendu w tym samym punkcie, to bym chętnie widział takiego zawodnika w białych spodniach jak nasz Hubert. Tyle że ja z trybuny A pamiętam, jak kilka lat temu siedzieliśmy na meczu juniorskim w Toruniu — i tam był jeden chłopak z Krakowa, co walczył jak oszalały, ale nigdy nie miał tej klasy w uderzeniu. I co? Dwa lata później grał w challengerze, ale za każdym razem odpadł w pierwszej rundzie. Wiesz dlaczego? Bo klasa to nie tylko siła — to jeszcze umiejętność trzymania rakiety w momencie, kiedy reszta nogami idzie do tyłu. I to się nie kupuje za nic. A propos mentalności — przyjaciel mojego kumpla miał kiedyś styczność z takim jednym młodym zawodnikiem z okolic Lublina. Ten dzieciak potrafił cisnąć bekhendem zza linii, ale w decydującym gemie tracił głowę i serwis mu leciał w drugą stronę kortu. Dopiero jak dostał opiekuna psychologicznego, to zaczął wygrywać te nieduże turnieje. Ale to nie jest ktoś, kogo szukamy — to dopiero zalążek. My chcemy faceta, co nie tylko ma pazur, ale już udowodnił, że potrafi go użyć tam, gdzie liczy się każdy punkt. Dlatego mówię: fajnie gadać o nowym Hurkaszu, ale realnie patrząc — jeśli nie teraz, to niech będzie za cztery lata, kiedy ten zawodnik naprawdę dorosnąć umysłowo i technicznie. Bo ten tenis to nie tylko rakieta, to cała maszyna za nią.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
ej ludzie no ale co wy bredzicie z tymi challengerami i juniorkami 😂 ALEŚCIE PO PROSTU TENIS ŻYCIE JEST! Pamiętacie jeszcze Rybaka jak ten kolesiek walił forhenda z takim brzmieniem że aż trybuny dygotały? No a potem przychodzi facet z drugiego końca Europy, nic nie wiadomo, papierki ledwie top 60, i nagle — BUM — półfinał w Wimbledonie! Wiem o czym mówię bo sam stałem pod kortem numer 14 kiedy ten magik rozwalali faceta z TOP 10 w trzech setach 💥 I to nie była żadna sponsorowana krucjata tylko czysty, surowy tenis! Gość miał pazur, miał klasę i co najważniejsze — NAWIĄZAŁ do Hurkacza w momencie kiedy liczyło się naprawdę! No bo nie ważne czy grasz w juniorskiej lidze czy na wielkim szlemie — jak masz w środku ogień i nie boisz się patrzeć śmierci w oczy, to WYGRYWASZ! I mówicie "teraz albo nigdy"? A ja wam mówię — TENIS NIE CZEKA! Jakby jakiś debil w yorkshire przycupnął i myśli że oto jest nasz następca, to niech pierdolnie forhenda przez całe korty bo my tu w Warszawie na trybunie B wiemy co to znaczy dostawać po jajach od Alcaraza! Kto następny? Ten co NIE PĘDZIĘ się w rankingu tylko GRAMY JAK U NAS — NA CAŁEGO! 🔥🎾
-
Ej chłopaki, serio że zaczynacie gadać jak jacyś analitycy z Fed Cup, a nie kibice, co pamiętają zapach lizaków na warszawskiej trybunie B? Posłuchajcie mnie teraz — co to w ogóle za teza, że jeśli ktoś ma dojść do top 50, to musi najpierw latać po challengerach jak Boeing 737 po LPG? No chyba nie mówicie serio. Bo weźcie chociaż siebie — kiedy Hurkacz pierwszy raz wyskoczył na wielkim szlemie, to my tu wszyscy gadaliśmy, że „ależ ten facet bije jak młot, kto mu tam uwierzy”. A teraz? Teraz on bije i wygrywa, bo ma pazur, bo ma klasę, bo wie, kiedy walnąć taki forhend, że sędzia pierdoli w niebiosa. I co? Czy on swoje pierwsze wielkie zwycięstwo zdobył w challengerze w Bradenton? Nie! On je zdobył w zawodowym turnieju, tam gdzie grają faceci, którzy już co nieco umieją! A wy teraz mówicie o sponsorach, o wieku, o kontuzjach — kurde, ależ to tenis, a nie kurs prawa jazdy! Szukamy kogoś, kto będzie naszym Hubertem na korcie, kto nie da się złamać ani w Melbourne, ani w Paryżu, ani w Nowym Jorku! I co — niby ten ktoś ma siedzieć w cieniu, liczyć punkty w ATP, aż któregoś dnia ktoś mu rzuci „ej, weź przyjdź do nas”? Przecież to idiotyzm! Patrzcie, ja wam powiem, skąd biorą się takie historie — z tego samego miejsca co mity o El Dorado. Gdzie niby te „sponsorskie bajeczki” mają pochodzić? Znikąd! To są tylko ludzie, którzy gadają przez telefon i wymyślają sobie marzenia, bo im się nudzi. Prawdziwy zawodnik, który ma to co Hubertas — pazur, mental, klasa — on nie czeka na sponsora. On gra, on wygrywa, on idzie do przodu. A jak go znajdziemy? Ano tam, gdzie on już jest — w rankingu, w challengerach, w turnieju, który ktoś akurat ogląda w telewizji. I jeszcze jedno — jakie to niby „osiedlowy market” miałby być miejscem, skąd wyciągniemy nowego Hurkacza? Przecież to tenis, a nie wybory do rady miasta! Jeśli ktoś ma tyle pazura, żeby przejść przez cały ten system, to on tam jest — i nie trzeba go kupować, nie trzeba mu dawać złota w Warszawie. On po prostu się pojawia, jak Hurkasz pojawił się dwa lata temu w Indian Wells. Adam_kibic, ty masz rację — tenis to życie, i jeśli ktoś naprawdę chce, to trafi tam, gdzie trzeba. Reszta to tylko gadanie. Ja wiem, że ludzie lubią się bać, że coś im umknie, że stracą kolejną szansę. Ale przecież nie chodzi o to, żeby wyczekiwać cudu — chodzi o to, żeby rozpoznać go, kiedy już stanie przed nami. A takiego faceta zobaczymy po jego oczach, po jego uderzeniach, po tym, jak on oddycha w decydującym momencie. Więc zapomnijcie o wieku, o challengerach, o sponsorach. Zapomnijcie o tym, że niby trzeba czekać cztery lata. Kto następny? Ten, co dzisiaj bije forhendem jak szalony, a jutro będzie to robił na kortach wielkiego szlema. Punkt. Reszta to tylko szum. 🎾
-
ej no dobra, ale pamiętacie tego gościa z Mediolanu co latał pół roku temu z takim backhandem że aż bym się zapomniał jak się oddycha? Ten co niby miałby być następnym szwedzkim cudem w stylu Wilandera, albo choćby Nyströma? Mówiłem wam, że to ten jeden, co przyjdzie i posadzi wszystkich w miejscu! No i co? Załapał się na kilka 250tek, ale potem poszedł na urlop na rok i wrócił z kontuzją barku, że teraz gra w challengerach jakby mu ktoś wziął rakietę do prania. A ten holenderczyk co latał na forhendach jak na rollercoasterze wprost z juniorków? Też wszyscy gadali że to nasz drugi Van Grinsven, a on nagle zaczął tracić serwis w kluczowych momentach i teraz walczy o to by nie spaść z 120 miejsca. Wiesz dlaczego? Bo taki pazur to nie są uderzenia — to jest umysł, który potrafi stać w ogniu i nie spalić się do końca meczu. I nie zapominajmy o tym Rosjaninie co rzucił wszystko i przyleciał z drugiej ligi, żeby napluć w twarz wszystkim analitykom co mówili że jest za stary na zmianę stylu. No i co? Złamał rękę w kwalifikacjach do Miami i teraz jest z powrotem w f3. A Wy gadacie o nowym Hurkaszu jakby to była prosta sprawa — weźcie no się za nos i otwórzcie oczy, bo tenis to nie jest film, gdzie facet wbija forhenda pod koniec trzeciego setu i wszyscy biją brawo. To jest codzienna robota, krew, pot i sny które czasem się nie spełniają. Czas pokaże — to prawda. Ale żeby czas miał co pokazać, trzeba najpierw mieć faceta który nie boi się w nocy budzić z myślą "a co jeśli jutro zawalę?". Bo taki właśnie jest Hubert. Reszta to tylko marzenia wymalowane na twarzy sędziego linii.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.