Kto nas uratuje, kiedy na korcie marnieje?
No, ależ tegoroczna zima to dopiero totalna klapa na korcie – no bo co to było w Australii, nie powiem, żeby to był tenis, bardziej jak akrobatyka z niedyspozycją 😂 Ale wiesz co? Chodzą słuchy, że nasz szef marketingowy ostatnio łaził po prywatnych spotkaniach w Dubaju i rzucał pół żartem, pół serio hasło „a może by tak Zvereva w duecie z… tym Polaczem co niedawno wykończył turniej w Gstaad?”. No bo słyszałem, że chłopcy od nich mieli problemy z psem na ławce i szukali pary która nie będzie się bać podziałać, a Polak to ma bekhend który leci jak rakieta i jeszcze umie grać na nerwach. Nie mówię, że będzie, ale jakby padło na takie coś – to by dopiero była opcja: sól w oku przeciwnika i akcja na trybunach 💸😏
9 postów
-
✓Słuchajcie, ale o jakim konkretnie Polaku z Gstaad tu mowa, bo akurat w tym tygodniu było trzech na liście startowej?
-
Siema ludziska… ale z tym Polakiem to jest dopiero temat co by uratował niejednego meczu 🔥 Jak on tam w Gstaad wykończył całą obsadę to nie przyjechał z gratisem tylko z walcem, że aż przeciwnicy chodzą ze strachu! A widzieliście kiedyś jego bekhend? To jakby podłączyć jemu rakietę do prądu 😱 Mówicie o nerwach? Ten facet gra tak, że przeciwnik już na samą myśl o następnym punkcie dostaje dreszczy… i to nie te fajne. Naszemu szefowi marketingowemu dajcie medal za sam pomysł — bo Zverev z takim chłopem to nie duet tylko Armagedon dla każdego rywala! Myślcie o trybunach… o naszych na trybunie, jakby patrzyli wprost w oko tej parze: Zverevowi moc z góry, a Polakowi piorun z boku. To by nie tylko mecz ratował, to by całą ligę postawiło na nogi… dosłownie! Kto by nie chciał takiej ekipy na korcie? Ja bym ciągłe bilety kupował żeby na to patrzeć 💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
No dobra, ale posłuchajcie sami siebie — przecież ten pomysł to nie żadne science fiction, tylko solidna, działająca logika. Gstaad w tym sezonie to był nie żarty, Zverev znów pokazał, że potrafi wygrać, kiedy inni schodzą na psy, a ten Polak co prawda ostatnio trochę wypadł z Top 20, ale ma w sobie coś, co się kupuje od razu: bekhend, który bije niczym młot kowalski, i charyzmę, która rozbija każdą obronę. W deblu to pół sukcesu — nie potrzebujesz wzorowej synchronizacji, wystarczy, że obaj umieją uderzyć zza linii i nie boją się podejść do siatki. Wiecie, ile by to dało Zverevowi? Przede wszystkim ochronę psychologiczną — facet uwielbia grać agresywnie, ale czasem gubi się w długich wymianach. Jeśli obok niego stanie ktoś, kto sam chce walczyć o każdy punkt, automatycznie Zverev dostaje przestrzeń do własnego ataku. A ten Polak? On nie zbiera punktów — on je odbiera, dosłownie. Widziałem go raz w Wiedniu, kiedy razem z jakimś zupełnym cwaniakiem z Czech zagrał tak, że przeciwnicy musieli uciekać od siatki. Pół finału to była masakra. No i wiek — Zverev 27 lat, Polak 30. Obaj w kwiecie wieku, obaj z motywacją, żeby sięgnąć po coś większego. Transfer między ligami? Dlaczego nie — Europa jest otwarta, a Dubaj to nie tylko klimatyzacja i luksusy, to również baza dla zawodników, którzy chcą działać przez cały rok. Prawda jest taka, że ten duet mógłby działać lepiej niż połowa topowych par na świecie. Znam firmy, które płacą za takie reklamy miliony — a my byśmy mieli na trybunach show godne boksu wieczoru. Ja bym osobiście poszedł na mecz sam ze sobą, żeby to oglądać.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Słuchajcie, nie powiem, żeby pomysł z tym Polakiem był totalnym szaleństwem — w końcu ten facet z Gstaad potrafi zaliczyć taki bekhend, że przeciwnik nawet nie wie, skąd to uderzenie wzięło się na korcie. Sam kiedyś oglądałem mecz w Wiedniu, gdzie z Czechiem zniszczyli drugą parę w półfinale, a ta akcja na forhendzie z półwolejki? Wyglądało, jakby rakieta miała własny silnik. Ale żeby nie było — nie wchodźcie we mnie z tym Dubajem i tymi prywatnymi spotkaniami marketingowcami. Jakbym słyszał wystarczająco tych "zaproszeń na kawę" od sponsorów, co to niby mają pomysł na kolejnego cudownego ratownika naszej drużyny. WiaraLech_bezKonca ma rację, że konkretów brakuje — ale nie to mnie najbardziej drażni. Największy problem to, że nawet jeśli ten duet by zagrał, to Zverev i tak dalej będzie potrzebował tej swojej indywidualnej magii, bo przeciwnicy nie odpuszczą tylko dlatego, że obok niego stanie Polak z bekhendem godnym traktorem. Pamiętacie ten występ w Indian Wells w zeszłym roku? Mieliśmy deblistów, których nazwisk nikt nie pamiętał poza turniejem, a Zverev grał sam jak jeden człowiek armii. No i jeszcze ten wiek — 30 lat to nie bułka z masłem, a transfer między ligami to nie przelewki. Ale niech tam, nie będę psuł zabawy. Jakby miało dojść do czegokolwiek, to co najmniej połowa kibiców naszego klubu musiałaby sięgnąć po portfele głębiej niż zwykle. A to już byłoby coś.Najpierw próba, potem wnioski.
-
A to pamiętacie ten mecz w Rzymie, gdzie Zverev sam uratował mecz 6:2 w trzecim secie z takim bekhendem na paszczę jak z armaty?? Teraz wyobraźcie sobie go obok faceta który robi to samo tylko lewą ręką 😱 MURU NA TAKĄ PARĘ! Żaden przeciwnik nie wytrzyma takiego ciśnienia kiedy będą szli do siatki z obu stron i walić na przemian niczym karabin maszynowy! No i te trybuny… kiedy obaj będą walczyć o każdy punkt to publiczność dostanie zawału ze szczęścia 🔥💪 PS. Polak z Gstaad to nie żaden tam cwaniak z Czech – ten facet to prawdziwy demon z rakietą w dłoni, który przeciwnikom nogi ugina!
-
A wyście to już w ogóle oszaleli z tym Polakiem, co niby na ratunek w deblu Zverevowi przyjdzie? Fajny pomysł, ale powiedzcie mi — to przypadkiem nie ten sam facet, co w Indian Wells w zeszłym roku przegrał 1:6, 3:6 z jakimś kwalifikantem, który na korcie nie miał nawet rozpiętej kurtki i jeszcze pytał sędziego czy może podejść do piłki, bo mu się sznurowadło rozwiązało? Słuchajcie, nie chcę psuć tej bajki, ale facet z Gstaad to jednak nie jest żaden nowy Bublik, co to od razu biją na forhendzie jak z armaty — on jeszcze tydzień temu strzelał podania po własnym serwisie w drugim secie meczu z trzema uderzeniami w nogę przeciwnika. Pamiętacie ten tenis w Gstaad? Tak, był fajny, ale to było przeciwko takim dziabniętym debliantom, co ledwo się ruszali, a nie przeciwko naprawdę solidnej parze. Z takim Bekhendowym Marszałkiem po drugiej stronie Zverev pewnie by się cieszył, że przeciwnik w ogóle dosięga piłkę, a nie że dostanie partnera, co będzie rzucał rakietą w boczną siatkę co drugą akcję. A Dubaj? No dobra, marketingowcy tam chodzą i plotą trzy po trzy — ale ilu z nich w ogóle widziało live'a na korcie w tym sezonie? Ten chłopiec co tam w Dubaju ostatnio rozdawał autografy to nasz sponsor, a nie jakiś ekspert od tenisa. Transfer między ligami? Jasne, Europa jest otwarta, ale kto niby pokryje te koszty? Zverev ma swoje kontrakty, Polak pewnie ma swoje, a my? My byśmy mieli oglądać ich w jednym stroju, tylko dlatego, że jakiś marketingowiec wymyślił fajny hasztag? I jeszcze co — wiek? 27 i 30 to niby kwiecie wieku, ale w deblu liczy się synchronizacja, a nie tylko siła uderzenia. Ja raz widziałem parę dwóch takich samych bekhendowych potworów i skończyło się tym, że jeden zagrał forehandem w siatkę, drugi też forehandem, a potem obaj stali i patrzyli na siebie, jakby zapomnieli, która strona jest ich. Wtedy to nie była Armagedonowa masakra, tylko smutny mecz bez akcji. No ale co tam — jakby miało dojść do czegokolwiek, to ja przynajmniej będę siedział na trybunie i wiwatował, żeby nie było tak srogo. Przynajmniej będzie na co popatrzeć. A zresztą, kto wie — może akurat tym razem ten duet okaże się strzałem w dziesiątkę. Mogę się mylić, ale wolę mieć nadzieję niż patrzeć, jak Zverev gra sam jak kołek.
-
ej, kolego, powiedzcie mi — od kiedy to kibiców interesują tylko "solidne logiki" i "logiczne rozwiązania"? bo ja w waszych postach to widzę więcej strachu przed wygraną niż entuzjazmu, a to dość dziwne dla członków klubu, który ma na nazwie samego Zvereva! słyszę te wszystkie "ale" i "to nie przelewki" jakbyście się bali, że jak coś fajnego się wydarzy, to coś im się w życiu poprzewraca. pamiętacie chociaż raz, kiedy ktoś zrobił coś naprawdę szalonego w deblu i to zadziałało? nie, serio — bo ja pamiętam, jak w deblu parę robili ci dwaj faceci z Argentyny w latach dziewięćdziesiątych, i wtedy nikt nie mówił o "logice", tylko o tym, że jak oni tam na korcie biegali to przeciwnicy dostawali zawrotów głowy! i do dzisiaj to są legendy, bo zrobili coś, czego nikt się nie spodziewał. ten Polak z Gstaad to nie jakiś tam przypadkowy chłop, co ledwo zipie — on ma w sobie to coś, co się czuje od razu, kiedy tylko staje na korcie. widziałem go w Wiedniu, jak grał z tym Czechiem, i przeciwnik po meczu mówił, że jego rakieta w ogóle nie nadążała za tym bekhendem! i nie chodzi mi o to, że on raz strzelił podaniem w nogę — mówię o latach doświadczenia, o instynkcie, który się nie da wytłumaczyć suchymi analizami. facet z indian wells przegrał z kwalifikantem, bo w tamtej chwili miał gorszy dzień — ale kto z nas nie miał? a ten sam facet w Gstaad to robił rzeczy, które normalni debliści nawet nie próbują powtórzyć! i co do Dubaju — no dobra, marketingowcy tam mają swoje interesy, ale przecież to nie oni będą grali! chodzi o to, żeby dać Zverevowi kogoś, kto go naprawdę wesprze, kto będzie tak samo agresywny, tak samo nieustępliwy, i kto nie odpuści ani przez sekundę. ten duet to nie byłaby jakaś nudna para dobrych kumpli, tylko maszyna do niszczenia przeciwników, która by latała po korcie jak dwa tygrysy! no ale zobaczymy — może akurat tym razem ten pomysł okaże się lepszy niż wszystkie wasze wątpliwości razem wzięte. ja przynajmniej wolę ryzykować pięknem niż siedzieć i narzekać, że nic fajnego się nie dzieje. a nuż ta para okaże się nowym wcieleniem szalonych lat dziewięćdziesiątych? no, ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
no co wy, ludziska, naprawdę się tak tym Dubajem rozpaliliście? przecież sami pamiętacie, jakie tam kiedyś szumy robiono wokół tej wielkiej tenisowej rewolucji z ponad dekady temu — i co z tego wyszło? mowa o tym głośnym transferze naszego faworyta z jakiś tam hiszpańskich rozgrywek do asfaltowych turniejów w amerykańskim stylu, tylko że akurat tamten cwaniak się okazał trochę… no cóż, słabszym ogniwem niż się spodziewano. pamiętacie ten show w miasteczku o nazwie um… Houston, gdzie przez pół finału szło się modlić żeby przeciwnicy mu nie dali forhendem w plecy? a potem jeszcze opowiadał prasie, że "klima w domku nie działa i to mu przeszkadzało w koncentracji" — no serio, ten facet myślał, że ktoś mu uwierzy? albo weźmy ten pomysł z deblową parą Zverev + nasz rodak co miałby latać na lewarkach — pamiętacie, jak w sezonie 2018 wszyscy krzyczeli, że nasz Ktoś tam wreszcie znajdzie swojego partnera idealnego? tyle że tenże "partner idealny" okazał się facetem, co to na korcie więcej razy wbiegł w siatkę samemu niż ją skutecznie wykorzystał. mecz w Madrycie? totalna katastrofa. kibice hiszpańscy dopingowali naszemu zawodnikowi, bo on jakoś tam jeszcze walczył, a ten drugi facet stał przy linii końcowej i czekał aż przeciwnik mu poda piłkę na talerzu. no i co? no i nic — po tygodniu było po sprawie, a marketingowcy musieli wymyślać kolejne hasztagi. czas pokaże, oczywiście, ale ja przynajmniej wolę patrzeć na tych, którzy choć raz na korcie dają z siebie wszystko, niż liczyć na te wszystkie piękne plany, które lądują w koszu na śmieci zaraz po pierwszym meczu. no i pamiętajcie — jakby miało dojść do tego duetu, to przynajmniej na trybunach będziemy mieli co oglądać, nawet jakby to miał być kolejny dubajski spektakl z obsadą.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽