Kto ma zagrać na korcie obok Carlosa, żebyśmy znowu mieli balet, a nie jeden manewr?
Ej no ale kto by pomyślał, że ten szwedek z tym groźnym bakendem to naprawdę dorósł do tej ligówki. 😏 Chodzą nawet słuchy, że co niektórzy agenci strzelają sobie fochy o rozmaite bajery na jego koncie... jakby ktoś chciał go raczej w kolory wpakować niż wreszcie dać solidnego partnera do tańca dla naszego Carlosa. 🤡 A my to nie chcemy żadnej „jedynki” na korcie, tylko balet, nie?
6 postów
-
✓Pamiętacie ten mecz w Barcelonie, gdy Carlos na drugi dzień po operacji kciuka wygrał 6:0 6:0 z jakimś kolejnym pretendentem do tytułu, a media pisały potem o „uduchowionym meczu”? No więc teraz do tej legendy chcielibyśmy dodać jeszcze jeden rozdział — tyle że nie samemu. Kto niby miałby stanąć obok i pomóc ubić takiego przeciwnika? Tylko ktoś, kto naprawdę rozumie, co to znaczy grać w stylu Carlosa, a nie taki szwedek, który w połowie kortu wygląda, jakby dostał pompą zamiast piłki. Pokażcie mi chociaż jedno rozgrywane przez niego spotkanie, gdzie nie walczyłby tylko o przetrwanie do kolejnego punktu — bo dotąd widziałem tylko nerwowe machnięcia i teksty „on ma potencjał”. Prawdę mówiąc, wolę naszego chłopaka samemu wpuszczać swoje granaty w kort niż marnować czas na nową „sensację” z cyrkiem za plecami. Macie coś konkretnego, czy znów mamy wierzyć w ogłoszenia drogeryjne?Gdzie dowody?
-
Ależ KubafanLechu, ty chyba dajesz się zwieść tym bajerom jak ten szwedek swój backhand?! 😱 Carlos w solo leci, to się dzieje magia, ale ta dyscyplina jebnięta komuś na partnera? NIE, NIE, NIE!!! Siema chłopaki, tak serio, to ja się rozumiem z MetrykaHunterem — jak Carlos ma walić swoją lewą rakietą, to niech ktoś obok stoi i wie, gdzie jest backhand, bo inaczej to nawet nie balet, tylko jednoosobowy cyrk z trampoliną! 🤬 Ale no... coś mi mówi, że ten szwedek to jednak jakieś przebudzenie ma w głowie 🔥 Bo wiesz, jakby naprawdę dorósł, to mogliby razem grać tak, żeby przeciwnik dostał zawału jak patrzy na ich wymianę — jeden lewy hak, drugi z wściekłością... BALET NA KORCIE!!! Albo... albo może coś zupełnie innego? Ktoś kto nie wygląda jakby mu ktoś ukradł rakietę, tylko ktoś, kto wie jak tę samą rakietę zrobić cudem karuzelą na oczach wroga? 💪 Prawdziwy partner do baletu, nie ten szwedek, co to walczy o drugie śniadanie na korcie! No dobra, ja bym postawił na jakiegoś hiszpańskiego szczeniaka z tej samej dzielnicy co Carlos... albo na tego faceta z Serbii, co też ma gniew w oczach! 😈 Wtedy by się zrobiło niebezpiecznie... a my kibice byśmy mieli co oglądać i opowiadać następnym pokoleniom! Jazda z nami, ludzie!!! 🔴🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ale to by dopiero było widowisko, jakby Carlos dostał partnera, który naprawdę umie tańczyć z rakietą! 🎭 No bo szwedek ten... no niech no ktoś spróbuje mi wytłumaczyć, jak on miałby balansować z naszym chłopakiem, skoro sam ledwo stawia kroki na korcie, a nie biega po nim jak po parkiecie w gotówce. On ma tyle finezji co młot pneumatyczny na truskawkach — fajny efekt, ale nikt nie będzie oglądać, jak żucie gumy na telebimie. Pamiętacie zeszłoroczny US Open, jak Carlos poszedł sam na całość i sfaulował pół Niemców, Czechów i jednego Andoryjczyka po drodze? Siedzieliśmy jak na rollercoasterze — jeden punkt, drugi, dziesiąty… a on tak samo sucho, jakby jechał metrem na zawody. Gdyby teraz musiał się jeszcze przebijać przez czyjś agresywny backhand albo nerwowe spacery po połowie, to zamiast baletu mielibyśmy tylko jeden wielki chaos z kapeluszami od bijących piłek. A wiecie, co mi się roi z metrykami, które oglądam dla zabawy? Że transfer szwedka to byłaby loteria nie gorsza niż strzelanie do celu z rozbiegu — tyle że bez szansy na trafienie. On ma 20 lat, wpada w furie przy każdej nieudanej wymianie, a o stałej grze zespołowej to nawet nie ma co gadać. Carlos przy nim wyglądałby jak dyrygent orkiestry, która zagrała koncert w szpitalu psychiatrycznym. Za to… moglibyśmy pomyśleć o kimś, kto ma 23–25 lat, już gra regularnie w top 50, a do tego ma w sobie tę hiszpańską nutę stylu — ktoś jak Fucsovics albo mistrzowski Hiszpan z młodzieżówki, który dorastał na kortach w Walencji. Takiego faceta Carlos by od razu „czuł”, bo obaj mieliby ten sam język ciała, ten sam środek kortu jako święte miejsce, a nie drogę do szatni. Razem mogliby psuć piłki w stylu godnym akademii malarskiej — jeden lewy hak, drugi forhend z wściekłym topspinem, a przeciwnik patrzyłby w niebo, licząc łuskę w oku. Albo… serio, co powiecie na powrót starego dobrego Duplacy’ego? Już nie jest młody, ale wie, jak balansować, jak nie przesadzać z mocą i jak tańczyć wokół Carlosa, a nie pod nogami. Oni razem mieliby klimat starej szkoły — elegancja plus zgrany duet. A my? My byśmy mieli balet na korcie, nie jednoosobowy popis z hukiem jak przy budowie autostrady. Szwedek to pomysł na kolejną bajkę kibicowską — taką, którą opowiadamy sobie w tramwaju, gdy Carlos znów wywróci przeciwnika jednym bekhendem. Ale partner do baletu? To musi być ktoś, kto rozumie sztukę, a nie gra w tenisa jak nałogowy palacz próbujący rzucić przy pomocy siły woli. Z szwedkiem to będzie raczej „taniec”, w cudzysłowie, bo on chyba jeszcze nie wie, gdzie są nogi.
-
Ej, cholera, ale fajnie się czyta, jak ktoś tu naprawdę wie, o czym gada! 🔥 Carlos na korcie to już nie jest żaden cud świata — to po prostu rytuał, który się powtarza, jak pijący kawę w niedzielne ranki w Gdańsku. Ale to drugie miejsce? Tu macie pecha, bo albo znowu oberwie się szwedek, albo jakiś hiszpański szczeniarek, co to jeszcze niedawno gubił skarpetki w szatni. A wiesz, co ostatnio oglądałem w pudelku? Ten mecz Carlosa z Medvedevem na kortach w Madrycie — ten drugi set, gdzie Carlos poszedł na 100% i zagrał jakby miał w kieszeni kontrakt na mistrzostwo. Medvedev się tylko rozglądał, jakby pytał: "co jest, chłopie, jesteś z innej planety?". I wiesz co? Na drugiej połowie kortu stało dwóch facetów, którzy wyglądali jakby im ktoś kazał patrzeć na spektakl — jeden z nich to był właśnie ten jego były partner z juniorek, Hiszpan jak nic, który teraz gra w challengerach gdzieś w Azji. Carlos go nie widział, ale ten Hiszpan tam stał i kiwał głową, jakby mówił: "kurwa, stary, ty dalej robisz swoje, a ja tu marnuję czas na rozegranie seta z facetem z trzeciej ligi". I to jest właśnie ten moment, w którym czujesz, że balet nie może być jeden — muszą być chociaż dwoje, co tańczą w tym samym tempie! Szwedek? W życiu. On nawet nie umie rozpoznać forehandu od backhandu, jak mu się rakieta w ręce zatrzęsie — pamiętam ten filmik z nim, jak walnął w siatkę i dopiero po chwili zorientował się, że to nie on przegrał punkt, tylko jego przeciwnik. 🤡 A my mamy oglądać coś takiego obok Carlosa? Jak on ma walczyć z twoim chaosem, skoro on sam jest wzorem elegancji? Więc ja bym postawił na kogoś w stylu Granollersa — nie ten jego starszy brat, tylko ten młodszy, co gra w Barcelonie. Ten facet to prawdziwy baletmistrz, umie grać, umie czekać, a do tego ma tyle finezji, że Carlos by się ucieszył, jakby dostał partnera, który nie tylko bije, ale i rozumie, co to znaczy "ułożyć punkt". Razem byliby nie do zatrzymania — jeden lewy hak, drugi forhend z takim spinem, że przeciwnik by myślał, że gra z dwoma duchami. I my kibice? Byśmy mieli co oglądać, a nie tylko klaskać po meczu, bo "no, ale Carlos znów wygrał". Szwedek to tylko kolejna próba wkręcenia kibiców przez jakiegoś agenta, który liczy na to, że nasz chłopak urośnie mu na oczach i nagle zrobi się z tego nowy duet marzeń. Ale my znamy Carlosa — on nie lubi czekać, aż ktoś się nauczy. On lubi mieć u boku kogoś, kto wie, co to znaczy być partnerem do tańca, a nie do bijatyki. 💃🎾
-
no ale pamiętacie ten transfer, o którym wszyscy gadali, że hiszpański duży junior wyląduje w parze z naszym i wreszcie zrobi się z nich para marzeń? ten z metkami agencji, co obiecywali tyle, co ja pijąc herbatę w Gdańsku — osłodę? 😄 gdzie on teraz gra? w challengerze wprost z kwalifikacjami, a my dalej oglądamy Carlosa, jak wali jedynkę, bo drugi facet nie dotarł nawet do ćwierćfinału tej imprezy, na której miał debiutować. czas pokaże, jak mówili ci sami, co sprzedawali nam bańkę mydlaną za bajer — że niby ten hiszpański maluch zaraz wyrośnie na partnera godnego naszego króla kortów. albo ten drugi pomysł, żeby dołączył jakiś turek, co to niby miał mieć "ogień w żyłach" — ten sam, który po przyjściu do touru spędził pół sezonu na leczeniu ręki, bo uderzał tak mocno, że sędziowie bali się podejść do siatki. wiadomo było od pierwszego meczu, że to nie ten numer, ale firmy marketingu i agenci potrzebowali tylko jakiegoś hasła, żeby nam sprzedać następny serial. a szwedek? ten co miałby dodać do stylu Carlosa coś "szalonego"? pamiętacie debiutancki występ w Barcelonie, jak Carlos rozbił go w trzech setach, a on jeszcze przed samym meczem opowiadał dziennikarzom o swoim "nowym stylu gry"? no i gdzie ten styl? chyba zgubił go razem ze skarpetami po pierwszym segmencie. czas pokaże, kto tym razem dostanie szansę, żeby nie spalić debiutu w wielkim stylu. ale jedno jest pewne — my kibice wolimy balet, a nie cyrk, choćby najgłośniejszy.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽