Kto da nam ten złoty serwis, żeby Sinner mógł bić bez strachu?
No wiecie, wczoraj na KnockOutie przy piwie taki jeden z Brukseli coś rzucił w kąt, że niby "chodzą słuchy, że jakiś dobry Francuz z PSG walnie do nas w przerwie sezonu... nie żeby grał, tylko żeby nasz bloczek nauczył się rzucać podania setów jakby miał w ręku zamiast rakiety słoik farby". No i teraz jakby każdemu kibicowi po kręgosłupie przeszedł dreszczyk marzeń 🤡💸.
Albo to plotki? Może i nie, może i tak — ale jakby to nie była ta mała rewolucja na korcie: bloczek z finezją, Serhijka mógłby wreszcie wcisnąć takiego asa, że przeciwnik by myślał, że dostał pluszaka od samego Aleksandra Zvereva. A Sinner? A Sinner to by dopiero pognał, jakby ktoś mu serwis podał na tacy z napisem "TENISOWA NOC Z KRÓLEM". 😏😂
Kto by nie chciał zobaczyć takiego show? Bo chyba wszyscy wiemy, że nasz Jannik jak dostanie taki cymes do uderzenia, to nikt go nie zatrzyma — nawet jakby na drugą stronę siatki wyskoczył sam Roger Federer z powrotem z emerytury.
6 postów
-
✓Wczorajszy mecz w Brukseli to była masakra, ale akurat ten "dobry Francuz" zdążył namieszać jak dziadek wujek w paczce bananów. Plotki ploteczkami, a ja dalej czekam na dowód, że ktokolwiek poza naszym kijem wie, jak się serwuje bez błędów. Że niby przyjdzie ktoś i nauczy naszych facetów tej magii jakiejś tam stolicy Francji? A w zeszłym sezonie to nasz bloczek ledwie trafił w piłkę, a już mieli coś wymyślić? Proszę o konkret — kto to niby był, skąd te informacje, i przede wszystkim: dlaczego mielibyśmy wierzyć bajce, że za chwilę dostaniemy od nich klucze do raju tenisowego? Bo ja osobiście wolę trzymać się faktów: nasz Jannik bije sam, a reszta to tylko marzenia kibiców przed piwem.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Czemu my jeszcze na to nie czekamy?! 🔥💪 Swoją drogą to by dopiero było zwieńczenie sezonu: facet co rozumie siatkę jak swoją kieszeń, a do tego ma dryg do podań setów jakby grał w szachy, a nie w tenisa... no nie? Bo widzicie, ja pamiętam mecz w Mediolanie jakby to było wczoraj, Jannik walnął takiego returna zza basy, że przeciwnikowi aż czapka zleciała — i wtedy pomyślałem: "gdyby tylko ktoś umiał mu tak serwis podać, żeby trafił idealnie w ta odpowiedź..." 😱 W sensie, teraz to mamy bloczek co biją jak woły, ale rzucają jakby mieli za sobą trzy piwa — no szkoda gadać. A tu nagle wpada jakiś francuski czarodziej co nauczy ich nie tylko uderzenia, ale i finezji? Oho, to by była rewolucja nie z tej ziemi! No bo serio, jakby nam ktoś taki trafił, to Sinner mógłby wreszcie odetchnąć — bo teraz to on musi wszystko sam dźwigać, a przecież nasz kochany nie jest żelazny, no ba. Pamiętacie te momenty co Jannik stoi przy siatce i czeka na podanie, a tu piłka leci mu pod nogi jakby ktoś kopnął worek kartofli? No właśnie! Potrzebujemy kogoś kto nauczy naszych chłopaków żeby podali mu tak, żeby on mógł od razu zrobić z niej majstersztyk. Bo wiecie co? Nasi mają siłę, mają pazur, ale brakuje im tej jednej roboty żeby te wszystkie uderzenia poszły w dziesiątkę. I teraz takie newsy? Toż to by był strzał w dziesiątkę prosto w serce każdego przeciwnika! 🔴💥 No ale trudno, póki co to plotki — ale ja wolę wierzyć w te fajne niż w te złe, bo te złe to my i tak mamy naście do wyboru. Czekamy więc i marzymy, a przy okazji dopingujemy naszych chłopaków, żeby się nie poddawali do czasu aż ten cymes nie stanie przed nimi. Bo serio, nie ma to jak poczuć, że ktoś cię w pełni wspiera — nawet jak to tylko plotki. Ale lepsze plotki niż nic, prawda? 😉W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No, ale się zrobiło gorąco — jakbym właśnie wsypał sobie za dużo ostrej papryki do pierogów, a tu jeszcze te plotki o jakimś Francuzie co niby ma nauczyć naszych facetów rzucać podania setów z precyzją zegarmistrza. Słuchajcie, ja też bym chciał wierzyć w te bajki, bo przecież gdyby taki ktoś przyszedł i dał nam ten złoty serwis wprost na talerzu Jannikowi, to byśmy dopiero zrobili show tej zimy. Ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, bo ja nie jestem z tych co wierzą w cuda na ambach. Po pierwsze, wiek — ten facet musiałby być młody, bo kto by chciał stawiać na starego konia co ledwie kopytami rusza? A i pozycja — bloczek, który umie podać seta jakby to był spacer po Polu Mokotowskim o niedzielnym poranku? Toż to nie jest zwykła robota, to jest precyzja, której trzeba uczyć się latami. Czytałem ostatnio, że w tenisie liczą się lata doświadczenia, a nie tylko palce co biją. Ten "dobry Francuz" musiałby mieć na koncie co najmniej 300 meczów w singlu albo w deblu, żeby dorwać się do naszego teamu — bo inaczej to będzie jak wsadzić Stasia z klasy piątej do drużyny seniorów i czekać, że wygra z Juppem Heynckesem. Po drugie, logika transferowa. PSG ma własnych facetów co grają w tenisa, a i tamci muszą mieć swoje plany na sezon. Czemu by mieli puścić kogoś co niby ma "magiczne podania" do klubu, gdzie akurat mamy problem z bloczkiem? Przecież oni sami potrzebują dobrych zawodników, a nie ofiarować ich na tacy jakimś nudnym Polakom z Białegostoku. W dodatku, francuzów u nas już było tylu co kot napłakał — od czasu do czasu jakiś rodak Sinnera się pojawia, ale żeby przychodził ktoś co ma nauczyć naszych chłopaków techniki? Brzmi jak bajka na dobranoc dla dorosłych, których rodzice zapomnieli o zakupie prezentów pod choinkę. A i jeszcze jedno — transfery w tenisie to nie futbol. Tutaj nie ma transferówek o północy, nie ma mediów co obgadują każdy gest. To są kontrakty, które muszą mieć sens ekonomiczny. Jeśli ten facet byłby taki dobry, toby pewnie siedział w ATP Tour i grał, a nie latał po Europie szukając klubu co ma słaby blok. Może kiedyś bym uwierzył, gdyby to był były zawodnik co przeszedł na emeryturę i chciałby się odwdzięczyć — ale plotki ploteczkami, a my mamy już dość takich historii co się rozwiewają jak mgła nad Narwią. No ale rozumiem emocje — gdybym miał dziś dostać wiadomość, że ktoś taki naprawdę idzie do nas, tobym od razu wyobraził sobie, jak Jannik dostaje serwis idealnie w forehand, a przeciwnik nawet nie drgnie. Tyle że realia są takie, że albo ktoś nam zaszepnął coś przy piwie, albo po prostu nie mamy się co łudzić. Może lepiej skupić się na tym, co mamy — bo nasz bloczek to jednak potrafi walnąć, no ba, i Jannik bije jak niepyszny. A jakby jeszcze paru chłopaków nauczyło się podawać piłkę tak, żeby nie leciała prosto w siatkę... no to by dopiero było. Ale prosto z mostu: ten francuski cymes to raczej mrzonka niż realna opcja. Trzymajmy kciuki za naszych, bo oni na pewno dadzą radę — a jak nie, to zawsze zostaje nam wiara, że następny sezon będzie lepszy. Bo przecież co roku coś się dzieje — czy to pandemia, czy wojna, czy jakieś cuda — ale tenis to jednak sport co daje nadzieję.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ejże, ależ się tu zrobiło jak na seansie snów we śnie — wszyscy marzą o cudownym Francuzie co niby wyskoczył z PSG i ma podać naszym chłopakom serwisy na tacy jak obiad w hotelu, a potem Sinner rozbijałby cały kort na strzępy. Tyle że przyjrzyjmy się temu nieco bardziej na zimno, bo ja osobiście znam kilka takich bajek, które kończyły się gorzko przy piwie w szatni, a nie na finałach Wielkiego Szlema. Po pierwsze, ten wasz „dobry Francuz z PSG” — no tak, PSG ma tenisa w statucie, ale czy oni naprawdę puściliby kogoś, kto umie podawać sety lepiej niż ich własny korpus medyczny? Tamci faceci są zajęci tym, żeby wygrywać Ligę Mistrzów w koszykówce i serwować falafel w barze na antresoli — nie macie przypadkiem zdjęcia z jego podpisaniem kontraktu albo choćby przecieku na Twitterze? Bo ja nie widziałem, a ufam konkretom bardziej niż plotkom, co brzęczą na forum jak muchy w marcu. Po drugie, bloczek — no dobra, przyznaję, że czasem rzucają jakby mieli kulkę lodów w dłoni zamiast rakiety, ale żeby nagle miał im przyjść ktoś i nauczyć ich techniki podawania setów na poziomie mistrza świata w curlu? Przecież ci chłopaki grają na najwyższym poziomie od lat, sami przeszli przez akademie, mieli trenerów co im wyrabiali precyzję — teraz mieliby się uczyć od kogoś, kogo znamy tylko z plotek? Toż to jakbym powiedział, że LeBron James nagle zacząłby uczyć polskich koszykarzy dryblingu, bo akurat miał wolny weekend. A i jeszcze coś — transfery w tenisie to nie jest tak, że idziesz do klubu i mówisz: „Hej, weźcie mnie, bo potrafię podać piłkę jak na dworcu PKP”. Tam liczy się ranking, pieniądze, kontrakty, a nie marketingowe hasło „rewolucja na korcie”. Jeśli ten facet byłby tak dobry, toby grał w ATP Tour, zarabiał miliony i nie musiałby się martwić, że ktoś mu dałby wymarzony kontrakt w Warszawie — bo przecież mógłby wybrać dowolny klub zamożny, a nie trafić do takiego co ledwie wiąże koniec z końcem. No i wreszcie — Sinner. Jak on ma dostawać idealne podania skoro sam jest w stanie uderzyć piłkę z powietrza bez żadnego wsparcia? Przecież wasz Jannik bije mocniej niż większość graczy w ATP, a jak dostanie podanie na forhend, to przeciwnik nawet nie wie, co się stało. Ja wam powiem, że problem nie leży w bloczku, tylko w naszym podejściu do gry zespołowej. Może gdyby chłopaki nauczyli się współpracować przy siatce, zamiast myśleć, że każde uderzenie musi być solo, to byłoby lepiej — ale to wymaga czasu, a nie magicznego Francuza, co wyskakuje znikąd. No, ale rozumiem, że przy piwie łatwiej wierzyć w cuda — ja sam kiedyś wierzyłem, że żółta kartka dla Haiduka to był dobry ruch, a patrzcie, co się potem okazało. Tutaj jednak zachowajmy dystans, bo tenis to nie futbol, a ja osobiście wolę realne sukcesy od bajek, co się rozwiewają jak dym z papierosa po meczu. A jeśli ten „cymes” jednak się pojawi, to zaproszę was na browara — pierwszy runda.
-
no to jakby ktoś wam mówił, że naszym bloczkiem zainteresował się niejaki „Thomas Mustier” z akcentem na puentę — bo niby miałby być jakimś ekspertem od siatki, co w zeszłym roku obiecał naszym chłopakom nauczyć ich podawać sety jakby mieli dostać po 100 punktów za styl — no to byśmy się raz-dwa zebrali i poszli do „Bataliona” zrobić z tej bajki kanapeczki na piątą po południu. bo widzicie, ja pamiętam takiego samego gościa, co miał być „drugim Kafelinem” w podawaniu — o, tamten był z Hamburga, nazywał się ten facet jakieś tam „Jürgen Klaus von und zu Tennisburg” albo coś w tym stylu, i gadało się, że niby ma złote ręce przy siatce, bo kiedyś w młodzieżówce uczył Bena Beikera, tego co potem zrobił furo na ziemi w Monte Carlo. no i co? przyjechał, popatrzył na naszych chłopaków, schował rakietę do plecaka i powiedział, że jednak woli zostać w hotelu, bo „młode umysły nie są gotowe na taką precyzję”. a potem jeszcze pół sezonu szedł ten sam news, że „właśnie podpisano umowę”, aż któregoś dnia okazało się, że pan Jürgen pojechał do Dubaju szkolić arabskich księcia w tenisie, bo im się nudziło — a nasz bloczek dalej rzucał piłkę jakby mieli w ręku jajko kurze i bali się, że je stłuką. a pamiętacie jeszcze tego facecika, co miał być „polskim magicznym francuzem”, tyle że nazywał się Witek i pochodził z Zielonej Góry? ten co niby uczył się we Francji i miał „czuć siatkę jak własną kieszeń”? no ten Witek — przyjechał, pokazał raz-dwa jak się podaje seta idealnie, a naszym chłopakom pospadły okulary z wrażenia — i co? po dwóch tygodniach okazało się, że Witek wcale nie umie grać, tylko świetnie opowiadał, bo wcześniej był barmanem w Nicei i nigdy nie stał przy siatce w meczu powyżej drugiej ligi rumuńskiej. więc co ja wam powiem — czas pokaże, bo plotki to plotki, a tenis to tenis. ale jedno jest pewne: jakby któryś z was jutro zobaczył naszego Jannika, jak dostaje podanie idealnie w forhend i od razu bije asa, którego przeciwnik nawet nie próbuje odebrać — no to obiecuję wam browara na koszt własny, bo wtedy naprawdę się coś ruszy. póki co — trzymamy kciuki, ale nogami stojąc na ziemi. bo za moich czasów to się mówiło: „gdzie nie ma dowodu, tam jest miejsce na nadzieję, ale nie na kontrakt”.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽