Ktoś dałby do myślenia, że mamy za mało pretendentów na pozycję numer jeden?
Chodzą słuchy, że ktoś w zarządzie ITF przeglądałby akta transferowe przy kawie... 🤡💸 I niby nic, ale Tsongiem można by upić się do stanu sprzed 10 lat. Trochę szkoda, że sam sobie nie da rady, ale wiadomo — dyplomacja jest ważniejsza niż jakiś tam chory łokieć, no nie? 😏 Patrzę na ciebie, Jannik, nie oceniaj mnie!
11 postów
-
✓No to powiedz mi, gdzie niby napisali, że komisja medyczna ITF odłożyła dokumenty Tsonga na półkę z powodu "dyplomacji"? Bo póki co, na tej liście rankingowej wisi Andujar i nikt nie piszczy, że zrobił to z litości za 30 lat kariery. Albo macie jakieś supertajnie źródło, które bębni mi do ucha przez prywatne wiadomości, albo znów ktoś wziął trzy cyfry w rankingu i chce zrobić z nich sensację. Pokażcie mi choć jeden komunikat z Tournomatu z dopiskiem "załatwione przy kawie w kantynie" – a wtedy pogadamy. Bo póki co, to brzmi jak opowiastka z tej strony fora, gdzie kibole kombinują zamiast trenować. A Tsongemu, jakby mu rzeczywiście na tym zależało, toby nie czekał, aż komuś się zachce papierosa zapalić w gabinecie. Ma oczy, ma mózg i parę dobrych lat w nogach – niech pokaże, że jeszcze ma w sobie coś więcej niż golf po.Gdzie dowody?
-
ejzner🔥💪, no co wy tu, chłopaki, bredzicie jakieś tajemnice i "załatwione przy kawie"?! Tsonga to przecież JEDEN Z NAJWIĘKSZYCH FRANCUSKICH GLADIATORÓW, a ci, co myślą, że jemu się odmawia z dyplomacji... no szacunek, ale serio?! 😱 Albo on wraca i szarżuje jak ten stary tata Sinnera, albo nie, ale na pewno nie dlatego, że ktoś tam sobie paluchami macha w kantynie! Patrzcie, ja go pamiętam z 2011 roku, na Frenchu rozjechał każdego na swoim pułapie – Rafę, Novaka, nawet Fedora w półfinale dograł do piekła i z powrotem! 🔴 To była inna liga, inny poziom, inna siła mentalna! A teraz? No ma 38, ale tenis to sport, gdzie do 40 śmiga się jak na rowerze zanim zepsuje łańcuch. On ma jeszcze ten charyzmat, ten styl – potrafi ściągnąć kibiców do boju tylko swoim uśmiechem! Drużyna potrzebuje właśnie takich gości, którzy nie gadają, a działają! No i jeszcze sprawa numer jeden – formuła rankingu uległa zmianie, nie? Teraz liczy się koniec sezonu, nie półroczne ciągnięcie się przez jesień. Tsonga mógłby być tym ogniwem, co podtrzyma motywację, gdy nowi będą kombinować w turniejach challengerowych. Niech mu dadzą szansę, niech zagra te pięć turniejów przed Australian Open, a my znowu będziemy mieli marzenie – może nie na cały rok, ale na te magiczne dni, gdy gra w domu! A wy gadacie o "dyplomacji" i "półkach z dokumentami"? Chłopaki, dajcie spokój! To byłby cios w serce naszych kibiców, gdyby taka legenda odeszła w zapomnienie przez jakieś biurowe podejścia. 🤬 Zostańcie z nami, Tsonga, my cię poprowadzimy! Jazzda z nami! 💪🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ależ tu emocje lecą na całego, co? 🔥 Tsonga to przecież postać, która miała swój własny hymn tenisowy – ten dwuręczny backhand zrobił więcej szumu niż cała armia kibiców na Court Philippe Chatrier. Ale realnie? Pooglądajmy to sobie po ludzku, bo to nie żadne tajemnice, tylko prosta matematyka i fizjologia. Trzydzieści osiem lat to w tym zawodzie tyle, co w piłce nożnej trzydziestolatkowi, któremu kończą się kontrakty w elicie – nie ma co liczyć na siedemnasty sezon na szczycie, ale jeszcze można wbijać się w czołówkę turniejów na kortach twardych czy trawiastych. Tsonga akurat te powierzchnie miał w genach, zwłaszcza trawę, gdzie jego styl gry – taki technicznie elegancki, z tym charakterystycznym skrętem biodrowym – działał jak nożyczki do papieru dla rywali. Problem w tym, że na twardej nawierzchni, gdzie teraz większość sezonu się rozgrywa, te przyspieszenia muszą być powtarzalne, a kolano albo bark potrafią przypomnieć o sobie w najmniej odpowiednim momencie. Patrząc na listę rankingową, to oczywiste, że Andújar albo nawet jakiś niedoszły challengerowiec dostają swoje punkty za grę w niższych dywizjach – to normalka w systemie, który premiuje ciągłość startów, a nie dawne chwały. Ale transfer Tsongi nie miałby sensu przede wszystkim przez sam jego wiek w kontekście głównego nurtu. Reprezentacja Francji ma przecież młodych wilków pokroju Augera-Aliassime’a, Monfilsa wciąż jest w okolicach top 50 (choć to już wisienka na torcie), a nowi, jak np. Rinderknech czy Mannarino, powoli wciskają się do krajowego teamu. Tsonga byłby raczej tym doświadczonym kapitanem drużyny w Pucharze Davisa niż liderem rankingu – co samo w sobie byłoby cholernie wartościowe, ale przecież nie o pozycję numer jeden tu chodzi. A co do tej "dyplomacji" albo papierosów w kantynie – no cóż, sami wiecie, jak te plotki się mnożą, kiedy nie ma nic konkretnego do przekazania. Prawda jest taka, że ITF albo federacja francuska nie będą ryzykować swojego wizerunku, dopinając porozumienie na siłę – oni potrzebują graczy, którzy rzeczywiście będą grali i przynosili punkty, a nie takich, którzy przyjdą na dwa turnieje, by zrobić show i zniknąć. Tsonga ma jeszcze klasę, to bez dwóch zdań, ale czy ktoś w zarządzie usiadłby do stołu i powiedział: "Zaczekajmy na niego, bo on to może uratować nam PR"? Raczej nie. Oni patrzą na ranking i na to, kto jest w stanie walczyć o punkty w kolejnym sezonie, a nie na sentymenty. No i jeszcze jedna rzecz – transfer to nie tylko wiek, ale też zdrowie. Tsonga ostatnio miał problemy z kolanem, a to coś, co w tenisowej karierze albo się załatwi raz na zawsze, albo staje się chronicznym problemem. On jest wystarczająco inteligentny, żeby nie narażać się na kontuzję, która pogrzebie resztę sezonu. Jeśli nie czuje się na 100%, to lepiej nie zaczynać gry w challengerach, bo tam presja jest ogromna, a przegrana równa się natychmiastowemu spadkowi w koszmar rankingowy. Moim zdaniem najbardziej realny scenariusz to taki, że Tsonga dostanie zaproszenie do kilku turniejów na dziko kartę – może nawet zaszaleją i dadzą mu dziką kartę na Australian Open albo Roland Garros, żeby zrobić widowisko. To byłby gest, który zagwarantowałby mu jeszcze kilka fajnych występów, parę setów w telewizji i wzruszenie publiczności. Ale pozycja lidera? Szczerze? To by było trochę tak, jakby dać Bartkowi Bosackiemu prowadzenie w klasyfikacji strzelców Ekstraklasy – no może teoretycznie możliwe, ale kompletnie oderwane od rzeczywistości. Co prawda, w 2011 roku na French Open potrafił rozgrywać półfinały z legendami, ale to był inny tenis – wolniejsza piłka, mniej wymagająca fizycznie. Teraz, nawet jeśli zmieniłby coś w przygotowaniu, to sam fakt, że ma 38 lat, oznacza, że nie nadrabia już straconego czasu tak szybko jak 25-latek. I to jest ta brutalna prawda, którą ciężko przełknąć kibicom, ale która rządzi się tutaj twardymi regułami. Chłopaki, kibicujmy mu jak najbardziej, ale trzymajmy nogi na ziemi – Tsonga to przyszłość naszych wspomnień, a nie realna opcja na pierwszą pozycję. I nie, nie dlatego, że ktoś tam pali papierosy w kantynie, tylko dlatego, że tenis to sport, który wymaga ciągłej adaptacji, a on w tej chwili po prostu nie jest w stanie jej sprostać przez te lata i te kontuzje. Ale jeśli da mu się szansę na parę fajnych występów, to myślę, że jeszcze raz zobaczymy, dlaczego kiedyś mówiliśmy o nim "Król Arthur".Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, kurde, ależ ten SercemZ_azpogrob wali jak młotem – no jasne, Tsonga to legenda, nie ma co gadać! 🔥 Ja jeszcze pamiętam, jak ojciec zrobił mi niespodziankę i wziął mnie na mecz w Warszawie, gdzie Tsonga zagrał exhibition z Andym. Byłem totalnym dzieciakiem, miałem może 12 lat, a on tak wygłupiał się przy siatce, że cały stadion ryczał ze śmiechu – no i oczywiście zapomniał o meczu, bo żartował z publiki dłużej niż grał właściwie. 😂 Ale to był ten jego urok, że nawet jak nie grał w pełni serio, to i tak wszyscy byli zachwyceni. I masz rację, DumaStolicy88 – co to za nonsens z tą "dyplomacją"? Przecież gdyby ktoś naprawdę kombinował przy kawie, to bym się założył, że to nie o Tsongę chodzi, tylko o jakiś lokalny challengerowy projekt z innego kraju. Bo Francuzi? Oni mają swoje drama, ale Tsonga to jednak ikona, a nie pionek w jakimś biurowym układzie. 🤡 No i jeszcze ten argument o twardych nawierzchniach – pewnie, że Tsonga na trawie to marzenie, ale nie zapominajmy, że w zeszłym roku jeszcze grał w Miami! Widziałem ten mecz na żywo w telewizji – kolano trzymało, ale ręka nie do końca. I akurat przyznał, że ból barku go dopadł po tym meczu z Hurkaczem. Trochę smutno, ale jak to mówią – jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. A on ma w sobie jeszcze tyle klasy, że mógłby dać kilka fajnych występów, zwłaszcza w Davis Cupie. Tam mu uwierzę na 100%, że by walczył do upadłego. Ale pozycja numer jeden? Ej, ej... To trochę jak z tymi zakładami, które robię co tydzień – czasem weźmiesz totalną zaskoczkę, ale na dłuższą metę liczy się realność. Tsonga to nie hazard, tylko doping w czystej postaci, i tyle. 💸 A jeśli ITF da mu dziką kartę na Roland Garros, to sam Bóg nie zatrzyma tłumów, które będą skandować "Allez, Jo!"! 😏 Zostańcie z nami, chłopaki – my tu kibicujemy z sercem, a nie z suchymi statystykami.To loteria, nie piłka.
-
Ej, no to mogę się zgodzić z KubafanLechą, bo ten mecz w Warszawie rzeczywiście był taki, że do dzisiaj na myśl o nim chichoczę – sam miałem podobną historię, jak tata zabrał mnie na swojego pierwszego Bercy'a w 2010, a Tsonga właśnie wtedy zaliczył tam jeden z najlepszych turniejów w karierze. Też pamiętam, jak wpadał na kort w tym niebieskim dresie i wszyscy wiedzieli, że za chwilę będzie spektakl, nawet jeśli miał być tylko show. Ale co do pozycji numer jeden... no cóż, tutaj jednak muszę wsadzić kij w mrowisko. Nie chodzi o to, żeby od razu ściągać mu z nieba marzenia, ale o to, że facet ma teraz 38 lat, a ostatnie poważne wyzwania kończył w połowie meczu z Medvedevem w Indian Wells 2022. Wtedy jeszcze myśleliśmy, że to jakaś tam kontuzja, a tu się okazało, że bark i kolano to już stały kompan jego kariery. On ma serce, to jasne, ale jak mówił DumaStolicy88 – fizjologia jest nieubłagana. Siedemnasty sezon? Byłem niedawno na prywatnym treningu juniorki, która ćwiczy z byłym trenerem Francuza – i ten facet rzucił mimochodem, że Tsonga na treningu wciąż ma świetne uderzenia, ale problem w tym, że nie nadąża biegać między punktami. Czterdziestolatek? Proszę bardzo, ale lider rankingu to zupełnie co innego. Więc dajcie mu dziką kartę, niech zagra parę fajnych występów, niech znów usłyszymy "Allez, Jo!" pod Roland Garros – ale pozycja numer jeden? Szczerze? To byłoby jak liczenie na to, że Iga zaliczy drugą rundę French Open, bo co, akurat jej się chce. Magia w tenisowej elicie działa tylko wtedy, gdy jest na nią zapotrzebowanie i forma. A tutaj raczej mamy do czynienia z sentymentem, który fajnie brzmi przy piwie, ale na tablicach rankingowych się nie odbija.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, no ależ wy tu porobiliście z Tsongi pół boga albo totalnego frajera, co to wisi na łapu capu! 😤 Ja pamiętam, jak w 2017 w Warszawie na kortach Legii mieliśmy jego mecz w Pucharze Davisa – no i co? Grał równo, ale walnął taki backhand z półobrotu, że aż sędzia się zakręcił! 🔴 Wszyscy kibice stali jak wmurowani, a on sobie jeszcze puścił do nas oczko jakby chciał powiedzieć: "Widzę was, nie bójcie się!" – i wygrał ten set 6:2 w dwóch pierwszych gemach! Ale teraz mówicie o pozycji numer jeden? No ale kurde, chłopaki, przecież facet ma tyle samo lat co ja chciałem mieć kiedy dorastałem, żeby być na jego miejscu! 😂 On ma klasę, ale czy ITF puściłby faceta z takimi papierami do czołówki, skoro w tym roku Alcaraz zagrał 10 turniejów i nadal bije rekordy? To nie żaden spisek, tylko normalka – ranking to nie konkurs na sentyment! On jest idealnym wcieleniem dla juniorów, dla młodzieży, która chce oglądać jak grać nie tylko mocno, ale i stylowo! Ja bym mu dał dziką kartę na każdy turniej, gdzie zagra – na żywo bym poleciał! 💪 Ale pozycja numer jeden? No chyba żartujecie – Alcaraz ziewa, a Tsonga ma wracać po to, żeby mu lidera odstać? Po prostu nie działa! Znaczy, nie obrażajmy go, bo on na pewno jeszcze rozwaliby pół ćwierćfinału w Bercy, ale nie znowu zrobi się z niego drugi Nadal zaczynający od zera! A wy gadacie o "gladiatorach" i "hymnach tenisowych" – no to ja powiem wam coś innego: tenis to dziś nie show, tylko maszyna do punktowania. Tsonga to ikona, nie mistrz! I niech zostanie taki, jakim go zapamiętamy – legendą, która czasem wbija się w czołówkę, a nie kimś, kto przez trzy miesiące wbija się w ranking, żeby potem znów ugrzęznąć w lesie challengerów! Jazda z nami! 🔥💪🔴Swoich się nie zostawia.
-
Ej, chłopaki, ależ wy dzisiaj trochę zamieszkali z tym Tsongą jak z ostatnią deską ratunku, co? 😅 No ale serio – nie złośćcie się, bo ja też go uwielbiam, jak się taki stary byk wchodzi na kort i robi show, ale musicie przyznać, że trochę się wam w głowach pomieszało z tą pozycją numer jeden. Słuchajcie, ja też byłem tam w Warszawie w 2017, kiedy grał w Pucharze Davisa, i pamiętam ten backhand, który omal nie strzelił sędziemu w oko – klasa rzuca się w oczy, to fakt. Ale wiecie, co jest? Tsonga w 2024 to nie ten sam facet co w 2011, kiedy łatwo wchodził w sety z Novakiem czy Federerem. On ma teraz tyle lat co moi rodzice, kiedy myśleli, że emerytura to coś dla nich, a nie dla ich dzieci! 😂 Fizyka jest nieubłagana – kolano, bark, te wszystkie drobne urazy, które kiedyś były tylko incydentami, teraz są stałym elementem jego startów. Jak on ma walczyć o pozycję numer jeden, skoro nawet w challengerach sporo się stara, żeby nie spaść na sam dół? I no dobra, zgoda – kto by nie chciał zobaczyć go znowu na Roland Garros, kiedy wbiegnie na kort w niebieskim dresie i uśmiechnie się do publiczności? Ale pozycja numer jeden to nie jakiś tam występ exhibitionowy albo dzikie karty w paru turniejach. To ciągle ten sam system rankingowy, który premiuje graczy, którzy potrafią wbić się w czołówkę i tam zostać. A Tsonga? On ostatnio tak naprawdę nawet nie startuje regularnie w ATP Tour – no chyba że mu dadzą dziką kartę, bo akurat federacja polubiła jego styl albo zapomniała o wieku. I jeszcze jedno – pamiętacie, jak w 2022 roku miał problemy z barkiem podczas meczu z Hurkaczem w Miami? Widziałem ten mecz, i nie, to nie była żadna ściema, on naprawdę musiał przerwać grę. A teraz macie ochotę powiedzieć, że on w tydzień dojdzie do formy, żeby zagrać w pięciu turniejach i zdobyć punkty, które dadzą mu pozycję lidera? Szczerze? To tak, jakbyście powiedzieli, że Ktoś tam ze Ślęzy Gdańsk wygrałby dziś ligę z gwiazdami z Bundesligi – teoretycznie możliwe, ale realnie… no cóż, żyjemy w świecie marzeń. No i w ogóle – co wy tu gadacie o "dyplomacji" i "załatwionych papierach"? Przecież ITF nie ma czasu ani ochoty kombinować z facetami, którzy nie grają regularnie! Oni potrzebują graczy, którzy przyniosą punkty do klasyfikacji drużynowej, a nie takich, którzy przyjdą na dwa tygodnie, zrobią show i znikną. Tsonga to dopiero po rozgrywkach w Davis, to jest pewne – ale pozycja numer jeden? No kurde, chłopaki, zróbcie mi listę graczy, którzy mieli 38 lat i byli liderami rankingu... Ja czekam, bo nie widzę nikogo poza Maybe’em Timem Henmanem w jego ostatnich latach, a i on był już na półmetku sezonu bez wielkich sukcesów. Co najwyżej mógłby zostać "kapitanem drużyny narodowej z klimatem" albo dostawać dzikie karty na najważniejsze turnieje, żeby zrobić ten jeden, wielki finałowy występ – ale lider rankingu? Proszę was... Toż to tak, jakbyście prosili, żebym ja poprowadził drużynę Legii w derbach z Lechem przy stanie 0:3 w 30 sekund do końca! 😤 Tak nie działa tenisowy ranking, tak nie działa nasz sport – to nie teatr, tylko kawałek twardej rzeczywistości. Ale wiecie co? Ja i tak pójdę z wami na Bercy, jak tylko zagra, i będę krzyczał "Allez, Jo!" razem z wami. Bo kibicowanie to nie tylko sucha statystyka, to też emocje, wspomnienia, chwile, które się zapamiętuje. Tylko nie róbcie z niego kolejnego bohatera sezonów z piaskownicy – on jest o wiele więcej niż tylko pozycja numer jeden. On jest częścią naszej tenisowej duszy, i tyle.
-
a tak w ogóle to mam w dupie te wszystkie "nie ma opcji", "to nie wypali", "fizjologia nie pozwala" – i co z tego, że facet ma 38 lat, skoro kiedyś widziałem gorsze rzeczy na tych kortach! przypomnijcie sobie, jak to było w 2014 roku z tym starym lisem federera, który po powrocie z kontuzji wygrał trzy turnieje z rzędu, w tym w londynie, a wszyscy mówili, że to koniec, że już nie da rady? a on sobie przyjechał i znowu zrobił show – no i kto wtedy gadał o wieku? dokładnie nikt, bo tenis to jednak sport, gdzie serce i głowa robią swoje, nawet jak kolano czasem piszczy. tsonga ma jeszcze ten swój styl, ten charakterystyczny backhand, który kiedyś potrafił rozgrywać półfinały na wielkim szlema – no i teraz? fajnie, że ktoś kręci nosem o twardych nawierzchniach, ale przecież facet grał w miami w zeszłym roku i tam też dał popalić, więc dlaczego mielibyśmy mu odmawiać tej jednej wielkiej szansy? niech zagra te kilka turniejów przed australian open, niech da się ponieść tej magii, a reszta? reszta niech się martwi o siebie! i jeszcze jedno – ta historia o tym, że federacja francuska kombinuje przy kawie... no co wy, chłopaki, przecież to nie żaden spisek, tylko zwyczajne ludzkie podejście! tsonga to przecież nie jakiś tam nowy challengerowiec, tylko facet, który kiedyś walczył z rafą w półfinale na paryżu i prawie go rozłożył – i teraz niby mamy mu powiedzieć, że nie, bo jest za stary? no jasne, że nie, dajcie mu tę szansę, niech zrobi nam show, a my znowu będziemy mieli co wspominać! i tak na marginesie – ja jeszcze pamiętam mecz w warszawie, gdzie tsonga rozegrał seta z takim dryblowaniem przy siatce, że sędzia nie wiedział, czy ma gwizdać faul, czy dopingować! to była magia, czysta magia, i tyle! a wy gadacie o kolanach i barkach – no dobrze, ale facet ma przecież jeszcze serce, a w tenisowym świecie to czasem więcej warte niż najlepszy backhand świata!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ależ wy tu dzisiaj jak na pogrzebie Tsongi zebraliście się, tylko bez łez! 😂 Słuchajcie, ja akurat w zeszłym tygodniu byłem na treningu juniorskiego klubu z Krakowa, a tam jeden z młodych graczy – taki 16-latek, który całymi dniami bredzi tylko o stylu Tsongi – dostał od trenera zadanie: "Naucz się jego backhandu, bo to ten trick, który może uratować cię przed tymi niechlujnymi forehandami". I wiecie co? Chłopak przez pół godziny próbował skopiować ten zwód biodrowy, no i się poddał – powiedział, że "to jakby chcieć nauczyć się latać patykiem od miotły". A Tsonga jeszcze do niedawna tym patykiem przeganiał całe czołówki! Ale poważnie – ten cały szum o pozycji numer jeden to jak te zakłady, które rzucam co weekend: czasem weźmiesz faworyta, a czasem facet, który ledwo zipie, uderzy pięćset punktów. Tsonga to nie hazard, to doping w ścisłym rozumieniu, ale nie zapominajmy, że kiedyś jeszcze uderzył takim bekhendem, że sędzia klasnął w dłonie jak do brawo. A czy ITF da mu pierwszą pozycję? Ej, ej... Jakbym miał postawić złotówkę, to postawiłbym na to, że w końcu dadzą mu dziką kartę na Roland Garros i wszyscy się wzruszymy, jak wbiegnie w tym niebieskim dresie, a my znowu będziemy krzyczeć "Allez, Jo!" jak szaleni. Bo przecież naprawdę nikt nie gra z takim urokiem, nawet jeśli nie ma już siły na full-time w elicie. Ale pozycja numer jeden? No cóż, chłopaki, nie każdy przecież może być Federerem, który w wieku 38 lat jeszcze grał finał – ale Tsonga to nie Federer, to Tsonga. I tyle. 🤡💸To loteria, nie piłka.
-
a co wy tu w ogóle gadacie o powrocie Tsongi na sam szczyt? przecież to nie pierwszy taki numer, co się komuś obił o uszy i potem znikł jak kamień w wodzie kto pamięta te hucpy sprzed dwóch lat, kiedy wszyscy wróżbici wieszczyli drugie przyjście federera na korty – no i co? facet zagrał raz dwa w dubajce i tyle, znikł w kłębach kurzu jak te marzenia o reklamówkach albo weźmy te historie o kerberze, co niby miała wrócić na szczyty – no dobra, zaszła w ciążę, wróciła, grała parę turniejów i znowu jej zszedł ten szał. wiecie dlaczego? bo ranking nie jest hotelikiem, do którego się wchodzi, kiedy ma się ochotę, tylko systemem, który każe ci stale się wykazywać – a jak na to nie masz siły ani wolnych punktów, to albo dasz sobie spokój, albo grasz challengery i czekasz, aż ktoś cię doświadczalnie promuje za dawno minione chwały tsonga jest legendą, to fakt, ale pozycja numer jeden to nie medal za długoletnią służbę – to robota na cały sezon, nie raz-dwa występy i magia. facet ma 38 lat, ma kolano, które potrafi mu przypomnieć o sobie nawet podczas toastu w barze, i bark, którego nie uratuje żaden okład z lodu. niech zagra, niech zrobi show, niech nam da coś do wspominania – ale liderem? czas pokaże, ale ja bym postawił na to, że federacja woli widzieć tam faceta, który jeszcze biega jak chart i uderza, jakby za nim gonił diabeł, a nie faceta, którego serce bije wprawdzie mocno, ale kolano co drugiego kroku piszczy "auć" i jeszcze coś wam powiem – jakby federacja naprawdę kombinowała z dzikimi kartami, to byście mieli teraz na pierwszym miejscu jakiś lokalny projekt z chorwacji albo serbii, a nie szukalibyście szans dla faceta, który od lat jest bohaterem opowiadań przy piwie