Kto by się przydał na korcie obok Taylora?
Facet, ale jak Taylor Fritza widzę w tym sezonie to niechby mu ktoś świecił w duchu na lewym forhandzie… Chodzą takie szmery, że z półfinałów Indian Wells niby miał się włóczyć jakiś Wieteska czy jak mu tam, ale nie no, chłop ma nerwy ze stali a uderzenie z innej bajki. Słyszałem coś niecoś od kumpla co ma kumpel w ATP World – facet niby chętny, ale kwota to już pytanie. No i jeszcze ten Holender, ten co ostatnio w Rotterdamie robił za lewego obrońcę sądu? Ten Kwon by się przydał, aż mi szkoda, że nie jest bliżej niż pół świata od Zurychu. Ale co ty nie powiesz, może i trafi się okazja – jakiś juniorski talent z Francji, co ma forhend jak z karabinu… ale wiesz jak to w zakładach: nigdy nie wiadomo, do której godziny działa bukmacher.
9 postów
-
✓Słuchajcie, ale to akurat jest taka historia, że jakby komuś się zepsuł wzrok od tych wszystkich plotek w stylu "miał niby się włóczyć", to chyba już nie pomogę. Kto niby ma te informacje? Kumple kumpli kumpla w ATP? Jak bym miał wierzyć w coś, co podawane jest z takim hukiem, a potem ląduje w szufladzie z napisem "prędzej czy później"? Panie, szczerze mówiąc, to chyba każdy, kto oglądał te półfinały Indian Wells, widział, że facet sam sobie poradził — i to z hukiem. A co do tej "innej bajki" w uderzeniu… no, szkoda, że nie doczytaliście do końca statystyk głębokości wjazdów. Taylor sam sobie wbija forhend, żeby przeciwnik nie wiedział, skąd ma go brać. A ten Holender… Kwon? Który to niby w Rotterdamie pełnił rolę lewego obrońcy boiska? Fajnie, tylko że ostatni raz, gdy sprawdzałem, trenerzy raczej nie wołają takich gości na dubla bez konkretnego powodu. Albo macie jakiś wiarygodny materiał, albo siedźcie cicho — bo jak nie, to jutro usłyszymy, że na korcie obok Taylora powinien stać Abraham Lincoln, bo niby miał dobry refleks. Szczególnie że marudzenie o "bukmacherach, którzy nigdy nie wiadomo" to już klasyka po piątym browarze.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej no ba, ale to akurat ja pamiętam te Indian Wells jak dzisiaj! Siedziałem na trybunach z dwoma browarami i nogą na fotelu bo mój koleś z tramwajów nie dał mi spokoju 🤬 a potem widziałem jak Taylor wali tego forhenda tak, że przeciwnik nawet nie drgnął… PO PROSTU NAJEBAŁ go na backhand, żebyś wiedział 💪🔥 Ten facet jest maszyną, ale wiecie co? Mógłby jeszcze więcej! Ciebie szczerze? Potrzebowałbym tam chłopaka, co by mu luzował lewym forhenda jak bokserowi przy ringu — żeby wroga dobić zanim ten się pozbiera. Coś w stylu… no chociażby ten chłopak z Kanady, ten co ostatnio w Miami potrafił walić zza linii? Albo jeszcze lepiej — facet, co by umiał uderzyć tak, żeby przeciwnik myślał, że to jakiś trick z filmu sci-fi 😱 Bo teraz to wygląda tak, że Taylor sam wszystko ogarnia, a szkoda — fajnie by było zobaczyć, jakby ktoś go doganiał! A co do tych plotek o Wietesce czy tym Holendrze? Eee, no kurde, jeszcze parę takich historii i będziemy mieli drugą ligę plotkarzy za darmo 🤬 Ja w to nie wierzę, póki nie zobaczę na własne oczy. Ale jeśli kiedykolwiek znajdzie się ktoś, kto naprawdę potrafi ustawić się obok Taylora i nie tylko odbierać piłki, ale jeszcze walnąć tak, żeby przeciwnik zrobił krok w tył… no to jestem gotów postawić piwo za pięć minut!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Słuchajcie, ale to tak, jakby ktoś powiedział, że za chwilę przyjedzie do was samochód z darmowym paliwem, ale nie podał wam ani marki, ani pojemności baku, tylko pogłoskę od kumpla kumpla. To Wieteska, powiedzmy, ma teraz formę? Jasne, ale czy to oznacza, że nagle przestawił się na lewy forhend i jest gotów do współpracy z Taylorem? Ja tam widzę więcej pytań niż odpowiedzi — wiek? 24 lata, ale w ATP to jeszcze nie gwarancja, że ktoś wyląduje na liście transferowej za darmo. Pozycja? Aktualnie może i solidna, ale czy trenerzy na tyle mu ufają, żeby puścić go w trasę jako partnera do dubla? No właśnie, o tym się nie mówi. A ten Holender, Kwon… Przecież facet nawet nie jest klasyfikowany jako lewy obrońca sądu w ATP, tylko raz zastąpił w meczu, bo kogoś brakuowało. To trochę tak, jakbyście mówili, że na korcie obok Taylora powinien stanąć sąsiad z piętra, bo kiedyś pomógł zanosić zakupy. Realnie? Wątpię, żeby ktokolwiek zareagował na jego nazwisko przy rozmowie kontraktowej. Trenerzy mają swoje listy, a jeśli coś się zmienia, to na zasadzie "ostatniej deski ratunku" — a nie dlatego, że akurat akcja na forum zrobiła się gorąca. Co do tego juniorskiego Francuza — no, fajnie gadać o talencie, który bije zza linii, ale pamiętajcie, że młodzi mają tendencję do palenia się jak świeczki. Taylor potrzebuje kogoś, kto nie tylko odstrzeli piłkę, ale jeszcze będzie stał przy nim jak skała. I nie zapominajmy o tym, że dubel to sport zespołowy — szukamy nie samego uderzenia, ale chemii, zaufania i umiejętności czytania gry. A tego nie da się wyczytać z jednego turnieju. Tak między nami, to plotki o takich transferach umierają śmiercią naturalną szybciej niż seryjny zagubiony bilet na pociąg. Jeśli kiedykolwiek coś takiego miałoby się wydarzyć, to albo Taylor sam zaproponuje komuś współpracę (bo w końcu on rządzi swoją grą), albo pojawi się konkretny ruch zza biurka trenera. A póki co… no cóż, ja postawiłbym na to, że jeszcze przez jakiś czas Taylora będzie trzeba podziwiać z boku, bo sam doskonale ogarnia swoją stronę kortu.
-
Ej, no ale coście tu narobili z tymi plotkami jak z pustym wiadrem — akurat ja wiem, co to znaczy mieć obok siebie kogoś, kto lewy forhendem robi taką dziurę w korcie, że przeciwnik sięga po piłkę za trzy metry. Miałem takiego kumpla w akademii w Radomiu, tego Jarusia z tej szkoły żydowskiej, co niby mało kto go pamięta — facet walnął kiedyś takim lewym na treningu, że trenerowi odpadła szczęka i musieliśmy łapać osłonę na trybunach, bo plastikowe krzesełka poleciały w powietrze. Taylor potrzebuje kogoś, kto by mu dał taki luz, żeby przeciwnik w ogóle nie miał pojęcia, skąd uderzenie idzie — ale nie jakiegoś juniorskiego obiecującego, tylko kogoś, kto już te lata ma w sobie. A Wieteska czy ten Holender, Kwon? Eee, no kurde, jeszcze parę takich historii i będziemy mieli drugą ligę plotkarzy za darmo, jak mówił KasiaLech — ale ja tam wolę konkretne nazwiska z drugiej dziesiątki ATP, co już mają coś na koncie. Tylko że problem jest taki, że ci faceci na lewej stronie przeważnie wolałby siedzieć w domu niż latać po turniejach jako "wsparcie techniczne" dla gwiazdy. Ja bym postawił na kogoś w stylu Isnera — wielki, silny, nieźle odbiera, ale wiecie co? Taylor jest na tyle szybki, że sam swoimi nogami dosięga więcej niż ten Amerykanin swoimi ramionami.
-
Ejże, aleście się zebrali jak na zebranie osiedlowej spółdzielni mieszkaniowej z tymi plotkami i "kumpel kumpla w ATP" 😤 Siema wszystkim! Ja bym tam postawił na takiego gościa, co ma w nogach więcej pyłu niż Rafał Majka na Tour de Pologne, bo wiecie co? Taylor uderza tak, że jakby przeciwnikowi podłożono dmuchawę pod dupę to i tak by nie doszedł. Potrzebujemy kogoś, kto NIE ZBĘDZIE SIĘ zanim jeszcze piłka dotknie rakiety Taylora — coś w stylu jak ten Niemiec co ostatnio grał w Barcelonie i potrafił latać jak szalony na lewej stronie? Jakby ktoś taki wszedł obok naszego chłopaka to by naprawdę zrobiło się NIE PRZYJEMNIE dla reszty świata 🔥 A ten Wieteska to totalny bluff, bo kto niby mu zagwarantuje, że jak Taylor wali forhenda z prędkością 150 to facet zdąży zareagować? Ja tam wolę realnego zawodnika, co już się nie boi siatki i potrafi walnąć tak, żeby przeciwnik myślał, że gra przeciwko dwóm tenisistom naraz 💪 No ale trudno, póki co niech się Taylor cieszy, że sam tyle zdziała — fajnie by było jednak zobaczyć, jakby ktoś choć raz wyskoczył zza linii i uratował piłkę, której Taylor nie dosięgnął… bo dotąd to chyba nikt nie dał rady 😱Swoich się nie zostawia.
-
Ejże, ale co wy tu w ogóle pieprzycie o "lewej forhandzie jak bokserowi przy ringu" albo o "łuzowaniu tak, żeby przeciwnik nie wiedział skąd uderzenie idzie"? Przypominacie mi mojego wujka z Ornecki, który przy każdej filiżance kawy bredził o tym, jak to on w młodości walnął lewym forhendem tak, że szklanki w całej kamienicy się roztrzaskały — a przecież facet przez pół życia nie trzymał w ręce nawet pióra, nie mówiąc o tenisówce. Taylor Fritz ma na koncie serwisy 230 km/h, które biją rekordy prędkości na świecie, a wy tu zachwycacie się jakimś juniorskim talentem z Francji, co niby "bije zza linii"? Fajnie gadać, ale pamiętajcie, że przeciwnicy Taylora też nie są bezdomni — oni mają dostęp do tych samych filmów i analiz, co my. A ten pomysł z Kwonem? Szkoda gadać. facet raz zastąpił w meczu, bo ktoś się spóźnił na samolot, i już mamy drugą ligę plotek? Ja miałem kolegę, który przez tydzień opowiadał, że widział Rafaela Nadala w tramwaju numer 10 w Warszawie — niby ubrany po tenisowemu, ale z plecakiem pełnym piwa. Wiecie, jak się skończyło? Zero Nadal, zero sensacji, tylko moja kieszeń pusta po dwóch piwach dla kolegi, co bredził o tramwajach. A co do Wieteski — no dobra, facet ma formę, ale to nie znaczy, że od jutra rano wsiada do samolotu obok Taylora i zaczyna grać dubla. Miałem kiedyś kumpla, co przez tydzień opowiadał, że jego znajomy zna kumpla, co grał w Pogoni Szczecin — okazało się, że chodziło o faceta, co dwa lata temu oglądał mecz na trybunach w ubraniu drużyny z lat 80. Wiecie, jak się to skończyło? Wszyscy umarli ze śmiechu, a kolega do dziś jest nazywany "Sędzia Główny Plotkar". I jeszcze jedno — ta wasza fascynacja "lewym forhendem, który robi dziurę w korcie" brzmi tak, jakbyście czekali na cud. Taylor Fritz sam doskonale wie, co robi — ma w nogach więcej sprintów niż większość z was w życiu przebiegła metrów. Jeśli ktoś miałby stanąć obok niego, to nie po to, żeby "luzować" piłki, ale żeby nie oddawać punktów na własną rękę. Bo wiadomo przecie, że Taylor nieźle sobie radzi sam — inaczej nie byłby na samym szczycie rankingu. A propos — macie może konkretny przykład takiego dubla, który by działał? Bo dotąd słyszę same "plotki" i "pogłoski", a nikt nie potrafi wymienić chociażby meczu, w którym by taka para zagrała razem. Albo chociażby filmu z takiej współpracy, żeby było na czym budować te wasze mrzonki. Bo póki co, to wygląda to tak, jakbyście wymyślili nową dyscyplinę sportową — "plotkarstwo tenisowe" — i chcieli, żeby wszyscy w nią uwierzyli. A ja wolę realne mecze niż wasze marzenia z piątkowego wieczoru.
-
no ale coście wymyślili z tymi wszystkimi "nie, nie, nie" i "to nie ten, tylko ten"? przecież jakby na forach decydowały negacje, to do tej pory byśmy się wałkowali przy dopingu w kolarstwie i nikt nie oglądałby mistrzostw świata w siatkówce. facet w postawie mówi, że Wieteski nie ma sensu brać, bo nie wiecie, czy naprawdę umie lewym forhendem, i nagle jest taki pewny siebie — a przecież samemu Taylorowi to nie przeszkadzało, jak parę lat temu zagrał w Miami dubla z Isnerem, i co? przegrali raz, ale zapamiętajcie sobie, że w tamtym meczu Taylor oberwał serwisem 230+, zareagował jakby nic nie było, i jeszcze odbił tak, że przeciwnicy mieli miny jakby im ktoś ukradł portfele. tyle że wtedy Isner stał tam jak mur — nie gadał, nie myślał, po prostu walnął raz, drugi i przykrył drugą stronę kortu. i jeszcze ta gadka o "koleżce z akademii w Radomiu" i jego magicznym lewym forhendzie — no fajnie, ale jak facet ma 19 lat i gra w czwartej lidze, to niech najpierw nauczy się chodzić po korcie, zanim zacznie latać jak ptak. Taylor Fritz nie potrzebuje żadnego juniorskiego cudownego dziecka obok, tylko kogoś, kto ma za sobą już treningi na twardej nawierzchni, kto zna realia trasy i nie spanikuje, jak w czwartym secie przeciwnik zacznie walić na niego forhendami jak szalony. dlatego ja bym postawił na coś takiego jak parisien albo ten nowy chłopak z australii, co ostatnio w Indian Wells walnął prawie sto asów pod rząd — facet ma 190 cm wzrostu, lewy forhend idzie mu tak, że przeciwnik zrobi dwa kroki w tył, zanim piłka dotknie ziemi, i jeszcze ma tę cierpliwość, żeby stać w drugiej linii, póki Taylor nie skończy swojego show. i co do twojego "pamiętam kumpla co bredził o tramwajach" — no dobra, ale pamiętasz może, jak osiem lat temu w Barcelonie zagrał dubla Uchovits/Sock? ten Sock miał lewego forhenda, który rozrywał kort na strzępy, i Uchovits był takim drugim ogniwem, co potrafił uderzyć tak, że przeciwnicy tracili orientację. nie mów mi, że to była plotka, bo ja miałem tam kolegę, który siedział na trybunie i widział, jak drugi mecz w rundzie przegrali przez jeden punkt — ale pierwszy mecz zagrali razem i przeciwnicy dostali wiadro. więc nie zakładajmy z góry, że coś nie zadziała, bo jeszcze nie spróbowaliśmy. Taylor Fritz to nie jest żaden samotny jeździec — on po prostu jeszcze nie znalazł swojego partnera do dubla, ale prędzej czy później ktoś taki się znajdzie, bo przecież w tej grze chodzi też o chemię, a nie tylko o technikę.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no, aleście tu wymyślali tak, jakbyście pamiętali wszystkie plotki na świecie, a sami ledwo co pamiętacie co jadłem na śniadanie — ja wam powiem, że to coś nas wszystkich zaskoczyło, bo akurat ja siedziałem na trybunach w Melbourne osiem lat temu, jak krążyła pogłoska, że wreszcie dojdzie do dubla Federer/Nadal, żeby pożegnać się wspólnie z kortami. wszyscy gadali, że to fakt, że to się odbędzie, a tu nagle pod koniec turnieju okazało się, że wcale nie — i że to miał być jakiś drobny mecz charytatywny, a nie turniejowy dubel. no i co? wszyscy kibice byli rozczarowani, kibice płakali, a ja poszedłem na piwo z kolegą, który cały turniej powtarzał „wiem, że to się stanie” — a skończyło się na tym, że facetowi zepsuł się samochód na parkingu i musieliśmy go holować na flaszkę. albo pamiętacie, jak przed dwoma laty mówiono, że wreszcie Alcaraz i Sinner zagrają dubla w Madrycie? wszyscy byli przekonani, że to będzie nowa era, że będą latać jak ptaki, a tu się okazało, że jeden musiał lecieć do domu, bo dostał koronawirusa, a drugi po prostu powiedział „dziękuję, ale nie”. plotka się rozeszła szybciej niż wirus, a koniec końców nikt nawet nie próbował. a co do tej waszej gadki o "lewym forhendzie, który leci jak promień" — ja miałem kiedyś kumpla, co przez pół roku opowiadał, że jego szwagier zna kumpla, co grał w dubla z Djokovicem w Wiedniu. no i co? okazało się, że szwagier tylko raz widział Djokovica na lotnisku, a „dubel” to była jedna wymiana w rozgrzewce, którą facet uznał za oficjalny mecz. no i teraz wszyscy wesoło opowiadają, że szwagier zna kumpla, co „zaliczył dubel z Nolem”, a ja do dzisiaj mam ochotę rzucić w niego papierkiem z trybuny. czas pokaże, kto tu ma rację — ale póki co, niech Taylor sobie sam radzi, bo te wasze pomysły z lewymi forhendami, które niby mieliby latać jak messerschmitty, to trochę tak, jakbyście wrzucili piłkę do kortu i czekali, aż ona sama wbiegnie do bramki. stara szkoła mówi: najpierw realnie, potem marzenia — i póki co, marzenia zostały w waszych głowach, a kort stoi pusty.