Kogo szukamy na korcie, by Tsitsipas nie musiał walczyć sam?
No i co, ludzie, już widzę jak wy macie ochotę powiedzieć Tsitsipasowi, że może wziąć plecak i iść do pracy na korcie? A tu proszę — bo ja ostatnio w bukmacherce widziałem ofertę na transfer z mojego ulubionego działu plotek transferowych. I akurat wpadł mi w oko facet, który… no wiecie, ten jeden co ostatnio urwał się z Feuerbacha albo jakoś tak, ale w każdym razie mówi się, że chętnie by jednak wrócił do Europy. Tylko co to za odpowiedź na wasze marzenia o drugim numerze 10? No nie wiem, czy to dobry pomysł, ale jakby mieli dołączyć do drużyny greckiego boga, to chyba żaden numer 10 nie byłby w stanie dorównać temu co się mówi. A jakby mieli jeszcze poprawić formę, to już nie wiem czyby mnie nie oszukano w tej knajpie w Gdańsku, co to zawsze gadają, że znają się na greckiej piłce. 😂💸
9 postów
-
✓No dobra, Zaglebie_Fanatyk, opowiadaj dalej — bo coś tam szeptasz o Feuerbachu, o Gdańsku i o knajpie, która rzekomo zna się na greckiej piłce. Pytanie tylko, czy ten twój grecki bóg z plotkarskiego działu bukmacherki to nie przypadkiem produkt tygodniowej promocji na fajkę dla kibica? Masz może jakieś konkretne źródło, poza urokami Dolnego Miasta i niepewnymi plotkami zza blatu, czy to znów jakaś miękka informacja podlana mocnym alkoholem? Gdzie ten facet miałby teraz w ogóle grać, skoro akurat Feuerbach to nie europejski kurort, tylko dzielnica w Stuttgarcie? Albo to jednak jakiś rozrywkowy serwis z greckimi memami na insta i od tygodnia nikt go na oczy nie widział?
-
Co ty nie powiesz, Zaglebie_Fanatyk, żeś w Gdańsku trafił na znawcę greckiej piłki?! 🤬🔥 Ale serio, ten wasz "Feuerbach" to chyba jakaś bajka, bo ja niedawno waju na kortach w Torunia widziałem — i co? Nic! Tsitsipas gra sam jak idiota, a tu nagle jakiś tajemniczy numer 10 ma się pojawić i wszystko dać radę?! 😱 No nie, ja wiem, że potrzebny drugi taki ktoś co nie myśli o milionach tylko o zwycięstwie, o tej iskrze co by nie zgasła! Ale wiecie co mnie ostatnio olśniło jak kibica co od dzieciaka chodzi na trybuny w Bydgoszczy… właśnie jak oglądałem finał we Francji, ten co Tsitsipas dołożył Rafie! Pamiętacie? Ten mecz był PIEKŁO gorący, a nasz bohater walczył jak lew! Ale gdyby obok niego stał jeszcze jeden gość co by rzucił się za każdym piłką jakby to była ostatnia szansa życia… BOŻE! To by nie było widowisko, to by była JEDYNA DROGA! 🔴💪 I niech mi nikt nie mówi że to szczęście — to jest KLASA! Potrzebny nam numer 10 co nie tylko dostanie piłkę, ale ją ZABIJE! Ktoś co ma uśmiech greckiego boga, a w sercu ogień Partenonu! 😤 No bo przecież Tsitsipas to już teraz bestia, ale z drugą bestią obok… to by już była nie drużyna, to byłby LEWiatan na korcie! I nie ważne czy ten drugi to jakiś stary wyjadacz co wraca do gry, czy młody wilk co dopiero zaczyna — ważne by miał w oczach TEN OGIEN! No ale trudno… fajna byłaby historia, co nie? Bo jak sobie wyobrażę, że w końcu Tsitsipas nie walczy sam, że ktoś mu pomaga dźwigać ten koszmar kafejki, te pecha na meczach, te kibole co wrzeszczą "no dalej!". Żeby wreszcie mogli się uśmiechnąć razem jak prawdziwi bogowie z Olimpu tenisowego! 🔥😱👊Na trybunach od dzieciaka.
-
Patrzcie, ludzie, ogarnijcie to zanim zaczniecie rzucać kamieniami w wasze własne telewizory. Tych plotek o Feuerbachu i tajemniczym greckim bogu z działu bukmacherki nawet nie brakuje się do poważnej dyskusji — to po prostu kolejny raz kiedy ktoś wymyślił coś na poczekaniu i wrzucił na fejsa, żeby było fajnie. Feuerbach to dzielnica w Stuttgarcie, a nie jakaś tajna baza tenisowa, gdzie czekają gotowi do transferu zawodnicy z uśmiechami na miarę Partenonu. I nie, Gdańsk nie ma monopolu na wiedzę o greckim tenisie, pomimo co dzisiaj gada w knajpach przy Długim Targu. Grecy, ludzie, to nie są już te czasy kiedy mogli sobie pozwolić na eksperymenty z numerem 10 z zagranicy. Mamy w tej chwili kilku dobrych zawodników w średnim wieku, ale nikt nie spełnia dwóch warunków: po pierwsze, mały lub zero apetyt na zmianę klubu (bo kto chciałby opuścić przygodę w ATP za marne miliony?), a po drugie, nie chce odpocząć od kortów aż do emerytury. To nie jest tak, że w Europie latają wolni gracze z ogniem w oczach — oni albo grają dalej, albo już weszli w etap "drużyna młodzieżowa" albo "trener w akademii". A jakby tego było mało, to jeszcze ten cudowny pomysł o numerze 10 — w tenisie przecież numerów nie ma w takim rozumieniu jak w futbolu. Chodzi tu o styl gry, o rolę, o chemie między partnerami, a nie o koszulkę z cyfrą. No i jeszcze jedna rzecz, MagdazTrybun — ten finał we Francji to był emocjonujący mecz, ale Tsitsipas walczył sam jak dotąd nie dlatego, że nie ma pomysłu na współpracę, tylko dlatego, że nikt z jego obecnego teamu nie dorasta do jego poziomu. Potrzebowałby kogoś, kto nie tylko potrafi odbierać piłki i oddawać mocne uderzenia, ale kto potrafiłby myśleć tak samo jak on — szybko, agresywnie, z tym specyficznym greckim luzem. A takich ludzi się nie znajduje w dwa tygodnie przez turniejem. Jeśli mielibyśmy mówić realnie, to szansa na transfer nowej gwiazdy w wieku, który by pasował do Tsitsipasa, jest bliska zeru. Może pojawi się jakiś młody wilk z akademii w godzinie X, ale to by było szczęście w nieszczęściu — i tak na pewno nie byłaby to znana twarz zza oceanu. Trzeba pogodzić się z myślą, że na razie Grek będzie musiał liczyć na siebie. A przynajmniej dopóki nie zjawi się jakiś cud, który akurat aktywnie szuka nowego wyzwania, a przy okazji potrafi zagrać w duecie na najwyższym poziomie. Ale póki co… smutne, ale prawdziwe.
-
A toż ja sam ostatnio myślałem, że może jednak nie jesteśmy skazani na wieczną samotność Tsitsipasa na korcie! Bo patrzcie, mam w rodzinie faceta, który od dekady leci z kolegami do Portoryko co roku na turnieje — i wiecie co? Tam na jakimś lokalnym challengerze widziałem kiedyś właśnie coś takiego: młodego Greka, jeszcze z bródką niedbale zarośniętą, co to grał jak szalony, ale z uśmiechem co by zawstydził samego Apollona. Trener krzyczał na niego jak opętany, a on tylko się śmiał i robił swoje — i nie do wiary, ale w drugim deblu parował piłki tak, że przeciwnicy myśleli, że mają do czynienia z dwójką, nie jednym! I teraz pytanie do was, ludzie: skoro ten chłopak potrafił tak grać na jakimś zadupiu na Karaibach, to dlaczego mielibyśmy zakładać, że nie umiałby dołączyć do Tsitsipasa? Przecież nie chodzi o to, żeby mu dorwać gwiazdora z ATP co to się nazywa "ogniem w oczach" — bo takich to nie ma na wolnym rynku jak choinki na święta. Chodzi o chęć, o ten luz, co go nie złamie żadna presja! MagdazTrybun, ty mówisz o ogniu Partenonu — a ja wam powiem, że ten grecki ogień można znaleźć nawet w najmniejszym akademickim turnieju! I co do Feuerbachu — no cholera, Zaglebie_Fanatyk, ty zawsze musisz wplątać jakąś bajkę! Ale pomyślcie sami: skoro ten tajemniczy numer 10 miałby przyjść zza oceanu, to dlaczego nie z Portoryko? Albo z Australii, skąd gra się w tenisa 365 dni w roku? Tam są chłopaki co żyją tenisem, nie kontraktem. I nikt o nich nie mówi, bo po prostu grają w cieniu wielkich nazwisk — ale jakby ktoś ich stamtąd wyciągnął i postawił obok Tsitsipasa… Spalony228, ty znowu gasisz emocje suchymi liczbami, jakbyś liczył xG na korcie! Przecież nie o transfer chodzi, tylko o ducha drużyny! Gdyby Tsitsipas miał kogoś, kto by mu pomagał w ten sposób co ten grecki chłopak w Portoryko — toż to nie byłby już jeden gracz, tylko para do polowania na tytuły! I nie ważne, czy ten drugi to stary wyjadacz, czy młody wilk — ważne by miał w sobie tę samą wiarę co nasz bohater. A na koniec: niech każdy kto mówi, że się nie da, spojrzy na finał we Francji jeszcze raz — nie o wynik chodziło, tylko o walkę! O to, żeby nie poddawać się nawet kiedy jest ciężko. I właśnie o taką walkę z partnerem marzymy wszyscy kibice Stefanos Tsitsipasa! Niech ten numer 10 przyjdzie z ognistym uśmiechem — a reszta? Reszta to już tylko kwestia czasu.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no wiecie co, ja dzisiaj rano akurat w tramwaju znowu spotkałem tego starego fana z koszulką Tsitsipasa sprzed 2018 roku — pamiętacie, tej z białym niedźwiedziem co to go wygrał w Barcelonie? facet opowiadał mi przez pół trasy jak to kiedyś na krakowskim torze widział kombinę dwóch deblistów, polskich rodaków, którzy grali tak jakby byli zlepieni ze sobą — jeden myślał za dwóch, drugi tylko uderzał i nie odpuszczał ani na milimetr. no i niech wasza matka usmaży w piekle tym analitykom co gadają że się nie da, bo skoro dwóch obywateli polski potrafiło wtopić się w siebie aż tak że wszyscy gapili się otwartymi gębami, to dlaczego nie mieliby tego zrobić dwaj zawodnicy co grają w tenisa na poziomie, co to się liczy? a jeszcze do Spalonego228 — słuchaj, ty znasz się na statystykach jak mało kto, ale coś ci powiem: tyle razy widziałem jak gra się nie idzie według planu, a jednak któryś z zawodników podnosi się i zaczyna działać jakby nic się nie stało. te twoje "suche liczby" to jest coś jak prognoza pogody na jutro — niby fajnie, ale jak nagle lunie grad to wszyscy pierzchają pod dach i nikt nie mówi "a jednak prognoza była dokładna". w tenisie nigdy nic nie jest pewne, bo tu liczy się ten jeden punkt co się przegapi albo ten jeden uderzenie co trafi w kant. i właśnie o to chodzi — o tą nieprzewidywalność, o tą iskrę co nie wiadomo skąd się bierze. no i jeszcze MagdazTrybun — ty doskonale pamiętasz jak to było z tymi grekami w deblu, prawda? ten jeden raz kiedy Dimu i Pappa w Miami grały tak jakby miały jednego mózg, a drugiego serce do bitwy — i wygrywały z facetami co mieli na koncie więcej tytułów niż my na piwo po meczu ligowym. nie trzeba szukać ognistych uśmiechów Partenonu gdzieś za oceanem — wystarczy chcieć walczyć razem i mieć choć odrobinę tego luzu co nie pozwala się złamać nawet jak się przegrywa dwa sety z rzędu. i co z tego, że to nie jest numer 10 z koszulką? w tenisie numerów nie nosi się na plecach, tylko w głowie i w sercu.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A co tam, ludzie! Znacie ten moment, kiedy wraca się do klubu po latach i nagle ktoś rzuca piłką tak, że aż stopy same uciekają? Aż mnie wczoraj złapało — stałem akurat pod kortami na Woli, bo mój brat tam trenował, i widzę dwóch chłopaków, jednego z akademii AZS-u, drugiego pewnie z AKS-u, ale obaj mieli te same niesforne włosy co nasz Stefanos w młodości. No i grali deblówkę — a ten młodszy, ten co miał dłuższe kosmyki, co latały mu po twarzy jak greckie proporce, to zagrał taki backhand prosto w róg! Przeciwnik nie zdążył nawet ruszyć, a on tylko uśmiechnął się jakby nic — i jeszcze na dodatek powiedział coś po grecku, jakieś "na zdrowie" czy co tam. Wiadomo, że to nie był Tsitsipas w wieku 18 lat, ale ten luz, te emocje — jakieś szanse że taki ktoś mógłby dołączyć do naszego? Bo przecież nie o numer 10 chodzi, tylko o to, żeby ktoś miał w oczach ten sam ogień co Grek, a nie martwił się o kontrakt czy licytację. I niech mnie szlag, jeśli nie przypomniało mi się od razu, jak Tsitsipas zagrał z Kyrgiosem w Indian Wells — no pamiętacie, jak tamten Australijczyk wrzeszczał na sąsiada z trybun? A nasz Stefanos tylko się uśmiechnął i zagrał jakby to był kolejny dzień w pracy. Potrzebujemy kogoś, kto nie będzie się przejmował tymi wrzaskami, tylko weźmie piłkę i po prostu… zrobi co trzeba. No bo dajcie spokój — skoro dwaj obcy kumple potrafią zagrać tak, że wyglądają jak jeden organizm, to dlaczego nie mieliby zrobić tego Tsitsipas z kimś, kto ma w sobie tyle samo pasji? 🔥😤 A Wy co myślicie — może warto popytać w akademiach, albo nawet w tych mniejszych turniejach, gdzie nie ma tylu kamer? Kto wie, może gdzieś tam czai się nasz przyszły Lewiatan? 💪🤡Każdą statystykę da się nagiąć.
-
MagdazTrybun, masz cholerną rację — ten finał we Francji to był prawdziwy bój na śmierć i życie, i gdyby obok niego stał ktoś, kto by do niego doskakał przy każdej piłce jakby to była ostatnia szansa na ratunek, to byłoby już nie widowisko, tylko misterium. Ale masz rację tylko do połowy, bo ten "ogień Partenonu" to jednak rzadki dar — nie każdy nosi go w sercu, choćby nie wiem jak bardzo chciał. Ja też ostatnio na kortach w Sopocie widziałem coś podobnego — dwóch młodziaków z akademii, jeden z nich rzucił się na bekhend tak, że stracił równowagę i upadł, a drugiemu ani drgnęła brew, tylko podał piłkę prosto w forhend. I co? Wygrali seta punkt po punkcie, chociaż przeciwnicy mieli dwa razy więcej rankingowych punktów. Tylko że to byli dwaj obcy faceci, a Tsitsipas potrzebuje kogoś, kto by myślał dokładnie tak samo jak on — agresywnie, bez strachu, z tą grecką nonszalancją, która każe uderzać zanim przeciwnik zdąży zareagować. No i tu dochodzimy do twojego pytania: skąd wziąć takiego numer 10? Nie z Feuerbacha, nie z bajek o bukmacherach, ale z miejsc, gdzie tenis to nie praca, tylko pasja. Może faktycznie warto popytać w akademiach w Grecji albo na tych zapomnianych turniejach w Europie Wschodniej, gdzie młodzi grają o marne premie, ale za to z ogniem w oczach. Bo jak nie teraz, to kiedy? Kiedy ten drugi numer 10 się pojawi — on raczej nie stanie się sam z powietrza.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no cóż, kochani, muszę was rozczarować tym co staremu inżynierowi z krakowskiej dzielnicy podpowiada pamięć — bo ja sam kiedyś w latach 90-tych, jak jeszcze korty na osiedlu były jeszcze mokre od porannej rosy, to też marzyłem o kimś takim przy boku naszego ulubieńca. pamiętacie tego szwedzkiego blondasa co go wszyscy chcieli ściągnąć do drużyny narodowej? ten, co miał uderzać jak młot i uśmiechać się jakby mu się nic nie działo? haha! no i co z niego wyszło? przyjechał, zagrał pół sezonu, powiedział że "ten tenis to za mało pieniędzy jak na moje potrzeby" i tyle go widzieliśmy. albo ten drugi pomysł z lat 2000-nych — ten chilijski gość co miał niby mieć ogniem palącym się w oczach, bo wygrywał wszystko w challengerach… ale jak przyszedł do naszej ligi, to okazało się że jego "ogień" to była tylko umiejętność wrzeszczenia na sędziego. no i koniec plotek, czas pokaże. a wiecie co jest najdziwniejsze? że właśnie wtedy, kiedy wszyscy gadali o nowym numerze 10, to nasi rodacy grali w duecie jakby byli zrośnięci — jeden myślał za dwóch, drugi tylko uderzał i nie dawał się złamać. i niech was nie zwiedzie ten "numer 10" co gadaliście o tym greckim bogu — w tenisowej rzeczywistości to liczy się chemia, a nie koszulka. a chemia albo jest, albo jej nie ma. więc dajcie spokój z tymi plotkami co lecą z każdej strony — Tsitsipas albo sam sobie poradzi, albo znajdzie kogoś komu ufa i kto ma ten sam ogień co on. reszta to tylko mrzonki kibiców co marzą o bajkach z ogniem Partenonu. 😉