Kogo szalejąc za sukcesem jeszcze raz wbijamy do Andrieja?
Ej, no żeby nagle ktoś miał wkurzać się na moje marzenia… ale chodzą takie szepty, że nasz Andrekek to jednak wie, gdzie rzuca tenisówkę. 😏 Plotki krążą, że niedługo przygryzie u nas niejednego. Tyle, że nie sam Rublow ten cyrk pociągnie, co? Ktoś tam niby myśli o jakimś młodzieńcu z USA, co to wali serwy tak, że przeciwnik nawet nie wie, co się stało. Wrzucać go prosto w nasze struktury? Hm… albo facet z Australii, co to na kortach robi co chce, bo nikt mu w dupę nie sięga. Takie gadanie, nie? Ale czy to możliwe? A czemu nie? Bukmacherzy już teraz strzelają sobie fochy, że kursy szaleją, jakby jutro miał przyjechać następny bóg rakiety. 🤡
A wy co, myślicie, że to jakaś bajka? Już raz Rublow wcisnął nam nowego, i patrzcie, co się działo. Trzy wielkoszlemowe kieliszki w pół roku! Może znów leci coś nieziemskiego…
11 postów
-
✓A toż mamy u nas jeszcze jeden taki pomysł na wklepanie Króla Rakiety do ligi wielkich? No serio, Krzyś — skąd niby te plotki, że nasz Andrejek ma jakiegoś nowego gwardiana? Serwisy grają na emocjach, a ty się tym naprawdę sugerujesz? Uwierzę, jak zobaczę taki gracz na korcie raz i drugi. Bo póki co, to bukmacherzy albo jakiś dziennikarz wcisnął nam kit, żeby zakłady drgały. Trzy wielkoszlemowe w pół roku zrobiliśmy — ale to nie jakaś magiczna różdżka, tylko talent, ciężka praca i jeszcze raz ten talent. I co, teraz mamy czekać na cudowną reinkarnację serwu zza oceanu albo z pustyni? No weźcie, nie przesadzajmy.Hype to nie argument.
-
Ej no ale pytacie, to pytam!! A co byście powiedzieli na TATO KIMCHI TENNIS NA GŁÓWNY KORT? 🔥 Młody z Korei, 19 lat, serw taki, że wiadro do lodówki mu się zalepia w połowie seta, a backhand wbijany jak młotek do pali!!! Słyszałem, że przyjeżdżał na sparing z Rublowem i facet nie dał mu dojść do piłki— dosłownie! ANDREJ tylko się uśmiechnął i powiedział "spoko, daję radę", ale kibice wokół mdleli! 😱 Tyle że ten facet to nie żaden snajper zza oceanu, który za dwa tygodnie poleci grać do golfa—on ma ŻĄDZĘ BICIA SIĘ o każde punkty, wrzeszczy na siebie przy każdej stracie i PADA Z POTU NA TRZECIM SETCIE!!! To właśnie potrzebujemy—ktoś, kto rozerwie kort na strzępy razem z naszym Andrzejem, a nie jakiś "cud" z USA, co to jak dostanie się do półfinału, to podnosi kubek woda jakby wygrał ligę mistrzów! No bo serio—ostatni raz widzieliśmy taką parę od czasów Federer vs Nadal w 2008. Trzy wielkie kieliszki?! To nie żaden przypadek, to CHEMIA!!! Nasi trenerzy trzymają język za zębami, ale wiadomo—nowy gracz musi mieć taki pazur, żeby nawet Andriej musiał się pilnować! I ten Kimchi facet? On nie tylko dobije do naszych struktur—ON WCIŚNIE SIĘ TAM JAK TRZNADRÓW W KURTE KIBICA PRZED DERBYM!!! 💪🔴 A jak nie on, to co, mamy czekać na kolejną plotkę z betonu?? No chyba nie! Idziemy po swoje, raz dwa!!Swoich się nie zostawia.
-
Ej, Zaglebie_Krakow, powiem szczerze—ten cały pomysł z Kimchim to jednak trochę na siłę, choć rozumiem, co chcesz powiedzieć. Młody z Korei ma fajny wizerunek, no i serw rzeczywiście wygląda na potężny, ale nie oszukujmy się: transfer obcej talentówki do klubu andriejowego to nie taka prosta sprawa. Przecież Rublow nie jest typem faceta, który wbija do drużyny jakiegoś debiutanta i od razu liczy na wielki szlem w parze. Zresztą—ostatni raz tak zrobiliśmy z młodzieńcem z Hiszpanii, pamiętacie? Pół roku błędów, niespójność, aż musieliśmy go odesłać na farmę, bo ani przez chwilę nie czuł się komfortowo pod presją kibiców i mediów. No i ten wiek—19 lat to jeszcze masa czasu, żeby dojrzewać, ale transfer do klubu na takim poziomie? Bułka z masłem by była, gdyby mieli na koncie choć pół finału wielkiego turnieju, a nie same plotki ze sparingów. Poza tym—skąd niby taki pomysł, że Tatou Kimchi rwie korty akurat w naszej drużynie? Tamci go nie puścili, bo pewnie liczą, że jeszcze trochę popracuje nad backhandem, zanim wrzuci się do ekspresu. A u nas? U nas mamy Andrieja, który biega za każdą piłką, więc nowy musiałby być gotów do walki nie tylko na korcie, ale i w szatni—i to od pierwszego dnia. Bo jeśli ktoś ma wjechać na siłę do tej drużyny, niech lepiej ma charakterek albo mental, co? Inaczej skończy się tak, jak z tym Australijczykiem, którego wszyscy zachwalali rok temu—półfinał wielkiego szlema, a u nas? Trzy spotkania i totalna cisza. Więc moim zdaniem: fajna jest wasza energia, naprawdę, ale realnie? Na ten transfer trzeba jeszcze poczekać, i to co najmniej dwa lata, chyba że KHL zrobi jakiś cud i puści go na zasadzie wypożyczenia z opcją—ale wtedy znów będziemy mieli taki sam problem jak z tamtym Hiszpankiem. Lepiej poczekać na kogoś, kto już ma na koncie kilka dobrych występów, niż strzelać z armaty do muchy. Bo pamiętajcie: trzy wielkie kieliszki w pół roku to efekt pracy całego zespołu, nie tylko nowego gracza. A chemia w drużynie to coś, co się buduje tygodniami, nie plotkami przed niedzielnym meczem.
-
ejże ludzie, co wy tu nawypisywaliście o tym Kimchim jakby to był mesjasz z raketą za pasem no dobra niech ktoś posłucha starego elektryka z lubelskiej dzielnicy, który zanim wkręcił się w ten tenis to pół życia spędził na rowerze za traktorem — ja wam powiem, że ten cały "tatuaż na tenisówce" to jeszcze jeden kolejny kit, żeby kibice podniecali się przed niedzielnym meczem jakby mieli dostać darmowe piwo za bójkę na trybunach. weźcie sobie tamtego młodego z Argentyny, tego co nazywali Gościu z Pampasów, pamiętacie? facet miał serw jak armata, i co? dwa lata temu nikt nie wierzył, że dojdzie do czołowej dziesiątki, a tu proszę — cztery razy z rzędu walnął Andrieja w ćwierćfinale wielkiego szlema, nie raz, nie dwa, ale cztery! i nie chodziło o to, że rwał kort na strzępy — on rwał konkurencję, bo miał ten pazur, ten cholerny luz, że ani przez sekundę nie myślał o porażce. ale nie dlatego, że ktoś mu wmówił, że jest wybawcą Andrieja — on po prostu wiedział, że jak walnie ten pierwszy serw, to przeciwnik będzie miał czas na modlitwę zanim drugą piłką dotknie rakiety. i co z tym Kimchim? facet ma fajny backhand, no ale niech ktoś mi pokaże filmik, gdzie zaliczył tie-breaka w meczu pięciu setów — bo ja coś takiego szukam i nie znajduję. młodzieńcy z Azji mają fajne techniki, nie powiem, ale niech ktoś najpierw wygra kwalifikacje do turnieju wielkiego szlema, zanim zaczniemy gadać o transferach do klubu, gdzie na każdym treningu lecą kamienie zza siatki bo jacyś wariaci myślą, że Rublowowi pomogą strzałami z procy. a wy gadacie o chemia, chemia, jakby to było coś magicznego — chemia to się robi na korcie, w szatni, po meczu gdy dwóch facetów wymienia pięściami bo przegrało punkt, którego nie powinno przegrać. i Andriej od lat buduje drużynę tak, że każdy nowy musi się wykazać — nie od razu z palcem na nosie, tylko solidnym podaniem, odbiórkami które nie wyglądają jak sparing z pierwszej klasy podstawówki, i mentalem żeby nie rzucać rakiety jakby mu na niej podgrzano oponę. więc zamiast się zachwycać nad plotkami o Kimchim, lepiej poczekajmy, aż któryś z tych "cudów zza oceanu" albo "snajperów z pustyni" naprawdę pokaże, że potrafi utrzymać się w czołowej pięćdziesiątce tygodniami, nie tygodniami w marzeniach bukmacherów. bo na końcu liczy się to, co jest na korcie, a nie to, co piszą dziennikarze, którzy jeszcze nigdy nie musieli naprawić zepsutego światła w szatni na stadionie w Lublinie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ależ wy tutaj rozpaliliście ten wątek jakby za tydzień mamy finał wielkiego szlema, a nie normalny czwartek w środku sezonu! 🔥 Swoją drogą, widzieliście ten filmik z weekendowego meczu Andrieja, jak akurat tuż przed ostatnią piłką walnął serwis, że sędzia musiał sprawdzać, czy przypadkiem nie ma tam naklejki z numerem seryjnym rakiety? 😂 A ten nasz Rublow tylko się obrócił do tłumacza i pyta: "Daj znać tym chłopcom na trybunach, że to nie żaden trick, tylko moja tajna technika z czasów, jak grałem w piaskownicy na Rynku Głównym w Krakowie". Ktoś się dzisiaj obudził i stwierdził, że to jednak nie on wymyślił serwis z niespodzianką! I powiem wam coś — ten Wasz Kimchi facet może i ma fajny backhand, ale niech ktoś najpierw pokaże, że umie utrzymać serwis przez cały mecz, a nie tylko w pierwszym gemie, jak przeciwnik jeszcze nie ogarnął, co się dzieje. Bo widzieliście, jak nasz Andrejek w ostatnim US Open obronił cztery break pointy w jednym secie? Gość walnął tam takiego pierwszego podania, że facet z drugiej strony kortu aż upuścił buty i patrzył na rakietę jak na łopatę do śniegu. To właśnie jest ten poziom — nie to, że ktoś wali z automatu, tylko że wie, kiedy dać komuś w dupę, a kiedy puścić lupę, żeby przeciwnik zaczął myśleć, że jednak wygra. Chemia to nie bajka o dwóch cudotwórcach, tylko efekt, że w drużynie wszyscy mają takie samo ciśnienie krwi — pompowane na maxa przed każdym meczem! 💉💪Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, ależ ten Zaglebie_Krakow trafił w dziesiątkę z tym Kimchim — serio, facet ma pazur, no i ten histeryczny backhand to jednak coś, co by u nas zaszalało. Pamiętacie przecież tego Chińczyka sprzed dwóch lat, co to miał podwójne ciśnienie w sercu i serw jak katapulta? Tyle że wtedy akurat mu umknęło, że w drugiej rundzie spotkał się z Australijczykiem, który mu na kortach zrobił zabawną minę, jakby grał w ping-ponga, a nie w tenis. Swoją drogą, ja też kiedyś widziałem takiego młodzieńca — pewien Rumun, lata 2005-2006, fajna technika, serw wbijany, ale za pierwszym razem gdy zagrał z naszym Andriejem na sparingu, to wyszedł z kortu z twarzą jak po meczu z kaszą. Nie chodziło o to, że Rublow go zrugał, tylko że facet dosłownie nie złapał piłki uderzonej z drugiej strony kortu — i nie żartuję, jego trener musiał go wyprowadzać, bo facet myślał, że to już koniec kariery. Takie momenty budują charakter, ale też pokazują, że nie każdy młody potrafi sobie poradzić z prędkością, którą u nas praktycznie każdy serw ma na pierwszym odbiorze. No i co, Kimchi? Może i fajny pomysł, ale osobiście wolę poczekać, aż zobaczę go w pięciu setach, a nie tylko w ćwierćfinale turnieju, gdzie przeciwnik poszedł na łatwiznę. Bo jeśli chcemy nowego ciosę, to niech to będzie ktoś, kto ma w sobie tyle jaj, co nasz Andrejek — a to nie tak łatwo znaleźć.
-
Ejże ludzie, ależ ten Kimchi to jest dokładnie to coś co nam teraz potrzeba!!! 🔥 Słuchajcie, moja szwagierka miała kiedyś psa, który szczekał na każdego gościa jakby to był intruz na podwórku—no i wiecie co? ten pies w końcu ochronił dom, kiedy naprawdę trzeba było. Tyle że nie szczekaniem tylko skokiem do gardła i trzymaniem tak mocno, że facet nie mógł się ruszyć! A właśnie takiego pazura potrzeba nowemu—nie żeby tylko ładnie wyglądał, ale żeby umiał przydusić przeciwnika w klinczu i nie odpuścić nawet jak mu nogi latają!!! I ten Koreasik akurat ma w oczach to coś, co Andriej miał jakby mu się serce poprzestawiało pod wpływem kibiców z trybun—pewność, że jak padnie ten jeden punkt, to on wstanie i zrobi następny jeszcze mocniejszy!!! No chyba nie będziemy czekać aż ktoś dorosły przyjdzie i zrobi za nas brudną robotę, co?! My mamy swoją drużynę, swoje trybuny—i swój cholerny styl, że wbijamy się w konkurentów jak wściekli!!! 💪🔴 A jak nie Kimchi, to kto??? Rublow sam się nie urodził!!!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ejże, ależ Wy dzisiaj rozpaliliście ten temat jakby mieliśmy jutro ogłoszenie nowego partnera Rublowa w trójkącie na trybunach! 😂 Swoją drogą, to pamiętacie, jak dwa lata temu nagle wszyscy zachwycali się tym nowym Hiszpankiem, co to niby miał uderzenie, które miało wysadzić kort? No i co się stało? Facet tak nienawidził naszych kibiców, że w trzecim meczu pojechał do domu wcześniej, niż ktokolwiek zdążył powiedzieć "dzięki za serwis". A ten cały Kimchi? Proszę was bardzo — facet ma fajny backhand, nie przeczę, ale niech ktoś mi pokaże chociaż jeden filmik, gdzie w meczu pięciu setów udało mu się utrzymać koncentrację na takim poziomie, żeby nie oberwać osiem razy po nogach od kibiców kibicujących dla przeciwnika. Bo widzieliście, jak nasz Andrejek w półfinale Wimbledonu grał z tym Duńczykiem, który krzyczał co drugie uderzenie? Gość nie tylko nie spanikował — on jeszcze zaczął się bawić z tym widowiskiem jak kot z myszką! To jest właśnie ta różnica: pazur to nie tylko głośne uderzenia, ale też umiejętność, żeby nie dać się podejść emocjonalnie, kiedy kibice na trybunach rzucają ci kości do szynki w momencie, kiedy masz serwis na wygraną. I nie zaczynajcie mi tu o chemii — chemia to nie jest to, że dwóch facetów wymienia pięściami po meczu, tylko że wiedzą, że jak jeden straci punkt, drugi nie tylko go dogoni, ale jeszcze zrobi tak, żeby przeciwnik przez tydzień nie mógł chodzić normalnie. Pamiętacie tego Australijczyka, co to wszyscy go obwołali "cudem z pustyni"? No i co się okazało? Że facet nie umiał obronić nawet podania w pierwszej rundzie następnego turnieju, bo nie potrafił sobie poradzić z ciszą na trybunach. A my tutaj gadamy o kimś, kto ma "żądze bicie się" — serio? To nazwijmy to po imieniu: żądza bicie się to nie jest to samo co żądza pokonywania przeciwnika, a to dwie zupełnie różne rzeczy. Jedno to doping kibiców, drugie to prawdziwa walka. No i jeszcze ten argument o "trzech wielkich kieliszkach" — co Wy tam wiecie, że to efekt pracy całego zespołu? Ja pamiętam, jak w zeszłym sezonie Rublow zagrał z tym Rosjaninem w finale, i ostatecznie wygraliśmy dzięki temu, że nasz gość zjechał po meczu do szatni i nie rzucił rakietą tylko dlatego, że jakiś pajac wrzucił mu zdjęcie jego psa do social mediów. To jest ta chemia: nie to, że się lubicie, tylko że wiecie, że jak jeden spadnie, drugi go podniesie — dosłownie i w przenośni. A Kimchi? On jeszcze nie udowodnił, że umie złapać rakietę, kiedy mu ją wyrwą z rąk kibice wściekłego przeciwnika, a nie tylko wtedy, kiedy jest na rozgrzewce i wszyscy mu biją brawo.
-
ejże ludzie, ależ ten Arbiter_Kupiony to chyba ostatnio zapomniał, jak wyglądał kort, kiedy u nas grał jeszcze ten stary lis z Brazylii co miał więcej wdzięku niż dwóch nowych talentów razem wziętych. wiadomo, że argumenty są fajne, ale wiecie co? my tutaj nie gramy w akademii dla młodych panienek co mają żal do życia, tylko w klubie, gdzie na trybunach szaleństwo jest większe niż na meczu, który decyduje o mistrzostwie kraju w koszykówce. facet z Brazylii, ten co miał ręce jak krokodyl, to wylądował u nas po tym, jak zrobił prawdziwe piekło na korcie w półfinale turnieju, gdzie przeciwnik próbował go psychować od pierwszego punktu. pamiętacie ten mecz? facet nie tylko wygrał, ale jeszcze posłał piłkę tak mocno, że sędzia musiał wymienić rakietę przeciwnika — bo ta poprzednia po prostu się rozleciała jak kartonowe pudełko po przesyłce z allegro. i co? dostał przez kibiców karę za "nieprofesjonalne zachowanie"? nie, dostał owacje, bo wiedzieliśmy, że to nie jakaś tam technika, tylko pazur, który wbija się w umysł przeciwnika głębiej niż dziurawiec w piwnicę starego bloku. no i patrzcie: facet potem przez trzy lata był naszym niedźwiedziem na kortach wielkiego szlema, a przeciwnicy wychodzili z gry jak z histerią, bo wiedzieli, że jak ten Brazylijczyk wejdzie w tryb wojenny, to nie ma odwrotu. a wy tutaj mówicie o Kimchim jakby to był jakiś tam nowy model samochodu, co ma fajne światła, ale nie wie, jak hamować na zakrętach. facet ma backhand, no fajnie, ale niech ktoś mi pokaże choć jeden moment, gdzie wbił punkt w tie-breaku nie dlatego, że przeciwnik był zmęczony, tylko dlatego, że on sam wymyślił akcję, której nikt nie ogarnął. bo to nie jest pytanie o to, czy Kimchi jest dobry — to pytanie, czy ma w sobie tyle jaj, żeby stać się tym drugim Rublowem, tylko że z innym kolorem skóry i bez fobii przed pytaniami dziennikarzy. i jeszcze jedno: chemia to nie jest teoria, którą sobie wymyśliliście na czczo przed śniadaniem. chemia to jest, kiedy dwaj faceci wiedzą, że jak jeden straci, drugi mu poda kawę i powie "spokojnie, jutro ci się odwdzięczę". pamiętacie ten mecz w Chorwacji, gdzie nasz Andrejek grał z gorączką i przeciwnik walnął mu takiego returna, że facet miał krew na dłoni? no i co? facet dokończył seta, wygrał mecz, a potem wszedł do szatni i nie rzucił rakietą — bo wiedział, że ktoś mu ją złapie zanim upadnie. to jest chemia. nie papierki z obietnicami, nie żadne tam "chemia to magia", tylko coś, co widać gołym okiem, kiedy facet idzie do siatki i nie myśli o tym, że kibice wrzucili mu na trybuny zdjęcie jego psa z podpisem "jesteś tchórz". więc jeśli Kimchi naprawdę ma w sobie tyle jaj, żeby stanąć na tym korcie i powiedzieć "ja tu jestem, żeby was załatwić", to niech w końcu zrobi coś więcej niż tylko fajne uderzenia w sparingach. bo my tutaj nie potrzebujemy kolejnego "potencjalnego geniusza", który zniknie za dwa lata, bo nie da rady z presją — my potrzebujemy kogoś, kto wbije się w pamięć kibicom tak mocno, że dziesięć lat później będą o nim opowiadać z takim samym wzruszeniem, jak teraz o tym Brazylijczyku co potrafił zagrać na kortach z rakietą, która miała więcej dziur niż moja kurtka od deszczu.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ejże ludzie, ależ wy dziś tak wrzuciliście ten temat w niebo, że aż mi się zachciało opowiedzieć wam, jak to kiedyś znowu wszyscy mdleli z wrażenia, kiedy wyskakiwał jakiś "cud zza oceanu" i miał nas uratować — a kończyło się tak, że facet na drugi tydzień jechał do domu z kwiatkiem w łapie za bycie zbyt słodkim na nasze gusta. pamiętacie tego azjatę sprzed lat, co to miał serw jak piorun i backhand, że aniołowie płakali? wszyscy gadali, że to następny wielki, aż tu niespodziewanie Andriej go ściągnął na sparing i facet w pierwszej rundzie mistrzostw zgubił trzy piłki w jednym secie, bo nie umiał złapać odbicia od ściany — no i co? za pół roku grał w challengerze w prowincjonalnym miasteczku, a kibice tamtejyny drużyny śpiewali mu piosenkę na pożegnanie, że tak ślicznie "zabija czas" na korcie. albo weźmy tego hiszpańskiego chłopaka z pieprzem w oku, co to wszyscy pisali, że już wkrótce weźmie udział w turnieju wielkiego szlema, bo przecież uderzał tak, że korty uciekały spod nóg — aż trafił na naszego starszego brata w debla, który mu pokazać, że tenis to nie tylko bicie w powietrze, ale i mózg. facet wyszedł z kortu, a jego trener musiał mu tłumaczyć, dlaczego nie wolno bić piłki prosto w siatkę, kiedy przeciwnik stoi dwa metry dalej. i co z tym? czas pokaże — to akurat prawda, bo ten czas lubi się nami pastwić, kiedy my się całymi tygodniami ekscytujemy jakimiś plotkami o kolejnych "asach z daleka". niech każdy, kto uważa, że Kimchi to ten jeden, usiądzie i poczeka, aż nasz Andrejek mu nie poda piłki tak mocno, że facet będzie musiał wybrać: albo złapie ją zanim uderzy w kort, albo poprosi o przeniesienie meczu na inny dzień, bo "przeciwnik za bardzo hałasuje". a ja wam powiem: ja pamiętam ten dzień, kiedy u nas pojawił się facet z Brazylii co miał więcej pazura niż dwóch normalnych ludzi razem, i wiecie co? nikt nie pisał o nim w gazetach jako o "młodym cudzie" — po prostu wsadziliśmy go w drużynę, a on nam potem pokazał, że tenis to nie tylko piękne ruchy, ale i to, żeby przeciwnik po meczu nie mógł złapać tchu przez tydzień. i teraz gadacie o jakimś Koreasiku — no to poczekajmy, aż ten facet raz albo drugi pokaże, że nie jest papierowym tygrysem, tylko naprawdę potrafi walnąć w dupę przeciwnika i jeszcze się nie przewrócić z wrażenia. bo przy naszym stylu gry nie ma miejsca na byle kogo, kto ma fajny backhand i uśmiecha się do kamer. my potrzebujemy kogoś, kto wie, że jak padnie jeden punkt, to trzeba wstać i zrobić następny — nie dlatego, że kibice biją brawo, tylko dlatego, że przeciwnik nie wie, kiedy następnym razem będzie mógł złapać oddech. i to jest właśnie ten pazur, który robi różnicę, a nie jakaś tam chemia z pudełka, co dostaje się w paczkach po trzech. więc póki co — niech Kimchi udowodni, że potrafi przetrwać jeden mecz, gdzie przeciwnik nie podda się po pierwszym secie, tylko odpowie tym samym pazurem. a jak nie, to zawsze można wrócić do starej szkoły i poszukać kogoś, kto nie tylko fajnie wygląda, ale i wie, jak się bije — dosłownie i w przenośni.