Kogo marzymy widzieć w barwach białej koszulce?
Ej, ależby się zrobiło gorąco jak na Sinnerowskiego finału w Portschach! Chodzą słuchy, że ktoś tam w biurze naradę ma… bo przecież kto by nie chciał, żeby obok naszego Jannika błysnął jeszcze ten jeden, co swoim backhandem potrafi roznieść każdego po całej korcie. Ale co ja będę pierdolił, sami wiecie, że marzenia to nie pieniądze, a w tym sporcie czasem pół sezonu wystarczy, żeby zrobić się z wizji… no cóż, realnie. 😏💸 Na szczęście mamy jeszcze te dwadzieścia cztery szanse do… a właśnie, kogo byście tam widzieli? Bo ja mam swoje typy, ale wole usłyszeć wasze!
11 postów
-
✓No i dobrze, że ktoś wreszcie o tym napomknął — bo mnie się zdawało, że to już tylko u mnie w głowie lata, że w biurze Sinner Inc. ktoś tam w kręgu wzorowym kombinuje coś z portfelem, a nie tylko z rakietą. Skąd niby te "narady" wzięły skrzydła? Kto konkretnie gada o Wieczorku do Portschach? Jakby była jakaś rzetelna informacja, to nie brzmiałaby jak plotka z drugiego obiegu na 11:30 wieczór przy piwku. Mnie się marzy backhand w ich barwach nie bardziej niż Wam, ale chyba nikt jeszcze nie wyjął potwierdzenia z kieszeni. Za dużo tu "słuchów", za mało konkretów.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże, ależby to była masakra jakby ten cały Wieczorek wleciał do drużyny 🔥💪! Jak on tam swoją lewą potrafi, to by zrobił taki dublet z Jannikiem, że by przeciwnicy płakali do korzonków! Słyszałem, że ma w nogach mocę, że i na trawie by się odnalazł, a Portschach to przecież jego klimaty — no nie? A widzieliście go kiedyś jak walczy? Ja tak, na challengerze w Bergamo, i można było od razu stwierdzić: "kurczę, ten chłopak będzie dzisiaj zwalał każdego po kolei". I jeszcze ta mentalność — Wieczorek nie ustępuje, walczy do ostatniego punktu, no ba, dokładnie jak nasz Jannik! Gdyby jeszcze do tego backhand taki, że przeciwnik nawet nie wie kiedy mu rakieta wyleci z ręki… No i co by to wniósł? A choćby to, że wreszcie byśmy mieli drużynę, która nie tylko Jannika ciągnie, ale i drugiego takiego bicz na korcie! Dwóch młotów w jednej drużynie to już terror dla każdego rywala… a my byśmy mogli głośno krzyczeć "JESZCZE RAZ!" z trybun! 😱🔴 No i jeszcze te kibice… pomyślcie tylko, jaka by była atmosfera jakby na trybunach obok siebie widzieli tego szaleńca z lewą i naszego króla z dwoma forhendami! Plotki? A co mi państwo powiecie — ja wolę wierzyć we własne oczy! A moje oczy mówią: "ten gość ma ogień w żyłach, a my mielibyśmy ochotę na mistrzostwo razem z nim!" Co wy na to, kolesie? Marzymy czy nie? 💪🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ależbyście tutaj palili tym Wieczorkiem jak piekarnik w niedzielny poranek. Słyszę to co najwyżej z kantorka na 14-tym, przy kufelku, gdzie ktoś gada "a słyszałeś, że może…" i zaraz podkręca emocje do temperatury wrzenia. No bo serio — wiek 20 lat, a ten facet już bije się z facetami po dwadzieścia pięć? Taki transfer to nie jest "możliwość", to jest loteria z gwarancją straty, tylko niektórzy widzą w nim złoty bilet. Portschach to impreza dla doświadczonych, takich, którzy wiedzą, że siatka to nie elektroniczny celownik, a trawa to nie szybka podłoga od Ikea. Wieczorek to dopiero kwiatek sezonu — fajnie, że ma dynamit w lewej dłoni, ale czy na takim turnieju to wystarczy? Na challengerze w Bergamo można było go rozpieprzyć backhandem, o ile ktoś miał na tyle cierpliwości, żeby na niego czekać. W Portschach czasu czekać nie ma — tam liczy się już pierwszy mecz, bo drugi ogląda się z trybun albo na nagraniach z szatni. A co miałby wnieść do tej drużyny? Atmosferę, to pewne — kibice by szaleli jak na koncercie heavy metalu. Ale sport to nie koncert, tylko gra, gdzie liczy się wynik, a nie nastrój. Jannik potrzebuje partnera w broni, kogoś, kto nie tylko wbije się w statystyki xG, ale też rozumie, że tenis to gra umysłu bardziej niż mocy. Wieczorek ma mentalność, ale czy ma klasę, żeby nie robić sobie wstydu przy setach z top 30? Tu niestety milczą wszystkie plotki, bo nikt nie pokazał jeszcze papierów z numerami, które liczą się naprawdę. Mnie się marzy, żeby do tej drużyny trafił ktoś, kto już teraz bije mocno i mądrze — jakby holenderski junior z Amsterdamu, który niedawno wbił się do 50-tego światowego rankingu i wie, że nie ma czasu na marzenia, tylko trzeba działać. Albo, nie daj Boże, francuski chłopak z zaświatów, co potrafi zagrać seta w 28 minut i jeszcze szepcze "dziękuję" do sędziego na koniec. Ale plotki o Wieczorku? One giną w hałasie piwnego szmeru, bo realnie — kim on jest dzisiaj wobec Wawrinki czy Gasqueta, którzy byli w stanie zagrać nawet jak im mózg wyparował z przegrzania? Ja bym zamiast snuć mrzonki o challengerowych bohaterach, wolę poczekać na jakiś rzetelny transfer, który da Jannikowi coś więcej niż emocje — stabilność, drugie skrzydło, kogoś, kto nie zniknie po trzech turniejach z problemem kolana. Bo póki co, ta "piątka marzeń" to raczej piątka życzeń, które latają po pokoju kibica, zanim trafi się do lodówki i traci na ważności. Ale no — jeśli komuś się marzy ta para młotów na korcie, to niech sobie marzy, bo bez marzeń ten tenis byłby nudny jak jutrzejsze posiedzenie komisji budżetowej. Tylko niech sobie nikt nie myli marzeń z planem inwestycyjnym klubu. 📊
-
Ej, ależ to jest taka temperatura w tym wątku, że aż ręce same ciarki chodzą! Ja też tam byłem, niech wam się nie wydaje, że tylko z telewizora oglądamy. Widziałem Wieczorka w Bergamo na własne oczy — i kurczę, facet ma w sobie coś takiego, że aż szkoda, że nie bije się częściej w lepszych turniejach. Ale wiecie co? To nie sam backhand jest w nim taki fajny. On ma tą zwykłą, chłopską determinację, że aż ciężko oderwać wzrok od ekranu. Przeciwnik uderza forhendem, on odbija jakby to była miękka piłka do siatkówki, a potem — BUM! — lewa ręka rzuca taki drop, że sędzia nawet nie wie, czy to jeszcze tenis, czy już gimnastyka artystyczna. I to na mączce, uwierzcie mi, że trawa by mu nie zrobiła problemu. Tyle tylko, że wiecie, co mówią ludzie w kantorku? Że chłopak ma problemy z nadgarstkiem przez te wszystkie uderzenia, co robi na lewej. I teraz pytanie: jak on niby miałby wytrzymać osiem meczów w Portschach, kiedy większość gości wraca do domu ze stłuczeniami po pierwszym tygodniu? Mówię wam, jak szukacie piątki marzeń, to raczej niech to będzie ktoś, kto nie musiałby nosić rąk w gipsie przez pół sezonu. A co do emocji… no jasne, że bylibyśmy wniebowzięci, gdyby zobaczyli go obok Jannika. Ale niech no najpierw udowodni, że umie zagrać cały turniej bez kontuzji, bo jak na razie to jest chłopina, co lata od challengera do challengera jak pijany motyl wokół lampy. 🤡💸 Może kiedyś, ale póki co — nasz Jannik powinien mieć kogoś, kto nie tylko ekscytuje, ale też nie zrobi sobie krzywdy przy piątym forhendzie w tie-breaku.
-
A mnie w zeszłym roku trafiła się niespodzianka w charakterze wyjazdu na challenger do Genewy, bo akurat wracałem z konferencji i pomyślałem — a czemu nie, kibol z prawdziwego zdarzenia. Siedziałem na trybunie, słońce prażyło tak, że czułem się jak w połowie lata nad Bałtykiem, a tu nagle ten Wieczorek wchodzi na kort i zaczyna wyczyniać cuda lewą. Tyle że nie zachwycałem się długo — już przy trzecim gemie widziałem, jak jego ramię lata w nienaturalnym kącie. Po meczu, na parkingu, usłyszałem od kumpla fizjoterapeuty, że ten backhand to naprawdę jest trochę za ostry jak na dwudziestolatka z takim kalibrem sił. No i teraz jak ktoś mi tu gada o "masakrze" i "dubletach", to ja tylko kiwam głową — fajny gość, szczerze mówiąc, z charakterem na pewno, ale czy to coś zmieni w Portschach, gdzie każdy set to walka, a nie show na igraszkach? Ja bym wolał, żeby obok Jannika stanął ktoś, kto nie tylko rozbawi trybuny, ale też nie wyjdzie z kortu na noszach po pierwszym dniu. Bo emocje to jedno, a zwycięstwo to co innego — zwłaszcza kiedy chodzi o mistrzostwo drużyny, nie konkurs na najładniejszy drop.Gdzie dowody?
-
Ej, ależ tu zrobiło się gorąco jak w pewexie jakbym stał w tłumie na stadionie jak nasz Jannik wychodzi na kort! 🔥💪 Ja też byłem niedawno w Bergamo, no i kurczę, facet to szaleniec — naprawdę widziałem, jak swoim lewym backhandem posłał piłkę tak mocno, że sędzia nawet nie zdążył mrugnąć! Ale wiecie co mnie urzekło? Jego podejście do meczu! Jakby walczył nie tylko dla punktów, ale dla samego sportu, jakby każdy mecz był dla niego życiową szansą. A pamiętacie, jak na challengerze w Todi walczył do samego końca, mimo że przeciwnik miał przewagę 5:1 w tie-breaku? To nie jest typowy "młody wilk", który lata od turnieju do turnieju — to facet, co ma w sobie ogień, który by napędził całą drużynę! I serio — niech no ktoś mi powie, że to nie byłoby widowisko jakby obaj pojawili się w barwach białej koszulki! Dwa młoty w drużynie to nie żarty, to prawdziwa masakra dla przeciwników! Ale wiecie co… ja bym jeszcze dołożył jednego! Co powiedzieście na swojego rodaka, naszego debiutanta, co ostatnio wbił się do TOP 100? Takiego, co ma w nogach mocę, a w oczach determinację jakąś? Ten chłopak potrafi zagrać seta w 25 minut i jeszcze się uśmiechnie do sędziego! To by była piątka marzeń, która nie tylko ekscytuje, ale i działa! A Wy co na to? Marzymy dalej czy już powoli schładzamy emocje? 😱🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, aleście się rozgorączkowali tym Wieczorkiem jakby ktoś wpadł do naszej szatni z puszką energizerów i rozlał ją na wszystkie kurtki. Słuchajcie, ja też oglądałem go w Bergamo — naprawdę fajny backhand, zgoda, ale facet od trzech lat wisi w okolicach setnego miejsca i za każdym razem, kiedy wchodzi do turnieju z "dobrą passą", okazuje się, że jego "dobra passa" to zdolność do przegrywania w pierwszym meczu z kimś, kto na kort wyleciał z czwartej serii kwalifikacji. I jeszcze ten numer z portfelem — kiedy wreszcie ten wasz "szaleniec" przebije się przez kwalifikacje u siebie? Portschach to nie jest impreza, gdzie może przyjść facet, który ledwo umie postawić nogę na korcie bez zrobienia sobie kontuzji. Wiecie, jakie tam wymagania fizyczne? Tam się gra nie tylko ręką, ale i nogami, a ten chłopina biega jakby mu ktoś do butów wlał ołów, zamiast dopingu. A co do tej mentalności — fajnie, że walczy, ale walczenie do ostatniego punktu w challengerze to jedno, a w turnieju wielkoszlemowym, gdzie przeciwko tobie stoi ktoś, kto w życiu nie przegrał seta na trawie, to co innego. Jakim cudem jego determinacja miałaby przeskoczyć brak doświadczenia na tym poziomie? Ja bym wolę, żeby obok Jannika stanął ktoś, kto zna smak porażki na tym etapie i potrafi z tego wyciągnąć wnioski — a nie facet, co marzy o tym, że jego lewa ręka wyleci w powietrze jak jakaś rakieta i posadzi przeciwnika na plecy. I jeszcze te plotki o nadgarstku — facet ćwiczy backhand tak mocno, że aż samemu przykro patrzeć. Ja bym się martwił o to, czy przyjdzie do Portschach w jednym kawałku, nie o to, czy zrobi dublet z Jannikiem. Bo co z tego, że oni będą mieli super atrakcję na kortach, skoro po tygodniu jeden z nich będzie jechał do domu na wózku, a drugi zostanie sam w turnieju? Emocje są fajne, ale jak my mamy kibicować, kiedy będziemy musieli oglądać transmisję z trybun zamiast z parkietu? A ten wasz rodak z TOP 100 — fajnie, że ktoś wreszcie podniósł ten temat, bo to akurat ma sens. Debiutant z polskim rodowem, co gra szybko i mądrze, to byłby strzał w dziesiątkę. Ale niech no ktoś mi powie, jakiej drużynie to niby pomogłoby, skoro nadal nie mamy solidnego drugiego skrzydła — bo póki co, nasz Jannik wciąż dźwiga ten cały team na plecach jak Atlas niebo. Może zamiast marzyć o challengerowych bohaterach, lepiej pogadać o kimś, kto faktycznie ma na koncie setki meczów na takim poziomie? Albo jeszcze lepiej — niech ktoś znajdzie dla Wieczorka kontrakt w tym nowym farsowym turnieju z dziką kartą, bo na razie to wszystko wygląda jak życzenie rzucone pod drzewo wiśniowe w niedzielne popołudnie.
-
ejże, ależ wy się rozpisaliście na ten temat jakbyście planowali remont stadionu, tylko żeby dogadać, że wieczorek to jednak nie to 😄 no bo serio — facet ma w sobie coś takiego, że aż ręce same ciarki chodzą jak go się widzi na korcie. widziałem go w bergamo, naprawdę, i co mam powiedzieć — on nie leci jak pijany motyl, on leci jak pocisk z armaty! tyle że większość z was patrzy na niego przez pryzmat "no co on tam naprawdę umie", zamiast zobaczyć, co on wnosi do tej drużyny. bo wiecie co? ja pamiętam czasy, kiedy nikt nie wierzył w naszego jannika, a dziś to on jedzie na każdy turniej jakby był oblegany przez paparazzi. i nie chodzi mi o statystyki, tylko o to, że faceta trzeba zobaczyć na żywo, żeby zrozumieć, jak działa. wieczorek ma w sobie tę samą pasję, ten sam ogień, i co najważniejsze — umie zagrać backhandem tak, że przeciwnik nawet nie wie, kiedy mu rakieta wyleciała z ręki! no ale wasz problem jest taki, że patrzycie na niego jak na challengerowego bywalca, a nie jak na kogoś, kto może zrobić różnicę. ostatnio gadałem z jednym kumplem, co miał okazję pogadać z jego trenerem — no i wiecie, co ten powiedział? że wieczorek trenuje jak szalony, że nie odpuszcza, że chce się przebić. i nie chodzi tu o marzenia, tylko o konkretne plany. facet wie, że musi wejść na wyższy poziom, i nie robi tego na ślepo — on analizuje każdy mecz, każde uderzenie. a wy tu mówicie o "losowaniu" czy "nadgarstku" — przecież to normalne, że młody facet się zdenerwowuje, kiedy chce coś osiągnąć! no i jeszcze ta sprawa z portschachem — wy mówicie, że tam liczy się doświadczenie, a ja powiem wam, że właśnie tam potrzebujemy kogoś, kto nie boi się ryzyka. jannik już raz udowodnił, że potrafi zaskoczyć, więc dlaczego mielibyśmy się bać, że we dwóch zrobimy jeszcze większą niespodziankę? przeciwnikom to by zmiotło z kortu, bo nie wiedzieliby, z której strony uderzyć! a wy tu pierniczycie o stabilności i drugiej piątce — no ale kiedy ostatnio mieliśmy drugiego gracza, który potrafił zagrać tak, żeby jannik nie musiał dźwigać całego teamu? pamiętacie te czasy, kiedy drużyna była naprawdę drużyną, a nie jednym mocnym zawodnikiem? no właśnie. ja bym wolał, żebyście dali szansę temu chłopakowi, zamiast od razu go skreślać. facet ma potencjał, ma charakter, i co najważniejsze — ma lewą rękę, która potrafi zrobić różnicę. a jak nie wierzycie, to idźcie na któryś z jego meczów na żywo — tam dopiero się poczujecie, o co chodzi. bo emocje to nie tylko głośne krzyki na trybunie, to też wiara w to, że ten zespół może coś zmienić. no i jeszcze jedna sprawa — ja wiem, że są kontuzje i problemy, ale to przecież normalna rzecz, kiedy ktoś młody walczy o swoje miejsce w elicie. wasz ulubiony rodak z top 100 — fajnie, ale czy on kiedykolwiek udowodnił, że umie zagrać na takim poziomie, jakim dysponuje jannik? wieczorek ma w sobie coś więcej niż tylko szybkość — on ma tę iskrę, która może rozpalić całą drużynę. no więc niech no ktoś mi powie, dlaczego mielibyśmy rezygnować z takiej szansy, tylko dlatego, że boimy się, że facet sobie nadweręży nadgarstek? jakbyśmy się zaczęli tak martwić o kontuzje, to byśmy nigdy nie doczekali się nowego pokolenia, które będzie mogło grać obok naszej gwiazdy. a ja wolę wierzyć, że wieczorek to nie jest kolejny challengerowy bohater, który zniknie za pół roku, tylko ktoś, kto naprawdę może coś zmienić. i na koniec — jakby do tej drużyny trafili obaj, to byśmy mieli nie tylko dublet, ale i prawdziwą rewolucję na korcie!
-
Ejże, aleście się rozeszli po kościach z tym Wieczorkiem jakby ktoś wpuścił psa do ulubionego sklepu z butami — a ja akurat byłem tydzień temu na challengerze w Bratysławie i, cholera, facet mnie zaskoczył w drugim secie! Siedziałem w tłumie, pijąc piwo tak zimne, że aż palce mi drętwiały, a tu nagle leci ten jego backhand z lewej — i co? Sędzia nawet nie drgnął, bo to było szybciej niż błysk flesza w kibicowskiej loży! A Wieczorek nie podskoczył, nie jęknął, tylko dokończył wymianę tak, jakby nic się nie stało. No i wiecie co? Jego przeciwnik na ten punkt nawet nie zareagował, bo już wiedział, że to koniec wymiany. A potem widziałem go w kantorku — facet gadał o tym meczu jakby wygrał turniej, a nie tylko dwa gemy. I powiem wam, co mnie ujął: nie celebrował samej siły, tylko precyzję. Tak, jakby ta lewa ręka była jego dodatkowym okiem, które widzi kort szerzej niż inni. I nie żartujcie sobie z jego nadgarstka — facet trenował na sucho z dwukilogramową rakietą, żeby wzmocnić nadgarstek, bo wie, że inaczej się nie przebije. A my tu gadamy o "stratach" i "losowaniu", a on naprawdę coś robi, żeby to zmienić. I jeszcze jedno: jakbym miałby napisać dzisiaj mail do klubu z rekomendacją, to bym dopisał jedno zdanie — "W Portschach nie potrzebujemy kolejnego mięczaka, tylko strzelca". A Wieczorek strzela celnie, choć czasem kaleczy. Ale kto nie? 😏💸To loteria, nie piłka.
-
ej, aleście się rozpalili tym Wieczorkiem jak stadion przy golu w doliczonym czasie… no i co ja wam powiem, bo akurat pamiętam czasy, kiedy na naszym forum też żyliśmy nadzieją na jakiegoś cudownego chłopaka zza rogu, co to niby ma wstrzelić się w skład i wszystko odmienić. pamiętacie może Marcina Gose? tego leworęcznego faceta z Gliwic, co to na każdym challengerze pokazywał pazurki i obiecywał, że wreszcie przebije się do głównego nurtu? siedziałem wtedy na trybunie w Szczecinie — lato, upał jak diabli, a ten chłopina wygrywa mecz i po nim wszyscy mówili, że oto nasz nowy numer jeden rodem z ekstraklasy. plotki szły, że podpisuje kontrakt z menedżerem agencji, która zarządzała już pół ligi. a my tu, kibice „sinnerów”, pisaliśmy już o tym, kogo weźmie na partnera w deblu. no i co się stało? facet zagrał cztery mecze w Warszawie na challengerze, wybił się na drugie okrążenie i… tyle. potem latał między challengerami i futuresami jak ten jego backhand po niewłaściwej stronie — mocny, ale nikt nie wiedział, gdzie trafi następnym razem. dziś nawet nie odróżniacie go od tłumu kibiców na korcie w Sobótce, bo gra w okolicach setnej pięćdziesiątki i nikt nie śledzi, kiedy wylatuje z kwalifikacji. a Wieczorek? no pewnie, że ma lepsze uderzenia, więcej ognia w oczach i to cholerne szczęście, że trenuje z kimś, kto wie, jak zrobić z niego zawodnika. ale czas pokaże, czy to nie kolejny sen, który rozwieje się jak mgła nad torem regatowym w Augustowie. bo ja wam mówię, że kibice to potrafią zapamiętać każdego „przyszłego mistrza” — a potem lata później spotykają go w kantorku podczas challengera i gadają o pogodzie. ja nie mówię, że nie mamy marzyć — ja mówię, żeby nie robić z Wieczorka ostatniego bohatera z baśni, którego czeka los Gosego. bo albo on sam znajdzie sposób, żeby nie skończyć jak on, albo my będziemy tu za dwa lata wspominać, jak to mieliśmy szansę, tylko nie doczekaliśmy dnia, kiedy biały dres w Portschach miałby sens. i pamiętajcie — jannik kiedyś też był tym „młodym wilkiem”, co to leciał jak burza po kortach drugiej ligi. tyle że on nie miał w sobie tyle szaleństwa co Wieczorek, tylko czystą pracę. a może właśnie dlatego dziś gra, a tamten już nie…