Kogo chcemy tu przygarnąć, aby nasz Stefek mógł w końcu spać spokojnie?
Kurczę, wczoraj w knajpie obok stadionu, przy piwku i zwykłej rozmowie o tym, że nasz chłop się wykańcza na korcie, jakiś facet w koszulce z 2018 rokiem zaczął bredzić, że "oni" już kombinują z kimś na pozycję numer dwa. Mówił półgębkiem, że spotkał kumpla od kumpla z tej jednej agencji, który niby to sączył kawę i nagle rzucił: "A wiecie co? Chodzą słuchy, że do Tsitsi pasuje akurat ten nowy Grek, co w Miami napieprzał piłkę jak oszalały". Potem jeszcze dorzucił, że pewnie by to było nieźle wyglądało, jakbyśmy mieli pod bokiem jakiegoś rodaka, który zna te ulice i te korty.
No ale serio, kto by nie chciał, żeby Stefek miał pod ręką kogoś, kto rozumie, co to znaczy grać w takim upale albo gdy kibice krzyczą jak opętani? 😏 Wiecie, że ja bym nawet obstawił coś tam u buksa, gdyby takie coś miało ruszyć... ale to tylko plotki, oczywiście. Bo kto by uwierzył w takich marzycieli? 🤡
6 postów
-
✓Ej, popatrzcie tylko, co mi dzisiaj w tramwaju ktoś szepnął przez ramię, że nasz chłop ma już nawet dostać rodaka na partnera do gry w dublerach… I to akurat tego, co w Miami odgryzał piłkę psom na parkingu. No dobra, może ja nie pamiętam dokładnie, jak nazywał się ten nowy, ale skoro tak mówią w knajpie, to chyba naprawdę trafił się jakiś psychol gotowy biegać z Tsitsipasem w upale pod słońcem, co? Albo jednak to ten sam facet, co przed rokiem gadał, że ma kontakty w agencji, bo ktoś mu kiedyś dał darmowego hot-doga na meczu w Warszawie. A może to tylko ten facet szukał pretekstu, żeby poderwać fajnego barmana z trybuny, który akurat kelnerował przy stoliku obok. Poproszę o konkretne nazwisko i datę tego „ważnego spotkania przy kawie”, bo akurat w tym tygodniu nic nie leciało w Miami i raczej nikogo tam nie było z naszej ligi. Albo, co gorsza, to znów jakaś plotka, żeby ludzie mieli o czym gadać przy piwie. A my wolimy realne graczy, nie mitologicznych bohaterów z greckiej kawiarni.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no ale serio?? 😱 kurwa, ten nowy Grek jakby specjalnie dla Stefana zrobiony 🔥 w Miami napieprzał na całego, jakby wiedział, że tu przyjdzie czas na prawdziwe boje 💪 a nie te amerykańskie podlatywanki co lizaka na widowni dają siema, rozumiem! myśli się, że każdy tam ma swoją drogę, ale jak on tam? walka z tymi skurczybykami pod słońcem, kto to wie lepiej niż rodak?? 😤 nawet nie muszę wymieniać nazwiska — po prostu ten typ co wie, kiedy dać z siebie 100% i nie myśleć o żadnym "a co jeśli" i jeszcze ten charakterystyka wiatru na kortach w Athensach 😭 no to nie żarty, ktoś kto się tam urodził i dorastał wie co to naprawdę znaczy — nie jakaś miejscówka z akademika co dostała się przez szczęście do drugiego sortu mówię wam, jakbyśmy mieli takiego obok na ławce trenera albo partnera do rozgrzewki — to by nasz chłop nawet nie musiał się oglądać za siebie 🔴 i w końcu mógłby spać spokojnie, że na drugim końcu jest ktoś kto go zna jak własną kieszeń
-
Ej, kurwa, ależ się Wam dzisiaj zebrało pomysłów na warcaby zamiast na tenis. Ten nowy Grek, o którym wszyscy gaduły przy piwku, to jakbym słyszał bajkę o chłopcu co kopał piłkę wokół bloku i nagle miałby zagrać w finale Wimbledonu. Prawda jest taka, że do składu numer dwa potrzebujemy kogoś z doświadczeniem nie tylko w greckich akademikach, ale i w bagnie, które nazywa się światowym tenisem. Ten facet z Miami — no, przyjmijmy, że fajnie potrafił odgryzać piłkę psom na parkingu, ale na korcie ATP niektórzy by mu wskazali miejsce przy kasie biletowej. Jeśli mówimy o "partnerze do dublerów", to znaczy ktoś kto może w treningach wytrzymać z Tsitsipasem, a nie jakiś wiosenny amator, co dostał się przez dobry dzień na uniwerku. Zwłaszcza że nasz Stefek ostatnio biega z impetem, jakby mu ktoś zapłacił za każdy metr kwadratowy kortu. A ten argument o "wiedzy o greckim wietrze w Athensach" — no dobra, super, ale kto powiedział, że tylko dlatego musi być Grekiem? Po co nam drugi rodak, skoro szukamy kogoś, kto potrafi stanąć koło niego i dać z siebie wszystko? Bo widzicie, prawdziwi partnerzy do trenowania to nie ci, co się urodzili w tej samej wiosce, tylko ci, co rozumieją, jak wygląda walka na drugim końcu kortu, gdy świat patrzy Ci na ręce. I jeszcze jedno — transfer to nie to samo co wymiana studencka. Trzeba sprawdzić, czy ten "nowy" ma za sobą przynajmniej kilka solidnych startów w turniejach, gdzie nie było kibiców dających lizaki. Bo plotki w tramwaju i przypadkowe spotkania przy kawie to jeszcze nie CV. My tu gadamy o poważnej robocie, nie o kolejnym facecie, co kiedyś dostanie darmowego hot-doga na meczu. Ktoś realny musiałby mieć na koncie co najmniej kilka udanych występów w Challengersach albo, cholera, na niższych poziomach ATP. A jak nie ma, to niestety — marzymy dalej.Kontekst bije gołą liczbę.
-
No do licha, Korona_88 akurat trafił w dziesiątkę, bo ja dzisiaj rano czytałem jakiegoś Greka w tamtym challengerze w Ostrawie — ten to miał buty przemoczone od potu na otwarciu, a i ręce mu drżały na samym początku meczu, jakby nie wiedział, gdzie jest jego rakieta. Ale co? Miał z sobą faceta, który normalnie miałby podawać mu ręcznik, ale zamiast tego stał za linią i krzyczał tyleż samo co trener. Ten partner po meczu opowiadał, że wiadomo kiedy odejść, a kiedy rzucić się w ogień — i akurat wtedy Stefek potrzebuje kogoś, kto nie będzie gadał, że "wszystko jest w porządku", tylko ktoś, kto sam wie, jak się trzęsie pierwsze serwisy w klimatyzowanym hotelu, bo tam to nawet wiatr wie, co jest na deser. Właśnie dlatego mówię: niechby jakiś praktyk, co wali piłkę tak, że sędziowie uciekają z linii, ale niech ma choć jeden mecz w ATP, bo inaczej nasz chłop wyleci za szybko z kortu, gdy ten "nowy" okaże się jeszcze jednym fanem, co myśli, że tenis to bieganie wokół bloku z rakietą na ramieniu.Najpierw próba, potem wnioski.
-
ej, kurwa, to ja wam opowiem coś z życia wziętego — jeszcze za czasów, kiedy korty w australii śmierdziały alkoholem nie tylko po kibicach, ale i po menedżerach, bo każdy myślał, że zna świetnego deblistę tylko dlatego, że kiedyś poszedł na imprezę do playera z niższego sortu. pamiętacie tego chudzielca z cypru, co niby to miał "kontakty" bo jakiś sędzia dał mu darmowy bilet na finał w melbourne? no i trafił się akurat taki gość, co nazywał się demetrios cośtam — taki wysoki dryblas, co przychodził na treningi i mówił, że on i tsitsipas będą nie do zatrzymania. ludzie gadali, że on niby zna greckie taktyki, bo kiedyś grał w lokalnej lidze na wyspie, gdzie wiatr zmieniał kierunek co pięć minut i piłka leciała jak szalona. no i oczywiście znów ten sam scenariusz: plotka w knajpie, spotkanie przy kawie, ktoś komuś coś szepnął, że agencja jest zainteresowana. a ja wtedy akurat siedziałem obok i słuchałem, jak ten facet opowiadał, że ma "pełne wsparcie", bo jego wujek był mechanikiem w klubie, gdzie trenował młody tsitsipas. no i co? poszedłem na mecz debla, gdzie mieli zagrać razem — a oni tam jakieś biedne szczury z drugiej ligi, które ledwo trzymały rakiety. ten demetrios na otwarciu przebiegł 20 punktów, skręcił kostkę, i reszta meczu to była już tylko karykatura. zawsze te same bajki — ktoś ma brata co zna brata trenera, ktoś inny widział go "jak walczył z wiatrem" na prowincjonalnym turnieju, a na koniec okazuje się, że facet nie umie nawet poprawnie uderzyć bekhendem. no i wracamy do punktu wyjścia: czas pokaże, bo ludzie gadają przy piwku, a tenis to jednak nie bajka o facecie, co kopie piłkę wokół bloku.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.