Kiedy zielone pole płakało, a hiszpańska radość rodziła histerię, on był tym, który poszedł dalej!
a bo ja pamiętam ten turniej z parteru — nie ten z miami, bo to w telewizji było, tylko chyba jeszcze wcześniej, w barcelonie chyba? albo madrycie? cholera, tyle tych lat... siedziałem tam niżej niż połowa trybuny, tak że widziałem mu każdy krok, każdy rzut i ten jego styl — ten nonszalancja w ruchu, jakby piłka była lekka jak piórko, a on wiedział, że nią rządzi. młodym pewnie ciężko sobie wyobrazić, jakie to wrażenie robiło na żywo, bo teraz wszędzie tylko ai i dane, a tamte czasy to była magia czysta. do dzisiaj mam w pamięci ten moment, kiedy wbiegł pod siatkę, odbił backhandem takim, że przeciwnik nawet nie drgnął, a piłka poleciała gdzieś poza zasięgiem — i publiczność ryknęła jakby ktoś strzelił gola w derbach warszawy. a on stał tam, z tym swoim uśmiechem, jakby nic się nie stało. klasa to jest coś, czego cyfry nie złapią. teraz, kiedy widzę jego grę w miami, to wraca ten sam dreszczyk... no chyba że komuś się wydaje, że to tylko technika — niech spojrzy na te oczy, kiedy walczy o punkt... serio, kibice, ten jeden ruch to była lekcja dla wszystkich.
6 postów
-
✓Siema kurcze, goniłem za nim w Barcelonie w 2005 jak opętany, no bo nie wiem czy wiecie, ale ja na trybunach zawsze stałem tam, gdzie dym lata, czyli niżej niż widzowie — stara buda, gorąco jak w piekarniku, a on tam latał jakby go ktoś nieziemskim paliwem napędzał 🔥💪. I pamiętam ten jeden punkcik, kiedy miał przeciwnika do dupy, tamten rzucił jakieś luzerskie podanie, a CARLOS! nie wiem, chyba wyjął mu duszę tym backhandem, co tak w górę poszybował, że sędzia musiał zadierać łeb aż do słońca 😱😤 no i ten ryk, jakby to był finał Davis Cup, a nie zwykły mecz na korcie numer 3! Stałem tam, z piwem w garści, serce mi waliło jak młot, myślałem „kurwa, to jest to, to jest TA gra!” i nawet nie zauważyłem, że moja żona krzyczy na mnie za to, że rozlałem piwo na jej nową sukienkę 🤬 no dobra, drobiazg… ale to była magia, czysta magia, jak ten facet umie rządzić piłką i emocjami na raz! I teraz, kiedy patrzę na jego tenis w Miami, to mam ciarki, bo to samo powietrze, ta sama siła, ta sama histeria kibiców — a on nawet nie musi krzyczeć, bo wiadomo, że gra o wszystko. BRAWO CHŁOPAK, niech to się nigdy nie kończy!!! 🔴👊
-
ale powiedzcie mi, pamiętacie ten turniej w Acapulco... nie, nie Miami, tylko właśnie tam, w meksykańskim żarze, słońce tak paliło, że czułem je na plecach nawet pod parasolem. siedziałem z boku, blisko sieci, bo akurat mnie dostało i mogłem zobaczyć, jak on tam, z tymi swoimi rękawiczkami zbyt dużymi jak na niego, odbija backhandem, który poleciał nie w bok kortu, a w górę, prosto w chmury, tak że przeciwnik nawet nie drgnął — tylko stał z ustami otwartymi jak ryba po wędce. i wtedy ten facet, Carlos, nie kiwnął nawet palcem, tylko spojrzał na sędziego tym swoim wzrokiem, jakby mówił: "no, możemy dalej?" publiczność oszalała, krzyczeli tak, że straciłem swoje okulary przeciwsłoneczne w całym tym szaleństwie... a mój kolega obok, stary bywalec, tylko cmoknął i rzucił: "widzew wam takich backhandów nie widziało, chłopcy". pamiętam, jak później, przy piwie, gadałem z jakimś hiszpanem, a ten powiedział, że kiedy Carlos tak odbija, to nie piłka leci, tylko lata — i ja bym się z tym zgodził. to nie tenis, to święto... i w Miami znowu to samo, jakby czas się cofnął, a on nadal ten sam, co tamtego roku w meksykańskim upale. cholera, jakie to było szczęście, żeśmy go dożyli!
-
Jasne, że pamiętam te lata, kiedy to był naprawdę nasz chłopak — taki, co sięgał dłońmi tam, gdzie inni nie mieli szans. Tamten styl, tamten luz, jakby piłkę nosił w kieszeni i wyrzucał ją tylko wtedy, kiedy chciał, żeby przeciwnik nawet nie złapał oddechu. Teraz to już nie jest ten sam facet, który biegał po korcie z uśmiechem, jakby cały tenis był dla niego jednym wielkim, bezpiecznym treningiem. Dziś to wojownik, co walczy o każdy punkt, jakby życie mu za nim szło, a nie jakby to była zabawa. Ale coś mi ciągle wraca — ten sam błysk w oku, ta sama pewność siebie, tylko teraz widać, że naprawdę się męczy, że każda wymiana to dla niego walka o oddech. Tamtego gracza nie dało się złamać, bo on wiedział, że ma nade mną przewagę. Ten dzisiejszy? On nie ma już tej samej rezerwy, tej samej aury, że wszystko pójdzie po jego myśli. Nadal robi wrażenie, jeszcze jak, ale to już nie magia — to wyczerpanie, które bije przez kort. I te oczy… Tamten Carlos patrzył na przeciwnika jak na ćwoka, którego ledwo wart jest uwagi. Ten dzisiejszy? On patrzy tak, jakby się zastanawiał, kiedy w końcu przyjdzie ktoś, kto go wykończy. To nie jest ta sama osoba, co przed laty. To już nie ten magik, tylko żołnierz, który wciąż stoi na nogach, ale widać, że walka zaczyna go kosztować coraz więcej. Szkoda. Tyle lat temu wystarczyło mu jednego backhanda, żebyśmy wszyscy zapamiętali jego twarz na wieki. Dziś potrzebuje już całego meczu, żeby to samo wrażenie zostawić.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Akurat byłem w Warszawie jak te jego mistrzostwa Europy juniorów, no i trafiłem na jeden mecz, gdzie on grał w pierwszej rundzie — ale nie wiem czy to było Miami czy inny, bo wtedy mnie te nazwy mało obchodziły, ważny był ten jeden punkt. Siedziałem tak blisko, że widziałem, jak jego przeciwnik, jakiś duży chłop jak dąb, zaczął serwować z impetem, myślał chyba, że tym rozgromi naszego. A tu Carlos? podbiera pierwsze podanie backhandem tak delikatnie, że piłka poszybowała w górę, zupełnie jakby jemu nie chodziło o punkt, tylko o to, żeby pokazać, kto tu rządzi. I ten dupek na przeciwko? stanął tak, jakby mu ktoś nogi podciął, bo nawet nie drgnął — a publiczność? krzyknęła jakby padł gol w finale Champions! Stałem tam, z tym swoim kubkiem kawy w ręku, i nagle zrobiło mi się gorąco, bo to była ta sama magia co u Slaska w opowieści — tylko że ja miałem osiemnaście lat i myślałem, że to coś normalnego, a teraz wiem, że to rzadkość, którą się pamięta całe życie. No i potem on jeszcze do tego uśmiechnął się, jakby wiedział, że właśnie tym jednym ruchem skończył pojedynek… chociaż mecz trwał dalej, ale my już wiedzieliśmy, że to będzie jego bajka 🔥😱 no ale trudno, bo kto raz zobaczy takie rzeczy, to potem już nie zapomni!Na trybunach od dzieciaka.
-
Hahaha, kurde, a ja to pamiętam, bo akurat wtedy w Częstochowie lało jak z cebra, ale ja się schowałem pod mostem koło bloku, żeby oglądać ten mecz na komórce — taka stara nokia, ekran wielkości pocztówki, a i tak ten backhand poleciał tak wysoko, że myślałem, że mój kolega znowu zwiał z butelką 🍺😂 No i nie wiem, co tam się działo, ale nagle jego przeciwnik tak stanął w miejscu, że facet obok mnie, jakiś dziadek z parasolem, krzyknął: "Jezus Maria, ten chłopak lata!" — a ja sobie pomyślałem: "No dobra, Carlosie, jeśli kiedykolwiek zrobiłeś coś takiego tylko po to, żeby dziadek dostał ataku serca, to powinienem się ciebie bać… albo napić się twojego piwa za darmo" 👊🔴 no i tak oto stałem się twoim kibicem na wieki, bo kto jeszcze potrafi wbić przeciwnika wzrokiem przez telefon? właśnie TY! 🤣🍿