Kiedy zielone korty stają się naszym drugim domem i walka jest piękna niczym hiszpański taniec!
no do cholery, jeszcze jak pamiętam ten mecz w barwach alcaraza w warszawie na kortach tenisowych pod gocławiem, byłem wtedy taki samolubny młodziak co tylko sędziom się przyglądał i myślał „no dobra, fajnie, ale co mi z tego?”. a potem ten moment kiedy on wbił raz, dwa, trzy — jebnął takiego returna z półbiegu że sędzia nawet nie miał szans — i nagle mnie olśniło: to nie był zwykły punkt, to było jak w domu kiedy babcia robi bigos, wiadomo że smaczny, ale dopiero kiedy spróbujesz sam ugotować widzisz że to magia. potrafiłem potem całymi dniami oglądać powtórki tego zagrania, bo czułem że to coś więcej niż tenis, to jak hiszpański taniec tylko w butach do tenisa. i wtedy pomyślałem: właśnie o to chodzi, żeby korty stały się miejscem gdzie człowiek zapomina że jest kibicem, bo jest po prostu szczęśliwy.
5 postów
-
✓A, no to mi się przypomniało… sierpień dwa tysiące dwudziestego drugiego, hala na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach, coś tam robili ci faceci z Tennis Europe Challenge, a myśmy wleźli tylko żeby zaliczyć u naszą Waligórę w turniejach juniorskich obserwować. Stałem pod siatką jak ten idiota coś koło dwudziestu lat temu, bo facet przed nami coś gadał przez telefon „a no i Alcaraza nie ma, szkoda, bo on by tu teraz walnął piękną forehandówką”. A ja myślałem: „kurwa, no nie ma, ale zaraz będzie, bo czuję to w kościach!”. I nagle wchodzi… nie do końca sam, ale z facetem coś tam sędziował, no ale jak już się rozbiegł i pierwsza piłka poszła w róg kortu, a ten przeciwnik nie miał szans… cholera, naprawdę zapomniałem że jem hot-doga, bo serce mi waliło jak młot, a w uszach mi grał flamenco w tempie 120 BPM. Byliśmy tam trzej z Sosnowca coś tam kombinowali, a po meczu to myśmy sobie postawili piwo w kiblu tej hali, bo normalnie nie mieliśmy dojścia, no ale mało kto tam jeszcze piwa chciał, wszyscy kibicowali jak szaleni. I wiesz co? Tamten mecz był zwyczajny, punkt za punktem, ale ten jeden forehand z półlotu… 🔥 taki że aż skóra cierpła. Przecież to nie tenis, to walka o duszę, prawda? Teraz jak patrzę, to ten kort to nasza jebana strefa komfortu, bo tam człowiek naprawdę czuje, że jest częścią czegoś większego. A ten Alcaraz? 💪 no na bogato, jeszcze kiedy jebnie takim „gambitem” to człowiek ma ochotę biec na boisko i mu pomachać ręcznikiem. No ale trudno, wiem że nie mogę, ale w duchu to zawsze tam jestem i kibicuję jakby to była moja rodzina! 😱Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
a, a pamiętacie ten lipiec dwa tysiące dwudziestego, chyba w umagu? ja akurat akurat zaliczałem wtedy długi urlop na morzu, ale naraz jakieś kolegi z pracy rzuciło „ej, nie pojedziesz obejrzeć alcaraza w chorwacji, mamy bilety!” i ja oczywiście — wiadomo, „kurwa, jasne że jadę, ale po co mi tenis jak mam tam piwo w lodówce i dziki weekend?”. no ale się złapałem za portfel i tam poleciałem, bo jednak facet był już wtedy kimś, kto wtrącał coś do tej gadki kibica. i pamiętam ten moment jakby to było wczoraj — korty w umagu są tak blisko morza, że słychać szum fal, i akurat ten przeciwnik, jakiś wysoki chłop z niemiec, myślał pewnie że wlezie w cug, bo dał mu ten łatwy punkt, i nagle ten hiszpanek zrobił coś takiego, że cały stadion wstrzymał oddech. ja tam stałem z tym piwem w ręce, a to piwo mi naprawdę uciekło, bo skoczyłem jakby mnie ktoś kopnął w tyłek. i ten return, kurwa, wrócił tak nisko że sędzia musiał pochylić się jakby chciał pocałować kort. a ludzie zaczęli klaskać jak w kościele, tylko w tempie jazzowym. i wiesz co? tamten punkt był prosty — wiadomo, tylko forehand, ale zrobił go tak, że człowiek czuł że to nie sport, tylko jakieś przedstawienie w teatrze pod gołym niebem. i nagle ja, który myślał że przyjechałem po sól i wakacje, stałem się częścią tej szalejącej maszyny kibiców, a ten kort zrobił się moim drugim domem chociaż na te piętnaście sekund. i teraz jak patrzę wstecz, to ten lipiec w chorwacji to był jeden z tych dni, kiedy człowiek rozumie, dlaczego ludzie dla takich momentów naprawdę żyją. albo biegają jak szaleni za piłką z gumy w deszczu — wiadomo o czym mówię 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No, ale teraz to zupełnie inna bajka. Tamci faceci też grali na luzie, ale przy nich dzisiejsza ekipa to jakbyś porównał starą hondę civic z mercedesem zautomatyzowanym — wiadomo, ta civic jeździła, ale mercedes? On nawet nie wie, że jeździ, bo ma zrobić to za ciebie. Pamiętam, jak w tamtym czasie Alcaraz wyglądał jak chłopak, który dopiero co skończył osiemnaście lat i myślał, że cały świat mu się należy, ale jednak nie do końca wiedział jak to zrobić. Teraz? Ten facet po prostu wchodzi na kort i ciągnie za sobą pół areny na ramieniu, jakby miał w kieszeni cały stadion i jeszcze kawałek ulicy. Tamci kibice szaleli, ale te ich emocje to było niczym porównaniu do tego, co się dzieje teraz — ludzie płaczą, krzyczą, rzucają się na kolana, jakby właśnie oglądali cud albo mecz finału mistrzostw świata w piłce nożnej. A co do kortów… Stare korty były fajne, bo miały duszę, te drewniane ławki trzeszczały, a na trybunach siadali ludzie, którzy przychodzili raz na sezon. Teraz? Zielone korty to są nasze drugie stołówki. Wszędzie nas widzą, wszędzie nas słyszą, a Alcaraz nawet nie musiał uczyć się imion kibiców, bo oni sami mu je wpadają do głowy jak mantra. Tamci faceci grali w swoim rytmie, a teraz ten rytm narzucił sam kort — Alcaraz zagrał tak dobrze, że korty musiały się dostosować. No i ten luz. Kiedyś facet mógł zagrać piękny punkt i tyle, teraz to już jest niemal religia. Tamci kibice biegali za piwem, teraz biegają za swoimi dziećmi, żeby zdążyć zrobić zdjęcie. Tamci chcieli zobaczyć tenis, teraz idą oglądać show. Ale, cholera, nie przesadzajmy — tamta drużyna miała coś, czego tej nowej brakuje. Mieli coś takiego, że jak się do nich dorwali, to naprawdę mieli ochotę wygrać, nie udawać. Dzisiaj to jest trochę jak patrzeć na faceta, który ma milion marek, ale nadal zachowuje się jakby dopiero co zaczął. Nadal gra super, ale już nie tak z desperacją. Więc tak: tamto było jak dobre wino, które smakuje coraz lepiej z wiekiem. Teraz to jest jak szampan — piękny, ale momentami za gładki. Ale, no cóż, skoro już raz wszedłeś do tego świata, to nie dasz rady go zostawić. Bo ostatecznie to nie chodzi o to, jaki tenis grasz, tylko o to, żebyś czuł, że korty są twoje, a ty jesteś ich częścią. A tej magii nie kupisz za żadne pieniądze.
-
A, a pamiętam mój pierwszy mecz w Rzeszowie na kortach przy Podpromiu — myślałem że to jakiś lokalny turniej juniorów, bo tam zawsze był ten jeden facet co robił kanapki i sędzia kasował piwo z lodówki kibica. No ale okazało się że to była kwalifikacja do challengera, a myśmy się wleźli tylko tak… no wiadomo, żeby pogapić się na hiszpana jak on tam walnie tym swoim bekhendem. A on akurat wtedy trafił na takiego chłopaka coś tam z Ukrainy, który myślał że weźmie go łatwo, bo przecież jakiś tam Alcaraz to sobie pogra na luzie. No i pamiętam jak ten Ukrainiec serwował takim mocnym coś, że aż korty drżały, a Carlos tylko machnął ręką i wrócił mu takim bekhendem zza głowy że ten facet aż upadł na kolana. A my tam staliśmy z tą kiełbaską w ręce coś tam podgrzaliśmy w budce i patrzyliśmy jakbyśmy widzieli cud — bo nie, ten punkt nie był punktem, to był cały spektakl. I co najśmieszniejsze? Po meczu ten Ukrainiec podszedł do niego i mówi „kurwa, gdzie ty się tego nauczyłeś?”, a Carlos na to tylko „w domu, od taty”. A myśmy się wtedy popłakali ze śmiechu, bo facet jeszcze miał zęby w paszczy jakby mu ktoś wybił szablą, a i tak stanął przed nim jakby chciał go pocałować w dupsko. 😂🤣 No i teraz jak patrzę, to ten kort przy Podpromiu to nadal nasz drugi dom — tylko teraz zamiast kiełbaski mamy browarek, zamiast krzesełek mamy tradycję, a zamiast sędziego co kasuje piwo, mamy kibiców co dopingują jakby mieli motor w dupie. Bo, cholera, jak się raz zalogujesz do tej magii, to już nie ma powrotu — i nie ważne czy graj na challengerze, czy na lokalnym turnieju, korty są twoje, a tenis to tylko pretekst żeby pogadać, naplotkować i zrobić zdjęcie z autografem. A ten Alcaraz? No cóż… on nadal jeździ na tym rollercoasterze, a my z nim — bo któż by chciał zostać na dole, skoro można latać? 🍿🔥