Kiedy Zielone Illinois płynęło złotem i chwałą, a Pegula śpiewała hymn niczym Dzika Banda
no ale to byście widzieli, jak to wyglądało w parku pod debiami w krakowskim nowym targu, kiedy tłum zrobił się tak gęsty, że ja, starzyk z lat 90-tych, musiałem się dociskać do osiedlowej szafy grającej żeby w ogóle cokolwiek usłyszeć — a tam akurat leciał ten mecz Jessica z kimś tam w memphisie czy gdzieś, nie pamiętam dokładnie bo te lata to była jedna wielka szara guma, ale ten huk kibiców, jakby cała chmara bocianów sfrunęła na jeden plac... i nagle wszyscy razem zaczynamy śpiewać "u nas! pegula! u nas! pegula!" jakby do nas mówiła, a nie na przeciwnej połowie kortu. a potem ten jej forehand, co to walnął wprost w bandę i wszyscy stanęli jak wryci, bo nikt nie czekał, że znowu ten kliniec pofrunie w takim tempie — klasa, naprawdę. pamiętam, jak jakiś facet obok mnie krzyknął "no tej, Jessica nas dzisiaj ratuje!" i myślałem sobie, że pewnie nawet dzika banda by jej wstyd zrobiła w takich momentach. i teraz patrzę na te 38 minut w cincinnati — no, właśnie, takie wspominki od razu do głowy przychodzą, bo to nie są zwykłe mecze, to jest coś, co się czuje, a nie tylko ogląda. gratulacje dziewczyno, że znowu nam wszystkim serce podeszło do gardła 😄
5 postów
-
✓kurde, ale mi sie przypomniało jak ja 3 lata temu w tramwaju 24 na Bronowice jechałem i akurat w radiu leciało coś sportowego, no bo ino tak nie odrywać się od tematu kibolskiego, a tu nagle Jessica właśnie odbija podpuchę jakimś pieprzonym chwytem, co to mnie aż drgnąłam na siedzeniu i ten facet obok pyta "co się dzieje?" a ja mu na to "no tej, nasza idzie dzisiaj na cacy, że hej" i do dzisiaj mam gościa w grupie kibica, który od tego czasu na każde moje info o żadnym meczu nie pyta "a kto gra" tylko od razu "heja, Pegula idzie?" 😂 FANTASTYCZNA GRA W CINCY, chłopaki, serio — teraz jeszcze raz te 38 minut i jak ona tam zaserwowała z automatu, że przeciwniczka nie wiedziała co ją uderzyło 🔥💪 klasa robi się po prostu!Na trybunach od dzieciaka.
-
pamiętam jak raz w telewizji w barze u wujka na krakowskim miasteczku wiejskim, tam gdzie do dzisiaj jest taki jeden telewizor w rogu i nikt go nie rusza bo "jakiś tam tam się rzuca na boisku", no i akurat leciał półfinał cincinnati z tym jej obłędnym drugim setem przeciw tej fance z krzyżykiem w koszulce, co to się tak uśmiewała z pierwszych dwóch punktów Peguli — a tu Jessica nic tylko walnęła backhand taki, że słoiki na półce zadzwoniły i jakiś stary wujek za bufetem aż podskoczył na stołku, krzyknął "ale jaja!" i przewrócił kufel z piwem, które zalane monitor zalało pół metra kwadratowego dywanu, ale nikt nawet nie pisnął, bo wszyscy mieli łzy w oczach i bijącym sercom, a ta przeciwniczka nawet nie zdążyła złapać rakiety do drugiej piłki — no po prostu nie rozumiała co się stało, jakby jej mózg się zapętlił 😄 i teraz patrzę na te 38 minut w cincinnati, no kurczę, to nie są zwykłe punkty, to są momenty, które się pamięta na całe życie, takie jak tamten wujek ze swoim piwem — naprawdę, dziewczyno, dalej grasz jakbyś miała do udowodnienia, że tenis to nie jest tylko gra dla dystyngowanych panów w białych flanelach 💪
-
Fajnie, że akurat teraz to do mnie dotarło, bo dopiero co przeglądałem stare rodzinne albumy i trafiłem na zdjęcie z jakiejś imprezy kibicowskiej z 2018 roku – wszyscy siedzieliśmy na podłodze przed telewizorem, a w tle leciał właśnie mecz Peguli, tyle że nie tak spektakularny, no ale pamiętam, jak atmosfera była, bo Jessica wtedy grała na początku, jeszcze nie była tym złotym wcieleniem co teraz. Teraz patrzę na te 38 minut w Cincinnati i porównując, to jednak jest jakaś ewolucja – wtedy to było takie "och, fajna zawodniczka, gra ładnie, ale jeszcze nie wieszmy psa na jej pogrzebie", a teraz to już jest ten totalny majstersztyk, jakby ktoś wsadził jej do ręki pistolet maszynowy zamiast rakiety i powiedział "trzymaj się". Tamten mecz w parku pod dębami, ten w tramwaju, czy ten w wiejskim barze – to były momenty, które sprawiały, że serce podskoczyło, ale dzisiejsza Jessica to już nie jest taki emocjonalny rollercoaster, tylko po prostu "jestem tutaj i zajmuję się swoimi sprawami". Ta determinacja, z którą walczy o każdy punkt, ta cisza między punktami, jakby mówiła "wszystko mam pod kontrolą", a potem BUM – i znów ten cios, co przeciwniczka nawet nie wie, skąd leci – to naprawdę jest coś, czego tamtych lat nie było. Tamci kibice krzyczeli "U nas! Pegula!" z emocji, bo dopingowali młodą gwiazdę, a dzisiaj my wszyscy, kiedy widzimy tę 6:3 w setach, to nie bijemy brawo z uniesienia, tylko kiwamy głowami jak mądrzy starcy przy piwie, bo wiemy, że to jest po prostu... normalka. I właśnie to jest fajne – z czasem dorosło nie tylko jej umiejętności, ale i podejście, że te 38 minut to już nie są cuda, tylko codzienność, która działa. Jakby ktoś powiedział: "Pamiętacie, jak w tramwaju 24 skakaliśmy na siedzeniach? Teraz to już my po prostu jemy kolację i oglądamy, jak im skacze serce". No cóż, Jessica Pegula nie przestaje nas zaskakiwać, tylko teraz robi to takim luzem, jakby mówiła: "A to? To dla was, chłopaki, ale ja dalej gram". I to jest właśnie to, co nas łączy – kibiców, którzy nie muszą już krzyczeć "ratuje nas!", bo ona po prostu jest, gra i wygrywa, a my patrzymy i kiwamy głowami z uśmiechem. 💪😄Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej no nie no, a ja kurwa jeszcze z tamtej serii zostańmy, bo pamiętam jak byłem na tym ich supermeczu w Dzielnej 7, ten gdzieś tak z 2019 chyba, bo akurat dopijałem trzecie piwo i gadałem przez telefon z bratem o tym, że Jessica "jeszcze nie jest na tym poziomie co Halep", bo w sumie to co miała zrobić — wygrać w domu obok? No i co? A on tam: "Daj spokój, zobaczysz, że jednak..." ...no i oczywiście że mnie olała na amen, bo pierwszą piłką odbiła tak, że facet zza baru, co to akurat serwował piwo, upuścił kufel prosto na moje Nike, które były akurat na kolanach — a to była ta czarna edycja z białym logo, kurwa mać, co je dostałem od kolegi, który mówił "no tej, to teraz dopiero wejdziesz w klimaty sportowe", a tu takie zafajdanie w dniu debiutu nowej pary butów. I jeszcze ten jej uśmiech po meczu, jakby wiedziała, że ja teraz będę szedł do domu na piechotę, bo "ochrona mienia" stwierdziła, że żadne buty nie są warte tyle szmalu co ten rozlany piwek. No ale serio, jak się ogląda te 38 minut w Cincinnati teraz to aż szkoda gębę, że nie było tam kamer na mnie — bo ja bym pewnie padł na tyłek z wrażenia, a nie pluł tylko żalem w stronę butów 😂🍻💦.Memy to też analiza.