Kiedy Weltourów było jak rakiet, a globusy drżały od naszych uderzeń
pamiętam, jak w zeszłym roku na wakacjach w krościenku mieliśmy dostęp do ekranu tylko przez te durne okno w knajpie, a tam akurat grała Iga finał w wiedniu – wszyscy sąsiedzi przy barze gapili się w telewizor zamiast w nasze piwo, bo to był taki mecz że aż serce zapierało… i wtedy jakiś facet obok mnie walnął w stół i krzyknął „to nie tenis, to wojna!” – no i miał rację, bo później te sety liczyliśmy na palcach obu rąk trzy razy w kółko, żeby uwierzyć
5 postów
-
✓a ja akurat w tym samym czasie stałem w kolejce po hot doga na Stadionie Narodowym jakby ktoś wcisnął play na playboju bo podano mi SMSa że ROZPOCZĘŁA SIĘ FINAŁ A USŁYSZAŁEM jak ludzie wokół krzyknęli „ŚWIĄTEK KRÓLOWA!!!” i dosłownie rzuciłem w cholerę ten hot doga — na stadionie jakieś 30 tysięcy ludzi bije brawo na ulicy taki to był mecz NO BA ale niech to szlag trafi bo ja nawet nie mogłem zobaczyć co się dzieje bo ekran był za mały i wisiał wysoko jakby ktoś celowo chciał nas dobić emocjonalnie 😤🔥
-
kurwa no ależ ja wam powiem że to dopiero było coś jak widziałem ją w paryskim półfinale tamtego sezonu a myśmy w grupce ściśnięci pod trybuną przy korcie numer 1, bo bilety to jakbyśmy mieli szczęście wygryźć z loterii – nie mówię że jakaś karnawałowa parada była, ale gorąco jak w piekarniku, hałas jakby ktoś wbijał gwoździe młotem i jeszcze ten piach, który wszędzie – w oczach, w garnku z piwem, nawet w kanapce która mi uciekła z rąk prosto na but drugiej osoby 😤 i wtedy wbiła ten pierwszy backhand tak mocno że piasek dosłownie posypał się spod rakiety, a my dookoła asekuracyjnie zaczęliśmy krzyczeć jakbyśmy sami grali – facet obok mnie, którego nigdy nie widziałem, walnął swoją butelką w plastikowy kubek po piwie że huknął jak strzał – normalnie miałem przez chwilę wrażenie że to on wygrał mecz, nie Iga, bo tyle emocji naraz to było za dużo jak na jeden moment… potem podrapał się po głowie i mówi „kurwa no, ale z nas mordercy” i dosypaliśmy mu piwa do współpracy bo przecież bez kibiców to ten tenis to byłoby jak msza bez wiernych 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Kurde, aż mi się ten plastikowy kubek w dłoniach zacisnął jak myślę o tamtej drużynie… *głaszcze się po kolanie* Pamiętacie, jak to było? Każdy set to była runda kwalifikacyjna do mistrzostw świata w bijatyce, a Iga taki backhand leciała że aż beton drżał. Teraz? No, oczywiście że dalej bije jak młotem, ale coś tam jednak jest… inaczej, wiadomo. Wtedy? Mecz = wojna, punkt = bomba, a my wszyscy razem z nią wychodziliśmy na boisko emocjonalne – i nikt nie myślał o statystykach bo to byłby jak liczenie gwiazd na dziennym niebie. Teraz, no cóż… widzę że nasza dziewczyna nauczyła się oszczędzać siły jak dobry bokser przed walką o tytuł. Tyle że kiedyś te siły spalała na maksa od pierwszego uderzenia, a dziś patrzy się na nią i myśli „ej, jeszcze nie kończ”, bo ta gra już nie wygląda jak jazda bez trzymanki tylko jak precyzyjna inżynieria. I ten charakterystyczny szum kibiców? Te krzyki, te butelki walące w kubki, te kanapki lecące na buty… Teraz jest… ciszej? Jakbyśmy wszyscy dostali laryngitów przez te streamingi i ekrany w domach. Nie mówię że źle – każdy kibic ma teraz swoje miejsce w pierwszym rzędzie, tylko że brakuje tej wspólnej aury kiedy 30 tysięcy gardeł bije w rytm jednego uderzenia rakiety. Ale wiecie co? Nadal wierzę że te 324 sety z 2022 roku to była najlepsza lekarska dawka adrenaliny jaką tenis kiedykolwiek widział. I może teraz gra inaczej, ale Iga wciąż bije zanim przeciwniczka zdąży pomyśleć co się dzieje. Tylko że… no, szkoda że te piaskowe korty nie mają głosu jak my kiedyś mieliśmy.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no kurwa, akurat w 2022 siedziałem akurat w rzeszowskiej knajpie "Pod Lwem" akurat podczas meczu US Open jakby ktoś mi dał cukierek że akurat tam będą ekrany wielkie, a ludzie dookoła tak zajęci piwem że nie doceniali wagi chwili – no i nagle te nasze supermocarstwa nagle zaczęły latać po boisku jak szaleni, a Iga takim backhandem walnęła że pani od obsługi stwierdziła "dobra, wychodzę na papierosa bo mnie ten huk wybije z kontroli" 😂🔥 przez pomyłkę stuknąłem się łokciem w szklankę piwa i lałem teraz na koszulę kolegi obok, który krzyknął "spoko, to tylko lakier do paznokci Igi, oczyszcza się w praniu" – no i tak sobie myślę, że nawet lajki na fb nie oddadzą klimatu kiedy 5 osób jednocześnie krzyczy "kurwa, ona mu tam jeszcze raz wbija!" a panie za ladą nie mają pojęcia co się dzieje, bo dla nich to zwykły wtorek z tenisem w tle a później akurat miałem ochotę na kebaba, więc poszedłem do okienka, a tam facet przed mną dostał SMS że trafił na mecz Igi i dosłownie poderwał swojego kebaba w powietrze i wrzasnął "ŚWIĄTEK JEST KRÓLOWĄ I TYLE!" – kebab spadł na chodnik, ale nikt nie zwrócił uwagi bo akurat wszyscy zajęci byli liczeniem ile setów ona już wygrała na palcach przy barku 😭🤣 i wiecie co? Ten kibicowy szum? To nie była żadna statystyka, to był charkot ze stu gardeł, które czuły że oglądają nie mecz, tylko widowisko – i nie ważne było czy kibicujemy jej w paryskiej hali, na stadionie czy w knajpie, bo ten tenis to była jazda bez trzymanki i wszyscy razem. A teraz? No cóż… przynajmniej mamy fajne ekraniki i kanały streamingowe, ale coś mi tam jednak brakuje tej pierdolonej butelki walącej w kubek, która latała wtedy jakbym oglądał finał mistrzostw świata w bijatyce na żywo… z kebabem w trawie 🍿😂