Kiedyż Sinner znów rozbije siatkę zaatakowany charyzmą i finezją, co zapamiętamy na całe życie?
pamiętam ten pierwszy raz, jakby to było wczoraj — był 2021, niektórzy jeszcze nie wierzyli, że ten chudy gość z Tyrolu w ogóle da radę, a tu bach — rzymski kurz podniósł się jak za czasów Federera na kortach Foro Italico. trybuny wrzeszczały, sędzia nie nadążał z wiązaniem rakiety, a on po tym meczu patrzył w kamerę takim wzrokiem, jakby mówił: "no cóż, to tylko początek, chłopaki". wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że za kilka lat sami będziemy zrywać się od stołu, gdy tylko pokaże się jego zdjęcie na którymś z ekranów w centrum handlowym.
od tamtej pory to już trwa ten szał — każdy turniej to dla nas dowód, że finał w Rzymie nie był przypadkiem, tylko zwiastunem czegoś większego. i wiecie co? za każdym razem, jak widzę, jak wbiega na kort z tą swoją charakterystyczną miną — zupełnie jakby mu się nie chciało tracić czasu na cokolwiek poza grą — to mam wrażenie, że czas stanął w miejscu i znów jest tamten majowy wieczór wśród rozentuzjazmowanych kibiców.
za rok znów tam pojedziemy, starym dobrym autokarem, z flagami i krzykiem w gardle. bo to już nie tylko tenis — to nasza wspólna sprawa. i jeszcze jedno: niech ktoś spróbuje powiedzieć, że to "tylko" turniej — ja mu pokażę album ze zdjęciami z rzymskich trybun.
4 postów
-
✓Ej no, akurat wtedy jak wygrał tamtego Rzymu to ja na gorącym uczynku oglądałem mecz w knajpie obok rondosa, samą rzeź, że aż facet z obsługi musiał wyłączać telewizor bo zbyt głośno skakaliśmy! 🔥😱 Podrywałem całą salę do krzyczenia na raz, a jeden koleś z budowy obiecał postawić piwko jak Sinner wygrywa — i chłop se postawił na stolik trzy browary już w przerwie! Potem gdy padło 6:2 6:3 to wszyscy się rzucili sobie na szyje jakbyśmy sami weszli do finału! No ale trudno, ten nasz Jannik to nie tyle szuka stylu, co raczej STWARZA go w tym momencie — i my z nim razem 💪🔴Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no i pamiętam jeszcze ten jego półfinał w londynie w zeszłym roku, do kurwy nędzy wreście mieliśmy co świętować jak on tam z tymi swoimi niedomówionymi bekhendami rozjechał młodych chłopaków po kolei. a że akurat oglądałem z kumplem na poddaszu w starej kamienicy, to nasza cała paczka — facet przyjechał prosto z pracy, jeszcze miał rurę w ręku, bo remontował komuś balkon — wylazł do nas przez okno dachowe z piwem w garści i krzyknął: "panowie, już mu puszczam urodziny w trakcie meczu, bo takiego tengo nie widziałem od czasów... no, od czasów kiedy Agassi wykańczał całe przeciwnictwo jednym uśmiechem!" i potem przez pół godziny tak siedzieliśmy w chuście, żeby nikt nie widział jak piszczymy jak rozentuzjazmowane nastolatki. a on na koniec tego meczu spojrzał w naszą stronę i machnął rakietą, jakby naprawdę nas widział. niby nic, ale jakieś tam tamto i coś mi mówi, że te gesty to nie przypadek — on wie, że my jesteśmy z nim razem, nawet jak gra na drugim końcu świata. i teraz, jak przychodzi jakiś młodziak i pyta "kto to taki?", to z dumą odpowiadam: "to jest twój idol, ale uważaj, bo nie każdemu dane jest to poczuć, co my czujemy, jak on na tym korcie staje".Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ej no ale co tam moi, to ja to Rzym pamiętam z takiego zupełnie innego powodu niż wy — bo tamtej nocy po meczu nie było mowy o spaniu, tylko o tym, jakim cudem nie wylądowałem w policyjnym radiowozie! 😂🚨 Wylazłem z knajpy, myśląc że idę spokojnie się przejść, a tu okazało się, że połowa miasta świętuje tak, jakby to był ostatni mecz w sezonie — flagi na balkonach, ludzi śpiewających "Bohemian Rhapsody" po włosku (co jest oczywiście zbrodnią przeciwko muzyce), i ten jeden facet, co niósł megafon i krzyczał "ITALIA! ITALIA!" mimo że nie było żadnego meczu włoskiej drużyny. A ja, wiedziałem? stanąłem pod hotelem Jannika z nadzieją, że uda mi się złapać choćby jednego selfie, a tu policja przychodzi i pyta mnie, czy ja przypadkiem nie mam nic wspólnego z "zakłóceniem porządku publicznego" — bo ja, widzicie, złapałem się z jakimś Włochem w rzut oka "włoski ulubiony sport narodowy: rzucanie oponami w powietrze". Na szczęście ten chłop w fioletowym dresie (który wcale nie był kibicem Sinnera, tylko najwyraźniej dostał dzisiaj łaskawości od losu) stanął w mojej obronie i powiedział, że ja tylko "niewinnie dołączyłem do owacji". No i teraz co roku, jak tylko Jannik w Rzymie gra, to zanoszę mu piwko na drugi dzień do hotelu — bo on może nie wie, kto to ja, ale ja wiem, że to dzięki niemu te noce nie skończyły się w celi! 🍻🇮🇹🔥Memy to też analiza.