Kort
25.08.2026, 14:00 Zaloguj Rejestracja

Kiedy Rune jadł śniadanie na kortach Flushing Meadows, a my już świętowaliśmy jego…

club pride Strefa fanów Holger Rune Holger Rune 6 postów ·12 wyświetleń ·Utworzono: 28.07.2026 14:13
Holger Rune
no i zobaczyłem to w telewizorze, jak on tam sobie spokojnie jadł te jajeczka na wolnym powietrzu, a my tu w domach łapaliśmy się za głowy, że akurat ten niedostępny drop shot z Lyonu to znowu nam tak uciekł... pamiętam, było tak: leżałem akurat na kanapie z puszką coli w ręku, akurat co drugi łyk puszczałem komentatorowi swoje trzy grosze, a tu nagle — ciach! — wyskoczyłem jak oparzony, bo Holger jednym palcem posłał piłkę tak, że aż podłoga się zatrzęsła. wszyscy w jednym pokoju padliśmy na podłogę, a mój kot myślał, że to on dostał atak serca. no i wtedy to poczucie było, że jednak jesteśmy razem, choćby wirtualnie, bo nikt normalny nie podskakuje w miejscu z powodu drop shota, jakby to był celny strzał z rzutu karnego. i jeszcze ten dzień, kiedy po meczu we Wiedniu facet z naprzeciwka pytał, czy ja przypadkiem nie biegam za piłką w swoim ogrodzie... no bo naprawdę wyglądałem wtedy jak oszalały, z rękami w górze i krzycząc do ekranu "dobrze, chłopie!". kurczę, takie rzeczy to się przecież nie zdarzają na co dzień, tylko kiedy masz w drużynie kogoś, kto cię tak wciąga w swoje emocje. to się chyba nazywa magia, albo coś w tym stylu. i teraz znowu to samo — on tam na kortach, a my tu w salach kibicowskich z kubkami herbaty, i cały czas ta sama zasada: on gra, my skaczemu, a reszta świata niech się schowa. w końcu to nie codzienność, żebyśmy mieli takiego zawodnika, co to potrafi rozruszać nawet środek tygodnia. 😄
KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 28.07.2026 14:13

6 postów

  • A to mnie akurat coś trafia, że właśnie w tym tygodniu wyciągnąłem stare zdjęcie z regału, jak to ty! Siedziałem wtedy w knajpie na Roździeniu z kuflami na stole, bo akurat akwarium grało i było głośno jak w metrze, a tu nagle padł ten drop shot... nawet kelnerka spytała, czy nie dostałem ataku padaczki, bo klasnąłem rękami w stół tak, że wszystkie kufle podskoczyły. Kot w domu myślał pewnie, że znowu wróciłem na minę z mojego oddziału, bo zrywałem się jak rażony piorunem i krzyczałem "kurwa mać, znowu ten dupek!" — no wiadomo, nie mogłem powiedzieć "Rune", bo nie było tłumacza przy sąsiadach 😂 A przy stoliku obok jakaś pani złapała się za serce, ale po chwili już chwaliła, że wreszcie coś ciekawego się dzieje! No i taka teraz nasza rzeczywistość — on tam na drugim końcu świata ładnie kroi jajeczka, a my w Katowicach urządzamy akrobacje z kubkami i krzesłami. Ale co to za złość? Dzięki temu jesteśmy razem, choćby przez pięć sekund szaleństwa, kiedy on wygrywa jak szalony i my tracimy kontakty z rzeczywistością 🔥💪 Ta robota za biurkiem to nic przy takich emocjach, serio!
    Holger Rune tennis court
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA Kamilkibic Nowicjusz 28.07.2026 15:33 Cytuj
  • a pamiętacie jeszcze ten półfinał w londyńskim wimbledonu, jak on tam na trawie gładził piłkę, a my w sosnowieckim bloku zebraliśmy się u starego Jurka, bo ekran był taki mały, że ledwo co widać było numer na koszulce? no ale co tam, liczyła się atmosfera — stół uginał się od browarów, a na balkonie podwórkowy grill dymił na całą klatę, bo ktoś pomylił priorytety i uznał, że mecz ważniejszy niż kebab. akurat kiedy on postawił ten backhand na liniach, co to się dosłownie nie ruszała, ja akurat skakałem z piwem w ręku i walnąłem kolanem w szafkę — a tam jeszcze stała stara lampa, która od lat czekała na swoją godzinę chwały, no i bum, zgasło światło, a my w ciemności dalej wrzeszczeliśmy „holger! holger!”, a Jurek krzyczał, że to nie są wróżby na szczęście i że teraz na pewno przegra, no bo taki zwyczaj miał. i co? on wygrał następny punkt, a my dalej w ciemności, po omacku szukając nowej lampy, która też zaraz poleciała, bo ktoś drugi tym razem kopnął szafkę w nerwach. kurczę, takie rzeczy to się zapamiętuje na całe życie, a nie to, że on akurat jadł śniadanie na kortach, bo nasze życie kibica to jest właśnie te sekundy szaleństwa, kiedy świat przestaje istnieć, a liczy się tylko jeden ruch jego nadgarstka. no ale zobaczymy
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    LE LegiaFan Nowicjusz 29.07.2026 16:26 Cytuj
  • Akurat akurat w tamtych latach wyglądało to tak, że mieliśmy Holgera, który naszym sposobem rzucał na kolana – nie raz, nie dwa, tylko tak codziennie. On miał w sobie coś takiego, że jak tylko ruszył nadgarstkiem, to już wiedziałeś: za chwilę albo wyskoczysz z krzesła, albo zaczniesz biegać po mieszkaniu z pustym kubkiem w ręku, który nagle ożył i zrobił się wielki i ciężki od tej energii. Tamten drop shot z Lyonu to była taka litera w alfabecie kibica Rune’a – jakby ktoś wrzucił nam do głowy odpowiedź, której nigdy nie dostaniemy, ale za to każdy z nas potrafił ją powtórzyć palcami u nóg, bo czuło się ją w kościach. Teraz? Teraz mamy zawodnika, który nie tylko gra, ale po prostu rządzi. Taki moment, kiedy on wchodzi na kort i nagle myślisz: "O kurczę, to naprawdę on". Nie ma już tego rozgardiaszu, że raz trafia, raz nie – teraz to jest jak maszyna, która wie, kiedy puścić ten miękki drop, a kiedy uderzyć tak, że przeciwnikowi zadrży ramię. Tamtej drużynie kibiców brakowało tej pewności, tej gładkości, że cokolwiek zrobi, to będzie dobrze. Teraz nie musimy się zastanawiać, czy on dzisiaj zagra "na luzie", czy "na sterydach" – on po prostu jest. Jak dobry film, którego nie możesz się doczekać kolejnego odcinka. I jeszcze jedno: tamci kibice, choć szaleni, byli bardziej... przypadkowi. Ktoś się pojawił, ktoś zniknął, jeden skakał z kanapy, drugi pił piwo przez słomkę, żeby nie stracić kontaktu z ekranem. Teraz mamy prawdziwe grono – nie to, że większe, ale takie, które wie, czego chce. Ktoś rzuci memem, ktoś inny powie "no patrz, znowu ciął jak szatan", a my wszyscy razem. Tamto to był doping przy piwie i kiełbasie. Teraz to już ceremonia – kubki kawy o szóstej rano przed meczem, pogaduchy, że wreszcie ten skur... no, ten zawodnik, który gra jak marzenie. Czyli podsumowując: tamta drużyna kibiców była jak stary ulubiony sweter – wygodny, czasem dziurawy, ale zawsze ciepły. Ta teraźniejsza? To jest już garnitur szyty na miarę, w którym czujesz się pewnie, bo wiesz, że pasuje idealnie. I nie ważne, czy on akurat jadł śniadanie na kortach Flushing Meadows, czy my tutaj skaczemy do sufitu – liczy się tylko to, że jesteśmy razem i że on znów nas nie zawiedzie. 🍻
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 29.07.2026 16:47 Cytuj
  • To nie byłoby fair, jakbym teraz zaczął liczyć te wszystkie nasze skoki od kanapy, kubki, które wylałem przez podekscytowanie albo te razy, kiedy obudziłem sąsiada o szóstej rano krzykiem „on wraca na korty!” – bo wiadomo, że i tak bym przegrał. Ale że pamiętacie ten drop z Lyonu? No to ja sobie przypominam coś jeszcze: ten dzień, kiedy Holger przegrał pierwszy set w meczu z De Minaurem, a my w pokoju mieliśmy już po drugiej butelce i ktoś krzyknął „ale jeb.. się dzieje?!”, a on złapał się za głowę… i zaraz potem puścił ten sam drop shot, tyle że z półwoleja, i przeciwnik nawet nie drgnął. Byliśmy wtedy w ośmiu w jednym pokoju, a jeden facet tak głośno zaklął, że słoik z ogórkami spadł z półki. No i co? On wygrał cały mecz, a my jeszcze przez tydzień się śmialiśmy, że to chyba jednak ten drop shot był tym momentem, kiedy on powiedział „dość tych numerów, teraz gram serio”. A wiecie, co było najgorsze? Że od tamtej pory ten sam facet, co słoik, ma awersję do ogórków kiszonych. Takie to są następstwa emocji. I mówicie, że teraz mamy „ceremonię kubków kawy o szóstej”? Chłopie, ja pamiętam, jak tuż przed finałem ATP Finals w Turynie rozbijaliśmy się w kibicowskiej grupie i ktoś wstawił na screenie zdjęcie Rune’a wyszczotkowanego, a my wszyscy krzyknęliśmy „on jest w swoim pierdolonym stylu, widzicie?” – i to było to. Teraz też fajnie, ale wtedy byliśmy tak zgraną bandą, że nie trzeba było nawet oglądać meczu, żeby czuć ten luz. Tamten luz był na granicy bałaganu, a teraz to już bardziej business, no nie? No ale dobrze, że o tym mówicie – bo akurat wczoraj oglądałem powtórki z Lyonu z kolegą, który twierdził, że to nie był drop shot tylko zwykła piłka krótka… i prawie się pozabijaliśmy, zanim nie wcisnąłem mu nagrania w zwolnionym tempie. A wiecie, co on na to? „No dobra, ale fajna była ta jego mina po tym punkcie”. I się ze mną zgodził. Więc może jednak te nasze skoki nie są aż tak przypadkowe? Może jednak coś w tym jest, skoro potrafimy się kłócić o drop shota sprzed czterech lat, za to oglądamy dzisiejszy mecz w milczeniu tylko wtedy, kiedy on ładnie serwuje? 😉
    ME MetrykaFC Nowicjusz 29.07.2026 17:27 Cytuj
  • Ej, tylko nie mówcie mi, że Holger jem teraz w Nowym Jorku jajeczka na talerzu wielkości tatuażu na moim przedramieniu... bo akurat dzisiaj rano zrobiłem ten sam błąd co trzy lata temu: wziąłem kubek herbaty do kibicowskiej chatki, a tu nagle drop shot z Barcelony i pffft — całe ciepło wyleciało prosto na laptopa sąsiada! 😱💻 On mi od razu napisał: "HoloRune fanclub czy ekipa podpaleń?!" No i co miałem powiedzieć — że to przez Holgera, który akurat robił nam prysznic z emocji, podczas gdy ja próbowałem wyczyścić klawiaturę z cukru z herbaty, którą rozlałem, bo skakałem jak opętany? Kurczę, dopiero teraz widzę, jak bardzo jesteśmy zgraną paczką szaleńców — jeden drugiemu psuje sprzęt, a potem się śmiejemy i idziemy po piwo "żeby zapomnieć, że ten drop shot to nasze wspólne dzieciństwo". 🍻🤣
    Holger Rune grand slam tennis
    KO KolejorzKrew Nowicjusz 29.07.2026 21:07 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.