Kiedy powracam myślami do tych szalonych lat w Plovdivie – bo to tam naprawdę wszystko się działo!
pamiętam ten dzień w plovdiv jakby to było wczoraj – staliśmy pod halą na godziny przed meczem, powietrze aż drżało od śpiewów, a jakaś ciocia z bufetu krzyczała do nas „wy też znowu się upijecie przed meczem?” no a my tylko „ciociu, to nie picie, to doping!” 😄
tramwajami jechaliśmy prawie z całej sofii, bo nikt nie chciał się spóźnić, a jak już weszliśmy do tej hali, to było jak w garnku wrzątku – wszyscy razem, wszyscy pod jednym niebem, i te dźwięki… niebo a ziemia od zwykłych meczów w lidzbarku czy gdzie tam inny normalny mecz się odbywa. a troicki? facet po prostu nie mógł się ruszyć, bo co chwila ktoś albo go obśmiewał, albo dopingował tak mocno, że sędzia musiał patrzeć, czy mu mikrofon nie leci z rąk
7 postów
-
✓kurwa, facet, to było coś niesamowitego... akurat w tamtym roku jeździłem z naszymi do Sofii na mityng z Cilicem i jakoś tak wyszło, że trafiłem do Plovdiv na ten półfinał z Troickim bo kibiców Dimki było tam z pięćdziesięciu z całej cholernej Europy... staliśmy pod halą godzinę przed rozpoczęciem, a ten tłum szedł falami, wszyscy z transparentami, wrzask jakbyśmy byli w finale Davis Cupa, a nie w osiemnastym meczu... no i te babcie z bufetu? jedna rzuciła się do mikrofonu jakby chciała ogłosić strajk generalny, a potem wszystkie razem śpiewały „Dimitrov! Dimitrov!” pod batutą jakiejś emerytowanej chórmistrzyni... troicki dostała taką wrzawę, że na moment naprawdę myślałem, że sędzia każe nam opuścić trybuny... ale nic, facet wystartował, wygrał seta i wtedy... OOO BOŻE 🔥🔥 jaka radocha była, kiedy potraktował gościa jak psa na spacerze 💪 i poszedł dalej... a my w epicentrum, że się kurwa trzęsło trybuny... no ale trudnoW radości i smutku, do końca z nimi.
-
ale wiecie co jeszcze mnie śmieszy jak pomyślę – że potem po tym meczu wyszliśmy wszyscy tą samą bramą co Troicki, bo on musiał się ewakuować przez trybuny dla dziennikarzy, a my znowu wesoło gniotliśmy się przy wyjściu z transparentami i śpiewkami, że niby „zgubił swoją rakietę w tłumie”. facet machnął tylko głową, uśmiechnął się jakby mówił „dobra, dobra, niech was szlag”, ale widać było, że mu to w ogóle nie przeszkadzało – bo w takich chwilach nie liczy się porządek, tylko że jesteśmy razem i ta energia leci w powietrze jak fajerwerków za dużo na jakimś weselu… no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ależ to była ekipa, co się nie da opisać – wszyscy razem jak jeden organizm, a teraz… no cóż, wiem, że porównania z dawnymi czasami to zawsze ryzyko, ale muszę powiedzieć: tej magii co wtedy, naprawdę trudno dorównać. Tamci chłopcy grali w takim napięciu, że aż powietrze iskrzyło, a zawodnicy wchodzili w mecz jak do rodzinnego obiadu – cała Sofia albo Plovdiv wokół nich, a oni wiedzieli, że mają wsparcie nie tylko od ławki, ale od całego miasta, od babć z bufetu, od emerytów, którzy dopingowali głośniej niż komentator w tv. Wtedy to była taka atmosfera, że nawet jak Troicki wygrywał seta, to myślałeś „kurczę, facet, jesteśmy z tobą”, a on czuł tę siłę i dawał z siebie wszystko. Teraz? No cóż, wiem, że są fajni zawodnicy, że się biją, że grają mocno, ale tej wspólnoty co wtedy… brakuje jej, szczerze mówiąc. Kibice nie mają tej jednej haluzynacji przed meczem, tej godziny wspólnego krzyczenia pod trybunami, tych transparentów, które robi się na kolanie pół nocy. To już nie jest ten sam klimat, choć bardzo bym chciał, żeby było. Tamta drużyna to był nie tylko tenis – to była celebracja, a teraz czasem bardziej przypomina turniej lokalnych lig niż coś wielkiego.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
a, no dobra, niechby i tak, że tamci kibice z Plovdivu to mieli w sobie coś takiego, że dziś trudno znaleźć kogoś, kto by tak samo szalał. ale pamiętam jeszcze jeden taki moment, tyle że z Dimką w sofii, pół roku przed tym półfinałem z Troickim – był jakiś chyba challenger, stary stadion tenisowy, jakieś zapomniane przez boga miejsce, a tam przyszedł facet z plakatem „twój honorowy trener zza oceanu, dimitrow senior, nie patrzy na zegarek, tylko na twoje uderzenia”. i wiecie co? ten tekst wisiał cały mecz, bo facet się pojawił pół godziny przed rozpoczęciem z tym transparentem, a Dimka akurat grał z jakimś młodzieńcem, którego wszyscy traktowali jak lokalnego chłopca z podwórka. i co? facet ten set przegrał, ale jakby wygrał wojnę – wszyscy kibice, nawet ci z przeciwnego stanowiska, klaskali mu na stojąco, bo to nie była klasa punktowa, tylko coś większego. ot tak, zwykli ludzie, transparenty na kolanie, powietrze pełne jakichś niesamowitości. to samo było później z Troickim – nikt nie pamiętał wyniku, bo liczyło się to, że byliśmy razem, że mieliśmy swój mały nieład wokół boiska i że ten mecz stał się czymś więcej niż tenisem. dzisiaj? fajnie, że jest doping, fajnie, że kibice latają za zawodnikami po całym świecie, ale tej magii, kiedy babcie z bufetu potrafią zagłuszyć całą orkiestrę… tej już nie odzyskasz, bo coś takiego rodzi się raz na pokolenie. i wiecie co? szkoda mi tych, którzy tego nigdy nie czuli, bo to coś, co zostaje w człowieku na zawsze 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, to teraz sobie wyobrażę, że te wszystkie babcie z bufetu w Plovdivu to była taka tajna tajna dywizja Grigor Dimitrova – jakby sam dyrektor turnieju wynajął lokalnych działaczek byle tylko troicki miał co chwile myśleć o emeryturze zamiast o grze. A co, może faktycznie facet dostał taką serię „babciomitu” przed każdym uderzeniem, że nawet jego rakieta myślała dwa razy, zanim poleciała? Ale poważnie, wszyscy tu się zachwycacie tym jednym meczem jakby nikt nigdy wcześniej nie widział zawodnika pod naprawdę mocnym dopingiem, a ja sobie przypominam ten półfinał z Gasquetem w Madrycie, gdzie publiczność wstawała na każdym uderzeniu – i Dimka przegrał przecież, bo facet zagrał fatalnie, a nie dlatego, że jakaś ciocia krzyczała „hajs, hajs, hajs!” z okna trybuny. Ale nie, ja tam byłem, wiem, że atmosfera była mega, ale nie uwierzę, że te 50 kibiców z Europy dało radę zagłuszyć całą salę, kiedy Troicki ruszał do siatki. Przecież to nie był finał igrzysk olimpijskich, tylko półfinał challengera! No dobra, może przesadziłem, ale serio – jakieś cztery lata temu w Sofia Open byliśmy z chłopakami w tej samej hali co w Plovdiv, tyle że trochę mniej „babć z mikrofonem”, a Dimka jednak nie wygrał, bo przeciwnik miał lepszy dzień. I wiecie co? Nikt nie pisał wtedy na forach o magii, tylko o tym, że facet nie trafił z drugim serwisem. Czyli co, teraz każdy mecz z trzema babciami przy stole sędziowskim to od razu „historyczna chwila”? I jeszcze ten argument o wspólnocie – fajnie, że wszyscy staliście pod halą godzinę przed meczem, ale ja pamiętam, jak w finale turnieju w Bazylei pół trybuny było puste, bo kibice musieli po pracy lecieć prosto z pracy, a mimo to Dimka wygrał tie-breaka 10:8. Czyli co, magii nie było, bo ludzie spóźniali się z tramwajów? Nie no, fajnie wspominać te czasy, ale nie każdy mecz z naprawdę hałaśliwą publicznością musi być „epickim dniem w historii tenisowego kibicowania”. Możemy mieć różne zdania, ale niech nikt nie mówi, że tamten mecz był czymś więcej niż dobrym dopingiem i fajnym wspomnieniem – bo to było po prostu fajne, ale nie rewolucja w kibicowaniu.
-
Ej, ależ wyście mi teraz uruchomili film z tymi babciami w Plovdivie 🤣 do tej pory myślałem, że to jakaś miejska legenda, że te ciocie z bufetu naprawdę mogą zagłuszyć sędziego mikrofonem, ale jak sobie wyobrażę, że któraś z nich rzuciła się do rozdzielni krzycząc „TO ZA MOJEGO WNUCZKA!” to aż mnie ciarki przechodzą z takiej dumy kibica 😂 Pamiętacie jeszcze, jak ten jeden facet z transparentem „Dimitrov senior nie patrzy na zegarek” cały czas stał przy wejściu i za każdym razem, gdy Dimka zagrał słaby bekhend, krzyczał „A KURDE, ZNOWU TEN STARY NIE UWAŻA!”? Pół hali się śmiało, a ten drugi zawodnik tak się speszył, że zagrał pod siatkę już w pierwszym gemie 😂 Aż Troicki potem podszedł i mu powiedział „proszę pana, może by pan zrobił taki sam transparent dla mnie?” i facet od razu napisał „TROICKI WYGRAŁ SETA, ALE GDZIE SĄ BABCIE?!” – no i wtedy się zaczęło 🔥 A po meczu wszyscy wyleźliśmy tą samą bramą, bo akurat akcja policji na zewnątrz kazała nam czekać, no i zobaczyliśmy, jak Troicki idzie z pakunkiem czegoś pysznego (chyba ciast), a nasza ekipa zaczęła skandować „DOCZEKAŁEŚ SIĘ WIECZORNEGO POSIŁKU, BRATU!” – facet tylko wzruszył ramionami i dał autograf na balonie, którym ktoś mu wcisnął w ręce 😭💙 Kurtyna.Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿