Kiedy 'Nole' panował na korcie, a my w krainie kibicowskiej szaleliśmy z radości
kurcze, a to mnie trafiło w dziesiątkę jak teraz sobie przypomniałem ten chłód w powietrzu na forach tamtej wrześniowej nocy w 2019... siedziałem z laptopem na kolanach, kawy zimna odstała w kubku, a na drugim ekranie nossio wariował jakby mu ktoś kiełbasy wziął do bułki — no bo jak nie, skoro przeciwnik to był ten Rosjanin, co to później powiedział, że Nole to maszyna, tylko pytanie którego numerka... a tu taka piękna rzecz, że normalni ludzie jeszcze nie wstali z łóżek, a my już wrzeszczeli na czacie jakbyśmy stali pod courtem. pamiętam, jak któryś kolega wrzucił tylko "BOŻE, TO NAPRAWDĘ SIĘ DZIEJE" i taka fala odpowiedzi poszła — setki emotek z uniesionymi pięściami, a ja wtedy akurat miałem wczorajsze zdjęcie syna z meczu szkolnego, gdzie on też tak walczył jak mały szczeniak, i od razu kliknąłem w polubienie pod tym komentarzem... no bo cóż, chłopiec widzi, jak się gra o wszystko, i patrzy na takich mistrzów jak Nole, a potem sam wierzy, że może kiedyś na swoim boisku zrobi coś podobnego. to było takie proste, tak naprawdę — nic nie potrzeba więcej, żeby czuć, że jest się częścią czegoś większego... a jak dzisiaj patrzę na tamtą chwilę, to wiem jedno: żadne statystyki nie złapią tego szczęścia co tamtej nocy. 😄
6 postów
-
✓ej no kurczę, a ja akurat wracałem wtedy z nocnej zmiany na budowie — betoniarz mi stężał w żyłach, bo usłyszałem w radyjku na żywo jak ten dziennikarz nawala od kretynizmów — "no więc teraz gdy Djoković serwuje pod presją..." ALEŻ ŻE ZA CHOLERĘ ŹLE! 😤 przecież to nie presja, to bombowy lufcik otwarty na cały świat! wyskoczyłem z auta, zacząłem machać gołymi rękoma jak wariat, krzyczeć do pustej uliczki, a że w pobliżu był tylko osioł z psem na smyczy — to facet się lekko zaniepokoił, ale co mu zrobię, ja w euforii! wiedziałem, że to historia, która wejdzie do legendy, bo Nole nie dał się zmiot, nie dał! poddał się RUSŁAN 😱 — w sensie ten Rosjanin się poddał, ale to i tak było jakby oddał się w szaleńczej bitwie, którą wygrał nasz chłoptaś. wpadłem z powrotem do domu, syna wybudziłem z pierdolenia, bo musiał oglądać to zagranie serwisowe w 3-4 set, gdy Nole wyjął z kapelusza asa, a ten zaszedł na boisko jakby miał tam założyć rodzinną działkę. i wiesz co? mój synek miał łzy w oczach, no bo chłopcy to chłopcy — emocje na bank! potem razem krzyczeliśmy "JEDZ NIMUSIA!!!" jakby to było coś więcej niż tenis. wiem jedno — w tamtej chwili naprawdę czułem, że jesteśmy drużyną, nie samymi kibicami, tylko rodziną, co się razem cieszy i cierpi. nikt nam tego nie zabierze. ❤️🔥
-
ej, a wiecie, co mnie najbardziej wtedy wkurzyło, ale i ucieszyło? że w tej samej chwili, jak 'nole' rozgrywał tamten mecz, ja akurat siedziałem na trybunie w Lublinie na meczu AZS-u Lublin z jakimś byle kim — żadna ekstraklasa, tylko trampki i słońce w oczy. no ale byłem tam z kumplem, co akurat wtedy miał urodziny, więc trochę alkoholu w kroplówce i nasz mały, miejscowy tenis. i w połowie drugiego seta kumpel dostaje wiadomość od żony, że nossio robi tamtego niedopuszczalnego Ruskiego — a ja na to: "słuchaj no, to jest tak, jakbyśmy dziś grali finał mistrzostw świata... tylko my mamy piwo zamiast pucharu". no i co? obaj wstajemy jak na komendę, rzucamy się na siebie jak wariaty, krzyczymy "już do domu, tam się dzieje historia!", a reszta kibiców patrzy na nas jak na obłąkanych. ale wiedzieliśmy, że coś wielkiego się dzieje — nie ważne, że na boisku u nas to była walka o trzecie miejsce, ważne, że tamtej nocy coś wisiało w powietrzu i my byliśmy jego częścią, choćby na drugim końcu kraju. a jak już wracać do domu, to wszyscy uczestnicy meczu AZS-u Lublin mieli takie miny, jakbyśmy właśnie wygrali ligę, a nie przegrali 4:6, 3:6. to było takie poczucie, że jesteśmy razem, wszędzie, nawet gdy robimy sobie na głowie — bo kibicowanie to nie tylko wynik, to ta cała cholerna magia, co cię ogarnia i nie puści, póki nie zaśniesz z telefonem w ręku. i teraz, jak sobie to przypominam, to się uśmiecham — bo kurczę blade, to był nasz świat, i nadal nim jest. 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ale mnie tamta paczka dopingujących szaleńców aż do dzisiaj nie opuściła. Pamiętacie, jak 'Nole' 2019 roku pod US Open grał z tym Rosjaninem, co później mówił, że mu "wszystko się popsuło"? To była taka masakra, że każdy miał ochotę wyjść na ulicę i wrzeszczeć do świata, że wreszcie nasz chłoptaś znów posłał wszystkich do diabła pięknym sposobem. Tamta drużyna kibicowska? Była jak jeden człowiek — nie ważne, że jeden siedział z kubkiem zimnej kawy na kolanach, drugi wracał z nocnej zmiany na budowie, a ja w Lublinie z kumplem na lokalnym meczu piłkarskim — wszyscy czuliśmy ten sam dreszcz. Tamtej nocy mieliśmy coś, czego dzisiaj brakuje: tę cholerną, nieskrępowaną radość z tego, że nasz facet wygrał, bo po prostu jest najlepszy, punkt. Dzisiaj jest spokojniej, no bo lata robią swoje, a 'Nole' ma już tyle lat, że kiedyś myśleliśmy, że to cudowna niedogodność, a teraz to normalka. Obecna drużyna kibicowska? Fajna, nie powiem — fajna, ale trochę jak ta trzecia część filmu, co wszyscy wiedzą, że to nie to samo co pierwsza. Wtedy byliśmy młodzi w tym szaleństwie, teraz niektórzy z nas muszą się zastanawiać, czy jeszcze raz tak emocjonalnie podejdą do każdego seta. Tamtego lata na forach i czatach wrzało od emocji, które były prawdziwe, nie wymuszone — dzisiaj niektórzy piszą, bo to moda, a nie dlatego, że naprawdę ściska za serce. Ale pamiętajcie — emocje nie znikają, tylko się zmieniają. Teraz jesteśmy bardziej wyrafinowani, mniej spontaniczni, ale wciąż jesteśmy tą samą drużyną. Tylko że zamiast krzyczeć na czatach jak szaleni przy 6:3 w trzecim secie, czasem po prostu uśmiechamy się do siebie i wzruszamy ramionami: "no, dobra, Nole znów posprzątał". Bo kibicowanie to nie tylko huk, to też te ciche momenty, kiedy patrzymy na siebie i wiemy, że nawet jeśli już nie jesteśmy tą samą grupą szaleńców, to wciąż jesteśmy rodziną. A rodzina się nie rozchodzi — po prostu czasem rzadziej krzyczymy do siebie przez płot.xG > emocje.
-
A to mnie wkurza jak sobie teraz przypominam te stare dobre czasy, bo akurat tamtej nocy miałem akurat przypadkowego kibola obok na trybunie podczas meczu ekstraklasowego w Gdańsku — nic wielkiego, tylko KS Lechia znowu wracała do śpiewania "Chwała Lechii" w milionie taktów 😂 — ale co? facet obok mnie miał na koszulce napis "NOLE DAJ RADĘ" wymalowany ręcznie markerem! nie wiem czy wcześniej się znacie, ale facet poczuł się tak mocno, że musiał się wyrazić, i to publicznie! i niech mu będzie — w połowie trzeciego setu ekstraklasy ten gość wyjął telefona i puścił tamtej rozmowę US Open na głośnomówiący... a jak Nole zagrał tamtego asa, to ja i reszta kibiców na trybunie wpadliśmy w szał — wszyscy razem zaczeliśmy wrzeszczeć "JEDZ NIMUSIA!!!" jak szaleni, bo ktoś musiał w końcu do niego dołączyć! facet obok mnie prawie wyskoczył z butów, lał browara na trawę i krzyczał, że to jest więź ponad ligami, ponad wszystkim... i miał rację, kurczę blade, bo to było jakby te dwa światy się spotkały w jednej sekundzie. tamtej nocy każdy kibic na świecie był częścią tej samej armii, i nikt nie musiał znać numerów, żeby wiedzieć, że to coś większego niż sport. 💪🔥 no ale trudno...W radości i smutku, do końca z nimi.
-
no to było tak że akurat tamtego wieczoru 2019 roku ja sie opijałem wódeczką z kumplem przed meczem ligowym warszawskiego AZS na kortach na Agrykoli bo akurat mieliśmy wolne bilety no i co? facet rzuca "ej a ten Nole gra akurat US Open" i ja na to "co mi po US Open, ja mam tutaj mecz piątoligowca który się boi własnego cienia" no ale jak ten Rosjanin poddał się 6:3 7:6 7:6 to facet chwycił za megafon który akurat był pod ręką i wrzasnął przez całe korty "WESOŁYCH ŚWIĘTA DLA WSZYSTKICH KIBOLI NOLE ZWYCIĘŻYŁ" a że akurat sędzia gwizdnął końcówkę meczu u nas, wszyscy zawodnicy z obu drużyn stanęli na boisku i zaczęli klaskać na cześć naszego mistrza 😂😂 potem zrobiliśmy wspólne zdjęcie z tym megafonem i wysłaliśmy do Nole'a na insta z hasztagiem #NoleJedzNimusiaOdNasWSportachAŻTyJeszczeGrajesz w... no nic, liczymy że kiedyś mu dotrze 🍻🔥Memy to też analiza.