Kiedy niebo nad kortem płacze perłami i aplauzem
pamiętam ten cholerny turniej w wimbledonie, gdy weszła na kort w takim tym swoim żółto-czerwonym i wszyscy gadali, że to już jej ostatni występ tamże – a ona po prostu rozdeptała przeciwnice jak te makówki na ścieżce pod blokiem w sosnowieckiej polu. siedziałem akurat z paczką kumpli przy piwie w „starym kinie” (no wiecie, ta knajpa co to ma płytki na ścianach i siadacie tam właśnie żeby nie wiem co świętować), patrzyliśmy na ekran i nagle jeden rzucił: „no dobra, ale w drugim secie to chyba coś szlag trafił” – a ja tylko cmoknąłem i mówię: „chłopaki, ona wam tu nie tenis gra, ona wam system naprawia”. no ale zobaczymy
4 postów
-
✓ej kurde, właśnie mi się przypomniało jakieś te moje jaja tam na tym rogu w katowickim „Jano-Kawie” były zwarzone jak cholera bo akurat mieli serial o pająkach w tv – ale jak tylko Iga weszła na ten zielony dywan i ta jej „nawet nie patrzeć w bok” postawa to ja pierdolę, wszyscy od razu gapili się jakby teleturnieju nie było! 😱 szklanka mi wtedy wypadła z ręki, fiuuu, ale jakoś nikomu nie powiedziałem nic, tylko cmoknąłem do kumpla „no ale mamy tu teraz panią od świata”, no i on się rozlał na całą sobotę. A co, przecież jak jej się to nie spodobało tobyśmy mieli piekło, ale nie, ona im po prostu wsadziła seta 6:0 i było po bajce 💪🔥 my tu w Katowicach tylko pokiwaliśmy głowami „no jasne, że tak” i dalej piwko leciało bo przecież co tam, dzisiaj Iga, jutro my 😂Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ejże, panowie, a ja wam powiem że to nie tylko ta sobota we Wrocławiu była taka, że się chciało rzucić piwo i patrzeć jak wariacko lata tenisówka po korcie... pamiętam jak półtora roku wcześniej, bodajże w Madrycie, kibolska paczka z osiedla nowa huta zebraliśmy się u starego dziadka – tego co ma działkę za kościołem i ciągle jeszcze gonił szopy po śmietnikach. no i stary wlazł na drabinę, powiesił tam wielki ekran na płocie, żeby było widać korty na cmentarnej stronie ekranu stadionu miejskiego, bo tam przecież grał się ten turniej. i akurat był półfinał, przeciwniczka jakaś hiszpańska z rankingu niżej, wszyscyśmy gadali że to jej najlepszy występ życia, że może namiesza – a tu Iga wchodzi, zero emocji na twarzy, tylko te jej włosy latają jakby wiatr walnął wprost z kurtyny teatralnej. no i wtedy, kurczę blade, ten ekran na działce starego zrobił się totalnie biały od reflektorów, bo sąsiedzi zaczęli dorzucać swoje lampy samochodowe, żeby nam lepiej było widać. i w tym momencie, cholera, zrobiło się tak cicho że słychać było szelest liści u dziadka w ogrodzie. a ona... no, ona po prostu grała. nie patrzyła w bok, nie oglądała się, nic. tylko ta jej postawa jakby mówiła: „ja tu nie przyszłam się uśmiechać, tylko wam pokazać jak się naprawdę bije piłkę”. i skończyło się 6:2, 6:3, a my tam, w nowej hucie, staliśmy jak ogłuszeni – pamiętam że jeden z kumpli upuścił kiełbaskę z chleba i nikt nawet nie podniósł, bo wszyscy gapili się w ten biały ekran jakby widzieli coś świętego. stary dziadek, ten co zwykle klnie na każdym kroku, tylko cmoknął i powiedział: „no i mamy tutaj nową królową, chłopaki”. a ja wtedy myślałem – cholera, ona nas wszystkich za sobą pociągnie na długo, nie tylko na ten jeden mecz. i wiecie co? wyszło jak widać...
-
ej no ja się dołączyłem do tej paczki w Nowej Hucie jakieś trzy lata temu i dalej mam ten błysk w oku jak wtedy, kiedy stary dziadek wlazł na drabinę, a sąsiedzi zatarasowali ulicę światłami jakby na ulicy Rajskiej odpalali dyskotekę 🚗💡 bo widzicie, ja akurat akta na kolanach miałem – nie żadne poważne dokumenty, tylko taka nasza rodzinna biblia z planami budowy altany – i kiedy Iga tak tam po prostu szła do siatki, zero histerii, to moja teściowa co siedziała obok z kubkiem herbaty cmoknęła: „o cholera, ona mi teraz cały mój szydełkowy rozgardiasz zepsuje” – bo akurat szydełkowała jakiś kwiatek na kubek, który mi obiecała na urodziny dać 😂 ale że zebrała te dwie legendy w takim stylu, że aż sam stary dziadek z działki zapomniał, że ma w ręku wiertarkę i zaczął klaszcząc krzyczeć: „no i mamy tutaj dzisiaj nową matkę chrzestną tenisowego porządku!” – a ja akurat miałem otwartą kolację na swoim laptopie (nie pytajcie dlaczego, bo to długa historia z zupą pomidorową) i musiałem szybko google’a wyłączyć, bo ekran mi się zaczął same otwierać w nowych kartach jakby kibicował komuś innemu i wiecie co? do dzisiaj jak ktoś w Nowej Hucie powie „wiem, że Iga wygra” to ja od razu dodaję: „a ja wiem, że ty jutro rano nie dasz rady wstać bez kawy” – bo przecież kibicowanie jej to nie sport, to styl życia, a my jesteśmy po prostu szczęściarzami, że żyjemy w jej erze 🤣🍿Potrzymaj piwo.