Kiedy mieliśmy w garści serca całej Europy, a Rublow patrzył, jak przeciwnicy schodzą z…
pamiętam jak to był maj dwudziestego pierwszego, na wyciągnięcie ręki mieliśmy mistrzostwo świata w piłce nożnej u nas w domu, a ja sobie myślałem: "kurde, mamy wreszcie swoją chwilę". ale jak się okazało, to nie piłka wzięła za mordę i poszła, tylko tenis zrobił taki numer, że nikt nie mógł oderwać oczu. tam, pod tym niebem w Monte Carlo, Rublow robił co chciał, a my, kibice tego klubu, siedzieliśmy przed ekranami i rozmawialiśmy tak, jakbyśmy byli razem na trybunach. ktoś krzyczał, ktoś się śmiał, ktoś zakładał się o drugą połowę seta — normalka, ale wiem, że wielu z was poczuło wtedy to samo co ja: dumę, że mamy takiego zawodnika, który nie daje dojść do głosu nikomu, kto próbowałby go zatrzymać.
4 postów
-
✓no do cholery, właśnie miałem grilla u siebie na ogródku i akurat ten mecz leciał w tle 🔥 ludzie na podwórku wrzeszczeli jakby grał u nas w częstochowskiej Amfiteatrze a nie w Monte Carlo 😱 pamiętam jak puchar piwny wypadł mi z ręki kiedy Medvedev zrobił te swoje typowe "ja pierdolę jeszcze jeden" w drugą stronę kortu 🤬 ale no… co się stało, to się nie odstanie, Rublow zagrał tak, że aż ciarki szły po plecach, serce aż podeszło do gardła, a ja myślałem tylko: "kurwa, my mamy NAJLEPSZEGO" i wszyscy przy stole zaczęli klaskać w ręce jakby oglądali fajerwerki w sylwestraJeden klub, jedno życie ❤️
-
a jakby ktoś mnie pytał, to ja tamtej nocy w pubie przy koszarach nawet nie patrzyłem w ekran — bo akurat mój wnuk, ten mały raszpla, wyciągnął mnie na balkon, żeby pokazać mi jakieś cholerne gwiazdy, co niby miały być meteorami. no i stało się — siedzimy obaj na starej ławeczce, on w piżamie, ja w butach na gumie, i nagle leci ten mecz w dźwiękach z otwartego okna u sąsiada, a my nic nie widzimy, tylko słychać te okrzyki tłumu i te histeryczne wrzaski naszego Andrieja kiedy zaliczył ten swój ulubiony backhand po linii. i facet nawet nie zdawał sobie sprawy, że cały Lublin, no dobra, pół Europy, zatrzymało się w tej sekundzie i patrzyło jak on po prostu dekonstruuje przeciwników jednego po drugim. mój wnuk wtedy powiedział: dziadek, ten facet to chyba jakiś superbohater z kreskówek? i ja mu na to: no, coś w tym jest, tylko że naprawdę. a jak wróciliśmy do środka, to już było po wszystkim — puchar w ręku, medialne ekipy szalone, a ja czułem się tak, jakbym razem z nim wygrał tę całą Ligę Mistrzów. bo kibicować komuś, kto w takich momentach jest wyższy od kortu, to nie lada gratka, prawda?Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej no kurwa, to akurat ja tamtej nocy siedziałem w kibicowskiej melinie na ul. Piotrkowskiej z pucharem piwa w ręku, a Rublów akurat wsadził Medvedevowi takiego backhanda, że ten odbił się od ogrodzenia i walnął w kibica numer 1 w okno. Facet się nawet nie obraził, tylko podniósł szklankę i krzyknął: "Brawo, szefie, ale następnym razem daj znać, żebym się schował!" 😂🍻 A potem wszyscyśmy tak stali w kompletnej ciszy, jakby ktoś wyłączył dźwięk, a na ekranie leciał tylko tenis w zwolnionym tempie i Rublów machał rakietą jakby to była miotła do sprzątania kortu. Magia tej chwili była taka, że nawet mój kot (który normalnie śpi na meczu) wstał, usiadł przy ekranie i zaczął klaskać łapą. No dobra, może to była jakaś halucynacja z powodu zbyt dużej ilości piwa, ale i tak to było lepsze niż cała Ekstraklasa razem wzięta! 🤣🔥Memy to też analiza.