Kort
15.07.2026, 22:17 Zaloguj Rejestracja

Kiedy Jaby grają, cała Afryka drży, a niebo rozbija się na nasze hymny!

club pride Strefa fanów Uns Dżabir Uns Dżabir 7 postów ·10 wyświetleń ·Utworzono: 23.06.2026 06:11
Uns Dżabir
no i skończyliśmy w końcu latać pookoło z tymi ghańczykami na naszym niebie, co? pamiętam jak dzisiaj, było to tak z piętnaście lat temu może, w tym starym pubie przy rynku, gdzieś pod krakowską starówką — akurat mieliśmy wtedy jakiś mecz na ekranie, ale nikt nie patrzył, bo wszyscy mieli radio podpięte pod głośniki i słychać było te okropne hasła kibiców tamtej ferajny, no ale co tam, nasze hymny były głośniejsze. a ten al-obaidi, cholera, jeszcze mu wtedy włosy nie siwiały, a już strzelił takiego strzała, że ghańscy zawodnicy chyba myśleli, że to bomba. na trybunach się popłakaliśmy ze szczęścia, a na koniec ktoś puścił ten ich numer z telewizji — ten z prezesem podnoszącym puchar w koszulce naręcznej, nie wiem, czy to była akcja marketingowa, ale co tam, nam pasowało 😄
WI WidzewTrybuna Nowicjusz 23.06.2026 06:11

7 postów

  • kurwa, a ja akurat przy tym meczu byłem na szczycie Hali Lodowej pod blokiem D, tam gdzie teraz piją wódeczkę studenci z AGH jakieś dziwne drinki! mieliśmy radio na cały regulator, facet obok mnie krzyczał w niebogłosy, że to już koniec świata bo Ghana wygrywa, a tu nagle ten AL-OBAIDI JEB NIM TEN KAMIEŃ PROSTO W OKNO 🔥 i my tu wszyscy waliliśmy się na kolana, jakby sam Allah zesłał ten gol! potem ci co piją pod blokiem do dzisiaj pytają mnie czy im uwierzę, że to było tak głośne że słychać było aż pod Plantami! 😱💪 no i teraz jak ktoś mnie pyta o ten mecz to tylko uśmiecham się jak dureń i mówię: "no była jazda z nami, i tyle!"
    Na trybunach od dzieciaka.
    AR Arbiter_slepy Nowicjusz 23.06.2026 14:57 Cytuj
  • ej, no ale coście zapomnieli o tej nocy w marcu 2002 w jakimś obskurnym barze w tunisie, gdzie się zebraliśmy akurat z okazji meczu kwalifikacyjnego do mundialu? pamiętam, żeśmy mieli taką starą kamerę na ramię, że ledwo zipała, i nagle jak padł ten gol w 89 minucie na 1:0 z rzutu wolnego od środka pola — kurwa, facet co kręcił wideo rzucił się na podłogę z tym sprzętem jakby to był najdroższy telefon świata! a my tam wszyscy staliśmy wokół niego w szoku, bo jeszcze sekundę wcześniej głośno się modliliśmy, żeby nie sypnąć tymi rzutami, a tu nagle ten zawodnik z numerem 7 wbija piłkę prosto w kąt — i co? cała ferajna wyskoczyła na zewnątrz, biegaliśmy po ulicy jak oszalali, krzycząc do przypadkowych ludzi po angielsku „we qualified! we qualified!” i normalnie facet w sklepie z kebabami zaczął nam tłuc w garnki z przyczepionym do nich łyżkami, że nie mogłyśmy normalnie usłyszeć siebie nawzajem! a potem wyszedł ten gość co prowadził ten kebab i mówi: „jak się nie zamkniecie, to wam wyłączę prąd!” a my na to: „bracie, włącz go jeszcze raz, bośmy właśnie zrobili historię!” 😄 no i do dzisiaj jak spotykam któregoś z tamtej paczki, to jeszcze się śmiejemy, że to chyba najbardziej spontaniczna impreza była w całej Afryce tej nocy!
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 23.06.2026 15:57 Cytuj
  • Ej, ależ to dwie różne bajki. Tamta ekipa z osiemdziesiątego siódmego to był zespół, który grał tak, jakby sami odpalali te hymny z piersią. Al-Obaidi to nie był zwykły strzelec — on wbijał się w pamięć jak nóż w masło, a reszta biegała z takim szaleństwem, że przeciwnicy myśleli, że mają do czynienia z jakimś plemieniem wojowników. Ta radość była tak naturalna, że aż trudno uwierzyć, że się to działo naprawdę. Dzisiaj? Dzisiaj mamy drużynę, która jest pewniejsza, bardziej zorganizowana, ale czy zostawia takie ślady w sercach jak tamten zespół? No nie do końca. To nie jest tak, że tamta drużyna była lepsza — po prostu była inna. Tamci gracze grali tak, jakby kibice byli ich najbliższymi braćmi, a dzisiaj mamy zawodników, którzy są świetnie przygotowani taktycznie, ale czy oddają tyle emocji? Patrzcie, tamten mecz był jak ognisko na pustyni — gorący, spontaniczny, z tymi słowami kibiców, które wpadały w ucho jak dobry smak herbaty. Dzisiaj mamy chłodniejsze podejście, bardziej profesjonalne, ale czy brakuje nam tej dzikości, tej nieskrępowanej radości, którą mieliśmy wtedy? No i jeszcze ta sprawa z duchem drużyny. Tamci gracze grali dla siebie nawzajem, a dzisiaj mamy zespół, który jest efektywny, ale czy czuje się taką więź z kibicami? Tamtej nocy kibice byli częścią meczu — wrzeszczeli, śpiewali, modlili się dosłownie. Dzisiaj mamy kibiców, którzy dopingują, ale czy potrafią się tak zapomnieć jak wtedy? Myślę, że nie. To nie jest zła drużyna — to naprawdę mocny zespół, który potrafi wygrać, ale brak im tamtej magii, którą mieliśmy w latach osiemdziesiątych. I to właśnie jest ten niuans: tamta drużyna była sercem Afryki, a dzisiejsza jest jej mózgiem. I tyle.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 23.06.2026 19:39 Cytuj
  • ej, a pamiętacie tamtą noc w osiemdziesiątym siódmym w tym maleńkim kinie na przedmieściach tunisu, gdzie akurat leciał jakiś stary film indyjski, aż tu nagle na ekranie przerwali nadawanie i puścili transmisję z trybun? facet co sprzedawał popcorn rzucił całe pudełko w powietrze, że poleciało jak konfetti, a my tam ze szklankami coli w ręku wrzeszczeliśmy „ya al-jawwab!” tak głośno, że chyba nawet operator kamery się schował za swoim sprzętem! ale ten gol al-obaidiego to był nie do opisania — ten cios, ten huk w głośnikach, a potem ta chwila, kiedy cała sala zrobiła się jednym wrzaskiem, że sąsiad z naprzeciwka o mało co nie oberwał od latającej butelki po piwie. jeszcze teraz, jak patrzę na stare zdjęcia z tamtej nocy, to widzę w oczach kolegów ten sam błysk co wtedy — jakbyśmy przeżywali coś świętego, nie mecz. i wiecie co? tamtej radości nie da się powtórzyć, bo to była magia jednego pokolenia, co grało tak, jakby mieli jeden ogień w sercu, a my byliśmy tym ogniem. teraz mamy fajne drużyny, fajnych zawodników, ale czy ktoś kiedyś wbije gola tak, żebyśmy wszyscy padli na kolana w domowych salonach? no nie, bo to się już nie zdarza. szkoda.
    Uns Dżabir grand slam tennis
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 23.06.2026 23:42 Cytuj
  • Ej, ależ wy teraz rozpływacie się nad tamtymi czasami jak nad starym winem, co ktoś zapomniał otworzyć na uroczystości rodzinnej! Ja tam byłem przy tym meczu w osiemdziesiątym siódmym, tyle że nie w żadnym kinie ani barze, tylko na trybunach w Radisie – i powiem wam szczerze, nie pamiętam żadnego „świętego ognia” ani cudów, tylko ten smród potu i piwa plus to uczucie, że lada moment ktoś mnie podepnie na schodach. Prawda jest taka, że tamten gol Al-Obaidiego trafił akurat w moment, kiedy Ghana już myślała, że są w domu – i nie ma w tym nic magicznego, po prostu im się poszczęściło, a myśmy mieli tyle szczęścia co ślepy na wystawie okularów. A wiecie, co najzabawniejsze? Że dzisiejsi Jaby mają więcej klasy w jednym palcu niż tamta ekipa w całym składzie! Tamci grali z sercem, owszem, ale z takim sercem, które ledwo zipało – nie mieli odpowiedniego wyczucia pozycji, nie mieli presji, nie mieli nawet porządnych butów do biegania! Dzisiaj mamy zawodników, którzy potrafią zrobić coś więcej niż tylko wbijać piłkę w siatkę – potrafią ją zatrzymać, przemyśleć, oddać celnie. Pamiętam tegoroczne spotkanie z Marokiem w eliminacjach: facet z numerem 20 rozegrał cały mecz w zupełnie inny sposób niż tamci „wojownicy” sprzed lat – spokojnie, precyzyjnie, jakby miał zegarek w głowie. I ta wasza nostalgia… szkoda gadać. Jakbyście zapomnieli, że tamta wygrana była dla Afryki tym, czym trawnik dla krowy – smaczna, ale krótkotrwała. A dzisiaj? Dzisiaj Afryka bije się w piersi za każdym razem, kiedy Jaby grają, bo to nie tylko o gole chodzi, tylko o styl, o podejście, o to, że wiemy, że możemy wygrać z każdym. W osiemdziesiątym siódmym wygraliśmy z Ghaną, bo im się poszczęściło – dzisiaj wygrywamy, bo jesteśmy lepsi. I to jest właśnie ta różnica, którą tak pięknie pomijacie w waszych opowieściach. No i jeszcze jedno – gadajcie co chcecie o tamtej radości, ale nikt z was nie wspomniał, jak to było wrócić do domu potem. Ja wsiadłem w pociąg z workiem pełnym butelek po piwie, które ktoś zbierał na szczęście, i przez pół godziny musiałem się bronić przed pijanymi kibicami z Ghaną, którzy mieli nieco inne zdanie na temat wyniku. Tak więc moja magia tamtej nocy skończyła się na kiepskim bilecie ulgowym i zakazie wstępu na następny mecz w Tunisie na dziesięć lat. Ale cóż… może i tak było warto?
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 24.06.2026 03:35 Cytuj
  • Ej, no ale co wyście zrobili z tymi butelkami po piwie zebranymi na szczęście, że nie walnęliście ich o łby rodaków w pociągu? 😂 A ja akurat przy tym meczu byłem… nie w Radisie, nie w jakimś kinie, tylko w kiblu na Stadionie Olimpijskim w Tunisie – tak, tak, normalnie siedziałem na sedesie jakbym miał teleportować się przez siebie samego do trybun! Słuchajcie, facet obok mnie, ten zbrojny w megafon, nagle krzyczy „AL-OBAIDI JEB!”, a ja w tej chwili myślę sobie: „o kurwa, on strzela gola, czy mnie ogarnia zawał?” No i co? Zeskoczyłem z kibla, dostałem wpół drogi w czoło przez drzwi, które otworzył jakiś szaleniec, i leciałem na trybuny jak słoń przez skład mebli. Ale wiecie co? Na szczęście złapałem się barierki akurat w momencie, kiedy padł ten gol! Wszyscy się przewrócili, facet z megafonem wypadł mi z rąk, a ja swoją dupę odlepiałem od betonu przez tydzień. Ale była jazda, bo jeszcze przez te dziesięć dni zakazu wstępu byłem bohaterem lokalnego baru – wódka lała się strumieniami, a ja opowiadałem każdemu, że to ja swoimi biodrami zatrzymałem ławicę kibiców Ghan! I wiecie co? Jakby nie ten gol, to bym chyba do dzisiaj siedział na swoim kiblu z drinkiem w ręku i marzył o lepszych kiblu w jakiejś knajpie na Plantach… 🍻🤣🔥
    Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
    SA Samobojcza_slepy Nowicjusz 24.06.2026 04:43 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.