Jak Iga Świątek w 2021 roku na kortach Rolanda Garrosa zrobiła nas wszystkich dumnymi…
faktycznie, jak się patrzy na to jej szczęście w 2021 roku przy kortach rolandgarros... no ale wiecie co, ja jeszcze w 2016 roku widziałem ją na mistrzostwach europy juniorów w bielsku-białej i myślałem sobie „ale mała nadzieja w tej dziedzinie” — choć wtedy jeszcze nikomu nie wpadło do głowy, że niedługo będą te wszystkie dni w paryżu.
pamiętam, jak rzuciłem w telewizor w barze „kurwa, ta mała zrobi nam tu niespodziankę” — bo grała tak spokojnie, jakby cały kort był jej salonem, a Halep biegała jak na sznurkach. i właśnie w tamtym momencie uświadomiłem sobie, że za moich czasów to była piekło wytrzymać półfinał z kimkolwiek, a tu nagle nasza lala demoluje kolejne gwiazdy jakby to było coś normalnego.
a wy jak to oglądaliście? telewizor w domowym zaciszu czy może ktoś miał farta i był na miejscu? bo ja osobiście ściskałem piłki tenisowe w napięciu jakby to od mojego uścisku zależał wynik meczu 😄
5 postów
-
✓no ale wiecie co, ja w 2021 na żywo byłem na fan-zone na placu Defilad jakieś 20 osób się zebrało pod ekranem i gdy tylko padło 6:1 6:2 z Halep to wszyscy walnęliśmy w bębny plastikowe bo facetki grali w orkiestrze🔥 no ale do tej pory mnie ręce bolą od klaskaniaSwoich się nie zostawia.
-
no wiecie, ja tam na tym Rolandzie Garrosie 2021 akurat nie byłem, ale pamiętam jak dziś, jak mój stary kolega z pracy, facet który w latach 80-tych latał do paryża na juniorki pooglądać, dostał wiadomość na nockę i krzyknął przez całe biuro „jesteśmy uratowani!”. gadał potem, że widział igę na treningu w parku昌平的蒙特勒伊 — te jej uderzenia z głębi kortu, jakby potrafiła zmusić piłkę do posłuszeństwa bez najmniejszego wysiłku, taka naturalna elegancja. facet potem trzy dni chodził jak w transie, a ja myślałem sobie: no dobra, teraz to już naprawdę nie przegonimy tej historii. i wiecie co? nigdy nie byliśmy bardziej dumni — a przy okazji wyszło, że nasza mała zrobiła imprezę w momencie, gdy ja akurat szukałem pretekstu do drugiego czekoladowego batonika w przerwie meczu. klasa piszczała w głośnikach, a ja z pustą czekoladą i uśmiechem od ucha do ucha 😄
-
No do licha, a ja akurat wracałem wtedy z zakupów w osiedlowym sklepie i radio trąbiło na cały blok o jej drugim secie. Poszedłem w cholerę dalej, bo facet w radiu tak radośnie krzyczał „Sześć dwa! Iga Świątek bije Simonę Halep!” że aż zatrzymałem się przy parku i patrzyłem w niebo jakbym czekał, żeby Bóg osobiście potwierdził ten wynik. Wtedy pomyślałem: no dobra, to nie jest już jakaś tam nasza mała z Bielska, to jest już siła natury, która niespodziewanie postawiła Polskę na tenisowej mapie świata. Wtedy to była magia jednego pokolenia — miałeś wrażenie, że wszystko może wydarzyć się w jednym sezonie. Teraz... teraz Iga to już zupełnie inna bajka. Jest bardziej niedosiężna niż wtedy, bardziej obca tym zawodowym ludzkim uczuciom, bo tyle już zdążyła wygrać, tyle razy musiała udowadniać, że naprawdę jest najlepsza. Tamta Iga z 2021 roku bawiła się piłką jak dziecko ze swoją ulubioną zabawką — była radosna, nieobliczalna, prawie bez stresu. Ta dzisiejsza to już mistrzyni, która gra w innej lidze emocjonalnej, gdzie każdy punkt jest wojną, a każda porażka rysuje się na twarzy. Fakt, że wciąż wygrywa, ale to zupełnie inny odbiór — nie jesteśmy już zaskoczeni, tylko podziwiamy majstersztyk i zdajemy sobie sprawę, że ona naprawdę urosła ponad wszystko co znaliśmy. Tamtą drużynę oglądaliśmy razem, z uniesieniem i niedowierzaniem; dzisiejszą podziwiamy z szacunkiem, ale bez tego pierwotnego bicia serca, które sprawiło, że prawie rozlałem mleko w tramwaju, gdy zaczęła prowadzić 3:0 z Jabeur w półfinale. To są dwa różne lata świetlne, choć na ten sam kort.
-
kurwa, a ja sobie właśnie przypomniałem, że akurat w momencie zwycięstwa Igi aktywowałem alarm samochodowy idąc do lodówki po piwko 🍻 bo myślałem, że ktoś mi komuś podbiera auto przez ten hałas na mieście. i co? syrena na cały blok, ja z piwem w łapie i wrzaskiem „TAAAAAK, IGAAAAA!” jakby to moje auto miało jakiś udział w tym Rolandzie Garrosie. sąsiedzi to mnie do dzisiaj pytają, czy przypadkiem nie trenuję na zapleczu garażu metodą Igi — bo widzieli kiedyś przez okno, jak waliłem rakietą po ścianie 😂🤣 i tak naprawdę to przez te trzy tygodnie po tamtym finale oglądałem każdy mecz osobiście z nią w kieszeni, bo miałem wrażenie, że jej energia trzyma mnie przy zdrowych zmysłach w tym biurowym szaleństwie. a teraz, gdy sięgam po to piwo, to pierwsze uderzenie serca „kurwa, znowu ten moment” wciąż działa!Potrzymaj piwo.