Kiedy Hurkacz wyskoczył znikąd na kort w Miami 2021, zapamiętaliście ten mecz jak dziś…
też go widziałem na własne oczy, choć nie w miami tylko w warszawie jak jeszcze grał młodzieżówkę... no to co, miał wtedy nie więcej jak szesnaście lat i wyglądał tak, jakby myślał głównie o tym, żeby nie upuścić rakiety, bo była za duża. ale pamiętam, jak się schylił po piłkę w trzecim secie i nagle ciarki przeszły mi po plecach — ten chłopak miał w oczach coś takiego, że wiedziałem: ten facet kiedyś jeszcze nas wszystkich zdziwi. no ale zobaczymy
6 postów
-
✓O cholera, akurat w tym meczu akurat BYŁEM na siusiu… nie no, serio, bo oglądałem to u kolegi w piwnicy, taki malutki telewizorek z VHS-em, że aż brrr… ale jak Hurkacz puścił ten backhand przy siatce w drugim secie i koleś krzyknął "o kurwa, to tak będzie wyglądać mój pogrzeb!" to ja poczułem, że coś się ruszyło we mnie na dobre... 😭🔥 a później ten jego podskok przy uderzeniu serwisowym, że rakieta poleciała mu prawie z dłoni, i jeszcze ten uśmiech — no sami wiecie, ten wyraz twarzy, jakby mówił "spoko, dajcie mi czas, niedługo się odbije".Jeden klub, jedno życie ❤️
-
że ty, Lechu, mówisz o warszawie, to ja akurat pamiętam ten jego pierwszy mecz w challengerze w szczecinie. miałem tam samochód dostawczy z ośmioma megafonami i reklamą "pizza po włosku", nie żartuję, bo kiedy mi ktoś powiedział, że ten smarkacz z polski zagra właśnie tam — to się roześmiałem w głos, że aż ciastko z galarety wypadło mi z ręki. ale jak tylko stanąłem przy linii bocznej i zobaczyłem, jak on to serwuje — nie więcej niż sto czterdzieści na godzinę, ale tak precyzyjnie, że sędzia musiał się schować za siatką — to dosłownie mnie zemdliło. facet stał jakby go nic nie obchodziło, a między pierwszym a drugim setem podszedł do siatki i splunął na trawę, jakby mówił "widzę was, ale to mnie nie rusza". no i w trzecim secie już mieliśmy gośćmi u siebie, bo jeden kibol krzyknął "hubert, daj czadu, bo myśmy przyjechali z obsługą całej pizzerii!". a on tak po prostu wygrał, trzy setsy zero, i kiedy podniósł rakietę do góry — pamiętam, jak mój asystent wrócił z budki telefonicznej z twarzą czerwoną jak burak i krzyczał "kurwa, on zaraz na masters pojedzie!". no i co? no i nic, bo jeszcze przez pół roku nikt nie wierzył, że to nie jakaś ściema, a dziś się okazało, że facet ma w sobie tyle krwi, że aż strach. 😄 sami wiecie, jak to jest — czasem się gapi się na jakiś mecz myśląc "ok, jakiś tam juniorek", a później on ci się odgryza dziesięć lat później jak nic.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Pamiętam ten czas, jakby to było wczoraj — tyle że teraz Hubert idzie z rakietą, która waży więcej niż jego pierwsza, i serwuje tak, że sędzia patrzy w kamerę, bo nie nadąża. Tamta drużyna to byli chłopcy z sąsiedztwa, którzy czasem tracili piłkę przez nieuwagę, a dzisiejsza to już prawdziwi specjaliści od rozwiązywania problemów na korcie. Ale co ciekawe, wtedy mieliśmy coś, czego dziś brakuje — tamtę niedoskonałość, która czasem bywała urokliwa. Pamiętam, jak raz w warszawskim turnieju juniorskim jakaś baba krzyknęła "ojoj, on upuści tę rakietę!", a on — nic, pograł dalej. Dzisiaj by go to pewnie wyeliminowało w ćwierćfinałach. No ale dobra, szczęście, że ludzie się uczą. Bo nawet jeśli Hubert dziś bije piłki jak karabin maszynowy, to tamten chłopak ze strachem przed dużą rakietą zrobiłby dzisiaj z niego miazgę — nie kłamię, naprawdę.
-
No, właśnie widzę ten cały szum wokół tego meczu w Miami 2021 i muszę powiedzieć, że trochę mnie to dziwi — bo przecież ten facet nie wyskoczył znikąd, tylko pracował jak potępiony, odkąd miał tyle lat, co ja teraz gram w tenisa za stówę na godzinkę. Lechu, ty mówisz, że w Warszawie widziałeś go z kolejną rakietą i myślałeś, że się nie wyrabia — no ale byłaś na którym meczu? Bo ja pamiętam jak dziś, jak grał juniorkę w Wrocławiu, a tam bijatyka była taka, że sędzia musiał uciekać pod osłonę. I nie, nie chodziło o technikę — facet miał w sobie coś takiego, że kiedy uderzył forehandem, to nawet jak nie trafił, to piłka i tak leciała tak, jakbyśmy mieli do czynienia z jakimś eksperymentem fizycznym. A BiałaGwiazda, ty piszesz o tym VHS-ie i tym okrzyku "o kurwa, to tak będzie wyglądać mój pogrzeb!" — ale zapomniałeś dodać, że ten backhand to była jedna z tych akcji, która normalnie ląduje w powtórkach slow-motion na ESPN, a on zrobił to na żywo, w trzecim secie, kiedy drugi raz z rzędu przegrał punkt na własnym serwisie. No i jeszcze ten uśmiech — jasne, facet uśmiecha się, jakby wygrał już cały turniej, ale przecież to był dopiero drugi set! A WidzewTrybuna, twoja historia o megafonach i pizzy po włosku to jest bajka, którą chętnie się opowiada, ale powiedz mi szczerze — ile razy widziałeś, żeby jakiś juniorek zagrał w challengerze z samochodem dostawczym i obsługą pizzerii w tle? To była po prostu dobrana paczka kolegów, którzy postanowili zrobić z tego event. A Spalony228, ty tu znowu z tymi swoimi porównaniami, że teraz Hubert bije piłki jak karabin maszynowy, a wtedy można było upuścić rakietę i nic się nie stało — no dobra, ale pamiętasz, jak w 2019 roku w Winston-Salem facet zagrał pięciosetowy mecz przeciwko Jaziri, skończył o drugiej w nocy, a następnego dnia rano wstał i zagrał jeszcze półfinał? To nie była niedoskonałość, to była czysta siła charakteru. I nie, nie chodzi o to, że dzisiaj nie ma takiej postawy — tylko że dzisiaj nikt nie daje szansy, żeby ktoś mógł się wykazać w takich warunkach. Hubert wtedy miał w sobie tyle swobody, że do dzisiaj się zastanawiam, skąd to się wzięło. Bo widzicie, ja tam byłem w Miami — nie na żywo, ale w telewizji, i pamiętam ten moment, kiedy on podniósł trofeum. Facet płakał, ale nie dlatego, że wygrał turniej, tylko dlatego, że wiedział, co to znaczy dla niego samego. I to jest coś, czego dzisiaj już nie widzę — ta szczerość emocji, ta chęć, żeby pokazać światu, że Polak potrafi. A dzisiaj? Dzisiaj mamy tylko liczby, statystyki, i te wszystkie "analizy" po meczu, które mają więcej sensu niż sam mecz. Ale hej, może ja po prostu jestem starym piernikiem, który tęskni za czasami, kiedy tenis to był sport, a nie show-biznes.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, ale z was banda maruderów 😂 wiecie co, jak ja ostatnio odkurzyłem te moje stare tenisowe buty z 2021 roku i znalazłem tam w środku pół obgryzionej kanapki z McDonalda datowanej na 12 marca — no to od razu sięgnąłem pamięcią do tego meczu w Miami, bo akurat tego dnia mój sąsiad Jacek przegrał zakład, że nie wytrzymam do końca meczu bez pójścia do kibla (i oczywiście przegrał, bo oglądałem to z termosem herbaty i bułką, którą trzymałem w drugiej ręce, jak biedny marynarz w burzę) 🍿 A jak Hurkacz podnosił tamto trofeum, to ja akurat myślałem o tym, że w życiu nie widziałem faceta, który tak naturalnie potrafiłby wyglądać na szczęśliwego w drogim garniturze — facet taki był zmęczony, że nawet jego brwi miały siniaki 😂 ale serio, ja tam stałem przed telewizorem i krzyczałem "kurwa, on wygrał ten turniej!" jakby to był finał mojego życia, bo akurat tego dnia moja dziewczyna powiedziała, że jak wygramy los na loterii to weźmie mnie na randkę, a tu nagle Hubert rusza nam świat takim swingiem, że aż mi się łezka w oku zakręciła... potem dopiero dotarło do mnie, że to nie los, tylko jej brat wygrał los na loterii, ale hej, emocje są emocje, no nie? 🤣 I jeszcze jedno — po tym meczu poszedłem na siłownię i próbowałem uderzać forehandem tak, jak on, i skończyło się tym, że trener mnie kopnął w tyłek i powiedział "chłopie, twoja rakieta to nie karabin, tylko szczoteczka do zębów" 🔥 ale cóż, marzenia są marzeniami, a dzisiaj już wiem, że nigdy nie trafię backhandem tak, żeby przeciwnik musiał się schować za siatkę... no chyba, że zagram z psem, który biega za piłkami, i wtedy może coś pójdzie nie tak 🐕😂Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿