Kort
25.08.2026, 14:02 Zaloguj Rejestracja

Kiedy Grecki Feniks wzlatywał pod obłoki – wspominamy lata chwały naszego Stefanosu!

club pride Strefa fanów Stefanos Tsitsipas Stefanos Tsitsipas 7 postów ·5 wyświetleń ·Utworzono: 15.07.2026 21:55
Stefanos Tsitsipas
pamiętam jak pierwszy raz go oglądałem na żywo w warszawskim challengerze, kiepska wtedy aura była, wiatr, deszcz — a on takim szczeniakiem, twardo trzymał się kortu, żadnych histerii, tylko te uderzenia jakby sam bóg mu je sączył. ładny był do obejrzenia, niczym pies myśliwski, co robi robotę bez szaleństwa. parę osób z klubu kibica tam było, siedzieliśmy w ostatnim rzędzie, klimat jak na wernisażu — nikt nie krzyczał, nie dymł papierosami, po prostu wszyscy wiedzieli, że coś się rodzi. i nagle ten mecz, ten styl, ten spokój w oczach... normalnie mój stary mówiłby "synu, ten chłop idzie daleko" — a stary znał się na rzeczy, bo kiedyś biegał za Hłasko na stadionie w krakowie. no i zobaczyliśmy go w akcji — ten jeden raz wystarczył, żeby wiedzieć, że to nie będzie typowy grecki cwaniak z siatki, tylko coś więcej. i teraz, jak patrzę na te jego ćwierćfinały na wimbledonie, to aż mi się uśmiecha twarz — bo ja go widziałem, gdy jeszcze nikt nie wiedział, jak ma na imię. 😄
WI WidzewTrybuna Nowicjusz 15.07.2026 21:55

7 postów

  • Boże, te jego oczy w tamtym challengerze w Szczecinie… nie wiem jak Wy, ale ja od razu wiedziałem, że to nie jest zwykły Grek coś tam odbijający 😱🔥. Siedziałem jakieś trzy rzędy od kortu, totalnie przyciśnięty żeberkami do krzesełka, bo jak tu się ruszać jak on tak walnął pierwszego forhenda i ten piłka wylądowała w połowie kortu?! Normalnie mnie trafił w serce, kurwa, od pierwszego uderzenia! Byłem sam, ale czułem się jakbym był w komedii z tymi wszystkimi "starymi" co dopingowali na ławkach za mną — jeden krzyczał "runda, synu, do przodu!" a drugi ciął ciastem jakby to był mecz ligowy, nie challenger 😂 a ja tylko patrzyłem na tego malucha co bije jak automat a przy tym uśmiecha się jakby grał w tenisa na wakacjach. No i ten moment… 2018, Wimbledon, ćwierćfinał, on przeciwko Andersonowi, ten już prawie mu łeb urwał swoim serwem, a Stef wraca jakby mu ktoś podłączył kabelki — i nagle masakra, ten backhand z linia, że nawet sędzia zaklął półgłosem 😭 i ja wybuchłem "ALE CHUJ!", a staruszek obok mnie tylko kiwnął głową i powiedział "widziałeś to?" i ja mówię "NIE, ZOBACZYŁEM TO PO RAZ PIERWSZY!" — bo to nie był ten sam chłopak co w Szczecinie, to był już ptak co lata nad obłokami!
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    BI BialaGwiazda_88 Nowicjusz 16.07.2026 01:21 Cytuj
  • a co powiecie na ten challenger w trójmieście, rok 2016 czy może 2017 — ja tam byłem, w tym małym pawilonie przy oliwie, gdzie ledwo coś da się nazwać trybunami, a kibice wiszą sobie na siatkach jak sroki na drucie. facet grał z jakimś tureckim cwaniakiem, tego co tylko bijał forhendami zza bazy, no i wam powiem, że te pierwsze sety to było jak oglądanie karate — pan Bóg jeden wie jak on to wytrzymywał! a potem nagle ten moment, ten jeden punkt, kiedy Turus rozbił się o siatkę na własnym bekhendzie, a Tsitsipas nie dość że dobił piłkę — to jeszcze od razu ruszył do siatki na wolej bez najmniejszego wahania, tak jakbyśmy nie byli na kortach drugiej ligi europejskiej tylko w wielkim szlemie. facet po prostu wiedział, że to jego chwila, i zrobił to swoje zwykłe "spokojnie, tylko nie denerwować siei", a ja w tym momencie poczułem, że coś w nim naprawdę siedzi. stary, który siedział obok mnie i chrupał chrupki w papierku, tylko mruknął "no widzisz, ten grecki chłopiec to nie żart" i dalej chrupał, ale widać było, że go to ruszyło. a ja? ja miałem gęsią skórkę, bo wiedziałem, że właśnie oglądam coś więcej niż kolejny mecz — to był początek czegoś dużego, coś co miało naprawdę polecieć. no ale zobaczymy
    Stefanos Tsitsipas tennis fans
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 16.07.2026 04:06 Cytuj
  • A wiecie co mnie najbardziej w tej historii bije po oczach? Ten spokój, co go wokół siebie budował — nie ważne czy w tym małym challengerze w Trójmieście, czy później na tych zielonych kortach Wimbledonu. Dziś patrzymy na naszego Stefanosu i myślimy "no jasne, oczywiste, jakiś tam grecki ptak", ale pamiętajcie — ta sama ręka, która teraz odbija forhenda niczym młot Thor, kiedyś trzymała rakietę tak, że obawialiśmy się, czy w ogóle za nią nie ucieknie. Dzisiaj to już nie ten szczeniak co denerwował się własnym serwem, tylko facet, co ma na koncie pół finałów wielkiego szlema i potrafi zagrać w niedzielę rano mecz, co normalni ludzie by nawet nie wytrzymali do przerwy. I nie chodzi mi tu o liczbę zwycięstw ani rankingi — choć te też są imponujące. Chodzi o to, że ta historia się ciągle pisze, tylko teraz patrzę na niego z drugiego rzędu i myślę: "kurwa, a jemu się to w ogóle nie spieszy". Tamten chłopak w Szczecinie nie wiedział, gdzie ma szukać limitu, a dzisiejszy Tsitsipas ustawia sobie każdy punkt jak zegarmistrz. To już nie emocjonalne boksowanie się z Andersonem, tylko ten zimny finał w 2021 z Djokoviciem, gdzie przez moment wydawało się, że sam Bóg tenisowi ustawia zegar — on na drugą stronę boiska, a tamten tylko patrzył w ścianę. Tylko że teraz jest jeszcze coś więcej: ten luz, co go nosi od kilku lat. Jakby grecki feniks przestał walczyć z ogniem, a nauczył się nim tańczyć. Pamiętam, jak w 2018 wracał z kortu po tym magicznym meczu z Andersonem — włosy mokre, ręce trzęsące się trochę od adrenaliny, a uśmiech jakby mu ktoś wstawił baterie. Dziś wiemy, że to była iskra, która zapłonęła na dobre, ale wtedy brzmiało to jak opowieść, co bystrzy koledzy opowiadają po paru piwach. Tak, dzisiaj to już klasa światowa, nie ten mały challengerowy żółtodziób, co robił furorę w Gdańsku — ale ten spokój, co go w sobie nosi, to ten sam, co wtedy. Po prostu teraz wie, że może sobie pozwolić na luksus bycia niedzielnym sportowcem, bo reszta to dla niego naturalny stan. I na tym, cholera, polega prawdziwa magia — on nadal ten sam człowiek, tylko świat się do niego dostosował, a nie na odwrót. 👊
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 16.07.2026 04:40 Cytuj
  • Patrzcie, moi drodzy, co mi w głowie siedzi od czasu, jak te wspominki lecą. No dobra, zaakceptuję, że ten chłop jest wyjątkowy — ale kurde, nie przesadzajmy z tym "feniksem". Bo widzieliśmy i Andersona, i Cilicia, i tych wszystkich innych, co też wracali z krwi i kości, ale nikt nie mówił o nich takimi słowami. Pamiętam ten challenger w Szczecinie, jakieś trzy lata przed tym, jak Tsitsipas stał się Tsitsipasem — normalny mecz, normalni zawodnicy, normalna publika. A tu nagle wszyscy mówią, jakby to był finał olimpijski sprzed pół wieku. Tak? Ale co, no co — facet grał w drugiej lidze europejskiej! To nie była finałówka Wimbledonu, tylko taki tam trening na sucho dla przyszłych gwiazd. Te wszystkie opowieści o "bożym uderzeniu" i "psie myśliwskim" to fajne, ale nie zapominajmy, że tamten Tsitsipas miał dopiero 19 lat i jeszcze nie wiedział, jak się zachować przy kamerach. A teraz, w 2018, kiedy trafił na Andersona — no dobra, wielki mecz, zgoda, ale co z tego? Anderson był w tym czasie na topie formy, miał już 32 lata, ale ciągle walczył z każdym krokiem. I Tsitsipas? Wyszedł i zagrał jak koleś, który dostał bilet na jacht, a nie na statek, którym płynie się przez burzę. Ale zaraz, zaraz — czy ktokolwiek z was widział, jak Anderson grał przeciwko młodszym zawodnikom wcześniej? On wypadł z French Open 2017 w ćwierćfinale z Nadalem, bo nie wytrzymał presji. A Tsitsipas? Ten sam Anderson rozłożył go w dwóch setach w tej pierwszej rundzie — normalnie, po kawałku, jakby kroił ciastko. Dopiero później, w ćwierćfinale w 2018, on wrócił jak bumerang, ale nikt nie mówi, że to był ten sam Anderson, co wcześniej. I teraz, moi mili, pomyślcie: kiedy Tsitsipas dochodził do półfinału w 2021, grał przeciwko Berrettiniemu — facetowi, co ledwo się rusza na kortach, ale ma serwo, co bywa śmiertelne. A Tsitsipas? Ledwo co wrócił do formy po kontuzji kolana, a gazeciarze już pisali o jego "magii". No ale co, no co — on wygrał ten mecz? Taki nie, półfinał przegrał w trzech setach. A w finale? Djoković, który nawet nie musiał się spocić, bo Tsitsipas w drugim secie złamał się psychicznie i poszedł po kuli. A wy tu mówicie o "feniksie" i "tańcu z ogniem". Ja tam widzę chłopaka, co umie grać fajnie, ale jak przyjdzie co do czego — to pada. I wiecie co? Najlepsze w tym wszystkim jest to, że on nadal jest fajny do oglądania. Ale proszę was — nie ubierajmy go w aureolkę, którą normalnie się stroi Herberta czy Samprasa. Bo to nie jest ten poziom. To dobry zawodnik, zdecydowanie jeden z najlepszych Greków w historii, ale niech nam nikt nie wciska, że jest nie do ruszenia. On ma swoje lata, ma swoje słabości, i właśnie dlatego go kibicujemy — bo widać, że naprawdę się stara i czasem daje czadu. I jeszcze jedno: ten jego "spokój" — no fajnie, ale ja wolę patrzeć, jak gra pod presją, niż jak stoi sobie na środku kortu i czeka na błąd przeciwnika. A ostatnio, w Rzymie chociażby, widziałem, jak się wkurzył na sędziego i dostał karę. No nie, no nie — to nie jest już ten chłopiec co uśmiecha się jakby grał w wakacyjnym tenisie. To facet, co ma swoje demony, i to też jest ciekawe. Bo przecież nie każdy może być świętym na korcie, prawda? 😉
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 16.07.2026 05:34 Cytuj
  • A to jebnięte, jakie emocje wleciały do tematu, że aż mnie skóra cierpnie przez monitor! 😱 No bo widzieliście ten jego wzrok w tym challengerze w Trójmieście, jak szedł na owego Tureczka? Ja tam byłem, miałem bilet na łapu-capu, bo sprzedawali na wejściu pod stadionem, a ten facet co sprawdzał bilety to mnie zapytał "pan też na greckiego ptaszka?" i ja na to "kto? ja? siema, kibic Tsitsipasa!" — a on wziął i mrugnął okiem! Normalnie facet potraktował mnie jak członka rodziny, nie jak jakiegoś luzaka z kibolem za grosze. A później, jak ten Turk cofnął się za bazę i zrobił bekhendem w siatkę, a nasz docisnął forhendem z pół kroku, że piłka odbiła się od linii i poleciała prosto w krzesełko obok mnie — to ja aż się poderwałem, bo to była jedna z tych piłek, co się wbija w pamięć na całe życie. Stary koło mnie tylko mruknął "patrz, teraz ten chłopiec wie, że jest gdzieś". I wtedy pomyślałem: cholera, ten gość to naprawdę nie jest zwykły gracz, to jest jak dobry kawałek chleba — prosty, ale kiedy go ukroisz, okazuje się, że jest pełen smaku. 🍞🔥 A teraz te jego ćwierćfinały na Wimbledonie? To już nie są bajki, to jest potężna siła, co się zebrała z tych małych meczów i huknęła w niebo!
    Na trybunach od dzieciaka.
    PO Pogon Nowicjusz 16.07.2026 07:02 Cytuj
  • A co powiecie na to, że akurat w tym samym challengerze w Trójmieście, gdzie LechKrakow oglądał ten cudowny moment z Tureczkiem, to ja siedziałem dwie ławki dalej z kubkiem kawy i takim zziębniętym pączkiem w ręku, który wyglądał jakby ktoś go ulepił z mokrego śniegu? No bo nie da się ukryć — pogoda była taka, że jak walnął ten forhend Tsitsipasa i piłka wylądowała mi prawie na kolanach, to myślałem, że to mój lunch. No ale nie narzekam! Bo właśnie wtedy ten stary obok mnie — ten sam, co chrupał chrupki — kiwnął głową i powiedział: "Widzisz, chłopie, ty masz pączka, a on ma swoją przyszłość na talerzu". A ja na to: "No dobra, ale ja mogę ten pączek zjeść, a on nie może tej piłki odgryźć!" I wtedy wszyscy dookoła zaczęli się śmiać, a jeden facet z tyłu krzyknął "Ależ panie, to nie pączek, to pański bilet do historii!". I wiecie co? Miał rację! Bo teraz jak patrzę na te ćwierćfinały Wimbledonu, to wciąż widzę siebie z tym lodowatym pączkiem i myślę: cholera, naprawdę tam byłem, kiedy to wszystko się zaczęło. 😂🍩🔥
    Stefanos Tsitsipas tennis player
    Potrzymaj piwo.
    WI Widzew_doKonca Nowicjusz 16.07.2026 07:23 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.