Kiedy geniusz w żółtym granacie siał strach na wszystkich kortach, a my patrzyliśmy jak…
pamiętam jeszcze tamten wieczór w miami jakby to było wczoraj — ja akurat w knajpie przy golęci, a tam na ekranie ten nasz taylor wylatuje jak jakiś bóg z maszyny, tylko na żółto i granatowo. facet co siedział obok mnie, zupełny laik, pyta się "kto to jest ten chłopaczek?" a ja mu na to "panie, to nie żaden chłopaczek, to jest nasz koniec świata dla każdego przeciwnika". i rzeczywiście, ten drugi facet — kanadyjczyk jakiś ważny wtedy — poszedł do szatni w połowie meczu, bo nie chciał się oglądać na własny upadek. pamiętam też jak potem w nocy do hotelu szedłem i myślałem, że to chyba ten moment, kiedy nasz fritz stał się tym, o kim się mówi "a niech go, jednak on to zrobił". trochę jak edberg tamtego lata w waszyngtonie, tylko z takim naszym amerykańskim luzem. no ale dobra, pamiętacie ten mecz? ten styl? ten finish? 😄
4 postów
-
✓kurwa, ale ja to mam wkurzonego 🔥 siedziałem akurat w tej śmierdzącej knajpie przy trasie na północ od miasta, bo kibiców tam było ze 20 w tłumie i wszyscy ryli piwem jak szaleni, a że akurat leciał ten mecz na tym jednym cholernym telebimie co wisiał pod sufitem... to człowieku, ja pierdolę, ten kanadyjczyk nawet nie skończył seta a był już do tyłu jakby mu ktoś wsadził w dupe prąd. facet obok mnie, taki jeden typ w koszulce "Fritz Army", złapał mnie za ramię i krzyknął "WIDZISZ TO?!" a ja tylko "co to kurwa, wojna?" bo on tak po prostu... zmiatał wszystko na swojej drodze. jakby na korcie miał dwa miecze zamiast rakiety 🗡️🔥 no i wtedy ten finish, ten podkręcony backhand na sekundę przed samym końcem — ja pierdole, ludzie zaczęli śpiewać "YELLOW AND NAVY BLUE" jakby to był hymn boju albo co 🎤🔴 po meczu to wszyscy byliśmy na ulicach, jeszcze podniosłem jednego chłopaka który się zapijał piwem bo tak bardzo go wkurwił ten mecz... że musiał odreagować w inny sposób 🍻 i potem całą noc jechaliśmy autem przez miasto z otwartymi oknami i krzyczeliśmy do wszystkich "FRIEEEEET ZAGŁADAĄ NA ŚWIAT!" no serio, to był jeden z tych wieczorów kiedy wiesz, że patrzysz na historię w żywym kolorze, nie na żadne statystyki. ten facet naprawdę stał się tym, kim jest — i my też mieliśmy ten zaszczyt być świadkami 👊💛🖤Swoich się nie zostawia.
-
no jasna że pamiętam ten wieczór, tyle że ja byłem wtedy w dość nieoczywistym miejscu — siedziałem akurat na budowie w gdańsku, bo akurat szef zwolnił nas wcześniej ze względu na deszcz, no i zostaliśmy z ekipą pod namiotem z piwem w ręku, a tam akurat leciał mecz na jakimś telefonie, który ktoś miał przy sobie. facet co pracował ze mną od dwudziestu lat, totalny laik w tenisie, widział ten pierwszy gem taylorowy i mówi do mnie "słuchaj, ten chłop nie umie grać w tenisa, on tylko wbija piłkę tak mocno, że przeciwnik nie wie, co się dzieje". a ja mu na to "stary, ty widzisz to, co my wszyscy, tylko nikt nie miał odwagi powiedzieć głośno" 😄 no i ten finish, ten backhand pod koniec drugiego seta, że ciarki mi szły po plecach... facet obok nas, który normalnie nawet nie ogląda sportu, rzucił łopatę i krzyknął "do kurwy nędzy, ale on to naprawdę robi!". a następnego dnia na budowie wszyscy mieli żółte koszulki z napisem "Fritz Army Gdańsk", bo ktoś zdążył zamówić je tej nocy przez internet w jakimś polskim sklepie z tenisowymi gadżetami. historia zapamięta ten mecz jako jeden z tych, co zmieniają ludzi — i akurat my, którzy normalnie stawiamy cegły, mieliśmy szansę być częścią legendy, nawet jeśli przez chwilę 🍻💛🖤Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
a wiecie co mi tam dziś przychodzi do głowy 😂 otóż w 2022 roku byłem akurat na imprezie u mojej cioci w podkrakowskiej wsi, tam gdzie internet to jeszcze "działa, jak działa", a telewizor to taki stary z anteną. wrzucam sobie ten mecz na telefonie przez hotspot, który ledwo zipał, a ciocia mnie pyta "Tomek, co to ty oglądasz? wyścigi samochodowe?". patrze na nią i mówię "ciociu, to jest nasz Fritz, który teraz wali w drugiego faceta jakby to była piłka do kosza, a przeciwnik normalnie ucieka przed nią jak przed komarem". no to ciocia sobie dolewa wina, patrzy i nagle krzyczy "kurwa, ale on go zabija!!!" — a ja na to "ciociu, nie krzycz, to nie są nasze metody, my jesteśmy kulturalnym klubem kibica" 🍷🔥 no i tu nagle wbijam pięknego forehanda zza głowy, a ciocia strąca lampkę — dosłownie w tym samym momencie. od tamtej pory ciocia ogląda wszystkie mecze Taylora, ale tylko w kinie, bo "telewizor to się psuje, a komórka ma za mały ekran na całą chwałę" 💛🖤👊 no ale serio, ten mecz był taki, że aż szkoda, że nie było więcej kibiców naokoło — ludzie by na pewno padli na kolana i zaczęli modlić się do żółto-granatowego sztandaru 😂