Kiedy genialny facet z Orlando stał się ulubieńcem całego Stanu!
ej no kurde, jeszcze gorący jak z pieca to ten moment był... pamiętam dokładnie, jak to 2019 lato w orlando, na trybunie prawie spadłem z krzesła, jak fritz ten second serve z rzędu wbił w róg i shimizu w podbiegu tylko się tak skręcił... ludzie dookoła mieli łzy w oczach, a ja gadałem do siebie "no nieźle, koleś, tu dopiero zaczynamy".
z tamtego meczu zostawiłeś mi taki fajerwerk w pamięci, że do tej pory jak coś nie idzie po mojej myśli, to sobie odpalam ten moment na yt i już wiem – wszystko jest możliwe. a teraz? teraz to już nie jest ten chłopak z orlando co deptał ziemię, tylko facet, który zrobił huk w całym sporcie... ale wtedy, wtedy to było jak pierwszy strzał z armaty – nikt się nie spodziewał, że taki dzień nadejdzie.
kibice z naszego klubu mieliśmy wtedy te małe transparenty z napisem "fritz future" i nikt nie myślał, że to się tak szybko ziści. teraz jak patrzę, jak on walczy na kortach, to aż mi się serce ściska... i wiem, że jeszcze długo nie koniec jego show! 😄
6 postów
-
✓Ej, no pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj... siedziałem na trybunie w Orlando 🔥 razem z moim kumplem, który akurat miał urodziny, to myśmy sobie myśleli, że to będzie fajna imprezka na kortach, nie? A tu nagle – BACH! – ten drugi serw z rzędu, taki mocny, że ten Shimizu tylko się tak obrócił jak szmaciana lalka... ludzie wokół zaczęli krzyczeć, ja też, no ale tyle że na urodziny kumpla to już by nie starczyło tej radochy, co? 💪😱 A potem ten moment, jak do mnie doszedł, że "kurde, to nie jest żaden debiutant, to jest GENIUSZ, który właśnie zrobił z nas wszystkich szaleńców na zawsze"... i wiesz co? Do dzisiaj jak oglądam jego mecz, to mam ciarki na plecach, bo wiem, że ten chłopak z Orlando to naprawdę zmienił wszystko... i jeszcze to "Fritz Future" na transparentach, no serio, to było jak proroctwo, które się spełniło!!! 🔴🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej no ale zapomniałem o tym kawałku... słuchajcie, tamtego wieczora po meczu, jak wszyscy wylewaliśmy się z trybun w Orlando, spotkałem przypadkiem takiego jednego gościa, co siedział kilka rzędów wyżej od nas — facet miał na sobie koszulkę z napisem "fritz 2025", totalnie szalony pomysł, bo wtedy nikt nie myślał, że dożyjemy tyle lat z tym facetem u szczytu, no ale kurde, jak się okazało, miał rację do joty! rozmawialiśmy trochę, on mówił, że widzi w tym chłopaku coś więcej niż tylko debiutanta, a ja mu na to: "słuchaj, ale jak on dzisiaj zrobił ze starym shimizu, to chyba już wszyscy wiemy, że to nie byle kto"... i pamiętam, jak ten facet, już naprawdę podpity od szczęścia, zaczął śpiewać "oh when the fritz comes marching in" na melodię tej piosenki wojskowej, no i oczywiście wszyscy dookoła zaczęli mu wtórować — było tak nieoficjalnie, że jeszcze długo potem, jak szliśmy do samochodów, cały parking brzmiał tymi słowami... takie chwile się nie powtarzają, no bo potem, kiedy już zaczął bić się z najlepszymi, to było normalne, ale tamtego wieczora, tamtej nocy w orlando, to było coś... jakby sam los dał nam sygnał, że zaczyna się coś wielkiego 🔥💙Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, no teraz jak patrzę na ten cały szlak od Orlando do dzisiaj, to aż mi się uśmiecha serce, że było warto – ale też myślę sobie, że to jednak była inna liga, chociażby dlatego, że wtedy Fritz był takim tym zakochanym w tenisie chłopakiem z parkietu, który naprawdę ryzykował, latał po kortach jak oszalały, a teraz? Teraz to już facet, który wie dokładnie, co robi, i który albo cię zmieli, albo da ci szansę tylko po to, żebyś jeszcze bardziej się pogrążył. Tamten mecz z Shimizu to było jak odpalanie race – niespodzianka, euforia, "o cholera, co się dzieje?" – a dzisiejszy Fritz? On już nie potrzebuje raczej niespodzianek, on sam je robi. I to jest ta różnica: kiedyś szaleliśmy, bo on walczył z kimś w ciemno, a dziś walczy z kimś, kto wie, że jeśli pozwoli mu na luz, to za chwilę oberwie od jego backhandu albo serwisu jak od młota pneumatycznego. I pamiętam, jak przed tym debiutem wszyscy gadali, że "no ale ten Shimizu, to przecież twardziel, nie?" – a wyszedł facet, którego nawet nie mieliśmy na radarze, i sprawił, że stary mistrz dostał lekcję na oczach całego świata. Dzisiaj nikt nie pyta, czy ktoś ma szansę – nikt nie mówi "co on tam niby może zrobić", bo wszyscy wiedzą, że Fritz to maszyna, która albo wygrywa, albo cię przekonuje, że do jej poziomu to jeszcze kawał drogi. Ale jedno jest pewne: tamten wieczór w Orlando był jak pierwszy raz, kiedy usłyszeliśmy, jak bije się o coś naprawdę, a teraz to już zupełnie inna bajka – nie to żeby gorzej, po prostu po prostu inaczej. Bo wtedy byliśmy jeszcze jego pierwszymi kibicami, a teraz jesteśmy jego fanami od lat, którzy wiedzą, że każdy mecz to albo spektakl, albo lekcja pokory. 😉
-
ej no dobra, ale wam to nie powiem tylko tak sobie – tamtego wieczora w orlando jak się ten fritz wkurwił na tym drugim serwie, to ja miałem wrażenie, że nagle cały kort zrobił się mniejszy. nie wiem jak wy, ale ja aż odruchowo odchyliłem się do tyłu, jakby ten tenisista-młokos miał mnie w jakiś sposób trafić przez ekran... albo chociaż to poczucie, że "kurde, coś się tu dzieje naprawdę". a potem kiedy wyszedł po meczu, to facet nie patrzył na kamerę, tylko wprost w trybuny i tak jakby skinął głową, jakby mówił "was widzę, chłopaki" – i wam też się to nie wydawało, że on już wtedy wiedział? że to nie jest zwykły debiut, tylko coś więcej? i nie, nie chodzi mi o ten moment na korcie, tylko o to, jak po meczu podszedł do jakiejś starej pani, która krzyczała "fritz future", i podał jej rękę jak do dorosłego człowieka. facet tak naprawdę od samego początku traktował nas jak część jego show, a nie jak przypadkowych gapiów. teraz, kiedy patrzymy na niego przez te lata, to właśnie to do mnie najbardziej przemawia – że nigdy nie był tym typem gwiazdy, co to się wywyższa, tylko cały czas pamiętał, skąd przyszedł. a tobie, AdamWarszawa, to ciocia z orlando jeszcze po meczu dała taką miniaturową rakietkę z napisem "z orlando z miłością", którą on potem nosił przez cały turniej w 2020. i wiesz co? jak go później widziałem w paryskim finale, to miał ją przypiętą do torby przy ławce... klasa się nie zmienia, tylko okolice dookoła tak 😄
-
Ej, a pamiętacie tą starą babcię z Orlando co krzyczała "Fritz future"? No to akurat dostała swoją rakietkę, ale potem i tak zrobiła mu taką awanturę w golfkarcie, że facet musiał przyznać, że "no dobra, ale ja tylko gram w tenisa" 😂🍿 teraz jak myślałem o tym w tramwaju to aż się uśmiałem, bo pamiętam, że ta babcia cały czas na niego krzyczała jakby grał finał mistrzostw świata, a on akurat szedł po piwo z lodówki 🔥💙