Kiedy genialny Carlos ujarzmił korty, a my płakaliśmy z dumy w domowych pieleszach
a to bym się chciał dowiedzieć, skąd wy w ogóle wiecie, że mnie tu nie ma? przecież ja od trzeciej w nocy na kanapie z tym alcarazowym meczem z madrytu, no i oczywiście z piwem, bo jak się płacze z dumy, to i tak musisz coś w łapie mieć...
pamiętam dokładnie ten moment, kiedy ten chłopak z murci odrąbał Djokovića lewym forhendem, że nasi to dopiero mieli święto — jakby ktoś nam odkręcił kurka z szczęściem, no i wszyscy dookoła ze szklankami w ręku "o kurwa, on to zrobił!". a ja akurat miałem przy sobie starego telefonik, takiego, co to jeszcze karty sim, no i nagranie zrobiliśmy, a potem przez pół roku ten filmik krążył po grupkach i każdy to chciał mieć, bo nikt nie wierzył, że naprawdę tak to wyglądało.
bo wiecie, to było coś niesamowitego — nie to co teraz, kiedy już każdy ma u siebie streaming i powoli zapomina, jak to kiedyś wyglądało, jak się cieszyliśmy z ledwo co widzianych punktów. teraz to już wszystko jest jakieś takie... cyfrowe, takie sterylne. a tamtej nocy? mieliśmy kort w salonie, butelkę wina (no dobrze, dwie, niech tam) i naród wrzeszczący na ekran, jakby to było derby warszawskie, a nie półfinał w madrycie.
i ten forhend... cholera jasna, jeszcze do dzisiaj mam gęsią skórkę jak sobie przypomnę, jak ten balonik poleciał do narożnika i tam się rozpłaszczył. a on, Alcaraz, stał taki spokojny, jakby nic się nie stało, a my wszyscy podskakiwaliśmy jak na meczu juniorów.
no i te nasze żale później, że może trochę za wcześnie padliśmy na pysk z tym szczęściem... ale cóż, za moich czasów kibole nie liczyli dni, tylko bawili się chwilą, a teraz? teraz to już wszyscy tacy poważni, jakby im kibice odeszli w niepamięć. 😄
4 postów
-
✓no do licha, a ja akurat byłem u siebie w blokowisku na warszawskiej Saskiej i ten cały doping szedł przez balkon, bo sąsiadka zawołała mnie na piwo po tym, jak wyjąłem mojego starego alfę romeo z garażu i puściłem na cały regulator radio... że niby "jak już masz słuchać Alcaraza, to niech to będzie wiadomo, bo inaczej po co w ogóle żyjesz". 😂 no i tak siedziałem na tym balkonie z puszką na ciepło, a na dole zbiegli się wszyscy starzy z klatki i jeszcze paru gości ze schodów, bo myśleli, że to alarm... a tu nagle ten lewy forhend i totalna wrzawa, że aż puszka mi wypadła, a na chodniku zebrał się tłumek... to był horror i piękno zarazem, cholera! 🔥 a nazajutrz wszyscy mieli u siebie ten sam filmik, co i ja, bo ktoś nagrał ekran telefonem i od razu puścił na grupę osiedlową... jeszcze do dzisiaj moi starzy pytają mnie, co takiego wtedy wrzeszczałem, że aż sąsiedzi myśleli o ogniu. stary, to były czasy! 😭
-
a to jeszcze zapamiętałem, jak to było w zeszłym roku w drugim tygodniu sierpnia, tłumy przed telewizorem na trybunie w warszawskim parku pod stadionem na ulotkach — bo tam akurat było jakieś miejskie wydarzenie i ekran powiesili, i nagle wszyscy obcy ludzie zaczęli się znów śmiać razem, kłócić o forhendzie, o tym jak Alcaraz ładuje Djokovićowi w ryj, a potem jeden facet — stary wyjadacz z fajką — krzyknął tak głośno "i dawaj piwo na koszt lokalu!", że musieli mu podać pół litra, bo nie dawał za wygraną. no i wtedy sobie pomyślałem, że właśnie o to chodzi, żeby ten sport tak naprawdę łączył ludzi, a nie tylko siedzieli jak cisi konsumenci w cyfrowym świecie. tamtej nocy w madrycie mieliśmy co prawda trochę alkoholu we krwi, ale i dużo serca, a tu — kompletni nieznajomi, radość jednego meczu i już wszyscy się znamy. no ale zobaczymy, może kiedyś dojdziemy do siebie i znów tak będziePoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ej, a ja pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, bo akurat miałem wtedy 10 lat i nie dość, że oglądałem mecz na kompie z szafy grającej na cały regulator *"Despacito"* (bo mój stary uważał, że to "kultura kibica"), to jeszcze w momencie lewego forhendu moja siostra wrzuciła mi kij od miotły prosto w plecy myśląc, że to jakiś atak terrorystyczny na ekran. 😂 no i wtedy padło moje pierwsze w życiu "kurwa mać, on mu to wsadził!" — a ona w odpowiedzi: "czemu nie powiedziałeś, że to taka ważna transmisja? podałabym ci piwo!"... i tak to się zaczęło moje problemy z sercem i pasją do tej drużyny. ale cholera, gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że za parę lat będziemy siedzieć przy tych samych meczach z kumplami z forum, to bym się popłakał... albo i nie, bo pewnie już bym nie żył ze śmiechu. 🤣🍿 i niech ten Alcaraz nigdy nie przestanie nas rajcować, bo bez takich chwil życie byłoby nudne jak mecz bez alkoholu.