Kiedy Żelazny Czołg z Astana robi show na każdej trawie świata
pamiętam, jak w żywe oczy widziałem na wimbledonowym ekranie to 6:0 z Petković — a nasz ktoś nawet nie zdjął słuchawek, tylko machał pięścią w stronę kamerki jakby do sąsiada z klatki schodowej, który akurat przyniósł piwko. był lipiec 2023, ale mi się zdaje, że to było wczoraj, bo do dzisiaj tamten mecz wisiał na ścianie lokalu przy ul. Głogowskiej i każdy nowy gość musiał stanąć przed nim i kiwnąć głową „no dobra, widzę”. była taka aura, jakbyśmy razem z kibicowską paczką odpalili fajerwerki w środku meczu — że niby legalnie, bo to tenis, a tu proszę, własny mały copacabana na trawie. z tej ferajny facetów, co wtedy zebrali się przed telewizorem w pubie, jeden do dzisiaj nosi koszulkę z napisem „petkovic przegrywa — my robimy show” i bije się w pierś, że on to wszystko wymyślił podczas drugiego seta. naprawdę było tak, jakby ten nasz czołg przejechał się po całym kortcie i zostawił po sobie tylko ślad w postaci pary butów Petković pod siatką. klimat był taki, że później jeszcze przez tydzień w pubie puszczaliśmy piosenkę „żyli długo i szczęśliwie” przy otwarciu drzwi — żeby nie było, że nie doceniamy takiego grand slamu w stylu „tu nie ma niczego do ukrycia”. no i teraz patrzę na kolejne jej występy i myślę — cholera, czy ona kiedykolwiek nauczy się blokować ten czołg albo chociaż odkręcić kaloryfer w głowie? bo w końcu ten jej lift z backhandu nie raz zrobił spektakl, ale przeciwko naszej masie to jakby rzucać kamyczki w pancerz t-34.
6 postów
-
✓No ale okej, ale mi się ten obrazek wrył w głowę, że kiedy startowała ta masakra z Petkovic, to ja akurat stałem pod kortem numer 16 na Rolandzie Garros, bo pomyślałem „kurwa, dziś chyba coś się stanie” i faktycznie — facet obok mnie, który miał kapelusz z naparem „Rybakina Army”, krzyknął „teraz!” i zaraz lecą te siatki do góry jak fajerwerki, a po meczu, kiedy wychodziła z kortu, wszyscy krzyczeli „ELITA!” tak głośno, że jeden z ochroniarzy poprosił, żebyśmy schowali flagi do kieszeni, bo „jakieś tam policyjne regulaminy”, ale kto by tam słuchał, skoro nasz czołg zrobiła show, którego nikt nie zapomni! 💪🔥 I dalej, jak to znam, ten sam facet z kapeluszem nosi koszulkę z „6:0 DLA KRÓLOWEJ TRAWY” i w kółko opowiada, że podczas pierwszego seta on zamówił piwo „na zdrowie”, ale drugie mu nie smakowało, bo był za podekscytowany. była taka energia, że jakby weszliśmy wszyscy do pokoju numer 16 i powiedzieli „do widzenia tenisowi klasycznemu” — a Rybakina tylko skinęła głową, jakby rozumiała, że dzisiaj to my jesteśmy królami kortów. 😱Swoich się nie zostawia.
-
a pamiętacie ten mecz w chicago z zeszłego roku na halowym turnieju? rybakina wchodziła na kort w takiej fryzurze, że mi się zdawało, że ktoś jej włączył suszarkę do włosów na pełny gaz i zapomniał wyłączyć — a tu proszę, podeszła do siatki, uśmiechnęła się do publiczności i od razu zrobiła ten jej słynny backhand zza linii — i facet, co siedział obok mnie, stary wyjadacz z florydy, który nigdy w życiu nie widział naszej królowej trawy, po prostu walnął szklanką w stół i krzyknął „santa madre!”, jakby zobaczył latającą wieżę pancerną, a potem jeszcze przez pół meczu powtarzał „jestem na meczu kanadyjki, czy na meczu koszykówki?” — ale widać było, że mu się to spodobało, bo kiedy rybakina wygrała, on złapał mnie za ramię i powiedział „stary, ja tu przyjadę za rok, niech was cholera, bo chcę zobaczyć to znowu” i jeszcze mi obiecał, że przywiezie swoją córkę, bo „ona powinna wiedzieć, że tenis to nie tylko te wasze wzgórki, ale i prawdziwe show”. fajnie było, jakbyśmy razem z nim wtedy posmakowali tej magii, którą zostawia po sobie nasza belaruska maszynka do czyszczenia kortów. to nie był mecz, to była lekcja pokory dla wszystkich, co myślą, że tenis to nudna liga.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A to przecież nie było tak, że zebrał się jakiś przypadkowy tłum w pubie i czekał na cud — tamtego lipca 2023 wszyscy mieliśmy w pamięci, jak trzy tygodnie wcześniej wrzucała nas do pieca w Berlinie, ale Melbourne to był zupełnie inny poziom ekscytacji. Prawdę mówiąc, kibice, którzy tamtego dnia zebrali się przy ekranie w lokalu na Głogowskiej, mieli już w sobie coś takiego, że po prostu *czuli* ten mecz na kilka godzin przed pierwszym serwisem. Teraz? Teraz mamy wyczulone gardła i nadzieję, że akurat trawa nie okaże się zbyt śliska, bo inaczej czeka nas znowu ten sam problem — nie z Petkovic, nie, ale z jakimś innym przeciwnikiem, który nagle odkrywa, że Rybakina jednak nie gra sama, tylko z taką maszynką zza siatki. Pamiętam, jak przyjaciel, co nosi koszulkę „petkovic przegrywa — my robimy show”, dziś pokazywał mi zdjęcia z ubiegłorocznej bitwy w Madrycie — tam już nie było tego totalnego zapamiętania się w tempie, tylko spokojne uderzenia, precyzyjne, jakby ktoś wcisnął przycisk „redukcja hałasu”. I wiecie co? To wcale nie znaczy, że to gorzej. Ale klimatu tamtego dnia nie da się powtórzyć, bo tamten mecz to był nie tylko tenis — to była impreza na oczach całego świata, a my byliśmy w centrum, choć nikt poza nami tego nie rozumiał. Tamtej ferajny w pubie nikt nie planował, weszła, zrobiła show i poszła, a dzisiaj mamy już grono stałych obserwatorów, którzy przychodzą nie po to, żeby krzyczeć, tylko po to, żeby patrzeć, jak nasza królowa trawy znów delikatnie, ale stanowczo, wbija się w kolejnego przeciwnika. Trochę smutno, że teraz to już nie jest nasz mały lokalny secret z Głogowskiej, tylko globalne widowisko, za którym stoją ludzie, którzy nigdy nie byli w naszym pubie i nie wiedzą, jak smakuje piwo „na zdrowie” w trzecim secie. Ale jedno jest pewne — ciągle się cieszę, że w tym wszystkim jesteśmy. Bo nawet jeśli dziś show jest mniejsze, to przecież wciąż zostaje ten sam czołg, który nie zapomniał, jak się rusza. I to jest coś, co warto celebrować.
-
no właśnie, bo widziałem tegoroczny mecz na trawie w berlinie, a nuż mi się łezka w oku zakręciła, jak ta nasza belaruska wygrywała z taką nonszalancją, że nawet sędziowie chyba zapomnieli, że mają gwizdać. ale co tam berlin, to był lipiec, i w pubie przy głogowskiej staliśmy tak cicho, jakby ktoś nam kazał siedzieć w kościele, a ona tam tylko posłała te piłki tak, że aż echo odbijało się od sufitu. pamiętam, jak jeden z chłopaków, ten co zawsze krzyczy „elita!”, to akurat tak się podniecił, że upuścił tacę z piwami prosto na kolana sąsiada, ale nikt nawet nie pisnął — bo co, mielibyśmy przerwać święto? przecież to była msza w intencji tenisowej rewolucji, i tyle. no i wiecie, co mnie ostatnio uderzyło? że dzisiaj młodzi kibice patrzą na rybakinę jak na ikonę instagrama — fajne zdjęcia, ładna fryzura, i tyle. ale ci, którzy byli przy tym 6:0 z petkovic, to już wiedzą, że to nie o instagramowe „kliknij lajk”, tylko o prawdziwe show, które zostawia ślad na lata. tamtego dnia nie było żadnych tiktoków, żadnych relacji na stories — tylko my, nasi kumple, i ten czołg, który pojechał po całym kortcie, aż została tylko dziura w siatce. i te dziury, chłopaki, to są nasze ordery z wojny — nie wiem, czy tamta Petkovic jeszcze je nosi pod koszulką, ale my to mamy na sercu.
-
A kurczę, a ja tu myślałem, że dziś zjem kanapkę z serem, a tu mi się przypomniało, jak ten facet z kapeluszem "Rybakina Army" walił w stół w Madrycie, że aż sok z pomidora wyskoczył z kieliszka i rozlał się na koszulkę kolegi obok, a ten kolega nie pisnął ani słowa — tylko kiwnął głową i powiedział "super, kontynuujcie", bo wiedział, że to nie moment na kłótnie, tylko na świętowanie czołgowej jeździe 🚂💥 Wtedy to dopiero był show — nie dość, że Rybakina zrobiła 6:0, to jeszcze ten facet obok zachowywał się jakby oglądał mecz boksu, a nie tenis! Palant! Ale jak na kibica wypada — stary wyjadacz, a jeszcze piwko mu nie przeszkadzało, bo skacze jak na meczu NBA! 🍻😂 A teraz sobie myślę, czy ten sam facet pamięta, jak po meczu szukał toalety i zapytał kelnera "gdzie tu jest kibicowski kibelec?", a kelner spojrzał na niego jak na wariata i powiedział "u nas to nie ma kibiców, tylko kibice, a toaleta jest tam", i facet kiwnął głową tak poważnie, że aż się zastanawiałem, czy nie wziął tego za oficjalne stanowisko klubu. 🤣🍿 Ale hej, miejmy nadzieję, że kiedyś znów wrócimy do takich czasów, kiedy tenis był nie tyle grą, co prawdziwym widowiskiem — i najważniejsze, że zawsze będą chłopaki, co będą potrafili rozlać piwko w odpowiednim momencie! 🍺✌️Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿